"Nie ma powodu nagradzać za to, że ktoś miał w życiu fart". Fejfer odpowiada Czytelnikom

Czytelnicy Gazeta.pl i Kamil Fejfer
Wśród tysiąca osób na górze hierarchii znajdują się wcale nie najzdolniejsi, tylko najbardziej fartowni. A nie ma powodu, by nagradzać fart.

Pod moim tekstem na temat idei dochodu gwarantowanego pojawiło się masę krytycznych komentarzy. Część agresywnych lub ad personam, część - zasadna i interesująca. Wybrałem kilka, z którymi postanowiłem się zmierzyć.

Aleksandra pisze: Skąd przekonanie, że wszyscy mają mieć po równo? Czy niwelowanie różnic ma oznaczać podciąganie biedniejszych w górę, czy ściąganie bogatszych (czyli bardziej pracowitych, zapobiegliwych, lepiej zorganizowanych i wykształconych) w dół?

Autorka przypisuje mi poglądy, których nie tylko nie wyraziłem, ale również których nie podzielam. Uważam, że pewien stopień nierówności jest pożądany, bo nie da się ukryć, że – jakby to powiedzieli ekonomiści - mamy do czynienia z nierówną dystrybucją i talentów, i pracy, i zaangażowania. Nie jest ona jednak tak nierówna jak dystrybucja majątków czy dochodów. Jak stwierdzili badacze Alessandro Pluchino, Andrea Rapisarda i Alessio Biondo, średnie IQ wynosi 100, ale nie ma osób, które dysponują ilorazem inteligencji na poziomie 1000 albo 10 tys. Natomiast różnice w dochodach lub majątkach mogą być nie tylko dziesięciokrotne czy stukrotne, ale również tysiąckrotne. Badacze tak duże różnice przypisują… zdarzeniom losowym, które powodują, że niektórzy pomnażają swój kapitał, a inni, ci mniej fartowni, trzymają się na dole drabiny dochodów. Według przeprowadzonych przez nich symulacji wśród tysiąca osób na górze hierarchii znajdują się wcale nie najzdolniejsi, tylko ponadprzeciętnie zdolni i jednocześnie najbardziej fartowni. A nie ma powodu, by nagradzać fart. Warto nagradzać starania, talent i ciężką pracę. Ale – i to jest moja opinia – warto również żyć w społeczeństwie, w którym możliwie dużej liczbie osób żyje się możliwie dobrze. Konsekwencją takiego stanowiska jest dążenie do większej równości, ale nie do komunistycznej urawniłowki.


Wybitny.analityk pisze: Ale po co dochód podstawowy? Przecież w mig go zje inflacja i trzeba będzie ciągle gonić króliczka, podwyższając go. Znieść ustawą ubóstwo można przecież wprost. ZAKAZAĆ ubóstwa! A potem znieść ustawą choroby. Na początku grypę. Następnie znieść ustawą lenistwo. Oraz uchwalić, że Woś, Fejfer są wielkimi myślicielami. Dlaczego nie wprowadzić takich ustaw?

Reductio ad absurdum może być skuteczną i dającą wiele radości odbiorcom techniką erystyczną pod warunkiem, że jest ona stosowana rozważnie. Na przykład, co z tym znoszeniem biedy ustawą? Śmieszne, co? Tylko że w polskich warunkach dzięki 500+ udało się od 2016 do 2017 zmniejszyć ubóstwo wśród dzieci o 52 proc. Da się? Da się. A co z inflacją? Wiele osób wieściło, że podskoczy pod sufit po wprowadzeniu 500+. I co? I w zasadzie nic. Od wprowadzenia programu inflacja nie przebiła 2,5 proc., co jest celem inflacyjnym NBP. W zeszłym miesiącu była na poziomie 1,9 proc.

A co ze znoszeniem ustawą chorób? Czyż nie po to właśnie jest przymus szczepień? Ustawami praktycznie znieśliśmy krztusiec, tężec, WZW B, polio, odrę czy błonicę. Warto o tym pamiętać.

Pavel Pahopta: A co, jeśli obywatele, którzy ten cały bardak utrzymują, po prostu NIE ŻYCZĄ sobie, żeby jakiś socjalista rozdawał ich pieniądze leniwym nierobom? Po prostu nie zgadzam się i już, żeby moje podatki marnowano w ten sposób.

Na razie komentator nie ma tego problemu, gdyż dochód gwarantowany nie obowiązuje. A co jeśli zostanie – w dość odległej przyszłości – wprowadzony i rzeczywiście część osób, nie życząc sobie tego, będzie musiała składać się na niego ze swoich podatków? No cóż, to jest problem analogiczny do tego, kiedy posiadacze sportowych aut nie zgadzają się na ograniczenia prędkości. Albo kiedy ktoś nie zgadza się z dotowaniem z podatków edukacji (bo nie wierzy w ewolucję i na przykład geografię) albo policji (bo uważa, że służy ona interesom klasy panującej), albo służby zdrowia (bo uważa, że lekarze chodzą na pasku big pharmy). Po prostu z życia w państwie wynikają pewne obowiązki, również podatkowe. Jeżeli natomiast one kogoś bezbrzeżnie przytłaczają, to może się z kraju wyprowadzić. Na przykład do Somalii.

Paws S: Dziadkowie zawsze mi powtarzali stare powiedzonko: „nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki”. W dobie praktycznie darmowego internetu, bibliotek, tanich komputerów dostęp do wiedzy jest powszechny. To czy ktoś wyjdzie na „ludzi”, zależy tylko i wyłącznie od niego.

O ile dostęp do wiedzy – na skutek między innymi otwartych zasobów internetu – jest rzeczywiście niemal darmowy, o tyle trzeba pamiętać, że każdy ma trochę inny internet. Algorytmy Google'a premiują nie najlepsze merytorycznie wyniki, tylko takie, które odpowiadają naszym preferencjom. Nie do końca więc panujemy nad tym, jaka informacja do nas trafi. A w internecie możemy znaleźć „dowody” na wszystko. Po wpisaniu: „dowody na płaską ziemię” otrzymamy terabajty informacyjnego szlamu potwierdzającego to, że Ziemia jest płaska. Oczywiście w idealnie kulistym świecie przy formułowaniu opinii o rzeczywistości posiłkowalibyśmy się artykułami ze światowej klasy, renomowanych czasopism naukowych. Ale zazwyczaj tego nie robimy, czego dowodem jest między innymi to, że czytają państwo ten tekst, a nie tekst w „Nature”, albo „Science”.

Istnieją setki, jeśli nie tysiące badań na temat tego, że docieranie do wiedzy jest procesem zróżnicowanym klasowo, że darmowość najlepszych źródeł nie oznacza, że ludzie będą do nich masowo docierać. Istnieją również setki badań, które pokazują, że na to, jaką pozycję ekonomiczną zajmiemy, wpływ ma nasza pozycja startowa. Niech kontrargumentem przeciw tezom komentatora Paws S będzie to, że nie dotarł to tej wiedzy, choć jest ona dość łatwo dostępna i darmowa.

sir.fred: Podstawowy problem - nie ma na to pieniędzy. A jeśli mam płacić znacznie większe podatki, to wolę, żeby zostało tak, jak jest.

To najpoważniejszy kontrargument przeciwko dochodowi gwarantowanemu, z którym, przynajmniej w pewnej części, się zgadzam. Na dochód gwarantowany potrzebne są pieniądze, co do tego nie ma wątpliwości. Maciej Szlinder proponuje stworzenie wyższej progresji podatkowej (mamy jedne z najbardziej płaskich podatków w Europie), powiększenie deficytu czy likwidację części świadczeń. Ale to są reformy na lata. Do tego dochodzi kwestia samych dochodów budżetowych. Od 2010 roku zwiększyły się one o ponad 100 mld zł – z 249 na 355 mld zł. W perspektywie dwóch dekad plan wprowadzenia takiego świadczenia nie wydaje się zupełnie kosmiczny.

Jeżeli mówimy o samym zwiększeniu opodatkowania, to większość komentatorów może spać spokojnie – progresja działa w ten sposób, że więcej do wspólnej kasy dorzucają najwięksi szczęśliwcy, czyli najbogatsi. I to właśnie oni najbardziej odczuliby zmiany. Znaczna większość z nas nigdy nie będzie się zaliczać do najbogatszych. Najprawdopodobniej łącznie z komentatorem o nicku sir.fred.

Komentarze (334)
"Nie ma powodu nagradzać za to, że ktoś miał w życiu fart". Fejfer odpowiada Czytelnikom
Zaloguj się
  • farcry3

    Oceniono 36 razy 18

    Obecny neoliberalizm polega na "prywatyzowaniu zysków i upublicznianiu strat". Jak w 2008 roku w USA wybuchł kryzys sprokurowany przez bogatych banksterów to na ratowanie banków użyto publicznych pieniędzy. Jakoś wtedy piewcom wolnego rynki i kapitalizmu z Wall Street socjalizm zaczął pasować. Po kryzysie ludzie potrcili domy, klasa średnia zostala w USA ekonomicznie wymordowana a banksterzy są jeszcze bogatsi jak przed kryzysem. Dysproporcje w bogactiwe się pogłębiają, a kto nie rzucał w szkołę kamieniami tylko się uczył to wie, że z tego są tylko wojny, rewolucje i upadki całych cywilizacji. To że mamy postęp technologiczny niczego nie zmienia, a może wręcz pewne procesy społeczne przyspieszyć. Mentalność ludzka z chciwością na czele jest taka sama jak 2000 , 500 czy 100 lat temu. Po co niektórzy kosztem reszty dorabiają się kolejnych miliardów ? Ile człowiek może zjeść kotletów? ile może mieć domów, jachtów czy dziwek ?

  • Pavel Pahopta

    Oceniono 37 razy 17

    Ponieważ zostałem wywołany do odpowiedzi, czuje się w obowiązku jej udzielić. Wcale nie ma potrzeby przenoszenia się do Somalii, by NIE utrzymywać "cwanych nierobów". Nie mam nic przeciw pomocy osobom pokrzywdzonym przez los, chorym, nie mam też nic przeciw temu, aby pomóc stanąć na nogi tym, którym powinęła się noga i znaleźli się na dnie. Często bez własnej winy. Bo to jest inwestycja - należy przywrócić takiego upadłego obywatela społeczeństwu aby nie był dla niego ciężarem. Natomiast nie zgadzam się na utrzymywanie CWANYCH NIEROBÓW, - osób które z premedytacją i wyrachowaniem wykorzystują system i nastawione są na maksimum zysku przy zerowym wkładzie własnym. Osób które nie chcą i nie będą nigdy pracować, bo im się nie chce, niczego nie potrafią i nie chcą się niczego nauczyć. A żeby tego "bardaku" nie utrzymywać, to wystarczy po prostu przejść na drugą stronę, czyli W PEŁNI LEGALNIE wynieść się z firmą do kraju który nie marnuje moich podatków lub robi to w znikomym stopniu. Tam legalnie płacić niższe podatki. I mieszkać w Polsce, nie w Somalii, zadowalając się statusem rencisty lub wczesnego emeryta. Na waciki mi zawsze starczy, zaś wszelkiej maści socjalistom takim jak @Kamil Fejfer już nie. Będą się musieli wziąć do uczciwej pracy, czego oczywiście życzę i pozdrawiam serdecznie.

  • daga_1

    Oceniono 29 razy 15

    Ale my już mamy dochód gwarantowany, przynajmniej dla jednej grupy w Polsce. Są to księża kościoła katolickiego. Nic nie robią a pensje mają i emerytury i leczenie.

  • misiaszm

    Oceniono 24 razy 10

    Jak stwierdzili badacze Alessandro Pluchino, Andrea Rapisarda i Alessio Biondo, średnie IQ wynosi 100, ale nie ma osób, które dysponują ilorazem inteligencji na poziomie 1000 albo 10 tys."
    Jeżeli pisze się do gazety i bierze za to pieniądze to warto przed opublikowaniem opanować matematykę z podstawówki a potem odpowiedzieć na proste pytanie. DLACZEGO sugeruje pan że zależność między inteligencją a zamożnością powinna mieć korelację liniową, a może ma wykładniczą albo logarytmiczną?

  • nanorobot

    Oceniono 40 razy 10

    "O ile dostęp do wiedzy – na skutek między innymi otwartych zasobów internetu – jest rzeczywiście niemal darmowy, o tyle trzeba pamiętać, że każdy ma trochę inny internet. Algorytmy Google'a premiują nie najlepsze merytorycznie wyniki, tylko takie, które odpowiadają naszym preferencjom"

    Czy autor jest idiotą? Jeżeli chcę się z Internetu dowiedzieć, jak dział tranzystor, to się tego dowiem niezależnie od tego co mi Google podsunie ...

  • autonomy

    Oceniono 13 razy 7

    Tak samo nie ma powodu, żeby nagradzać ludzi, którzy tego farta nie mieli - mało tego, nie stworzyli sytuacji, aby tego farta mieć.
    W zasadzie całe życie i to co w życiu robimy jest jednym wielkim fartem. Życie jest zjawiskiem ryzykownym, każda decyzja, którą podejmujemy jest bardzo ryzykowna - podjęta decyzja albo przyniesie nam korzyść, albo porażkę, jej pozytywny wynik to właściwie fart. Tylko żeby mieć szansę na fart trzeba po prostu coś robić, czyli podejmować decyzje, jak ktoś w życiu nic nie robi to nie ma fartów. Proste.

  • lesher

    Oceniono 8 razy 6

    "progresja działa w ten sposób, że więcej do wspólnej kasy dorzucają najwięksi szczęśliwcy, czyli najbogatsi. I to właśnie oni najbardziej odczuliby zmiany."

    Otóż nie, szanowny Panie.
    Najbogatsi są w stanie skutecznie zmniejszać swoje zobowiązania podatkowe (też mogę odesłać do pierdyliarda prac naukowych w tym temacie). W najgorszym przypadku mogą zmienić rezydencję podatkową, transferując faktyczne dochody przez sieć spółek do rajów podatkowych (w tym takich jak np. Luksemburg).

    W rzeczywistości koszty progresji poniesie klasa średnia, która ma na tyle dużo żeby "wpaść" w wyższe progi, ale nie jest w stanie przed nimi uciec (bo jest "na widelcu" na umowach o pracę, a nie na np. działalności gospodarczej, albo koszty stałe optymalizacji podatkowej są za wysokie, żeby opłacało się ją stosować do takich średnich dochodów).

  • 74polska

    Oceniono 16 razy 6

    Zawsze było tak że trochę farta trzeba mieć. Trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Tak to już jest . I nic tego zmieni.

  • pener1986

    Oceniono 23 razy 5

    "Nie ma powodu nagradzać za to, że ktoś miał w życiu fart"

    Nie ma też powodu karać tych którzy mieli fart.
    Szczęściu trzeba pomóc, nic nie bierze się z niczego. Nawet by w lotka wygrać trzeba kupić los. Niezależnie od powyższego liczba osób, którzy weszli na szczyt drabinki wyłącznie ze względu na "fart" jest marginalna, to promil ludności. GDP nie uderzy w tych z "fartem", Ci najbogatsi podatków uniknąć, zarejestruj firmę gdzie indziej, podatki zapłacą gdzie indziej, w skutek czego społeczeństwo zubozeje. GDP uderzy w tych nieco powyżej średniej, specjalistów, wolne zawody, oni nie uciekna z dochodami, zostaną ukarani za ciężka pracę. GDP to nie tylko zabranie tym z fartem od których de facto zbierzemy kilka procent kwoty niezbędnej do pokrycia kosztów, ale przede wszystkim zabranie tym ponadprzecietnym, pracowity i zaradnym. GDP to nie tylko danie tym, którzy nie mieli farta, ale również danie tym leniwy, nierobom, mwnelowi obszczywajacemu chodnik, osobobom z grupy "szlachta nie pracuje" i innego rodzaju pasożytów.
    "
    " Uważam, że pewien stopień nierówności jest pożądany"

    I kto będzie wyznacza ten pożądany poziom nierówności? Rząd? Parlament? Redaktor?

    "Jak stwierdzili badacze Alessandro Pluchino, Andrea Rapisarda i Alessio Biondo, średnie IQ wynosi 100, ale nie ma osób, które dysponują ilorazem inteligencji na poziomie 1000 albo 10 tys. Natomiast różnice w dochodach lub majątkach mogą być nie tylko dziesięciokrotne czy stukrotne, ale również tysiąckrotne"

    A skąd założenie, że poziom zamożności winien być wprost proporcjonalny do poziomu IQ?

    Naturalnym stanem jest sytuacja, że ten mityczny jeden procent populacji jest monstrualnie bogaty. Tylko jeden procent wykonawców staje się hiperpopularnym, tylko jeden procent sportowców osiąga milionowe dochody, tylko jeden procent biznesów odnosi super sukces.
    W naturze przedstawia się to podobnie, tyle, że wartości są jeszcze bardziej skrajne. Zwycięzca bierze wszystko, przegrany nie ma nic.
    Ludzkość wypracowała wiele dróg do osiągnięcia sukcesu. Możesz go osiągnąć że względu na niezwykłą inteligencję, niezwykły atletyzm, zdolności artystyczne, zmysł biznesowy. Dróg jest mnóstwo, ale każda droga wymaga pracy i poświęcenia i żadna nie daje gwarancji sukcesu.

    Wolny rynek daje wszystkim szanse, niekoniecznie równe i nagradza najlepszych, a Redaktor chciałby to zmienić i karać tych lepszych i najlepszych w imię "równości". To niszczy indywidualizm, a to jednostki tworzą postęp, odkrywają, wynajduja, kolektyw tkwi w miejscu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX