Woś: Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm

Rafał Woś
Nowa polska lewica nie ma dziś ani wystarczającej siły, ani interesu, żeby całkowicie odsunąć PiS od władzy. Celem lewicy na najbliższe lata powinno być najpierw "udomowienie" prawicy, a potem pchnięcie jej na drogę wspólnej budowy demokratycznego socjalizmu.

Od redaktora działu Opinie:

Dla wielu Czytelników dzisiejszy tekst Wosia będzie skandaliczny lub – w najlepszym razie – kretyński. Lewica ma współpracować z PiS? Ma się podjąć misji cywilizowania obozu władzy? Budować coś z Kaczyńskim? Osobiście traktuję ten tekst jako intelektualną prowokację, która - przynajmniej mnie – daje sporo do myślenia i wywołuje chęć polemiki (co z kolei pozwala lepiej poukładać własne poglądy). Również Czytelników zachęcam do polemik pod tekstem (Woś je przeczyta i wkrótce odpowie). Nie obrażajmy się, dyskutujmy!

Grzegorz Sroczyński

***

Niestary jeszcze (mój rocznik 1982) amerykański politolog polskiego pochodzenia Yascha Mounk uważa, że polityczny rytm naszych czasów wyznacza batalia między dwiema niebezpiecznymi siłami: „niedemokratycznym liberalizmem” z jednej oraz „nieliberalną demokracją” z drugiej strony.

Ucieleśnieniem tego pierwszego żywiołu jest na przykład dzisiejsza Unia Europejska albo Stany Zjednoczone ostatnich lat. Są to organizmy polityczne, w których rządzi tzw. złota reguła (termin pożyczam od politologa Thomasa Fergusona). Stanowi ona, że jak masz złoto, to masz również władzę. Masz kapitał, to wynajmujesz sobie prezydentów albo komisarzy, którzy zabezpieczają twoje interesy. Nie masz? Demokracja kończy się dla ciebie na symbolicznym akcie wrzucenia kartki do wyborczej urny. I możesz się łudzić, że coś z tego wynika, albo przyjąć postawę „a mnie to wszystko zwisa”. I tak nie ma to żadnego znaczenia. To jest droga, którą – zdaniem wielu – szliśmy przed rokiem 2015.

Z kolei „demokracja nieliberalna” to jakaś forma alternatywy dla rządów pieniądza. Z silną (momentami autorytarną) władzą polityczną. Jest to alternatywa kosztowna, bo w praktyce rodząca własną oligarchię i zamieniająca polityczne wolności jednostki w nic niewart frazes. Przykładem takich reżimów są oczywiście współczesna Rosja czy Turcja. Niektórzy twierdzą, że w kierunku takiego modelu prowadzi nas PiS.

Lewicowiec w potrzasku

Dla lewicowca oba te zagrożenia są poważne. To odróżnia go od zdeklarowanego liberała, który jest całkowicie ślepy na ekscesy „niedemokratycznego liberalizmu” i przekonuje, że przed rokiem 2015 Polska była fantastycznym miejscem do życia dla szerokich mas obywateli. Tylko się potem tym obywatelom z dobrobytu w głowach poprzewracało i wybrali PiS (to słowa, które usłyszałem niedawno od byłego polskiego polityka z pierwszej linii).

Lewicowiec nie może jednak powiedzieć, że nie widzi zagrożeń płynących z poczynań obecnego rządu ani że jest gotów w ciemno zaufać mądrości Jarosława Kaczyńskiego. 

Świadomość obu zagrożeń oznacza, że lewicowiec musi dokonać rachunku. Wie, że dziś bardziej aktualnym wyzwaniem jest widmo pełzającego autorytaryzmu. Wie jednak również, że droga do jego uniknięcia nie wiedzie przez restaurację niedemokratycznego liberalizmu. To wyznacza mu pole manewru.

Sojusz z liberałami oznacza klęskę 

Pójście drogą proponowaną przez anty-PiS-owską opozycję liberalną (najpierw odsuńmy Kaczyńskiego, a potem się zobaczy) nie wchodzi więc w grę. Pisałem o tym rok temu na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”  („Lewico nie pchaj się liberałom na patelnię”) . Lewica występowała w roli przystawki dla liberałów już wiele razy: niepewni swego postkomuniści dogadywali się z „niespoconą” częścią „Solidarności”, czemu patronowała „Gazeta Wyborcza”. Unia Pracy wchodziła w koalicję z SLD. Ikonowicz i paru innych lewicowców rozpuszczali się w liberalnym projekcie Ruchu Palikota. Skutkiem było utwierdzenie gospodarczej hegemonii neoliberałów, zepchnięcie lewicy do światopoglądowego skansenu i oderwanie od słabych oraz przegranych, którzy powinni stanowić rację istnienia każdego lewicowego ruchu (inaczej po co komu lewica?). Postępowa polityka zmieniała się w zabawkę dla uprzywilejowanej klasy średniej.

Lewica w roli publicysty

Druga droga to stanięcie z boku i czekanie. Przeplatane głoszeniem, że przecież jedni i drudzy są siebie warci. Przyznam, że jest to droga kusząca i w jakimś sensie intelektualnie uczciwa (po co legitymizować np. antyekologiczne pomysły ministra Jana Szyszki albo antyzwiązkowe inicjatywy Nowoczesnej?). Argumentów znajdzie się wiele. Takie symetryzowanie ma jednak swoje ograniczenia i skazuje na rolę – co najwyżej – publicysty. A rozumiem, że spora część nowej lewicy ma jednak ambicje sięgające dużo dalej. I nie ma w tym nic złego. Chodzi przecież nie tylko o to, by rzeczywistość zrozumieć, ale też o to, by ją zmieniać.

A może podjąć dialog z PiS?

Zostaje więc trzecia droga. Nazwijmy ją rozsądnym otwarciem się na dialog z PiS. I w ogóle z całym środowiskiem, które tzw. prawica reprezentuje. Od Klubów „Gazety Polskiej” (100 lat temu ich członkowie spokojnie odnaleźliby się np. w PPS) po Klub Jagielloński. W polskim kontekście droga do tego oczywiście daleka, bo po obu stronach jest wiele niechęci. Dla prawicy nowa lewica jest śmieszną zbieraniną oderwanych od rzeczywistości dzieciaków, których aktywność polityczna kończy się na wymachiwaniu tęczowa flagą. Dla lewicy PiS to wąsaci ksenofobi, których jedynym celem jest gnębienie gejów i zapędzenie kobiet do usługiwania mężczyznom. I jedna, i druga klisza są oczywiście nieprawdziwe.

Pożytków z takiego spotkania byłoby kilka. Po pierwsze, wzajemne poznanie się obcych dziś sobie środowisk, jakiego od czasów wczesnej Unii Pracy nie było. Po drugie, odkrycie, że programowo istnieje wiele punktów wspólnych: wizja demokratycznego socjalizmu wydaje się bardziej strawna dla świata PiS niż dla liberałów, którzy na słowo „socjalizm” jeżą się i wysyłają do Korei Północnej. Lewice i prawicę łączy też np. rozsądna krytyka realnego funkcjonowania Unii Europejskiej – nie tyle samej idei naszego w niej uczestnictwa czy zasady solidarności dużych krajów z małymi, ile raczej tego, czym Unia się w ostatnich latach stała (choćby podczas kryzysu greckiego, gdy interes prywatnych banków komercyjnych był ważniejszy niż wewnątrzunijna solidarność).

Dialog lewicy z PiS mógłby podziałać mobilizująco na liberałów. Dziś jest tak, że obóz mieszczański konsekwentnie odmawia nowej lewicy politycznej podmiotowości. Kryje się za tym przekonanie, że „i tak zagłosują na nas w drugiej turze”. A takie nastawienie nigdy nie będzie filarem zdrowej relacji.

Kolaboracja z Hitlerem

Istnieje wreszcie argument pragmatyczny, żeby z PiS rozmawiać. Być może najważniejszy. Jest bardzo prawdopodobne, że PiS (lub coś, co z niego wyrośnie) zostanie w Polsce przy władzy na nieco dłużej. Zagrożenie pełzającą dyktaturą (niektórzy mówią nawet o faszyzacji) będzie więc realne. W interesie nas wszystkich jest zatem istnienie jakiejś siły, która nawet jeśli PiS nie będzie umiała pokonać, to przynajmniej podejmie się misji jego ucywilizowania. Przekona do porzucenia najbardziej poronionych pomysłów. Zresztą to… już się dzieje. Pamiętacie „czarne protesty”? Zainicjowała je nowa lewica, i to właśnie one doprowadziły do wstrzymania prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Można powiedzieć, że w tym wypadku lewica wychowała prawicę.

Pomyślmy w ten sam sposób o zmianach w sądownictwie. Czy nie byłoby dobrze, gdyby lewica miała coś do powiedzenia przy kształcie tych reform? Gdyby mogła wpływać na kształt rozwiązań? Pilnować, by słuszny skądinąd impuls do naprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości (kto z ręką na sercu uważa, że były one ostoją sprawiedliwości w ostatnich latach?) nie posłużyły PiS do gnębienia opozycji. I żeby nie skończyło się tylko na wymianie jednej sitwy na drugą.

Albo gospodarka. Ekonomiczne posunięcia tego rządu są z jednej strony bardzo progresywne. 500 plus, stawka godzinowa czy zakaz handlu w niedziele to zmiany, który się umęczonym transformacją klasom społecznym po prostu należały. A teraz – za sprawą PiS – to rzeczywistość. Z drugiej strony gołym okiem widać, że otoczenie premiera Morawieckiego to nierzadko arcyliberałowie. Pracownicze Plany Kapitałowe (czyli nowy akt prywatyzacji polskich emerytur), kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców w sięganiu po jeszcze tańszą i jeszcze bardziej dyspozycyjną siłę roboczą już nawet nie z Ukrainy lecz z Bangladeszu, Nepalu i Filipin. Do tego Gowin i jego neoliberalna ustawa 2.0. Wszędzie tu aż prosi się o jakąś realną siłę, która mogłaby kierować PiS-owską machinę na dobre tory. A nie tylko – jak PO z Nowoczesną – myśleć o jej wykolejeniu i podczepieniu własnej wstecznej lokomotywy.

Tym wszystkich, którzy będą się łapać za głowy, że oto próbuję namawiać do kolaboracji z Hitlerem, odpowiem: tylko bez histerii. Odsyłam do starego dobrego prawa Godwina. Nie znacie? To prawo głoszące, że kto w trakcie dyskusji porówna swojego adwersarza do Adolfa Hitlera, ten automatycznie przegrywa. Jeśli chcecie w dyskusji wygrać, musicie się bardziej postarać.

Uwaga! Tutaj przeczytacie ostrą polemikę Macieja Gduli: "Współpraca z PiS? Nie, dziękuję!"

Komentarze (572)
Woś: Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm
Zaloguj się
  • white_lake

    Oceniono 120 razy 86

    nie czytam tekstu, nie dam rady, nie chcę sobie powyższać ciśnienia, już sam tytuł wystarczy,
    czy istnieją jakieś granice autkompromitacji i poniżenia "opozycji", a szczególnie lewicowej?
    czy pan Woś urodził się wczoraj, nie pamięta już poprzednich rządów pisu i losu "koalicjantów"?
    większość ludzi jednak ma normalne preferencje, panie Woś, nie każdy lubi dać się wyr*chać od tyłu przez odrażającego starca

  • przechrztaimason

    Oceniono 85 razy 69

    Jeżeli dla kolegi Wosia lewicowość objawia się li tylko rozdawaniem kasy na prawo i lewo, to wyrazy najserdeczniejszego współczucia składam.

  • polak_k.prawy

    Oceniono 79 razy 51

    Przecież w języku PiS-u nawet nie ma słowa "lewica", jest tylko "lewactwo". Jolanta Lichocka ma taką ofertę dla niej: "najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy" Pan Woś proponuje ni mniej, ni więcej tylko żeby osoba gwałcona współpracowała z gwałcicielem, bity i poniewierany z bandytą, a okradany ze złodziejem. Wśród dziennikarzy są jak widać też kretyni.

  • Andrzej Kuc

    Oceniono 48 razy 40

    Każda grupa, partia która zacznie współpracować z pisem zostanie przez ten PiS wchłonięta, obrana z liści jak sałata i stanie się nieznaczącą przystawką. PiS należy pokonać i wyciąć wraz z narodowcami. Dziś to niemożliwe ale ta kropla A później strumień niech drąży miękką skałę pisowską

  • kiker1

    Oceniono 73 razy 37

    A może zacząć od tego, żeby przyznać, że PIS to nie jest żadna prawica ani kapitaliści? Bo nie może nimi być partia o socjalistycznym programie, która jawnie wyrzeka sie narodowych ideałów wpychając kraj w objęcia Moskwy i Watykanu.

    Ja wiem, że to nie jest wygodne dla pseudolewicy typu SLD-PSL, bo oznacza, że PIS zajął ich pole.
    Nie jest wygodne dla lewicy typu Razem, bo oznacza, że została zmarginalizowana.
    Nie jest wygodne dla pseudocentrum z PO i N, bo oznacza, że centrum znajduje się między lewicą i pseudolewicą.
    Nie jest wygodne dla prawicy typu JKM czy Kukiz, bo oznacza, że prawicy praktcznie u nas nie ma.
    I nie jest wygodne dla KK, który przy całej swej lewicowej ideologii znacznie lepiej czuje się w kapitalizmie.

    W Polsce rządzi i jeszcze dlugo będzie rządziła partia uważająca się za narodową prawicę, która działa przeciwko własnemu narodowi na korzyść innych krajów, odwołuje się do lewicowych ideałów Żyda Jezusa i socjalistycznych ideałów zgermanizowanego Piłsudzkiego i ma socjalistyczno-populistyczny program.

    Ale Wyborcza dalej będzie pisała o pisowskiej prawicy... Do samego końca. Końca Wyborczej...

  • silthor

    Oceniono 61 razy 27

    HAHAHAHAHAHAHAHA!!! Gigantyczna naiwność. Kaczyńskiemu nie chodzi o jakiś socjalizm i demokrację. Ma je głęboko gdzieś. Władza, niepodzielna, absolutna władza, to jego pragnienie. Socjalne hasła są tylko narzędziem do zdobywania i poszerzania władzy, eliminowania opozycji. I z żadną lewicą Kaczyński nie będzie się nią dzielił. Jego już bardzo boli, że musi się dzielić jej kawałkami z Ziobro i Gowinem.

  • yellow_tiger

    Oceniono 35 razy 23

    Ale przepraszam z czym tu polemizować? Z pomysłem, ze lewica powinna rozmawiać z PiSem bo rozmowy z liberałami były zle? No to proponuje prześledzić historie tych co z PiSem rozmawiali. Bylo ich wielu. Niektórzy z nich są nawet ciągle obecni w polityce - np. Bugaj jest i moze on swietnie powiedziec jak sie z PiSem rozmawia. Innych juz nie ma - np. Leppera juz nie ma. Romka tez nie ma w polityce ale jest i tez moze powiedziec jak sie z PiSem rozmawia.
    Naprawe jest bardzo zabawnie czytac taki tekst w ktorym autor nie zadal sobie nawet trudu sprawdzenia jak takie rozmowy z PiSem sie koncza. Nie zadal bo nie pasowaly ani do wyznawanej ideologii ani do tezy artykułu. Co w zasadzie mowi wszystko zarowno o autorze jak i o tezie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX