Brytyjski himalaista zmarł, schodząc z Mount Everest. To 10 ofiara w tym sezonie

44-letni Robin Haynes Fisher zmarł w sobotę, po tym jak był zbyt wyczerpany, żeby zejść ze szczytu. Mężczyzna jest kolejną ofiarą w tym sezonie. W związku z dobrą pogodą Mount Everest przeżywa "oblężenie", a wejście na szczyt trzeba okupić staniem w długiej kolejce.

Fisher dotarł na szczyt Everestu w sobotę rano. Himalaista stracił przytomność w tzw. "strefie śmierci", 150 metrów od szczytu. Lokalni przewodnicy próbowali go ratować, dali mu tlen i wodę, ale mężczyzna nie reagował. Zaledwie 45 minut po zdobyciu Mount Everest zmarł.

Jeden z przewodników Fishera również skarżył się na złe samopoczucie i został zniesiony do niższej bazy. Brytyjski himalaista to dziesiąta ofiara śmiertelna tegorocznego sezonu wspinaczkowego (który kończy się w maju) na najwyższej górze świata. W sumie w nepalskich Himalajach zginęło już 18 osób.

Kolejka po sławę czy śmierć?

Eksperci twierdzą, że tak duża liczba ofiar śmiertelnych wiąże się ze stale rosnącą liczbą wspinaczy usiłujących zdobyć Mount Everest. W tym sezonie, wskutek korzystnych warunków pogodowych, pod szczytem utworzyła się długa kolejka himalaistów wyczekujących w tzw. strefie śmierci, czyli na wysokości powyżej 8000 metrów, na ostateczny atak na szczyt "góry gór". 

Do ataku na Mount Everest szykuje się obecnie 750 himalaistów po stronie nepalskiej i kolejne 140 osób chcących wspiąć się na jego szczyt od strony tybetańskiej. Zezwolenia na wejście na Mount Everest, wydawane są przez władze Nepalu zagranicznym himalaistom, kosztują w przeliczeniu około 40 tys. zł. 

Więcej o: