Szlinder: 1000 plus to nie utopia. Dochód podstawowy zachęca do pracy i da się go sfinansować

Czy Polskę stać na dochód podstawowy?

Czy Polskę stać na dochód podstawowy? (Fot. Shutterstock)

Bezwarunkowy dochód podstawowy nie tylko ludzi nie rozleniwia, ale też powoduje, że stają się bardziej aktywni ekonomicznie i pracują więcej. Skąd wziąć na to pieniądze?

W ostatnią sobotę przedstawiałem na konferencji TEDx Poznań ideę bezwarunkowego dochodu podstawowego. Na wstępie zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każda Polka i każdy Polak będą otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. Następnie poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone.

Ten przykład pokazuje, że nasze lęki i obawy często powiązane są z uprzedzeniami do osób ubogich czy z niższych klas. Pisał o tym w portalu Gazeta.pl Rafał Woś. Najpierw w tekście o dochodzie podstawowym "Dziś >>sto milionów<< Wałęsy już nie brzmi dziwacznie", a później w odpowiedzi na głosy części oburzonych Czytelników "Jedź pan na Syberię, a od moich dochodów wara"

To właśnie nasze uprzedzenia często stoją za oporem wobec powszechnych świadczeń. Mogliśmy obserwować podobne argumenty przy wprowadzaniu 500 plus. „Nie można dawać pieniędzy za nic! Przecież oni to przepiją! Kto będzie pracował?!”. Ale gdy w rozmowie pytało się o decyzję konkretnej osoby, to najczęściej można było usłyszeć: „Nie, no ja to nie zrezygnuję z pracy. Nie, no ja to wydam rozsądnie. Nie to co inni”.

Tego typu rozdźwięk nie jest zresztą charakterystyczny wyłącznie dla polskiego społeczeństwa. Zgodnie z zeszłorocznymi badaniami Ipsos między 45 a 63 proc. badanych osób uważało, że dochód podstawowy zniechęci ludzi do pracy zarobkowej. Jednocześnie w badaniach przeprowadzonych w Barcelonie, w których pojawiło się pytanie: „Czy ty zrezygnujesz z pracy, gdy będziesz mieć dochód podstawowy?”, twierdząco odpowiedziało mniej niż 2 proc. ankietowanych. Ponadto większa liczba osób obecnie nieaktywnych zawodowo uznała, że dzięki temu świadczeniu mogłaby rozpocząć własną drobną działalność gospodarczą. Zgodnie z wynikami tej ankiety podaż pracy nie spadłaby, ale by wzrosła.

Dochód podstawowy zachęca do pracy

Oczywiście trudno do końca przewidywać, jak ludzie zachowają się naprawdę w nowych warunkach jedynie na podstawie ich deklaracji. Warto więc sięgnąć do przykładów empirycznych. Do tej pory jedyny dobrze przeprowadzony program pilotażowy z dochodem podstawowym miał miejsce w latach 2011-12 w indyjskim stanie Madhya Pradesh. Przez 12 miesięcy ponad 5,5 tys. osób zamieszkujących osiem wiosek otrzymywało dochód podstawowy o wysokości 200 rupii dla osób dorosłych (w trakcie eksperymentu zwiększone do 300 rupii) oraz 100 rupii dla dzieci (potem zwiększone do 150 rupii). Zbliżona liczba osób zamieszkała w innych 12 wioskach o podobnych cechach stanowiła grupę kontrolną, której nie wypłacano pieniędzy, ale badano te same zmienne co w wypadku grupy eksperymentalnej.

Eksperyment indyjski wykazał pozytywny wpływ dochodu podstawowego związany z higieną, zdrowiem czy poziomem edukacji. Okazało się jednak również, że osoby mające zapewnione podstawowe bezpieczeństwo socjalne w sposób bezwarunkowy są bardziej aktywne ekonomicznie. Osoby otrzymujące dochód podstawowy wykonywały więcej zarówno pracy najemnej, jak i pracy na własny rachunek. Wydawały środki na zakup zwierząt i sprzętu rolniczego, zwiększając wydajność swojej pracy na roli. Co więcej, zaobserwowano również wzrost aktywności spółdzielczej. Kobiety w jednej z wiosek zakupiły maszyny do szycia i założyły kooperatywę szwaczek. W innej wiosce z kolei grupa mężczyzn założyła kooperatywę rybacką: wydała dodatkowe środki na zarybienie stawu i zakup sprzętu do połowu ryb.

Oczywiście trudno przekładać wyniki eksperymentu w kraju o tak różnej kulturze i gospodarce jak Indie na sytuację w Europie czy w Polsce. Warto jednak pamiętać, że zarówno wiele holenderskich miast, jak i Finowie zaczęli rozważać eksperymenty z dochodem podstawowym właśnie dlatego, że chcą zachęcić ludzi do pracy. Obecnie funkcjonujące rozwiązania w wielu państwach opiekuńczych prowadzą do pułapki bezrobocia. Jeżeli jakieś świadczenie (np. zasiłek dla bezrobotnych) jest ludziom odbierane natychmiast po podjęciu pracy (lub krótko potem), to istotnie zniechęca to do podejmowania jej. Dochód podstawowy ma tę przewagę nad dotychczasowymi rozwiązaniami, że nigdy się go nie traci. Jeśli podejmuje się pracę, to ma się zawsze wyraźnie więcej niż przed taką decyzją.

Na marginesie warto zdementować nieprawdziwe plotki (na które dał się niestety złapać nawet tak rzetelny dziennikarz jak Rafał Woś), jakoby Finowie wycofywali się ze swojego eksperymentu. Fiński program pilotażowy zgodnie z planem zostanie zakończony z końcem tego roku. Nikt się z niczego nie wycofuje, nie ma na razie żadnych wyników. Te będzie można poznać zapewne dopiero w 2020 roku, po rzetelnej analizie zgromadzonych danych. Co jednak równie istotne: to nie jest eksperyment z dochodem podstawowym. Świadczenie nie jest tu bowiem ani podstawowe (560 euro przy progu ubóstwa w Finlandii na poziomie 800 euro), ani bezwarunkowe (otrzymują je jedynie osoby, które w listopadzie 2016 roku pobierały zasiłki), ani powszechne (w eksperymencie biorą udział osoby w wieku 25-28 lat). Co więcej 2 tysiące uczestniczek i uczestników eksperymentu (dość niska próba) jest rozsianych po całej Finlandii, co uniemożliwia zaobserwowanie efektów interakcyjnych, czyli np. wzajemnej współpracy, z którą mieliśmy do czynienia w Indiach.

Skąd wziąć pieniądze na 1000 plus?

Pozostaje oczywiście kluczowe pytanie o to, z czego sfinansować dochód podstawowy. O ile w wielu krajach wprowadzenie go w pełnej formie jest możliwe od razu (warto spojrzeć choćby na świetny model hiszpański), o tyle w Polsce może być to trudne. Wynika to z tego, że bardzo niewiele istniejących świadczeń można będzie zastąpić dochodem podstawowym. W polskim bardzo nieopiekuńczym państwie likwidacja zbędnych przy bezwarunkowym dochodzie podstawowym zasiłków (dla bezrobotnych, z pomocy społecznej itd.) może przynieść maksymalnie do 20 mld zł (wraz oszczędnościami administracyjnymi).

Konieczne byłoby zatem istotne podniesienie podatków. Pamiętać należy, że Polska pod względem poziomu wpływów budżetowych z podatków i składek (w stosunku do PKB) plasuje się wyraźnie poniżej średniej unijnej (o 5 pkt proc.). Podniesienie poziomu przychodów do poziomu Francji (najwyższego w UE - ogólny poziom opodatkowania i oskładkowania w tym kraju sięga 48 proc. PKB) niemal wystarczyłoby do sfinansowania 1000 zł dla każdej dorosłej osoby.

Jednak taki jednorazowy skok opodatkowania jest raczej trudny do wyobrażenia, dlatego warto myśleć o stopniowym wprowadzaniu dochodu podstawowego.

  • Pierwszym oczywistym krokiem jest likwidacja kryterium dochodowego na pierwsze dziecko przy przyznawaniu 500 plus.
  • Drugim – rozpoczęcie przechodzenia na system emerytury obywatelskiej przysługującej w równej kwocie wszystkim osobom przekraczającym pewien wiek.
  • Wreszcie trzecim krokiem wartym rozważenia jest wprowadzenie powszechnego świadczenia dla osób młodych (np. w wieku 18-25). To właśnie one borykają się dzisiaj z najbardziej śmieciowym zatrudnieniem, a bezrobocie w tej grupie wiekowej jest wyraźnie wyższe niż w wypadku całości populacji. Co więcej bezwarunkowy dochód podstawowy w tej grupie miałby również walor emancypujący młodych. Umożliwiałby im bowiem wybranie własnej drogi życiowej, np. kształcenie się bez konieczności zarabiania i bez skazania na zależność finansową od rodziców.

Powyższe trzy kroki można przeprowadzić w ciągu jednej kadencji. Następnie zaś rozszerzać dochód podstawowy na kolejne grupy wiekowe (wraz ze zwiększaniem przychodów podatkowych) aż do objęcia całej populacji.

Deficyt budżetowy to nic strasznego

Istnieją jeszcze inne źródła finansowania, które w różny sposób można wykorzystywać w różnych krajach. Pierwszym z nich są wpływy ze sprzedaży surowców naturalnych – od początku lat 80. każda mieszkanka i każdy mieszkaniec Alaski otrzymują niewielką roczną dywidendę z tytułu wydobycia i sprzedaży ropy naftowej należącej do stanu. Drugim jest deficyt budżetowy – stanowczo zbyt demonizowany w dzisiejszych mediach i ekonomii głównego nurtu. Jest on bowiem normalnym narzędziem polityki gospodarczej, bardzo użytecznym z perspektywy rozkręcania koniunktury. Ta ostatnia z kolei powinna bardzo pozytywnie zareagować na wszelkie próby wprowadzenia dochodu podstawowego, ponieważ wiążą się one z redystrybucją środków w dół i wzmacnianiem pozycji przetargowej pracowników. Oba te elementy mają bardzo pozytywne skutki popytowe, a to właśnie niskie płace i niski popyt są w wielu krajach (w tym w Polsce) barierą dla wzrostu gospodarczego. Wystarczy powiedzieć, że udział płac w polskim PKB jest jednym z najniższych w Europie, co pokazuje, jak dużym problemem jest u nas wyzysk pracownic i pracowników.

Bez względu na to, jaką kombinację źródeł finansowania i procesu wprowadzania przyjmiemy, warto mieć na uwadze to, że dochód podstawowy jest rozwiązaniem, które doskonale odpowiada na wyzwania dzisiejszej gospodarki i społeczeństwa. Zacznijmy zatem debatę nad tym, jak go wprowadzić, i odrzućmy lęki oraz uprzedzenia.

dr Maciej Szlinder (1986) – filozof, socjolog, ekonomista. Prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego. Redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. Tłumacz. Członek Rady Krajowej Partii Razem

Co oprócz 500 plus rodzicom oferuje państwo?

Zobacz także
  • W Polsce powstał największy dzwon na świecie Największy dzwon na świecie powstał w Krakowie. Waży 55 ton
  • Bankiet w Pjongjangu z udziałem północnokoreańskiego lidera Kim Dzong Una, jego żony Ri Sol Ju i prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina Prezydent Korei Południowej z wizytą u Kim Dzong Una. Padły deklaracje, ale Kim stawia warunki
  • Spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem Spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem w obiektywie fotoreporterów
Komentarze (442)
Szlinder: 1000 plus to nie utopia. Dochód podstawowy zachęca do pracy i da się go sfinansować
Zaloguj się
  • ar.co

    Oceniono 84 razy 34

    Wystarczyło 500+, żeby 100 tys. kobiet zrezygnowało z pracy, byle tylko dostać tę nędzną łapówkę, a tu facet będzie bredził, jak to 1000+ "zachęci do pracy". A już chwyt z głosowaniem - wyjątkowo populistyczny. To jakby na podstawie głosowania w Bibliotece Narodowej stwierdzić, że 100% Polaków czyta książki.

  • przewooz

    Oceniono 45 razy 25

    A nie lepiej dać 1000+ w formie podatków obniżonych dla najsłabiej zarabiających? Jak przysłowiowa kasjerka z Biedronki zarabia np. 2500 brutto, to:
    2500 - brutto na umowie
    3000 - koszt brutto pracodawcy (od każdej złotówki brutto płaci się 19% ekstra składki na ZUS)
    1800 netto, tyle zostaje na rękę, czyli ZALEDWIE 60% z PRAWDZIWEJ PENSJI, która wynosi 3000 brutto.

    A może by tak Pani z Biedronki dać 90% tych pieniędzy? Czyli 2700 netto. 1000+ za pracę, a nie za siedzenie w domu! Czy to może być zachęcające do pracy bardziej niż 1000+ za oglądanie TV w domu???

    CZY DAWANIE PIENIĘDZY ZA NICNIEROBIENIE JEST W OGÓLE MORALNE?

    P.S. 100% nie można dać moim zdaniem, BO KTO JEST ZDROWY I W WIEKU PRODUKCYJNYM I NIE PŁACI PODATKÓW TEN JEST TAKI OBYWATEL JAK Z KOZIEJ D..Y TRĄBA!!!

  • masofrev

    Oceniono 30 razy 20

    No nie mogę, następny idiota...

    > Na wstępie zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każda Polka i każdy Polak będą otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. Następnie poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone.

    Taa... Bo wszyscy żule i niebieskie ptaki MARZĄ o tym, bu uczestniczyć w TEDx!

    > Konieczne byłoby zatem istotne podniesienie podatków.
    Ach, i dochodzimy do sedna

    > Pamiętać należy, że Polska pod względem poziomu wpływów budżetowych z podatków i składek (w stosunku do PKB) plasuje się wyraźnie poniżej średniej unijnej (o 5 pkt proc.).
    Naprawdę, jesteśmy niżej? To ciekawe, bo na razie państwo zabiera mi 19% na ZUS, 19% podatku dochodowego a z tego co zostanie - 23% VAT.

    > Podniesienie poziomu przychodów do poziomu Francji (najwyższego w UE - ogólny poziom opodatkowania i oskładkowania w tym kraju sięga 48 proc. PKB)
    Super! Czyli państwo zabierać będzie mi jeszcze więcej, po to, żeby potem oddać w formie dochodu podstawowego... Brilliant!

    > wprowadzenie powszechnego świadczenia dla osób młodych (np. w wieku 18-25). To właśnie one borykają się dzisiaj z najbardziej śmieciowym zatrudnieniem, a bezrobocie w tej grupie wiekowej jest wyraźnie wyższe niż w wypadku całości populacji.
    Empirycznie (a co, wolno mi - autor też używa tej argumentacji) podpowiem panu, że połowa uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych pracuje. Dorabiają w sklepach, Macach, barach. Miejscach, gdzie NIE MA rąk do pracy. Gościu, przestań pieprzyć o bezrobociu i idź do dowolnej galerii handlowej i policz kartki z napisem "przyjmę do pracy"

    > deficyt budżetowy [...] jest bowiem normalnym narzędziem polityki gospodarczej, bardzo użytecznym z perspektywy rozkręcania koniunktury.
    Tak... Gierek coś mógłby na ten temat powiedzieć! Koniunkturę tak nam nakręcił, że aż ludzie wszystko ze sklepów wykupili!
    Również Grecy mogliby powiedzieć to i owo na temat deficytu. Pan lewak sobie pojedzie do Aten i zobaczy, jak wygląda to miasto - pozamykane sklepy, brudne elewacje, żadnych śladów wzrostu gospodarczego...

    > dr Maciej Szlinder (1986) – Członek Rady Krajowej Partii Razem
    Trzeba było napisać od razu, nie zawracałbym sobie głowy czytaniem...

  • baby1

    Oceniono 38 razy 20

    Eksperyment indyjski: "dochód podstawowy o wysokości 200 rupii" 1 rupia to około 5 gr. Więc 200 rupii to 10 zł. Może to i w Indiach dużo, ale to nie 1000 zł, a 1000 zł dla wielu ludzi to byłby pretekst do porzucenia legalnej nisko płatnej pracy i ucieczkę do szarej strefy. Więc kto płaciłby podatki na takie fanaberie?

  • ryslew2061

    Oceniono 20 razy 16

    "... zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każdy będzie otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. [...] poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone". Świetne pytania, świetne odpowiedzi, a najświetniejsza - naiwność. Badanie naukowe jak na naukowca przystało.

  • japka_putina

    Oceniono 28 razy 8

    "W ostatnią sobotę przedstawiałem na konferencji TEDx Poznań ideę bezwarunkowego dochodu podstawowego. Na wstępie zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każda Polka i każdy Polak będą otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. Następnie poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone."

    Jak tę sprzeczność wytłumaczyć? Być może w konferencjach naukowych nie biorą udziału menele, którzy wolą z żyć w chlewie, niż się spocić w robocie? Może nie chodzą na nie sprzedawczynie ze sklepików spożywczych harujące za grosze w szarej strefie? Mentalność ludzi o różnym poziomie wykształcenia i dochodów, żyjących w skrajnie odmiennym otoczeniu różni się tak bardzo, że nie da się porównać hinduskiego rolnika z fińskim bezrobotnym, czy polskim doktorem socjologii.

    Ludzie, którzy po zarobieniu wystarczających (w ich optyce) pieniędzy przestają pracować, aż te pieniądze wydadzą, to nie jest zjawisko wymyślone przez krwiożerczych liberałów. Takie sytuacje zdarzały się dawno temu w puszczy nad Amazonką, gdy Indianom zapłacono nieco godniej za pracę na plantacji kauczuku, tak samo reagował na niespodziewaną mannę z nieba znajomy warszawski taksówkarz, który po kursie do Zakopanego siedział tydzień w domu przed telewizorem.

    Dochód gwarantowany, tak jak gwarantowana emerytura byłyby idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy ich w gruncie rzeczy nie potrzebują. Ja na przykład mógłbym agresywniej zmieniać pracę, bo mniej bałbym się, że rodzina zostanie bez pieniędzy. Łatwiej byłoby też tym, którzy pracować nie powinni, ale muszą. Ale wierzyć, że ci, którym pracować się nie chce, nagle poczują "piniądz" i rzucą się do roboty? A wszystko kosztem opodatkowania tych, którzy pracują najwięcej i najwydajniej (zakładając w uproszczeniu, że zarobki są proporcjonalne do wiedzy, umiejętności i wysiłku)?

    Pan doktor usiłuje w gruncie rzeczy odpowiedzieć na pytanie, jak zachęcić do połowów kogoś, komu nie chce się skorzystać z darmowej wędki? Jego odpowiedź brzmi: dawać mu za darmo ryby, a jak się w nich rozsmakuje, zacznie sam łowić.

  • vaterlandnl

    Oceniono 17 razy 7

    "Na wstępie zapytałem publiczność, kto obawia się, że gdy każda Polka i każdy Polak będą otrzymywać od państwa 1000 zł miesięcznie, to istotna część społeczeństwa przestanie pracować. Las rąk. Następnie poprosiłem, żeby sami się zastanowili nad tym, czy w takich warunkach przestaliby pracować. Tym razem ręce pozostały opuszczone."
    Po przeczytaniu tego paragrafu oraz dowiedzeniu sie, ze autor jest socjologiem przestalem dalej czytac.
    Na spotkania TEDx przychodzi elita, ludzie inteligentni, rzadni wiedzy i rozwoju, po prostu ambitni. Zaden z nich nie zrezygnuje z pracy, bo tam sie spelnia. Nie robi tego, zeby miec co wlozyc do gara i nie cieszy go zycie "od 1-go do 1-go". Procent takich ludzi w spoleczenstwie oceniam na max. 20% (liczba wyssana z palca, ale tak samo dobra jak kazda inna liczba zaproponowana przez socjologow; liczba ta oddaje moje zazenowanie naszym spoleczenstwem). Cala reszta spoleczenstwa, to ludzie bez zadnych wyzszych potrzeb. Wystarczy najesc sie, wysrac i wyspac. Ta czesc spoleczenstwa czeka tylko, zeby po prostu pieprznac sie przed telewizorem i aby zlotoweczki same wpadaly na konto. Pytanie jakie wiec Pan zadal na tej konferencji zostalo skierowane do waskiej, niereprezentatywnej grupy spolecznej, tak aby uzyskac odpowiedz jaka sie oczekuja pod swoja teze. Zrobil wiec Pan dokladnie to co socjolodzy robia od lat i dlatego sa tak niepowazani.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje