Prosiły mechanika o pomoc po godzinach. Wziął 10 zł. Okazało się, że to prowokacja skarbówki

Mechanik z Bartoszyc jakiś czas temu pomógł dwóm kobietom wymienić żarówkę, teraz ciągają go po sądach. Okazało się, że wszystko było prowokacją Urzędu Skarbowego.

Pod warsztat samochodowy w Bartoszycach, w województwie warmińsko-mazurskim, podjechał samochód. W środku były dwie kobiety z ogromnym problemem - miały jechać w długą trasę, a żarówka w lampie się spaliła. Błagały mechaników o pomoc. 

Bartoszyce. Panie w tarapatach zrobiły prowokację

Właściciel warsztatu zauważył samochód, gdy wychodził już z pracy. Zamknął już kasę i wykonał tzw. dzienny raport kasowy, więc wpłaty od klientów nie mogły być przyjmowane. W warsztacie zostali jednak pracownicy. Na odchodne rzucił do jednego z nich, żeby wymienił paniom żarówkę. 

Niedługo później do mechanika zadzwonił pracownik - powiedział szefowi, że musi wrócić, bo przyszła kontrola z Urzędu Skarbowego. Okazało się, że dwie panie w tarapatach to pracownice urzędu, które postanowiły zrobić prowokację. 

Gdy pracownik wziął się za robotę, okazało się, że nie działa przednia i tylna lampa. W przedniej trzeba było tylko podłączyć odłączony kabel, a w tylnej - wymienić spaloną żarówkę. Panie nie miały zapasowej, a warsztat nie sprzedawał takich żarówek. Panie bardzo prosiły jednak o pomoc, mówiły, że jadą w długą trasę. Mechanik w końcu uległ, znalazł swoją prywatną żarówkę, która pasowała i ją zamontował. Kiedy wszystko już działało, panie spytały, ile mają zapłacić. - Odpowiedziałem: "da pani jakieś 10 złotych" - relacjonował mężczyzna w rozmowie z "Gońcem Bartoszyckim"

Wtedy wyszło na jaw, że cała sytuacja to prowokacja urzędniczek skarbówki, a pracownik ma zostać ukarany mandatem w wysokości 500 złotych. 

Sprawa o 5-6 złotych naddatku

Mężczyzna, za radą swojego pracodawcy, nie przyjął mandatu. Sprawa trafiła do sądu, skierowano tam wniosek o ukaranie za skarbowe wykroczenie. Sąd przesłuchał oskarżonego i bez rozprawy zdecydował, że pracownik warsztatu jest winny zarzucanego mu czynu, ale odstąpił od wymierzenia mu kary. Jak opisuje bartoszycki dziennik, naczelniczka miejscowego US Małgorzata Sipko odwołała się od wyroku. Odbyła się rozprawa, podczas której zapadł taki sam wyrok, jak poprzednio.

Podczas procesu podnoszono, że pracownik oddał paniom własną żarówkę, więc zawarł z nimi umowę jako osoba fizyczna. W takich sytuacjach paragonu nie trzeba wydawać, a podatek płaci się, gdy kwota przekracza 1000 złotych. Żarówka kosztowała 4-5 złotych. - Wychodzi na to, ze cała sprawa toczy się o ten "naddatek" w wysokości 5-6 złotych, bo wziąłem 10 złotych - mówi mechanik.

Naczelniczka: nie działał bezinteresownie

Pracownicy warsztatu w Bartoszycach myśleli, że to już koniec. Naczelniczka skarbówki była jednak nieustępliwa. Skierowała do sądu kolejną apelację. Tym razem żądała ukarania pracownika warsztatu 600-złotową grzywną, ponieważ (jak czytamy we wniosku) "wyrok nie spełnia swej funkcji w zakresie prewencji ogólnej i szczególnej".

Podczas rozprawy sądowej mówiło się o tym, że mechanik postąpił tak, ponieważ chciał pomoc. Zdaniem naczelnik Sipko, jego czyn nie miał znamion pomocy, bo "to pojęcie rozumiane jest jako działanie bezinteresowne, nie przynoszące korzyści".

Sąd wyznaczył już datę kolejnej rozprawy, a właściciel warsztatu i jego pracownik, nie mogą uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. 

W tej sprawie mój pracownik nawet nie mógł go [paragonu - przyp. red.] wydać. Chciał pomóc kobietom. Pewnie teraz już takiej pomocy nie udzieli. Poza tym śmieszy mnie wydawanie publicznych pieniędzy na wszystkie te rozprawy i apelacje

- mówi właściciel warsztatu.

Więcej o:
Komentarze (784)
Prosiły mechanika o pomoc po godzinach. Wziął 10 zł. Okazało się, że to prowokacja skarbówki
Zaloguj się
  • velobit

    Oceniono 292 razy 286

    Naczelniczkę tego urzędu skarbowego należałoby natychmiast zwolnić za trwonienie pieniędzy podatników oraz czasu wymiaru sprawiedliwości. O głupocie nie wspomnę.

  • panbies

    Oceniono 210 razy 206

    A policja powiadomiona, że kobiety niesprawnym autem po mieście jeździły?
    Jaki za to jest mandat?
    Za brak oświetlenia?

  • mxx01

    Oceniono 181 razy 179

    Masakra. W normalnym kraju takie urzędniczki i naczelniczka dawno już by zamiatały ulice. Głupie babsztyle.

  • krzywelustro

    Oceniono 148 razy 146

    Naczelnikiem Urzędu Skarbowego w Bartoszycach jest niejaka Małgorzata Sipko, a jej zastępczynią - Małgorzata Ruszczyńska (źródło: www.warminsko-mazurskie.kas.gov.pl/urzad-skarbowy-w-bartoszycach/organizacja/kierownictwo)

    Z dziką satysfakcją dorzucam swoje 5 groszy do zbożnego działa, jakim jest rozsławienie tych pań na cały świat. To właśnie dzięki takim dzielnym aktywistkom Państwo może co jakiś czas wysyłać skromną zapomogę ubogiemu mnichowi z Torunia.

  • wheesy

    Oceniono 130 razy 130

    Celowe wyjechanie niesprawnym samochodem na drogę publiczną. Dobrze udokumentowane przez same sprawczynie. Chyba mandacik się należy?

  • jaszmije_smukwijne

    Oceniono 119 razy 113

    Hej, mieszkańcy Bartoszyc - te nędzne kreatury mieszkają wśród Was, mają sąsiadów - chyba wiecie, jak reagować na ich widok, żeby zapamiętały sobie do końca życia swój postępek?

  • mark6

    Oceniono 92 razy 90

    Wywiesić na ulicach nazwiska tych ku......
    Poza tym żądać pokrycia kosztów sądowych przez te mendy, które najwyrazniej nie mają co robić.
    Mam nadzieję, że mieszkańcy Bartoszyć będą wiedzieli co zrobić z p. Małorzatą Sipko?
    Co to zza BYDLĘ? To się w czapie nie mieści.

  • krzywelustro

    Oceniono 76 razy 76

    Czytamy, że w toyocie, którą paniusie podjechały pod warsztat, w ogóle nie było czerwonego światła z tyłu. Skoro nie było tam nawet przepalonej żarówki, to znaczy, że nie mogła przepalić się przed chwilą, tylko ktoś w pełni świadomie w listopadowy wieczór poruszał się po pubvlicznej drodze samochodem, który w ogóle nie powinien być dopuszczony do ruchu, powodując tym poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

    Czy ktoś już zajął się tym wątkiem?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX