Grozi im deportacja do kraju, gdzie rodzina jest prześladowana. Uczennic bronią koledzy

Patryk Strzałkowski
Uczą się w warszawskich szkołach, tu mają kolegów i z Polską wiążą swoją przyszłość. Jednak teraz Madinie i Aminie oraz ich rodzinie grozi deportacja do Tadżykistanu. Bronią ich szkoły i organizacja, a 4 tys. osób podpisało w ich sprawie petycję. Decyzja należy do Straży Granicznej.

- Codziennie odbieram telefony od rodziców dzieci, z którymi dziewczyny chodzą do klasy. Wszyscy pytają, jak mogą pomóc - mówi Natalia Gebert z organizacji Dom Otwarty, która wraz z Anetą Derdą z Gimnazjum i Liceum Startowa koordynuje
wsparcie dla 16-letniej Madiny i rok starszej Aminy. Dziewczynom oraz ich rodzinie grozi deportacja.

Nastolatki przyjechały do Polski z Tadżykistanu na początku 2016 roku razem z rodzicami i dwójką młodszego rodzeństwa. Matka dziewczynek była zaangażowana w
działalność polityczną w umiarkowanej, opozycyjnej Islamskiej Partii Odrodzenia Tadżykistanu. Partia została zdelegalizowana, a jej członków spotkały represje. 

Szczególnie dotknęło to brata matki, który był ważnym działaczem partii. Jednak także ona sama była wiele razy nachodzona i przesłuchiwana przez służby, a ich dom kilkakrotnie przeszukiwano bez żadnego nakazu. W świetle nasilających się represji, z obawy o bezpieczeństwo własne i dzieci, rodzina postanowiła opuścić swój kraj

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Natalia Gebert.

Rodzina ubiegała się o status uchodźców w Polsce, jednak ich wniosek został dwa razy odrzucony. Teraz grozi im deportacja. - Można ją jednak zatrzymać - podkreśla Gebert. Jak tłumaczy, Komendant Straży Granicznej może zdecydować, by zezwolić im na pobyt z powodów humanitarnych. Taka możliwość jest rozpatrywana w trakcie prowadzonej przez SG procedury o zobowiązaniu cudzoziemców do powrotu (tzw. procedura powrotowa, potocznie deportacja). 

 - Zgody udziela się m.in. w przypadku, gdy deportacja stanowiłaby naruszenie praw dziecka i zagrażała jego dalszemu rozwojowi. Inicjatywa Dom Otwarty, której wolontariuszki znają rodzinę niemal od początku jej pobytu w Polsce, zaangażowały się w działania wspierające przyznanie Aminie i Madinie wraz z rodziną takiego pozwolenia na pobyt - tłumaczy Gebert

Powrót oznacza "narażenie na ryzyko uwięzienia i tortur"

Natalia Gebert mówi, że Urząd ds. Cudzoziemców, który decyduje o przyznaniu statusu uchodźcy, uznał za prawdziwe tożsamość rodziny oraz to, co mówią o przesłuchaniach. 

Jednak urząd stwierdził, że w takiej sytuacji przesłuchiwanie opozycjonistów oraz ich bliższej i dalszej rodziny nie jest czymś niezwykłym. Skoro zaś matka Aminy i Madiny nie została aresztowana i nie postawiono jej formalnych zarzutów, nie można tego zdaniem UdSC uznać za prześladowanie

- relacjonuje. Dlatego wg urzędu status uchodźcy im się nie należy. 

W Tadżykistanie od 26 lat rządzi ten sam prezydent, Emomali Rahmon. W 2015 roku w kraju doszło do eskalacji napięć w kraju i próby rewolty. Prezydent zdelegalizował Islamską Partię Odrodzenia Tadżykistanu. To w niej działała matka i wujek Madiny i Aminy. Wobec działaczy partii zaczęto stosować represje. Human Rights Watch nazwało to "poważnym atakiem na opozycję polityczną". Sama partia ostrzegała, że delegalizacja będzie tylko sprzyjać ekstremistom. Amnesty International opisywało, że w Tadżykistanie władze stosują tortury, ścigają obrońców praw człowieka i kontrolują to, jak ubierają się obywatele. AI podkreśla, że dziesiątki działaczy opozycyjnych uciekło z kraju z obawy przed represjami.

Jak pisze Helsińska Fundacja Praw Człowieka w raporcie z 2016 r. , miały też miejsce „ekstradycje i porwania przez rząd krytyków i opozycjonistów tadżyckich za granicą, aresztowania prawników i dziennikarzy oraz nękanie działaczy organizacji pozarządowych”. Z kolei Amnesty International informowała już w 2013 r. , że osoby zmuszone do powrotu do Tadżykistanu są narażone na ryzyko uwięzienia i tortur

- mówi Gebert. - Dla Aminy i Madiny oraz ich rodzeństwa powrót do kraju oznacza
nie tylko poważną groźbę utraty rodziców, ale także ograniczenie ich prawa do nauki,
wyboru własnego stroju czy zabierania głosu w sprawach publicznych - dodaje. 

"Dla innych uczniów groźba deportacji jest szokiem"

16-letnia Madina uczy się w liceum na ul. Startowej, chciałaby zostać dziennikarką. Rok starsza Amina chodzi do liceum im. Traugutta i najbardziej interesuje się polityką. - Obie dziewczyny mają ogromne wsparcie w swoich szkołach - podkreśla Gebert. Koledzy i koleżanki oraz kadra szkoły zorganizowali akcję wsparcia dla 16-latki, robili sobie zdjęcia z kartką z hasłem "Save Madina" (ang. uratować Madinę). 

- Madina jest serdeczną, czasem trochę nieśmiałą dziewczyną. Jak inne nastolatki w jej wieku, ma szerokie zainteresowania i jest w nich konsekwentna. Myślę, że wzorem mamy, zostanie dziennikarką. Umie występować publicznie i lubi to robić - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Ewa Rutowska, nauczycielka ze szkoły na Startowej. Zaznacza, że nastolatka już angażuje się społecznie i przemawiała na jednej z demonstracji solidarności z uchodźcami. 

Nauczyciela mówi, że udało jej się już opanować język polski na tyle, by się w nim uczyć.

Myślę, że w ogóle mogło być jej bardzo trudno na początku - obcy kraj, język, ludzie - chyba trudno sobie wyobrazić jak ogromnym stresem musiała być ucieczka do Polski. I jak okropne musi być to, że po czterech latach względnego spokoju przychodzi straszliwa groźbą przymusowego powrotu

- podkreśla. I dodaje, że "dla innych uczniów i uczennic groźba deportacji dziewczyn jest szokująca". - Bardzo krzepiące jest dla mnie zaangażowanie naszych dzieciaków i absolwentów, którzy wyraźnie czują, że nie możemy stać z założonymi rękami - mówi nauczycielka. Liczy, że rodzina i szkoła dostaną za jakiś czas dobrą wiadomość, że Madina i jej rodzina są bezpieczni i mogą zostać w Polsce. 

- Myślę, że dla nas wszystkich ta sytuacja jest namacalnym dowodem na to, że Polska prowadzi antyuchodźczą politykę. To trudne doświadczenie, zwłaszcza w kontekście narracji o polskiej gościnności - mówi Rutowska.

Inicjatywa Otwarty Dom zbiera podpisy pod petycją do Komendanta Straży Granicznej ws. rodziny Aminy i Mediny. Do piątku podpisało się pod nią już ponad 4300 osób. Z kolei Studencki Komitet Antyfaszystowski zapowiedział na piątek pikietę na Uniwersytecie Warszawskim w obronie rodziny. O sprawie wie już biuro Rzecznika Praw Dziecka. 

Rok szkolny 2018/2019. Harmonogram dni wolnych i terminy egzaminów

Więcej o:
Komentarze (47)
Uczennicom z Warszawy grozi deportacja. Bronią ich koledzy
Zaloguj się
  • eleka3604

    Oceniono 7 razy 7

    No po prostu trzeba zginąć,żeby nasi urzędnicy uwierzyli w polityczne prześladowania.

  • czerski.fake

    Oceniono 21 razy 7

    islamska, umiarkowana powiadacie ? hm.... zdelegalizowana za bycie umiarkowaną, czy jak ?

  • siwywaldi

    Oceniono 16 razy 6

    Odłóżmy emocje i popatrzmy na chłodno:
    Rodzina ubiegała się o status uchodźcy, ale ich wniosek został DWUKROTNIE odrzucony. Więc prawdopodobnie Straż Graniczna NIE MIAŁA podstaw, by im taki status nadać. Bo opowiadać o tym co się robiło w swoim kraju to można WSZYSTKO. Sam słyszałem o przypadku, gdy w latach 80-tych w słynnym obozie Traiskirchen w Wiedniu o azyl polityczny ubiegał się... Sekretarz Gminny PZPR, twierdząc że prześladują go komuniści i grozi my w Polsce więzienie.
    I faktycznie groziło, ale za malwersacje i łapówy, bo Jaruzel wtedy nieco dokręcił śruby czującym się bezkarnie niektórym Towarzyszom...

  • wesslingharald

    Oceniono 9 razy 5

    "Nauczyciela mówi, że udało jej się już opanować język polski ..." Hmm. A redaktora nadal ma z nim problem ... :(

  • miaukota

    Oceniono 29 razy 5

    Umiarkowanie w islamie polega na tym, że nie zakładamy na siebie dwóch pasów szahida ale jeden ;)

  • marcinzliwerpula

    Oceniono 13 razy 5

    jak już skończycie sr... w gacie o "umiarkowaną partię" to przeczytajcie sobie co mówi o uchodźcach prawo międzynarodowe

  • ukw8078

    Oceniono 25 razy 5

    Matka dziewczynek była zaangażowana w działalność polityczną w umiarkowanej, opozycyjnej Islamskiej(sic!!!) Partii Odrodzenia Tadżykistanu... więc niech wypi€rdala do Arabii Saudyjskiej.
    Islam jest chorobą, krańcowo antydemokratycznym rodzajem religijnej dyktatury, absolutnym zwolennikiem kary śmierci, której ponoć Gazetka jest przeciwna

  • pol733

    Oceniono 25 razy 5

    Mama działała w umiarkowanej partii islamskiej. Umiarkowanej partii się raczej nie delegalizuje.

  • sverir

    Oceniono 12 razy 4

    "Matka dziewczynek była zaangażowana w działalność polityczną w umiarkowanej, opozycyjnej Islamskiej Partii Odrodzenia Tadżykistanu"

    Dzieci, to dzieci, nie ich winą, kim jest matka, ale ta partia w ideologię miała wpisana wahabizm i salafizm.. Jej założyciel chciał uczynić z Tadżykistanu państwo islamskie, tj. takie z szariatem, w wojnie domowej on (i jego ugrupowanie) walczyło ramię w ramię z Talibami. Jasne, generalnie jak na wahabickie/salafistyczne ugrupowanie miało reputację umiarkowanego, ale nadal w określonym kontekście. Tym kontekstem mogą być autorytarne rządy, w takich warunkach wszystko może się wydać umiarkowaną opozycją. Bracia Muzułmańscy za czasów Mubaraka też wydawało się prodemokratyczne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX