Maher to czteroletni niepełnosprawny uchodźca. Z rodziną mieszka w namiocie. Zbliża się najtrudniejszy dla nich czas

Maher ma 4 lata. Jest radosnym, pełnym energii dzieckiem. Uwielbia bawić się balonikiem i metalowym czajnikiem. - Jest naszym promyczkiem - mówi o nim rodzina. Ale życie Mahera nie jest proste. Chłopiec jest niepełnosprawny, sparaliżowany od pasa w dół. Ma problemy z oddychaniem. Może poruszać się tylko na wózku. A w dodatku, jest mieszkającym w namiocie małym syryjskim uchodźcą. Teraz jednak jest szansa, by mu pomóc.

Mahera mogło nie być na świecie. Kiedy jego mama, Mariam, jeszcze w ciąży dowiedziała się, że jej dziecko będzie niepełnosprawne, zaproponowano jej aborcję. Nie zdecydowała się, pomimo że już wtedy z mężem i czworgiem starszych dzieci była w Libanie, do którego uciekli przed wojną w Syrii. Swojej decyzji nigdy nie żałowała. Każdy dzień jest jednak dla jej rodziny walką.

Myśleli, że wyjeżdżają na chwilę. Od kilku lat mieszkają w namiocie

Rodzina Mahera zdecydowała się opuścić ogarniętą wojną Syrię w 2014 roku. W kraju od dawna nie było bezpiecznie, ale kiedy w ich regionie pojawili się terroryści, a na świecie miał pojawić się kolejny członek rodziny, uznali, że nie mogą ryzykować. Nie myśleli jednak, że ich tułaczka potrwa tak długo.

Dotarli do Libanu. Podobnie jak ponad 900 tys. ich rodaków (dane UNHCR - red.). Początkowo rodzina przemieszczała się, szukając miejsca, gdzie mogliby się zatrzymać. Z pomocą organizacji pozarządowej udało się im znaleźć mieszkanie. Mieli w nim pozostać na co najmniej dwa lata, byli tam jednak tylko 10 miesięcy. Kiedy zaczęło im brakować pieniędzy, właściciel ich eksmitował. Nie mieli funduszy na kolejne mieszkanie, dlatego jak wielu uchodźców postanowili zamieszkać w namiocie. Tak trafili do położonej wysoko w górach miejscowości Arsal w północno-wschodniej części kraju. 

Matka Mahera sama wróciła do Libanu. Chciała ratować syna

W międzyczasie pojawiły się kolejne trudności. Badania wykazały, że dziecko, które nosiła pod sercem Mariam, nie rozwijało się prawidłowo. Lekarze przekazali matce wiadomość - chłopiec będzie niepełnosprawny. Zaproponowano jej usunięcie ciąży. Nie zgodziła się. Wiedziała jednak, że na odpowiednią opiekę medyczną podczas porodu i tuż po nim szanse były marne. Wprawdzie UNHCR pokrywa większość kosztów pobytu uchodźców w szpitalu, jednak nadal muszą oni zapłacić około ¼ ceny. Taką sumą rodzina Mariam nie dysponowała. Kobieta podjęła więc trudną decyzję. Postanowiła opuścić męża i dzieci i spróbować przedostać się z powrotem do Syrii, gdzie mogła liczyć na darmową opiekę. Sama, w zaawansowanej ciąży, z pomocą kilku zamożnych osób, które w krytycznych momentach zaoferowały jej wsparcie, pokonała wiodącą przez góry drogę z Libanu do Syrii.

Maher urodził się 8 lutego 2015 roku. Lekarze zdiagnozowali u niego przepuklinę rdzeniową. Przez nią chłopiec jest sparaliżowany od pasa w dół. Dziecko ma też poważne problemy z układem oddechowym. Po porodzie i udzieleniu chłopcu niezbędnej pomocy, która pozwoliła mu przeżyć, Mariam po raz kolejny wybrała się w podróż. Po raz trzeci pokonała trasę Syria-Liban, aby wrócić z małym Maherem do reszty rodziny.

Każdy z nas może pomóc Maherowi i jego rodzinie. Wystarczy przyłączyć się do zbiórki organizowanej przez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej i portal Gazeta.pl. Jest to możliwe pod tym linkiem.

"Maher jest naszym oczkiem w głowie"

Dziś chłopiec ma cztery lata. Przypomina swojego tatę. Ciemne kręcone włosy, pociągła twarz. I czarne oczy, w których nieustannie widać dwa chochliki. 

Maher to czteroletni niepełnosprawny syryjski uchodźca. 'Jest naszym źródłem radości' - mówi o nim rodzina. Na zdjęciu Maher z tatąMaher to czteroletni niepełnosprawny syryjski uchodźca. 'Jest naszym źródłem radości' - mówi o nim rodzina. Na zdjęciu Maher z tatą Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

- Jest naszym promyczkiem, oczkiem w głowie, źródłem radości - mówi o nim Mariam. Pełen energii chłopiec uwielbia bawić się ze swoim rodzeństwem. Zabawką dla niego może stać się wszystko - od balonika po skrawki papieru, które można sobie przyklejać do czoła i śmiać się, kiedy spadają na ziemię. Jego ostatni ulubiony przedmiot - metalowy czajnik. Można go obracać, dmuchać w niego, uderzać łyżką czy ręką. Maher nie rozstaje się z nim ani na chwilę.

- Mam wrażenie, że Maher ma niesamowicie rozwiniętą inteligencję emocjonalną. Żeby się  z nim porozumieć, nie potrzeba słów. On świetnie wchodzi w relacje z ludźmi. Jest też zaczepny. Nie ma tak, że pobawisz się z nim chwilę i to będzie koniec. Jak przychodzisz do Mahera, to jesteś gościem Mahera, nikogo innego - śmieje się Agnieszka Nosowska, pracowniczka Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, która poznała chłopca i jego rodzinę osobiście.

Maherem opiekują się m.in. 7-letni brat i nastoletnia siostra

Pomiędzy tymi chwilami śmiechu i radości zdarzają się również momenty trudne. Niepełnosprawność w jakimś stopniu chłopca ogranicza - Maher nie chodzi. Problem polega na tym, że całe życie rodziny toczy się tak naprawdę na podłodze namiotu. Tam wszyscy jedzą, śpią, bawią się. Kiedy więc istnieje potrzeba wyjścia na zewnątrz, Mahera trzeba posadzić na wózku inwalidzkim. A potrzeba taka jest często. Na przykład za każdym razem, kiedy Mariam gotuje - Maher z powodu problemów z drogami oddechowymi nie jest w stanie przebywać w pomieszczeniach, w których jest gorąco i parno. 

Tak naprawdę jedyną osobą, która może dźwigać chłopca, jest jego mama. Jego tata sam jest chory - ma poważne problemy z kręgosłupem. To utrudnia mu nie tylko opiekę nad synem, ale również zarabianie pieniędzy. Podejmuje się dorywczych zajęć, jednak w większości to prace fizyczne - na budowie czy w rolnictwie - które jeszcze bardziej niszczą jego schorowany kręgosłup.

W opiece nad Maherem rodzicom pomaga w miarę swoich sił rodzeństwo chłopca. - Wszyscy widzieliśmy, jak oni są zaangażowani w pomoc. Nawet brat, który ma lat może siedem, pomagał wnosić wielkie paczki z pieluchami do domu. Bardzo zaangażowana jest też najstarsza siostra - opowiada Agnieszka Nosowska. Dziewczynka, która ma kilkanaście lat, zrezygnowała ze szkoły, żeby móc wesprzeć mamę. 

Maher z jedną z sióstrMaher z jedną z sióstr Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Przed rodziną Mahera są kolejne wyzwania

Rodzinie Mahera brakuje pieniędzy. Potrzeby chłopca przekraczają ich finansowe możliwości. Najbardziej pilnymi wydatkami, które jednocześnie nigdy się nie kończą, są pieluchy i mleko modyfikowane - Maher nie przyjmuje stałych pokarmów. 

- Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy odwiedzić tę rodzinę, zachwyciliśmy się nimi i samym Maherem. Szybko zorientowaliśmy się, jakie są potrzeby i od razu pojechaliśmy do najbliższego supermarketu. Wróciliśmy z zapasem pieluch i mleka modyfikowanego - wspomina Agnieszka Nosowska. Pracownicy PCPM zapłacili za te rzeczy z funduszu przygotowanego na nagłe, kryzysowe sytuacje podczas misji, z którego środki pochodzą od sponsorów. Wszyscy byli jednak gotowi wydać na to własne pieniądze. 

Oprócz pieluch i mleka modyfikowanego rodzinie Mahera funkcjonowanie utrudnia mieszkanie w namiocie. Na powierzchni około 16 metrów kwadratowych musi się zmieścić dziewięć osób. To o dwie więcej niż dotychczas, bo 9 października Mariam urodziła dwie dziewczynki. - Tymczasem namiot, w którym mieszka rodzina, jest jednym z najmniejszych w okolicy. Na większy nie mieli pieniędzy. W Libanie płaci się za powierzchnię, na której stoi namiot. Im większa, tym więcej wynosi czynsz. A nawet na wybudowanie tego małego zadłużyli się u sąsiadów - tłumaczy Agnieszka Nosowska. Jak dodaje, namiot rodziny Mahera jest nie tylko mały, ale i w bardzo złym stanie. Zimą jest regularnie zalewany. W ostatnim roku w trakcie zimy jego część całkowicie nie nadawała się do użytku, bo ciągle stała tam woda. 

Problemy zdrowotne chłopca, brak pieniędzy na jego podstawowe potrzeby, tragiczny stan namiotu, w którym mieszkają, dwoje nowonarodzonych dzieci - powodów do obaw rodzicom Mahera nie brakuje. - Zbliża się najtrudniejszy dla uchodźców okres zimowy. Teraz pojawiły się małe siostrzyczki Mahera, którymi trzeba się opiekować, tak samo jak samym chłopcem. Poza tym z wiekiem pojawiają się kolejne trudności. Mariam sama mówiła, że jedną z jej obaw jest to, że Maher robi się coraz cięższy, coraz trudniej go podnieść, zadbać o jego higienę. Co będzie za kilka lat?  - zastanawia się Agnieszka Nosowska.

"W tej rodzinie jest bardzo dużo miłości"

W Syrii jest prawie 920 tys. zarejestrowanych przez UNHCR uchodźców syryjskich. W samym Arsalu jest ich około 30 tys. Agnieszka Nosowska powtarza jednak, że to właśnie rodzina Mahera ujęła ją najbardziej z tych, które poznała. 

- Ich historia wyjątkowo mnie poruszyła. Dlaczego? Mam wrażenie, że w tej rodzinie jest bardzo dużo miłości. Dzięki temu oni w obliczu wszelkich przeciwności się nie poddają - mówi pracowniczka PCPM. - To nie jest rodzina, która prosi się, żeby im pomóc, która uważa, że ta pomoc się im należy. Oni jakoś funkcjonują i starają się znaleźć sposób, żeby jak najbardziej normalnie żyć - twierdzi.

Dodaje, że tylko raz zdarzyło się, aby mama Mahera zwróciła się do nich o pomoc. - Maher potrzebował nebulizatora. To nie jest bardzo drogi sprzęt, ale dla nich taki zakup był niemożliwy, a jednocześnie był bardzo potrzebny Maherowi, bo to ułatwia mu oddychanie. Wtedy właśnie mama odezwała się do nas z ogromną nieśmiałością, prosząc o wsparcie - opowiada Agnieszka Nosowska.

- W moim odczuciu to, co sprawia, że rodzina Mahera jest taka wyjątkowa, to połączenie ich niezwykłej skromności z naprawdę trudną sytuacją, miłością, która jest między nimi i dodatkowo niezwykłą osobowością Mahera - tłumaczy z uśmiechem pracowniczka PCPM.

***

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej przy współpracy z portalem Gazeta.pl uruchomiło zbiórkę pieniędzy dla Mahera i jego rodziny. Chcemy pokryć koszt pieluch i mleka modyfikowanego dla chłopca na najbliższych kilka miesięcy (około 200 złotych miesięcznie), umożliwić im wynajem mieszkania, opłacenie rachunków (łącznie około 800 złotych miesięcznie), a także pomóc wyposażyć je w podstawowe sprzęty. Dzięki naszej wspólnej pomocy Maher i jego rodzina mogą bezpiecznie i komfortowo przetrwać najtrudniejszy dla uchodźców czas. Jak mówią rodzice chłopca, to ich największe marzenie. Jeśli chcesz pomóc je spełnić, przyłącz się do zbiórki.

Więcej o:
Komentarze (31)
Maher to czteroletni niepełnosprawny uchodźca. Z rodziną mieszka w namiocie. Zbliża się najtrudniejszy dla nich czas
Zaloguj się
  • bak_on

    Oceniono 28 razy 26

    "Rodzinie Mahera brakuje pieniędzy. Potrzeby chłopca przekraczają ich finansowe możliwości."
    Zatem najlepszym sposobem na te problemy było urodzenie kolejnych dwóch dziewczynek i zapewnie na siódemce dzieci się nie skończy. Można odnieść wrażenie, że ci rodzice nie mają najmniejszych problemów z powoływaniem kolejnych istnień na ten świat, natomiast wyrzuty sumienia za ich beznadziejność egzystencji powinni mieć czytelnicy tego smętnego artykułu.

  • agilmagil

    Oceniono 17 razy 17

    Najbardziej mi szkoda dziewczynki, która musiała zrezygnować ze szkoły, bo jedyną rolą „chorego” tatusia jest płodzenie kolejnych dzieci, którymi opiekować muszą się starsze dzieci. Z taką mentalnością i brakiem edukacji młode pokolenie nie ma szans na lepszy los.

  • tomcio55

    Oceniono 14 razy 12

    Ja się mogę dołożyć na wazektomię tatuśka, serio

  • white_lake

    Oceniono 10 razy 10

    podobno dobroczynność to jedna z podstawowych reguł islamu, dlaczego więc panowie szejkowie w złotych mercach nie zjeżdżają się tłumnie, żeby pomagać swoim ziomalom? może należałoby ten artykuł na arabski przetłumaczyć i im podesłać?
    wiadomo, że wszystkich uchodzców nie wezmą do siebie, ale sprzęt mogliby dzieciakowi zasponsorować albo namiot dla rodziny

  • boo-boo

    Oceniono 11 razy 9

    Nie ma to jak nastukać sobie dzieci żyjąc w nędzy i to jeszcze w czasie wojny. Do tego jeszcze jedno dziecko opiekuje się bratem i drugie siostra rezygnująca ze szkoły na rzecz opieki nad bratem. Kasę uzbierać na zapas prezerwatyw dla rodziców.

  • romikus

    Oceniono 11 razy 9

    Allah tak chciał.

  • mniklasp

    Oceniono 12 razy 8

    oto glupawe opowiesci z obrzeza egzystencji

  • e50504

    Oceniono 7 razy 7

    ...a teraz wyobraźcie sobie artykuł o prostej kobiecinie z Podlasia, że z miłości do dzieci i dla religii zdecydowała się urodzić piąte niepełnosprawne.

    Jak myślicie, czy gazeciane przedstawiłyby ją w tak pozytywnym świetle jak matkę bohaterki artykułu, czy może Aborcyjny Dream Team? :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX