Gdula: Współpraca z PiS? Nie, dziękuję! Można rozmawiać z Warzechą, z Kaczyńskim się nie da

Nie można mieć żadnych złudzeń. Kaczyński i PiS liczą się (i to nie zawsze) wyłącznie z siłą, a wszelkie przejawy nastawienia na dialog traktują jako oznakę słabości.

Apel Rafała Wosia, żeby prowadzić dialog z PiS-em ("Lewico, czas na współpracę z PiS-em") można analizować na dwa sposoby: jako pomysł i jako symptom. Jako polityczny pomysł dialog z PiS-em po prostu się nie broni. Jako symptom z kolei tekst Wosia jest charakterystyczny i jednocześnie niepokojący, bo świadczy o duchowej niemocy jednego z najważniejszych lewicowych publicystów, który jest reprezentatywny dla niemałej części tzw. nowej lewicy.

Warto jednak rzeczywiście myśleć o tym, jakie powinny być relacje między lewicą i prawicą, i tu prowokacyjny tekst Wosia może pomóc pchnąć dyskusję w ważnym kierunku. 

Koncept Wosia na polityczne zbliżenie do PiS-u bierze się z przekonania, że współcześnie stajemy przed dwoma niebezpieczeństwami: powrotem fasadowej liberalnej demokracji, który w przypadku wygrania wyborów oferują liberałowie i establishment, oraz marszem ku demokracji nieliberalnej, dokąd zmierzają prawicowi politycy. Na polskim podwórku pierwszą opcję (nietrudno zgadnąć) reprezentuje PO, a drugą PiS. Co wobec tego zrobić może lewica? Rysują się trzy drogi. Dać się wciągnąć liberałom w projekt odzyskiwania demokracji, która ogranicza się do samego aktu głosowania, a poza tym polega na utrzymywaniu przywilejów elit. Druga opcja to krytykować równo obydwie strony, skazując się na rolę komentatora, a nie politycznego uczestnika wydarzeń. Te dwie drogi wyglądają niebyt zachęcająco, więc nie dziwi, że Woś zachwala trzecią, to znaczy zbliżenie z PiS-em i podjęcie z nim dialogu na temat kierunku zmian w Polsce.

To, co Woś przedstawia jako pragmatyczną propozycję, która prowadzić ma do upodmiotowienia lewicy, jest jednak totalnie oderwane od politycznej rzeczywistości.

Bezwzględność to istota PiS-u

Przede wszystkim rządzi nie PiS, tylko Kaczyński. To jednak zasadnicza różnica. Z partią mającą określoną tożsamość, program i cele można prowadzić dialog, natomiast z Kaczyńskim można się co najwyżej spotkać. Lewica zapisze się w długiej kolejce, a potem zostanie przyjęta i wysłuchana. A Kaczyński i tak podejmie różne decyzje tak, jak mu się będzie wydawało słuszne.

Idea dialogu z PiS-em nie bierze pod uwagę całej dynamiki dzisiejszej władzy i jej uroku dla dużej części zwolenników partii Kaczyńskiego. Nie chodzi tu o kompromis. Nie chodzi o budowanie reguł, które będą nas wspólnie ograniczać. Władza neoautorytarna swoją popularność zawdzięcza narzucaniu woli przywódcy, braku negocjacji, bezwzględności w traktowaniu konkurentów politycznych, a także ludzi z samego obozu władzy. Na tym między innymi polegało odebranie przez Kaczyńskiego nagród ministrom i obniżenie pensji posłom. Jako szczery zwolennik większej równości dochodów nie mogłem się cieszyć z tego posunięcia, bo w kontekście obecnego systemu to nie żaden egalitaryzm, ale reprodukcja i manifestacja władzy Kaczyńskiego.

Nie da się wychować Kaczyńskiego

Można byłoby na tym skończyć, ale jest jeszcze pytanie, dlaczego Kaczyński jest tak ważny. Personalizacja polityki to nie jest tylko polski przypadek i nie dotyczy wyłącznie prawicowych liderów. Polityka zmierza do coraz większej koncentracji na osobach ze względu na dwa procesy. Po pierwsze, mamy do czynienia z rozczarowaniem istniejącymi partiami i demokracją przedstawicielską. Ludzie chcą wybierać kogoś, komu można zaufać, człowieka z krwi i kości, który ma określone poglądy, kręgosłup moralny i rozumie społeczne namiętności. Po drugie, w związku z rozpadem tradycyjnej sfery publicznej na skutek ekspansji internetu personalizacja zapewnia o wiele skuteczniejszą komunikację.

To liderzy spajają dziś poszczególne formacje, a w związku z tym coraz mniej miejsca zostaje na dialog starego typu, w którym można było negocjować, odwołując się do linii partii, rozliczać ją z wierności własnym ideom, tworzyć mosty między środowiskami, wykorzystując do tego nowatorskie interpretacje doktryny. Dziś jest tak, że jednego dnia Andrzej Duda grzmi o świętej woli większości obywateli, a drugiego broni prawa małych partii do reprezentacji w Parlamencie Europejskim. PiS jest partią polski powiatowej, która prowadzi centralizację, partią rozliczania elit, która buduje własną oligarchię, i partią obrony państwa narodowego wprowadzającą ustawę demolującą tradycję polskich uniwersytetów. Naprawdę pomieszanie z poplątaniem, a jedyną stałą w tym wszystkim jest Kaczyński zagarniający coraz więcej władzy dla siebie.

Przykład, którego Rafał Woś używa, żeby udowodnić, że z PiS-em da się dyskutować, czego skutkiem ma być ucywilizowanie prawicy, jest po prostu chybiony. Przywołuje „czarny protest”, który podobno - jak pisze -  „wychował prawicę”. Otóż, po pierwsze, protest był nie żadnym dialogiem, tylko gwałtownym i masowym oporem wobec pomysłu prawicy. PiS nie przyjął argumentów, ale ugiął się przed siłą ulicy. O żadnym wychowaniu nie może być mowy, bo gdy tylko minęło trochę czasu, rządząca prawica wróciła do projektu zaostrzenia przepisów regulujących prawo do przerywania ciąży. I znowu to protest (a nie dialog) powstrzymał ją przed dalszymi działaniami.

Nie można mieć żadnych złudzeń. Kaczyński i PiS liczą się (i to nie zawsze) wyłącznie z siłą, a wszelkie przejawy nastawienia na dialog traktują jako oznakę słabości.

Rafał Woś chciałby cywilizować dyskusję o zmianach na Uniwersytecie. Chyba nie zauważył, że takie próby były podejmowane równolegle do protestów studentów i pracowników naukowych. Nic nie przyniosły. Poszukiwanie w obozie PiS-u konserwatystów skłonnych do ochrony mniejszych regionalnych uczelni, polskiego obiegu naukowego i tradycji samorządowej na uczelniach powiodły się i nawet zabrali oni głos, ale ostatecznie ustawa przeszła, bo minister Gowin dysponuje głosami w Sejmie, z których Kaczyński nie może zrezygnować.

Nawalanie w liberałów to objaw zdziecinnienia

Jedyną drogą dla lewicy jest dziś budowanie swojej własnej agendy. Do tego potrzeba jednak wyzbycia się duchowej słabości. Polega ona przede wszystkim na czerpaniu przyjemności z „nawalania w liberałów”. Liberałowie w części lewicowej publicystyki to ludzie niezwykle potężni i reprezentujący jednocześnie wszystko, co najgorsze. Są odpowiedzialni za grzechy transformacji, biedę, wykluczenie, degradację tego, co wspólnotowe, słabość związków zawodowych, niską jakość usług publicznych i brak zaufania między ludźmi. Są przy tym niezwykle sprawni w mieszaniu ludziom w głowach, zwodzeniu lewicy do złego i drenowaniu polityki z jakiejkolwiek realnej wartości. To, że w tych zarzutach jest sporo racji, nie powinno nam przesłonić tego, w jakim kontekście odbywa się ta krytyka.

Po pierwsze, liberałowie nie rządzą przynajmniej od trzech lat i wcale nie wygląda na to, żeby zanosiło się na ich powrót do władzy. Po drugie, neoliberalizm jako doktryna nie ma już charakteru panującego mniej więcej od dekady. Samo istnienie Leszka Balcerowicza i Witolda Gadomskiego nie oznacza, że ich poglądy uznawane są za naturalne. A dobrze pamiętam czasy, kiedy za takie uchodziły. Sam wtedy, narażając się na wyśmianie i ostracyzm, je atakowałem. Ale to było jakieś 15 lat temu.

Gdy dziś lewica traci czas na rozliczanie liberałów, to znaczy, że utknęła w minionych, historycznych sporach i nie wyzwoliła się z poczucia podrzędności, które rodziła dawna marginalizacja lewicowej wyobraźni. Chęć brania odwetu za lata 90. to objaw niedojrzałości. Zdziecinnienie polega na czerpaniu gratyfikacji z uderzania w skostniałe i wyblakłe już dziś symbole liberalizmu, a z drugiej strony na niezdolności do zmierzenia się z wyzwaniami dzisiejszej polityki.

Jeśli rozmawiać z prawicą, to z Warzechą i Horubałą

Jeśli lewica chce dla siebie podmiotowości, to nie zdobędzie jej ani przez ogłaszanie, za co nie znosi liberałów, ani przez przytulanie się do PiS-u. Oprócz oczywistej konieczności wyłonienia nowego przywództwa, które jest dzisiaj warunkiem politycznego istnienia, jedyna droga wiedzie przez odniesienie się do realnych problemów wedle własnych kategorii etycznych i światopoglądowych. Nie można uciekać od kryzysu w Unii Europejskiej i rzeczywiście rozmawiać trzeba o jej przekształcaniu, zmianie konstrukcji euro, budowie wspólnej armii, ambitnej polityce klimatycznej i uzupełnianiu reprezentacji politycznej w Unii o miasta, regiony i ruchy społeczne. W tym sojusz z PiS-em byłby tylko obciążeniem, a liberałowie nie mają nic ciekawego do zaoferowania. Inne realne problemy to prawa kobiet, kryzys uchodźczy i polityka migracyjna wobec katastrofy demograficznej czy stosunki klasowe w naszym społeczeństwie, w którym brakuje doświadczenia równości i poczucia, że nawzajem od siebie zależymy.

Jest wreszcie sprawa odbudowy zasad współistnienia po PiS-owskiej demolce. Woś nie zwraca uwagi na to, że rządy Kaczyńskiego zniszczyły część instytucji przez likwidację subtelnego poczucia, że stanowią one coś więcej niż łup partyjny. Dotyczy to oczywiście nie tylko Trybunału Konstytucyjnego i sądów, polityki części ministerstw, ale także mediów publicznych, co ma konsekwencje dla całej publicznej debaty. Rozpowszechniło się nastawienie, że publiczna komunikacja to tylko konflikt „ich propagandy” z „naszą propagandą”. Każdy, kto widział najnowsze spoty PiS-u i Koalicji Obywatelskiej przed wyborami samorządowymi, nie ma wątpliwości, o czym mówię. Wiem, że przed rządami PiS-u media publiczne też pozostawiały sporo do życzenia, ale przynajmniej można było krytykować instytucje, biorąc za punkt odniesienia jakieś zbiorowe ideały. Dziś dominuje logika: zwyciężyliśmy i mamy prawo robić, co chcemy.

Pytanie, jak dokonać regeneracji państwa po zniszczeniach PiS-u, jeśli uda się z nim wygrać wybory. Istnieje wielkie zagrożenie, że zwycięska ekipa po prostu wymieni ludzi w różnych instytucjach, ale sama logika działania się nie zmieni. Nie chciałbym, żeby po wygranych na przykład przez lewicę wyborach TVP Info stała się lewicową tubą propagandową. Chcę natomiast, żeby media publiczne naprawdę reprezentowały różne strony politycznego spectrum i traktowały zobowiązanie docierania do prawdy poważnie. Inaczej nie przekroczymy plemiennych konfliktów, nakręcania złych emocji i pompowania tematów zastępczych.

Dlatego trzeba się zastanawiać, jaką prawicę chcielibyśmy mieć jako partnerów. Warto pomyśleć, kto z dzisiejszych prawicowych postaci zachował wierność swoim poglądom, rezygnując z fruktów oferowanych przez polityczną koniunkturę. Nie chodzi mi zatem o poszukiwanie „naszej prawicy”, której przedstawiciele jak Roman Giertych stali się przybudówką anty-PiS-owskiej opozycji, ale ludzi, którzy zdobyli się na krytykę PiS-u, zachowując przy tym odrębną prawicową tożsamość. Wcale nie będzie z nimi łatwo współżyć, ale można się przynajmniej spodziewać odtworzenia warunków jakiejś konstruktywnej dyskusji. Chociaż część poglądów Łukasza Warzechy stawia mi włosy na głowie, to doceniam, że krytykuje PiS z pozycji standardów rządzenia państwem. Chociaż od katolickiego prozelityzmu Andrzeja Horubały cierpnie mi skóra, to szanuję, że krytykując antysemityzm części prawicy, skazał się na banicję z pisma, które współtworzył.

Tego typu postaci i środowisk jest więcej, a dyskusja z nimi jest dziś o wiele ważniejsza niż przytulanie się do partii Kaczyńskiego. Bo będzie Polska po PiS-ie. Nastanie ona szybciej i będzie lepsza, jeśli lewica będzie mówić własnym głosem i na własny rachunek.

Maciej Gdula (1977) – polski socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim. Jego ostatnia książka to „Nowy autorytaryzm” (Krytyka Polityczna, 2018)

Komentarze (236)
Gdula: Współpraca z PiS? Nie, dziękuję! Można rozmawiać z Warzechą, z Kaczyńskim się nie da
Zaloguj się
  • wiro82

    Oceniono 69 razy 51

    Jak można było wymyślić coś tak absurdalnego dla lewicy jak współpraca z PiS-em pod wodzą starego, chorego człowieka ogarniętego żądzą zemsty na Polakach i Polsce, zemsty bezlitosnej polegającej na rozwaleniu państw demokratycznego i wyprowadzeniu go z Europy. PiS to partia barbarzyńców - z takimi ludźmi dialog i współpraca to mrzonki. Jeszcze tego nie widzicie?

  • co.ty.powiesz

    Oceniono 64 razy 26

    Szybko GW dała odpór fantasmagoriom Wosia, szybko. I tak trzymać! KONSTYTUCJA, KONSTYTUCJA, KONSTYTUCJA!

  • pis-na-wode_fotomontaz

    Oceniono 43 razy 25

    "Panu Wosiu" radzę przeprowadzić taki analogiczny do jego pomysłu eksperyment: NIECH PRZEJDZIE SIĘ ULICĄ W "ZAKAZANEJ" DZIELNICY W CIEMNĄ NOC i SPOTKAWSZY BANDZIORA-ZAKAPIORA, NIECH PRÓBUJE "CYWILIZOWAĆ" TEGOŻ OSOBNIKA !. Następnego dnia będzie można współczuć "panu Wosiu", leżącemu na oddziale intensywnej opieki medycznej (jeśli przeżyje) ! ;-)

  • plutoniczna

    Oceniono 45 razy 23

    Gdula: Współpraca z PiS? Nie, dziękuję!

    I słusznie
    bo z terrorystami się nie negocjuje.

  • dik2002x

    Oceniono 45 razy 21

    kaczyński, podobnie jak hitler, to psychopata otaczający się ludźmi BMW lub / i cynicznymi. Pędzimy ku katastrofie. A cała szeroko rozumiana opozycja , o ile nie weźmie sie w garść i nie przestanie marmolić, to pogrążymy się na całej linii. Ludzie widzą, że ci, na których można byłoby ewentualnie liczyć , skaczą sobie go oczu . Jak w takiej sytuacji zachować resztki pozytywnego myślenia?

  • facet4x

    Oceniono 26 razy 20

    Kaczyński jest ważny z dwóch powodów:
    1. Jako Prezes trzyma i kontroluje kasę i to całkiem dużą, która daje REALNĄ władzę.
    2. Decyduje o tym kto będzie a kto nie i na jakiej pozycji na listach.

    Wszystkie inne teorie uzasadniające jego pozycję są błędne.

  • guga15

    Oceniono 29 razy 17

    "Kaczyński i PiS liczą się (i to nie zawsze) wyłącznie z siłą, a wszelkie przejawy nastawienia na dialog traktują jako oznakę słabości."
    ----------------------------------------------------
    Krew w krew, kosc w kosc feudalna polska natura...

  • lob1

    Oceniono 27 razy 15

    Kaczyński nie jest człowiekiem empatycznym i taki człowiek nie powinien rządzić.Jeśli posłów nazywa kanaliami ,mordami,mordercami to powinien od razu zostać zdegradowany i pociągnięty do odpowiedzialności za obrazę sejmu,ale ma taka władzę,że wszyscy się go boją,a dlaczego?????bo każdy boi się swojego stołka,oni tam nie siedzą dla nas,dla siebie,dla wysokich zarobków i kariery.Dlatego nigdyu nie będę głosować na PIS.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX