Przed nami dwa tygodnie kampanii. Lech Kaczyński przegrywa nieco ponad sześcioma punktami.
Lech Wałęsa: - On się nigdy nie podda, bo to człowiek walki, cały czas w natarciu. Ale do normalnej pracy się nie nadaje. Tusk jest jego przeciwieństwem, to człowiek do roboty. Teraz dalej będzie musiał walczyć o tanią popularność. Ciężko mu to idzie. Powinien być sobą, konsekwentnie przedstawiać program, zamiast wdawać się w pyskówki z Kaczyńskim.
Tania popularność to klucz do zwycięstwa?
- Takie czasy, tacy politycy. Ja chciałem dawać sto milionów, chciałem puszczać w skarpetkach. Może to był głupi program, ale szedłem po władzę, żeby go realizować. Nie po stołek. A ci dwaj kandydaci sprzedają wyłącznie siebie. Są jak produkty w sklepie. Doradzają im spece, którzy potrafią wcisnąć klientowi każdy kit. Ale powtarzam, z tych dwóch pretendentów dla Polski lepszy jest Tusk.
Boi się Pan zwycięstwa Kaczyńskiego?
- Tak. Ale widzę też pewien paradoks. Jeśli Kaczyński wygra, to szybko się pogrąży. Straci Polska, ale PiS też pójdzie na dno, bo jego przywódcy nie potrafią budować, tylko burzyć. Jeśli wygra Tusk, to przedłuży żywot braciom Kaczyńskim. Oni będą mu podstawiali nogę, a on i tak będzie się starał budować. Ale najbardziej boję się też niskiej frekwencji. 50 procent nie idzie do urn. Przez brud ojca Rydzyka, przez te wszystkie oszczerstwa, kłamstwa i błoto. Ja też czuję się czasami jak te 50 procent ludzi, ale głosować trzeba.
|
ŹRÓDŁO:
|  |
Źródło: Gazeta Wyborcza