Galopujący Major: Wywiad z Brudzińskim to "Rok 1984". Zamiast robić sobie z tego żarty, zacznijmy się bać

Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

Po szokującej informacji OKO.press o inwigilowaniu opozycji, artystów i zwykłych obywateli przez policję w ramach akcji „Rekonesans”, jeszcze bardziej szokujące okazało się tłumaczenie tych praktyk przez władzę. Przyznam, że w swej naiwności łudziłem się, że minister Brudziński - choć oczywiście nie przeprosi - to chociaż zleci wewnętrzne śledztwo dotyczące inwigilowania obywateli. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Ba, minister Brudziński przybył wczoraj na białym koniu do TVN 24 i na pytanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej o inwigilowanie młodzieży spotykającej się z Hołdysem podczas protestów w lipcu 2017 r. odpowiedział tak: „Przed spotkaniem tejże młodzieży [z Hołdysem] byli również zaangażowani policjanci z tzw. wydziału cyberprzestępczości, czyli ci, którzy analizują to wszystko, co się dzieje w tej rzeczywistości wirtualnej”. 

Oznacza to, że obywatele polskiego państwa są inwigilowani w internecie przez Wydział do walki z Cyberprzestępczością, chociaż cyberprzestępczość, czego pan minister raczej nie rozumie, polega na dokonywaniu poważnych przestępstw przy użyciu sieci, a nie na lajkowniu postów i zapisywanie się na eventy ze Zbigniewem Hołdysem. 

Powodem inwigilacji „tejże młodzieży” było to, że niejaka Klementyna Suchanow napisała w grudniu 2017 r. na Facebooku głośny post o swoich snach z koktajlami Mołotowa. Brudziński: „Jeżeli czytamy – i nie jest to jakiś tam anonimowy troll internetowy, ale jakby emblematyczna dla tego środowiska postać pani Klementyny Suchanow – że ona pisze w grudniu 2017, czyli przed tymi wydarzeniami: »Śniły mi się dzisiaj w nocy mołotowy, jaja [rzucanie jajami] to tak naprawdę daleko idący kompromis«”. 

Problem w tym, że Klementyna Suchanow napisała to nie przed „tymi wydarzeniami”, czyli protestami w lipcu 2017 r., ale w grudniu 2017 r., czyli pół roku po „tych wydarzeniach”, podczas których policja inwigilowała młodzież. Wychwyciła to Kolenda- Zaleska, na co minister Brudziński rozbrajająco zapytał: „Dobrze, ale jaka koincydencja czasowa? Grudzień 2017 roku – mamy takie wpisy. I co jest rolą policji? Za - bez - pie - czyć również tych ludzi, którzy w tych manifestacjach uczestniczą”.

Oznacza to, że każdy z nas „bez żadnego trybu” może być teraz - w sierpniu 2018 r. - śledzony, że jego rozmowy, również intymne, z najbliższymi, mogą być nagrywane, że może być filmowany i mieć założoną teczkę operacyjną, albowiem pół roku później - w styczniu 2019 r. - Klementyna Suchanow znów coś napisze na Fejsie. Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.  

To czysty „Rok 1984” Orwella. Owe słynne ACTA to przy tym pikuś.

Brudziński pewnie o tym nie wie, ale powtarza dokładnie esbecką retorykę uzasadniającą inwigilowanie w peerelu: trzeba zapewnić obywatelom bezpieczeństwo przed wichrzycielami z „Solidarności”. Ci wichrzyciele czasami bowiem coś na PZPR brzydkiego powiedzieli i czasami też, o zgrozo, spotykali się z różnymi Hołdysami na różnych pięterkach.

Gdy redaktor Kolenda-Zaleska w rzeczonym wywiadzie mówi o młodzieży, która się z owym Hołdysem spotyka, to Brudziński rozbrajająco pyta: „Po co?”. Najwyraźniej w państwie PiS prywatne spotykania z innymi ludźmi muszą mieć określony cel, a czy cel jest dopuszczalny, to sprawdzi policja Brudzińskiego. Chcesz się z kimś spotkać w kawiarni, obywatelu? Ale po co? – pyta minister Brudziński. Posiedź lepiej w domu, my ci, obywatelu, zapewnimy bezpieczeństwo. 

Wiele osób sobie z całej tej sytuacji kpi, zwłaszcza gdy patrzy na nieudolność rzeczonych tajniaków i parodystyczne raporty z inwigilacji. Ale to błąd. Władza wchodzi na ścieżkę autorytarną i - jak widać - nie ma nawet cienia refleksji, żeby się gdzieś zatrzymać.

W całej tej sprawie umyka jeszcze jedno. Otóż inwigilowana miała być także opozycja. Jest ta nasza opozycja, jaka jest, ale nikt nie ma prawa podsłuchiwać, nagrywać i śledzić liderów partii opozycyjnych, nawet jeśli rzekomo zapewnia im w ten sposób bezpieczeństwo. Tymczasem zbliżają się wybory i na dziś sprawa wygląda tak, że Schetyna, Petru, Kukiz, Czarzasty, Zandberg będą przez władzę śledzeni, podsłuchiwani, a raporty „przypadkowo” lądować będą w centrum decyzyjnym na Nowogrodzkiej, a potem obrobione w usłużnej TVP. Można się więc śmiać, nawet głośno, ale oby ten śmiech nie zamarł nam w gardle.  

Komentarze (527)
Galopujący Major: Wywiad z Brudzińskim to "Rok 1984". Zamiast robić sobie z tego żarty, zacznijmy się bać
Zaloguj się
  • Andrzej Szulc

    Oceniono 1 raz 1

    CZYLI ONR TO CHLOPCY DO ZADYMY PISOWSKICH UKŁADÓW JO-JO ROBI MÓWI JAK JAREK NAKAZUJE NIKT W RZĄDZIE NIE PODEJMUJE SAMODZIELNEJ DECYZJI POZWOLENIE MUSI WYDAC PREZES JAROSLAW!!!

  • erg0

    0

    Polecam ksiazke "Dane I Goliat". To o czym wygadal sie Brudzinski to nie polski wyjatek, tylko niestety ogolnoswiatowy standard. Tylko malo kto o tym chce mowic

  • cronny

    0

    Może ktoś pamięta, jak się skończyła tamta sprawa z adidasami (trampkami?)? Czy tamte buty - jak je zwał, tak zwał - to w końcu wróciły do okradzionego właściciela?

  • zbukov

    0

    "inwigilowana miała być także opozycja. Jest ta nasza opozycja, jaka jest, ale nikt nie ma prawa podsłuchiwać, nagrywać i śledzić liderów partii opozycyjnych, nawet jeśli rzekomo zapewnia im w ten sposób bezpieczeństwo"
    ale czy oni nie wygrali w ten sposób wyborów? podsłuchanymi rozmowami? czyli ICH elektorat to lubi.

  • lz5

    0

    Słuszną linię ma nasza Władza, a Minister Jojo ma 100% rację, bezpieczeństwo jest najważniejsze. Partii, rzecz jasna.

  • a1k5

    Oceniono 2 razy -2

    Chciałbym przekazać towarzyszom dobrą nowinę: 12 października 2018 gdy obalimy rząd PiS do Polski wróci Stefan Michnik objąć tekę Ministra Sprawiedliwości.

  • Barnaba Wierch

    Oceniono 2 razy 0

    Kaczyński majątki
    Należy zainteresować się nim samym, jak policja stworzyć jego PROFIL. Wiemy, ze prawdopodobnie urodził się w Starachowicach, wychowywany przed dziadków i później zameldowany w Warszawie, gdy ojciec współpracujący z ubecją przejął cudzą wille na Żoliborzu twierdząc, ze był "administratorem" właścicielki pewnie zastraszonej przez UB. Ma fałszywą maturę, nie ukończył 10-tej klasy i cudem znalazł się w gorszym liceum na Woli (brat w wojskowym na Młocinach) gdzie obaj "zdali" maturę. Dziwne studia i dyplom u marksisty Ehrlicha na UW - widzieliśmy pokreślone na czerwono przez promotora 6 stron pracy doktorskiej w Internecie. Nigdy nie pracował, nie ma nawet roku do emerytury oprócz lat w Sejmie. Wydaje ogromne pieniądze - ca 2 MILIONY rocznie na własną ochronę mając 155 cm w kapeluszu. Dysponuje 3 juz "instytutami" brata, wart jest jak kiedyś Newsweek obliczył na ponad 1,5 MILIARDA złotych. Seremet udaje, ze deszcz pada i nic nie czyni w tym zakresie. Jak aspołeczny starzec bez rodziny, dzieci, pasożytujący na podatniku od dziecka, z fałszywymi dyplomami może narzucać swoje widzi mi się dużemu krajowi w EU? Nie wstyd WAM? Poza tym - mówi jak marksista, żyje jak marksista i naśladuje marksistów, głównie Putina. Czy kto taki może dbać o dobro Polski? Po jego śmierci dowiecie się, ze grube miliony otrzymuje bratanica w spadku gdzieś na środkowym wschodzie.
    Dziś mają 2 biurowce na Srebrnej, miliony wyprowadzone do Luxemburga, SKOKi, chcą zbudować 36-pietrowy wieżowiec w centrum Warszawy, opłacają 3 wille Kaczyńskiego, 2 wynajęte, 2 miliony rocznie na jego ochronę i cala masę innych oszukańczych "działań". GDZIE PROKURATOR, CBA i ABW? GDZIE uczciwi sędziowie - nie ma ich (wyjątek. Tuleya) którym przewodzi kumpel Lecha Kaczyńskiego i Biereckiego z Sopotu, nieuczciwy sędzia z Pomorza w warszawie dziś. Świat się wali według Fukuyamy, gdy obywatel nie wierzy wymiarowi sprawiedliwości. Temu polskiemu ja nie wierze, ja sadze, ze kryje mafie pisowska.

  • Barnaba Wierch

    Oceniono 3 razy 1

    Marksista Kaczyński - doktorat
    Promotorem pracy doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego był prof. Stanisław Ehrlich (1907-1997), osoba bardzo wtedy wpływowa i szanowana w środowisku prawniczym. (...)
    Pochodził z żydowskiej, spolonizowanej rodziny o poglądach lewicowych.

    I wszystko jasne. Kaczyńscy to I klasy resortowe bachory. Żyd zawsze pomoże Żydowi.

    Kaczyński pisał u Ehrlicha pracę magisterską, a później chodził na prowadzone przez niego nieformalne seminarium doktorskie.

    Egzaminy doktorskie zdał z teorii państwa i prawa oraz filozofii marksistowskiej (oba na „bardzo dobrze").

    Premier Kaczyński pytany przez "Fakt" o pracę doktorską brata, okraszoną odwołaniami do klasyków marksizmu-leninizmu, odpowiedział, że "w latach 70. w Polsce w każdej praktycznie pracy doktorskiej z dziedziny prawa gdzieś tam Marks czy Lenin był wspominany". Ale okazuje się, że tych klasyków nie ma w pracy doktorskiej Jarosława. Jest za to sporo odwołań do wypowiedzi przywódców i ideologów PRL: Gomułki, Bieruta, Cyrankiewicza, Kliszki, Sokorskiego, Werblana, Kąkola oraz do referatów na partyjne zjazdy i plena KC. I to się nazywa doktor.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX