Rogojsz: W pogoni za akceptacją. Jagger i spółka pokazali, dlaczego PiS tworzy własny "salon"

Rolling Stonesi i ich koledzy "po fachu" zaszli "dobrej zmianie" za skórę wcale nie tym, że poparli walkę o wolne sądy czy liberalizację prawa aborcyjnego. Dotknęli najczulszej dla PiS-u struny - tej, w którą wcześniej przez lata uderzała Platforma Obywatelska.

Pearl Jam, David Byrne, Massive Attack, Rolling Stones. To nie line-up kolejnego koncertu na warszawskim Stadionie Narodowym (jakże eklektycznego muzycznie przy okazji!). To zaledwie tydzień z życia Prawa i Sprawiedliwości. Tyle czasu wystarczyło, żeby każdy ze wspomnianych wykonawców odczuwalnie nastąpił partii władzy na odcisk - czy to popierając „Strajk Kobiet” (Pearl Jam, dwukrotnie), czy walkę o niezależność sądów (Stonesi i Massive Attack).

To właśnie słowa Micka Jaggera o zmianach w polskim sądownictwie - "Polska, co za piękny kraj: jestem za stary, żeby być sędzią, ale jestem dość młody, żeby śpiewać" - odbiły się zdecydowanie najszerszym echem i były cytowane przez największe światowe media. Reakcja polskich władz? Przewidywalna - wyśmiać, zbagatelizować, wreszcie przeinaczyć (aczkolwiek stwierdzenie posła Tarczyńskiego, że lider Stonesów w rzeczywistości poparł reformę Sądu Najwyższego to już nie tyle makiaweliczna manipulacja, co zwykła groteska).

"Salon" - przeciwnik i alibi

Dlaczego kilka słów i gestów ze strony gwiazd estrady ma tak wielkie znaczenie, skoro w polskiej polityce nie zmienią absolutnie nic? Odpowiedzią jest symbolika. 75-letni Mick Jagger, zapewne najbardziej dziarski staruszek na świecie, jest żywą definicją "fajności". Gdy swoją jednozdaniową wypowiedzią wbił szpilę rządowi, przypominało to zmycie głowy szkolnemu outsiderowi przez króla studniówkowego balu. Scena, którą dobrze znamy z dziesiątek amerykańskich filmów.

Ale też scena, którą PiS doskonale zna z przeszłości na krajowym podwórku.

Rolę marzącego o akceptacji odludka obecna partia rządząca musiała odgrywać przez blisko dekadę - od 2005 do 2015 roku - jednocześnie z zazdrością patrząc, jak mianem "tych fajnych" cieszy się Platforma Obywatelska i jej wyborcy

Po rozpadzie PO-PiS-u to z partią Donalda Tuska przez lata sympatyzowali artyści, biznes, inteligencja, klasa średnia, liberalne media i młodzież. PiS poszło w stronę budowy IV RP, egzotycznej koalicji z duetem Giertych-Lepper i ostro krytykowanych reform, przekreślając w ten sposób swoje szanse za zaskarbienie sympatii wspomnianych grup.

Przez lata wyśmiewane i traktowane jako ci gorsi, obciachowi, anachroniczni, PiS musiało ratować swój wizerunek i tożsamość. Elektoratowi trzeba było też tłumaczyć kolejne wyborcze porażki. Jak najlepiej to zrobić? Tworząc groźnego antagonistę albo nawet więcej - ciemiężyciela. Tak powstał konstrukt "salonu" - (w narracji PiS-u) wpływowego, bezideowego i zepsutego środowiska, które odpowiada za całe zło, jakie spotykało przez lata Polskę, ale przede wszystkim formację Jarosława Kaczyńskiego. Środowiska "tych fajnych", którzy wcześniej odtrącili PiS i jego elektorat. Tak samo, jak teraz zrobili to Rolling Stonesi czy Pearl Jam.

Samo powołanie do życia zewnętrznego wroga, jakim miał być "salon" nie wystarczyłoby jednak do przetrwania ośmiu chudych lat w opozycji. Zdemonizowanemu adwersarzowi trzeba było coś przeciwstawić. PiS postawiło na sprawdzony wzorzec ze zwycięskiej kampanii wyborczej z 2005 roku - podział na "Polskę solidarną" i "Polskę liberalną", czyli "zwykłych Polaków" i "wygranych transformacji". Po katastrofie smoleńskiej ten podział został wielokrotnie wzmocniony i pogłębiony o opozycję "zdrajcy" vs "prawdziwi Polacy".

W pogoni za akceptacją

Gdy jesienią 2015 roku PiS nieoczekiwanie zdobyło niespotykaną w polskich realiach po 1989 roku władzę, sytuacja mocno się zmieniła. Konstrukt "salonu" jako "straszaka" na wyborców oraz alibi dla wszelkich niepowodzeń zaczął powoli tracić rację bytu. Pojawiła się za to okazja, żeby wreszcie stworzyć własny "salon", skoro ten liberalno-lewicowy nigdy nie chciał PiS-u zaakceptować, uznać za swoich. Co ważniejsze, partia Jarosława Kaczyńskiego po raz pierwszy miała do tego konkretne narzędzia - olbrzymią władzę, rozległe wpływy, duże (publiczne) pieniądze, rekordowe poparcie społeczne.

Te narzędzia miały pozwolić zbudować "salon" narodowo-konserwatywny - krytykujący III RP, wrogi wobec transformacji, hołdujący wartościom ludowym, sceptyczny wobec Unii Europejskiej i prosocjalny

Cel był oczywisty - stworzyć otoczenie, w którym PiS będzie czuć się jak u siebie, na miejscu, bezwarunkowo akceptowane. Zredefiniować pojęcie "fajności". "Dobra zmiana" szybko znalazła "swoich" aktorów, reżyserów, piosenkarzy, dziennikarzy, satyryków, a nawet naukowców czy biznesmenów. Klasę średnią zastąpili "zwykli Polacy", a liberalne media - konserwatywne redakcje prorządowe.

Największe emocje i dumę wciąż wywoływały jednak sytuacje, gdy ktoś utożsamiany ze starym "salonem" przechodził na stronę prawicy. O dziwo, ani przeszłość, ani dawne urazy nie stanowiły tu żadnego problemu. Można byłoby to, oczywiście, tłumaczyć biblijną sentencją, że "w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia". Można też tym, że mimo zdobycia władzy i posiadania nieograniczonych możliwości w środowisku Zjednoczonej Prawicy wciąż głęboko tkwią resentymenty minionych lat.

Mick Jagger i jego koledzy "po fachu" te resentymenty bezlitośnie obnażyli. Pokazali, że mimo upływu lat, zdobycia pełni władzy i stworzenia własnego środowiska, PiS wciąż jest bardzo czułe na to, co myślą i mówią o nim inni. Wciąż siedzi w nim ten niemający kolegów outsider, którego reszta grupy wytyka palcami. Wciąż goni za akceptacją, zwłaszcza "tych fajnych", których wszyscy lubią. A czy może być ktoś fajniejszy od Rolling Stonesów?

"Grillowanie" Morawieckiego. Polski premier odpowiadał na pytania europosłów

15 faktów z historii Polski, które każdy powinien znać
1/15Rozbicie dzielnicowe zakończyło się wraz z koronacją jednego z królów. Którego?
Zobacz także
Komentarze (132)
Mick Jagger o polskich sądach. Spór o Sąd Najwyższy.
Zaloguj się
  • tyfus.wolski

    Oceniono 36 razy 30

    PiS też ma "fajnych" - Pietrzaka, Faraona, Rosiewicza,
    kabareciarza Makowskiego, babcię Józefinę z „Plebanii”...

  • def11

    Oceniono 43 razy 27

    PiS-u "polubić" się nie da, dlatego tworzy własny równoległy świat w którym jest lepszym sortem.

    ps. a wg postanowienia komitetu politycznego partii fajniejszy od Rolling Stonesów jest prezes z kotem

  • mirek76pl

    Oceniono 27 razy 19

    Problem jest w tym, ze wyborcy PiSu nigdy nie kupili zadnej plyty Rolling Stonesow, czy Pearl Jamu, a na koncerty jesli chodza, to zeby pobawic sie przy Maryli, czy Zenku Martyniuku. Dopoki wiec Maryla nie powie, ze jest za stara by byc sedzia (a nie powie, bo kobieta nie odkladala na emeryture, w zwiazku z czym obecnie zalezna jest od chaltur u pana Kurskiego), wyborca PiSu bedzie trwal niewzruszony w swoim przekonaniu, ze "dobra zmiana" to najlepsze, co moglo sie Polakom przydarzyc.

  • 55kris

    Oceniono 26 razy 16

    Szkoda, że ten nowy, wspaniały świat pislamiści budują taplając się w nieczystościach. Jedyna rada - ustawowo ogłosić, że pis jest cacy, ba! wprowadzić to do konstytucji. Adryan podpisze....

  • jan3211

    Oceniono 24 razy 14

    PiS to wasal tej organizacji , która stworzyła ustawę nr 447 , a którą podpisał ten co jest gwarancją rzadów PiS , które kooperują w rozdawaniu polskiego majątku narodowego.
    PiS to jest nowa Targowica .

  • Alicja Ilona Bu

    Oceniono 19 razy 13

    Nigdy nie będzie fajniejszy bez prawa jazdy, własnego konta i w brudnych butach.....poza tym te szare komórki, no nimi już paranoja zawładnęła.... do kąta spieprzaj dziadu!!!

  • demetria11

    Oceniono 18 razy 12

    PiS był, jest i będzie symbolem obciachu. Nikt inteligentny i kulturalny nie chce mieć z pisiakami nic wspólnego. Dlatego PiS stworzył sobie swoją rzeczywistość równoległą, swój bogato wyposażony za pieniądze podatnika salon, totalne bezguście, w którym zasiadają pisiaki odziane w mentalne gumofilce - inteligentne jak pp. Jaki czy Suski, kulturalne jak pp. Pawłowicz czy Tarczyński, utalentowane jak p. Pietrzak. I zmieniając znaczenie słów usiłują wszystkich przekonać, że czarne jest białe, 1:27 to ogromne zwycięstwo, a biała róża to "symbol głupoty i nienawiści". A "ciemny lud" w to wierzy.

  • terazjakinick

    Oceniono 16 razy 10

    Taaaa... Akurat PiS to ruszyło. Jakby Zenek Martyniuk to powiedział to byłaby sensacja.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje