Szlinder: 1000 plus to nie utopia. Dochód podstawowy zachęca do pracy i da się go sfinansować

Bezwarunkowy dochód podstawowy nie tylko ludzi nie rozleniwia, ale też powoduje, że stają się bardziej aktywni ekonomicznie i pracują więcej. Skąd wziąć na to pieniądze?

W ostatnią sobotę przedstawiałem na konferencji TEDx Poznań ideę bezwarunkowego dochodu podstawowego. Na wstępie zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każda Polka i każdy Polak będą otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. Następnie poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone.

Ten przykład pokazuje, że nasze lęki i obawy często powiązane są z uprzedzeniami do osób ubogich czy z niższych klas. Pisał o tym w portalu Gazeta.pl Rafał Woś. Najpierw w tekście o dochodzie podstawowym "Dziś >>sto milionów<< Wałęsy już nie brzmi dziwacznie", a później w odpowiedzi na głosy części oburzonych Czytelników "Jedź pan na Syberię, a od moich dochodów wara"

To właśnie nasze uprzedzenia często stoją za oporem wobec powszechnych świadczeń. Mogliśmy obserwować podobne argumenty przy wprowadzaniu 500 plus. „Nie można dawać pieniędzy za nic! Przecież oni to przepiją! Kto będzie pracował?!”. Ale gdy w rozmowie pytało się o decyzję konkretnej osoby, to najczęściej można było usłyszeć: „Nie, no ja to nie zrezygnuję z pracy. Nie, no ja to wydam rozsądnie. Nie to co inni”.

Tego typu rozdźwięk nie jest zresztą charakterystyczny wyłącznie dla polskiego społeczeństwa. Zgodnie z zeszłorocznymi badaniami Ipsos między 45 a 63 proc. badanych osób uważało, że dochód podstawowy zniechęci ludzi do pracy zarobkowej. Jednocześnie w badaniach przeprowadzonych w Barcelonie, w których pojawiło się pytanie: „Czy ty zrezygnujesz z pracy, gdy będziesz mieć dochód podstawowy?”, twierdząco odpowiedziało mniej niż 2 proc. ankietowanych. Ponadto większa liczba osób obecnie nieaktywnych zawodowo uznała, że dzięki temu świadczeniu mogłaby rozpocząć własną drobną działalność gospodarczą. Zgodnie z wynikami tej ankiety podaż pracy nie spadłaby, ale by wzrosła.

Dochód podstawowy zachęca do pracy

Oczywiście trudno do końca przewidywać, jak ludzie zachowają się naprawdę w nowych warunkach jedynie na podstawie ich deklaracji. Warto więc sięgnąć do przykładów empirycznych. Do tej pory jedyny dobrze przeprowadzony program pilotażowy z dochodem podstawowym miał miejsce w latach 2011-12 w indyjskim stanie Madhya Pradesh. Przez 12 miesięcy ponad 5,5 tys. osób zamieszkujących osiem wiosek otrzymywało dochód podstawowy o wysokości 200 rupii dla osób dorosłych (w trakcie eksperymentu zwiększone do 300 rupii) oraz 100 rupii dla dzieci (potem zwiększone do 150 rupii). Zbliżona liczba osób zamieszkała w innych 12 wioskach o podobnych cechach stanowiła grupę kontrolną, której nie wypłacano pieniędzy, ale badano te same zmienne co w wypadku grupy eksperymentalnej.

Eksperyment indyjski wykazał pozytywny wpływ dochodu podstawowego związany z higieną, zdrowiem czy poziomem edukacji. Okazało się jednak również, że osoby mające zapewnione podstawowe bezpieczeństwo socjalne w sposób bezwarunkowy są bardziej aktywne ekonomicznie. Osoby otrzymujące dochód podstawowy wykonywały więcej zarówno pracy najemnej, jak i pracy na własny rachunek. Wydawały środki na zakup zwierząt i sprzętu rolniczego, zwiększając wydajność swojej pracy na roli. Co więcej, zaobserwowano również wzrost aktywności spółdzielczej. Kobiety w jednej z wiosek zakupiły maszyny do szycia i założyły kooperatywę szwaczek. W innej wiosce z kolei grupa mężczyzn założyła kooperatywę rybacką: wydała dodatkowe środki na zarybienie stawu i zakup sprzętu do połowu ryb.

Oczywiście trudno przekładać wyniki eksperymentu w kraju o tak różnej kulturze i gospodarce jak Indie na sytuację w Europie czy w Polsce. Warto jednak pamiętać, że zarówno wiele holenderskich miast, jak i Finowie zaczęli rozważać eksperymenty z dochodem podstawowym właśnie dlatego, że chcą zachęcić ludzi do pracy. Obecnie funkcjonujące rozwiązania w wielu państwach opiekuńczych prowadzą do pułapki bezrobocia. Jeżeli jakieś świadczenie (np. zasiłek dla bezrobotnych) jest ludziom odbierane natychmiast po podjęciu pracy (lub krótko potem), to istotnie zniechęca to do podejmowania jej. Dochód podstawowy ma tę przewagę nad dotychczasowymi rozwiązaniami, że nigdy się go nie traci. Jeśli podejmuje się pracę, to ma się zawsze wyraźnie więcej niż przed taką decyzją.

Na marginesie warto zdementować nieprawdziwe plotki (na które dał się niestety złapać nawet tak rzetelny dziennikarz jak Rafał Woś), jakoby Finowie wycofywali się ze swojego eksperymentu. Fiński program pilotażowy zgodnie z planem zostanie zakończony z końcem tego roku. Nikt się z niczego nie wycofuje, nie ma na razie żadnych wyników. Te będzie można poznać zapewne dopiero w 2020 roku, po rzetelnej analizie zgromadzonych danych. Co jednak równie istotne: to nie jest eksperyment z dochodem podstawowym. Świadczenie nie jest tu bowiem ani podstawowe (560 euro przy progu ubóstwa w Finlandii na poziomie 800 euro), ani bezwarunkowe (otrzymują je jedynie osoby, które w listopadzie 2016 roku pobierały zasiłki), ani powszechne (w eksperymencie biorą udział osoby w wieku 25-28 lat). Co więcej 2 tysiące uczestniczek i uczestników eksperymentu (dość niska próba) jest rozsianych po całej Finlandii, co uniemożliwia zaobserwowanie efektów interakcyjnych, czyli np. wzajemnej współpracy, z którą mieliśmy do czynienia w Indiach.

Skąd wziąć pieniądze na 1000 plus?

Pozostaje oczywiście kluczowe pytanie o to, z czego sfinansować dochód podstawowy. O ile w wielu krajach wprowadzenie go w pełnej formie jest możliwe od razu (warto spojrzeć choćby na świetny model hiszpański), o tyle w Polsce może być to trudne. Wynika to z tego, że bardzo niewiele istniejących świadczeń można będzie zastąpić dochodem podstawowym. W polskim bardzo nieopiekuńczym państwie likwidacja zbędnych przy bezwarunkowym dochodzie podstawowym zasiłków (dla bezrobotnych, z pomocy społecznej itd.) może przynieść maksymalnie do 20 mld zł (wraz oszczędnościami administracyjnymi).

Konieczne byłoby zatem istotne podniesienie podatków. Pamiętać należy, że Polska pod względem poziomu wpływów budżetowych z podatków i składek (w stosunku do PKB) plasuje się wyraźnie poniżej średniej unijnej (o 5 pkt proc.). Podniesienie poziomu przychodów do poziomu Francji (najwyższego w UE - ogólny poziom opodatkowania i oskładkowania w tym kraju sięga 48 proc. PKB) niemal wystarczyłoby do sfinansowania 1000 zł dla każdej dorosłej osoby.

Jednak taki jednorazowy skok opodatkowania jest raczej trudny do wyobrażenia, dlatego warto myśleć o stopniowym wprowadzaniu dochodu podstawowego.

  • Pierwszym oczywistym krokiem jest likwidacja kryterium dochodowego na pierwsze dziecko przy przyznawaniu 500 plus.
  • Drugim – rozpoczęcie przechodzenia na system emerytury obywatelskiej przysługującej w równej kwocie wszystkim osobom przekraczającym pewien wiek.
  • Wreszcie trzecim krokiem wartym rozważenia jest wprowadzenie powszechnego świadczenia dla osób młodych (np. w wieku 18-25). To właśnie one borykają się dzisiaj z najbardziej śmieciowym zatrudnieniem, a bezrobocie w tej grupie wiekowej jest wyraźnie wyższe niż w wypadku całości populacji. Co więcej bezwarunkowy dochód podstawowy w tej grupie miałby również walor emancypujący młodych. Umożliwiałby im bowiem wybranie własnej drogi życiowej, np. kształcenie się bez konieczności zarabiania i bez skazania na zależność finansową od rodziców.

Powyższe trzy kroki można przeprowadzić w ciągu jednej kadencji. Następnie zaś rozszerzać dochód podstawowy na kolejne grupy wiekowe (wraz ze zwiększaniem przychodów podatkowych) aż do objęcia całej populacji.

Deficyt budżetowy to nic strasznego

Istnieją jeszcze inne źródła finansowania, które w różny sposób można wykorzystywać w różnych krajach. Pierwszym z nich są wpływy ze sprzedaży surowców naturalnych – od początku lat 80. każda mieszkanka i każdy mieszkaniec Alaski otrzymują niewielką roczną dywidendę z tytułu wydobycia i sprzedaży ropy naftowej należącej do stanu. Drugim jest deficyt budżetowy – stanowczo zbyt demonizowany w dzisiejszych mediach i ekonomii głównego nurtu. Jest on bowiem normalnym narzędziem polityki gospodarczej, bardzo użytecznym z perspektywy rozkręcania koniunktury. Ta ostatnia z kolei powinna bardzo pozytywnie zareagować na wszelkie próby wprowadzenia dochodu podstawowego, ponieważ wiążą się one z redystrybucją środków w dół i wzmacnianiem pozycji przetargowej pracowników. Oba te elementy mają bardzo pozytywne skutki popytowe, a to właśnie niskie płace i niski popyt są w wielu krajach (w tym w Polsce) barierą dla wzrostu gospodarczego. Wystarczy powiedzieć, że udział płac w polskim PKB jest jednym z najniższych w Europie, co pokazuje, jak dużym problemem jest u nas wyzysk pracownic i pracowników.

Bez względu na to, jaką kombinację źródeł finansowania i procesu wprowadzania przyjmiemy, warto mieć na uwadze to, że dochód podstawowy jest rozwiązaniem, które doskonale odpowiada na wyzwania dzisiejszej gospodarki i społeczeństwa. Zacznijmy zatem debatę nad tym, jak go wprowadzić, i odrzućmy lęki oraz uprzedzenia.

dr Maciej Szlinder (1986) – filozof, socjolog, ekonomista. Prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego. Redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. Tłumacz. Członek Rady Krajowej Partii Razem

Co oprócz 500 plus rodzicom oferuje państwo?

Komentarze (442)
Szlinder: 1000 plus to nie utopia. Dochód podstawowy zachęca do pracy i da się go sfinansować
Zaloguj się
  • arkalionxp

    Oceniono 8 razy -4

    Łatwiej znależć kasę na 1000+ niż przekonać do tego dzieci Balcerowicza i czytalników GW.

  • grey-sky

    Oceniono 12 razy -4

    Takie artykuły są absolutnie niezrozumiałe dla większości czytelników. gazeta.pl czy GW. Przecież tutaj nawet 500+ było totalnie krytykowane. A nawet jest do tej pory.
    Co prawda można by to 500+ trochę zmienić, ale generalnie większość już zrozumiała, że 500+ to dobre rozwiązanie.. Nie do pojęcia dla liberałów.

  • fnoll

    Oceniono 6 razy -2

    Brak kasy jest paraliżujący dla człowieka. Dochód podstawowy dawałby człowiekowi godność i podstawowe warunki do znajdywania i świadczenia pracy. To jest super. Jak nie lubię PiSu, to jeśliby chcieliby tym "kupić" wyborców - popieram. Takie odważne rozwiązanie mogłoby Polskę na długo pchnąć do przodu pod względem potencjału pracy. I jeszcze przydałaby się sensowna reforma edukacji, by ta praca była jakościowa. Niestety obecne władze mają talent do cofania edukacji i kultury wstecz. Bardzo szkoda.

  • brzucho-prezesa

    Oceniono 10 razy -2

    Dochód podstawowy musi zaistnieć w związku z przyspieszającym postępem technologicznym. Robotyzacja i automatyzacja w tym pracy umysłowej, sprawi że będziemy musieli przejść na system zbliżony do rozdziału dóbr. Nie łudźmy się, że 800.000 zawodowych kierowców, a w sumie około 1.500.000 osób, których praca jest oparta głównie na prowadzeniu samochodu, znajdą pracę w programowaniu, sztucznej inteligencji czy robotyce. Tak, już wkrótce będziemy mieli całkowite wywrócenie proporcji.

  • 1maruti1

    Oceniono 4 razy -2

    Ciekawe, że te osoby szydzące z Szlindera powołują się na znajomość ekonomii, choć dane empiryczne, fakty, badania i cały wiedza, nawet ta z tzw. szkoły austriackiej uważają, że to dobry pomysł i sensowna ekonomii. Czyli, że Szlinder ma rację. Otwórzcie umysły, bo coś sobie ubzduraliście to brniecie w to, choć racji nie macie.

  • beton44

    Oceniono 5 razy -1

    A jak tu w żydowskiej Gazecie dla tubylców Polaków szczuto na 500+ wspomnijmy, a teraz takie koncepcje - zupełny brak konsekwencji :-)

  • Oceniono 3 razy -1

    Mysle ze warto taki eksperyment przeprowadzic - zakladajac ze wybor gminy i populacji poddanej eksperymentowi bylby rozsadny i reprezentatywny. Nie kosztowaloby nas to jakos bardzo duzo jako panstwo - a stanowiloby tym samym cenne zrodlo danych pozwalajace na optymalizacje programow socjalnych. Optymalizacje oparta o dane a nie o zyczenia (tu sie klaniaja idioci z pisu)

  • adin_null_adin

    Oceniono 3 razy -1

    Lepsze byłoby gwarantowane 10euro za godzinę pracy niż eksperymenty z jałmużną.

  • eligiusz_podchrapek

    Oceniono 1 raz -1

    No dobrze. Przeczytałem tytuł: Da się sfinansować. Myślałem, że w artykule znajdę choćby podstawowe wyliczenie, tj. jaki mamy budżet i ile tych pieniędzy potrzeba. Taka prosta matematyka. Pod dwoma artykułami Pana Wosia o to prosiłem. Już myślałem, że ktoś to policzył. No jednak nie.

    Otóż dorosłych Polaków (z wyłączeniem emerytów) jest około 17 mln. Czyli mamy 17 mln razy 12000, czyli 204 mld złotych. A przychody budżetu to około 360 mld. A jeszcze trzeba zapłacić emerytom, budżetówce, lekarzom, wojsku, policji itp.

    To nie jest trudne. To jest nierealne. Deficyt powiększać? Naprawdę? Niech się martwią nasze dzieci?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX