Leszczyński: Trzaskowski z elity i Jaki z ludu. Główny pojedynek stoczą o samochody w mieście

Adam Leszczyński
Spór o parkowanie w Warszawie to konflikt wokół klasy i kasy. Patryk Jaki to rozumie, jego oponenci nie. Lewico i centrum - opamiętajcie się, bo wygra.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

W wywiadzie dla prorządowego portalu wPolityce.pl kandydat PiS na prezydenta stolicy Patryk Jaki zarzucił władzom miasta "prowadzenie polityki upokarzania kierowców". Zacytujmy:

W Warszawie zwęża się ulice, stawia się wszędzie słupki, likwiduje miejsca parkingowe. Trzaskowski dodatkowo mówi, że nie trzeba budować nowych mostów przez Wisłę, tylko kładki pieszo-rowerowe. To jest szaleńcza polityka pt. „wszyscy przesiadamy się na rowery”. Polityka, na którą ja nigdy się nie zgodzę. Jeśli zostanę prezydentem, skończę z tym szaleństwem.

Napisałem kiedyś, że warszawskie wybory prezydenckie będą prawdopodobnie najbardziej klasowymi wyborami ostatnich dekad. Trzej główni kandydaci nieustannie wygrywają konflikty i sprzeczne interesy tych, którzy posiadają i tych, którzy nie posiadają. Żaden z polityków nie użyje oczywiście słowa "klasowy", bo to pachnie marksizmem, a marksizm wyszedł z mody, ale sens tej kampanii jest dokładnie taki: klasowy. Wcześniej wszedł w tę dyskusję kandydat PO Rafał Trzaskowski, prezentując się jako doskonale wykształcony człowiek z elity (mniejsza o to, czy zrobił to bardzo umiejętnie). Jego kontrkandydat pokazuje się jako człowiek z ludu, reprezentujący ludowe interesy i ludowy styl życia - i paradowanie z szalikiem kibica to tylko jeden z wielu elementów tego stylu. (Proszę mi nie pisać, że to nieprawda, że obaj kandydaci są z elity itd.; tutaj chodzi o wizerunek, a nie o substancję).

Nie każdy może mieszkać w centrum

Najbardziej wyrazistym polem bitwy pomiędzy tymi, którzy mają, i tymi, którzy nie mają i w najlepszym wypadku aspirują, jest polityka transportowa. Jest to o tyle ciekawe, że aktywiści miejscy i lewica - zupełnie wbrew swojemu deklarowanemu etosowi - bronią tutaj interesów tych, którzy posiadają (w tym wypadku drogie mieszkania w centrum), wbrew interesom tych, którzy nie posiadają (czyli dojeżdżają z dzielnic peryferyjnych lub spod miasta). Wszystko to odbywa się pod hasłami "obrony jakości życia" - uzupełnienie: jakości życia tych, którzy mieszkają w mieście - oraz "cywilizowania miasta" (uzupełnienie: dla tych, którzy nie muszą dojeżdżać, rzeczywiście staje się bardziej cywilizowane). Miejsce zamieszkania wyznacza punkt widzenia w tym sporze.

Przerabiałem to sam. Proszę wybaczyć mi przydługą anegdotę, ale będzie to ilustracja problemu. W czerwcu przeprowadziłem się z domu z ogrodem z widokiem na Park Młociński do mieszkania na Starej Ochocie. Chociaż nie mieszkałem daleko od centrum, a granicę miasta miałem dosłownie na własnym płocie, bez samochodu nie mogłem funkcjonować. Zwykle jeździłem rowerem do metra, a często do biura (20 km w jedną stronę). Kiedy odwoziłem dzieci do placówek, byłem jednak skazany na auto: inaczej moja podróż do pracy trwałaby półtorej godziny w jedną stronę (sprawdzałem).
Samochód był oczywiście wydatkiem i kłopotem, tym większym, że parking P+R przy stacji Młociny zapełnia się w stu procentach około 7:00 rano. Komunikacja miejska poza zasięgiem metra i tramwaju działała w sposób nieprzewidywalny i nie dało się jej zaufać. Moja żona do pracy w Mordorze jechała godzinę, czasem godzinę i kwadrans.

Głównie z tego ostatniego powodu przeprowadziliśmy się do centrum. W zasięgu transportu szynowego komunikacja miejska działa znakomicie. Zwykle zresztą chodzę pieszo: samochodu nie dotykałem od trzech tygodni. Oczywiście jako mieszkaniec centrum jestem zainteresowany w tym, żeby było tam jak najprzyjemniej, co oznacza przede wszystkim - żeby było tam mniej samochodów. Chodzę codziennie wzdłuż Wawelskiej, która w dzień i w nocy jest korytarzem do piekła i potwornym komunikacyjnym ściekiem. Marzę o tym, żeby ktoś ją zamienił w park. Po co w ogóle ci wszyscy ludzie pchają się do centrum?

Opowiedziałem tę historyjkę dlatego - powtórzę - żeby była ilustracją problemu. Nie każdy może mieszkać w centrum. Tak się moje życie ułożyło, że miałem wybór, jestem jednak świadomy, że to przywilej. Niedaleko mieszkania, które wynajmuję, ktoś wystawił na sprzedaż swoje: 123 metry kwadratowe za 2,2 mln złotych. Jest to doskonała nieruchomość. Rekomendowałbym ją każdemu (uwaga, ironia).

Lud nie wejdzie do śródmieścia

Patryk Jaki - jak w ogóle zresztą populistyczna prawica w Europie i w USA - doskonale wyczuwa, że w sporze pomiędzy tymi, którzy posiadają, i tymi, którzy nie posiadają - a chcieliby - lewica dziś często bierze stronę posiadaczy. Utrudnianie wjazdu samochodom do centrum? Aktywiści miejscy mówią o tym bez przerwy, często z wyraźnym poczuciem wyższości i niechęci wobec współobywateli skazanych na jeżdżenie samochodem. Ciekawe, czy zadają sobie pytanie, kogo wtedy reprezentują? Pewnie myślą, że „zwykłych ludzi”, podczas gdy naprawdę są to właściciele drogich nieruchomości. Co prawda poeta Adam Ważyk pisał kiedyś, że „lud wejdzie do śródmieścia”, nawet w czasach PRL było to jednak raczej myślenie życzeniowe.

Dla wielu ludzi mieszkających na peryferiach jest to nie wybór życiowy - jak mówią niekiedy aktywiści miejscy - ale przymus ekonomiczny. Powierzchnia potrzebna dla rodziny 2+2 jest tam po prostu dwa razy tańsza. Tymczasem w odpowiedzi na pretensje o złą komunikację podmiejską - skazującą w praktyce na samochód - aktywiści piszą w mediach społecznościowych: "przeprowadź się bliżej centrum". Nie wiedzą, biedactwa, że dając takie rady tylko przyspieszają wygraną populistycznej prawicy.

Prawica udaje "zwykłego człowieka"

Morał: populistyczna prawica doskonale potrafi wygrywać niechęć do elit i udawać, że reprezentuje "zwykłego człowieka". Nie wolno się podkładać i dostarczać jej paliwa. Resentyment to potężna siła! Patryk Jaki już żartuje, że nie mówi po francusku, kpiąc sobie z nieprzemyślanego wpisu przeciwnika o sobie. Wytyka też przeciwnikowi, że chce budować kładki rowerowe przez Wisłę, zamiast porządnych mostów, przez które "zwykły człowiek" z Wawra czy Białołęki przejedzie samochodem.

Czy to zadziała? Bardzo możliwe. Droga lewico, drogie centrum: opamiętajcie się, bo wygra. Zaproponujcie coś wiarygodnego ludziom spoza centrum miasta i trzech dzielnic, do których dochodzi metro. Inaczej przejedziecie się na tych kładkach - i to nie rowerem.

---

Adam Leszczyński jest reporterem i publicystą, przez wiele lat związany był z "Gazetą Wyborczą", potem współzakładał portal OKO.press. Jego ostatnia książka nosi tytuł "No dno po prostu jest Polska" i opisuje, jak Polacy (od zawsze) uwielbiają na siebie samych narzekać.

Od jakiegoś czasu na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące! Co o nich sądzisz? Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, aby odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.

"To ojciec, prawda?". To pytanie o nepotyzm zapędziło Jakiego w kozi róg. Nie umiał wybrnąć

Więcej o:
Komentarze (293)
Leszczyński: Trzaskowski z elity i Jaki z ludu. Główny pojedynek stoczą o samochody w mieście
Zaloguj się
  • progus

    Oceniono 31 razy 19

    Było już o tym setki razy: po pierwsze, porządny transport publiczny, taki żeby naprawdę łatwiej i taniej było autobusem, a dopiero potem ograniczenia w transporcie samochodowym. No i oczywiście przedszkola i szkoły blisko domu, żeby nie trzeba było wozić samochodem. Inna sprawa, że dużo jest ludzi, którzy jeżdżą wszędzie samochodami "bo mogą".

  • mjs05

    Oceniono 36 razy 16

    To jest konflikt między rozsądkiem a populizmem. Faktem jest, że lud z większości sprzeciwia się utrudnieniom dla samochodów, oczekuje zaś przywilejów i inwestycji. Jednak konsekwencje przyjęcia takiej drogi byłyby opłakane (smród, brud, niszczenie budynków, hałas, zamiana centrum w jeden wielki parking). Opisany w artykule problem jest poważny, ale rozwiązaniem byłoby sprawienie, aby komunikacja miejsca nieszynowa była lepsza i bardziej przewidywalna (więcej linii i kursów, więcej buspasów i realizowanie nowych inwestycji głównie pod tym kątem). To jest jedyne możliwe rozwiązanie, ale mówiąc prawdę można przegrać wybory.

  • wet8pussy

    Oceniono 70 razy 12

    No i właśnie dlatego nie zagłosuję na Jakiego!!!
    Wszystkie stolice świata budują ścieżki rowerowe, rozwijają komunikację aby ograniczyć ruch samochodów ale byleJaki jak zwykle wie lepiej.

  • krynolinka

    Oceniono 57 razy 11

    To już jest przeginka. Ciekawe z czego Jaki wytrzepie te dodatkowe ulice, parkingi.

  • jan_sobczak1

    Oceniono 25 razy 9

    Jaki nie ma przeciwnika w Warszawie. Przydupas bufetowej okazał się takim idiotą że podał Jakiemu wygraną na tacy.

  • opiniamoja

    Oceniono 11 razy 9

    hej hej, to Jaki powiedział, cytuję: "MY, elita" mając na myśli pisiorów

  • wiarus25

    Oceniono 8 razy 8

    Czyli Jaki taki świniopas prosto z chlewni chce rządzić Warszawą, odrażające. Głupsze to od imadła.

  • stronzo_bestiale

    Oceniono 32 razy 8

    Zagłosuje na każdego, kto skutecznie powstrzyma fanatyków i ekstremistów rowerowych. Dość maltretowania kierowców, dość hołubienia za wszelką cenę krzykliwej bandy na rowerkach.

  • colonelturnip

    Oceniono 19 razy 7

    Sorry, przyjaciele. Trzaskowski to typowy półinteligent, a nie żadna elita. Nawet nie elita kompradorska. To jest taki gość, który twierdzi, że budowa mostów przez Wisłę spowoduje korki w wawie, taki koleś, który uważa, że Gazprom to prywatna firma, bez związków z rosyjskim rządem. To taka osobistość, która nie zna wawy, ale za to jak każdy rodowity warszawiak czuje się organicznie związany z Krakowem. To porażka. Jaki - jaki jest, taki jest, ale tego przymuła przerasta o dwie długości. Smutne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX