Woś: Rozdawnictwo to nie grzech. Politycy w demokracji są od tego, żeby dzielić pieniądze

Rafał Woś
Gdybym mógł dać opozycji jedną jedyną radę, to brzmiałaby ona tak: zrozumcie wreszcie, że w demokratycznym państwie polityk jest od dzielenia pieniędzy. Będzie wam wtedy łatwiej. Może nawet odzyskacie utraconą w oczach milionów Polaków wiarygodność.

„Rozdawnictwo PiS skończy się katastrofą” – to mantra, którą od wielu miesięcy powtarzają liberalna opozycja oraz jej medialni sojusznicy. W zasadzie nie ma dnia, byśmy nie mieli ostrzeżeń i oskarżeń. O kupowaniu wyborców. Szkodliwym socjalu. Szastaniu publicznymi pieniędzmi. I tak dalej, i tak dalej. Taka jękliwa retoryka spycha polskich liberałów na pozycje nawiedzonych ulicznych kaznodziei, którzy snują apokaliptyczne wizje: „Koniec jest bliski! Nawracajcie się i wierzcie w (nasza liberalną) Ewangelię!”.

Owszem. Przekaz o zbliżającej się wielkimi krokami katastrofie gospodarczej ma swoje plusy. Bardzo dobrze cementuje obóz zdeklarowanych przeciwników PiS-u. Zwróćcie jednak uwagę na to, że gdy chodzi o przekonywanie wyborców spoza tego obozu, taka pancerna opowieść zawodzi na całej linii. Bo ci niepancerni wyborcy myślą sobie tak: „Tyle było gadania, że ten straszliwy PiS wszystko zniszczy. I co? I nic. Wcale nie rządzi jakoś zasadniczo gorzej od poprzedników. A jednocześnie dzieli zasoby trochę bardziej sprawiedliwie (500 plus, stawka minimalna, zakaz handlu w niedziele, podatek bankowy). Może więc jednak była to dobra zmiana?”.

Rozumiem, że liberalna opozycja się w tym momencie zagotuje i zacznie przekonywać, że przecież za rok (dwa, trzy lata?) koniunktura w końcu padnie. Bo zima musi kiedyś nadejść. I pewnie wreszcie nadejdzie. Z PiS-em czy bez PiS-u mniejsze lub większe kryzysy są w kapitalizmie nieuniknione. Jeśli jednak liberałowie kombinują, że następne spowolnienie koniunktury będzie dla nich idealnym momentem do odbicia utraconych przyczółków, to mogą się grubo mylić. Dużo bardziej prawdopodobne, że wówczas w siłę urosną nie oni, lecz jacyś „jeszcze nowsi radykałowie”. Albo bardziej na lewo (jakiś odpowiednik włoskiego Ruchu 5 Gwiazd czy greckiej Syrizy). Albo pod postacią formacji politycznej na prawo od PiS-u. 

„Nieroby” i „pospólstwo” też chcą coś dostać

Stanie się tak dlatego, że w polskiej polityce żyjemy na granicy dwóch epok. Ta pierwsza zakończyła się gdzieś koło wyborów 2015 roku. Była to faza, którą można nazwać neoliberalną. Albo balcerowiczowsko-hausnerowską. Charakteryzowała się specyficznym typem myślenia o roli polityka gospodarczego, który jest od pilnowania innych demokratycznych polityków, żeby nie rozdawali zbyt hojnie. A jeśli już rozdają, to niech robią to w górę, w kierunku tzw. silnych i przedsiębiorczych (niskie krańcowe stawki podatkowe, kolejne ułatwienia dla biznesu). A nie w dół, do „nierobów” i „pospólstwa”. Trzeba powiedzieć, że polskie elity były w tym myśleniu nadzwyczaj skuteczne i zbudowały państwo niechętnie dzielące owoce wzrostu między obywateli. Jak się słucha liberalnej opozycji, to widać, że ona jest w tamtej minionej epoce bardzo mocno zakorzeniona.

Sprawa polega jednak na tym, że wraz ze zwycięstwem wyborczym PiS-u tamta faza się ostatecznie zakończyła. A symbolicznym pogrzebem ery balcerowiczowsko-hausnerowskiej było wprowadzenie 500 plus. Czyli głębokiej redystrybucji z dołu do góry (czego łatwo dowieść, pokazując wpływ pięćsetki na dochody czy pozycję na rynku pracy niższych klas społecznych). Oczywiście nieraz i sam PiS nie nadąża za swoją własną rewolucją i wykonuje posunięcia, których Hausner czy Balcerowicz by się nie powstydzili (przykładem choćby pracownicze programy kapitałowe Morawieckiego). Nie zmienia to jednak faktu, że od roku 2015 gramy na nowym levelu polskiej polityki gospodarczej. Na tym etapie już wiadomo, że politycy mogą dzielić dochód narodowy. I że tego dzielenia musi być coraz więcej, bo po trzech dekadach III RP jest w Polsce całe mnóstwo obywateli wyposzczonych i wściekłych z powodu pseudoopiekuńczości naszego państwa. Pokazał to dobrze niedawny protest opiekunów niepełnosprawnych.

Polityka polega na rozdawnictwie

I tu liberałowie kolejny raz rozmijają się z rzeczywistością. Dla nich ten nowy etap polityki „po 500 plus” jest synonimem upadku. Powrotem demonów roszczeniowości, którymi nas w epoce balcerowiczowsko-hausnerowskiej dzień i noc straszono. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że jest dokładnie odwrotnie. Dopiero ucząc się dzielić, wchodzimy na wyższy poziom cywilizacyjnego rozwoju. „Kiedyś, dawno temu, kraje były nocnymi stróżami, machinami do podbojów albo sposobem sprawowania totalitarnej kontroli nad obywatelami. Ale dziś żyjemy w czasach, gdy głównym zadaniem państwa jest produkowanie i rozdzielanie dobrobytu pomiędzy swoich obywateli” – pisał trzy dekady temu duński socjolog Gosta Esping-Andersen. Jeśli polscy politycy gospodarczy chcą dorosnąć do nowych czasów i nadążyć za polska gospodarką, też muszą to zrozumieć.

W tym nowym świecie mówienie o „rozdawnictwie nie swoich pieniędzy” zwyczajnie nie ma sensu. Ponieważ polityka polega właśnie na tym rozdawnictwie! To znaczy na takim rozdzielaniu dochodu narodowego, aby zadbać o interesy i poczucie uczestnictwa w demokratycznym procesie możliwie najszerszych warstw społecznych. Zapewniając przy okazji pokój społeczny i warunki do rozkwitu różnorodności oraz wolności osobistej czy rozwoju gospodarczego. Dziś miarą sprawności i dalekowzroczności polityka jest właśnie to czy potrafi on rozdawać pieniądze. A nie domaganie się wdzięczności publiki za to, że on rozdawanie pieniędzy udaremnił.

Demokracja – nowa umowa z obywatelami

Nastaje świat, w którym ministrowie finansów pozujący na nieustraszonych strażników budżetowej równowagi nie mają już czego szukać. A publicyści dziwiący się, jak politycy mogą obiecywać, że państwo będzie prowadziło – powiedzmy – aktywną politykę mieszkaniową, już dziś są nieznośnie anachroniczni. A będą jeszcze bardziej. W dłuższej perspektywie czeka nas też pewnie nieuchronnie rozmowa o długu publicznym. I czy nie jest tak, że w demokratycznym państwie jest on ceną, którą warto (kolektywnie i solidarnie) zapłacić za to, by tak wielu ludzi nie pogrążało się w pułapce długu prywatnego (np. mieszkaniowego)? Dalej toczyć się będzie też rozmowa o bezwarunkowym dochodzie podstawowym. Albo o skróceniu czasu pracy (z 40 do – powiedzmy – 20 godzin tygodniowo), oczywiście za te same pieniądze. A także – last but not least – o nowych podatkach, których dziś nie ma. Majątkowym, od transakcji finansowych, od spadków, od zanieczyszczeń ekologicznych – a więc o pieniądzach, które pozwolą zebrać pieniądze dzielone potem przez demokratycznych decydentów.

Wiele ze spraw, o których piszę, nie zależy tylko od nas. To, jak świat będzie wyglądał za lat 10 czy 20, zdecyduje się w Ameryce, Unii oraz Chinach. Pewne jest jednak, że jakiś rodzaj nowej umowy społecznej zostanie w końcu zawiązany. I jeśli będzie miała to być umowa demokratyczna, to musi być oparta na rozdawnictwie. Warto, by nasi politycy o tym wiedzieli. Im szybciej się zaczną na to nastawiać, tym lepiej.

Komentarze (635)
Woś: Rozdawnictwo to nie grzech. Politycy w demokracji są od tego, żeby dzielić pieniądze
Zaloguj się
  • calmy

    Oceniono 158 razy 108

    Artykuł napisany przez (sorry) demagoga próbującego przekonać czytelnika, że polityk w demokratycznym państwie to taki paser.
    Otóż nie proszę Pana.
    Politycy nie są "od rozdawania".
    Politycy są od stworzenia warunków tym którzy chcą i mogą pracować aby mogli oni pomnażać swoją zamożność.
    Rozdawać to można swoje. Rozdawanie czyjegoś - w tym przypadku nie swoich, lercz publicznych pieniędzy - to kradzież.

  • six_a

    Oceniono 99 razy 71

    najpierw należałoby mieć co rozdawać. bo na razie to się rozdaje przyszły deficyt.

  • jakubjag

    Oceniono 82 razy 50

    Naprawdę musicie ciągle publikować wypociny tego komucha? Ludzie jego pokroju doprowadzili już do kryzysu gospodarczego w Grecji, za który potem obarczyli Niemców (sic!). Jak w Polsce dojdzie do czegoś podobnego to ciekawe kogo Pan Woś oskarży? Bo przecież nie rozdający na lewo i prawo pieniądze PiS. :) Mądry w okresie prosperity oszczędza bądź inwestuje...na gorsze czasy. W Polsce się rozdaje :P

  • staszek_ptaszek

    Oceniono 56 razy 48

    Rozdawawnictwo to populizm. Partie kupują wybory bo inaczej by nie przedtrwały! i tym szkodzą państwu. Państwo nie jest do rozdawnictwa bo przecież ktoś inny za to płaci. Państwo ma obowiązek stworzenia warunków rozwoju dla wszystkich poprzez zarządzanie społecznymi pieniędzmi tak aby zmotywować obywateli do pracy, inicjatywy i rozwoju. PiSowski populizm śmierdzi komuną a to wiadomo jak się skończyło - octem na półkach.

  • xyz13579

    Oceniono 55 razy 39

    Według pana Wosia w 2015 roku zmieniła się matematyka.. Prawa i lewa strona równania nie muszą być równe. 2+2 = milion pięćset sto dziewięćset. Ciekawe, czy budżet domowy też prowadzi według tych kryteriów? Komunizm w całej okazałości.

  • kemor234

    Oceniono 45 razy 33

    Bzdura totalna. Dawanie komuś pieniędzy za nic, jest wysoce demoralizujące. Pal licho, jeśli daje swoje pieniądze. Ale kupowanie elektoratu za MOJE pieniądze to bezczelna kradzież. Polska przestaje się rozwijać przez brak inwestycji. Morawiecki jasno powiedział, że 500+ jest na kredyt. Pis prędzej czy później straci władzę, ale "politycy" zdążą się nachapać mamony.
    NAM POZOSTANIE SPŁACANIE DŁUGÓW ZACIĄGNIĘTYCH PRZEZ "LUDZKICH PANÓW".

  • komentarz.24

    Oceniono 39 razy 31

    Komentarz najkrótszy z możliwych: twierdzenia p. Wosia są po prostu bezmyślne i niegodziwe.
    Bezmyślne, ponieważ w roku 2015 nie uległy kasacji ani zawieszeniu żadne obiektywnie działające prawa makroekonomii, a zwłaszcza, prawa dotyczące polityki pieniężnej państwa. Elementarzem jest, iż: "Można wydać tyle, ile można", ani złotówki więcej. Ludzi i państwa wydających ponad stan pożyczone pieniądze nazywano kiedyś bardzo prosto i czytelnie: utracjuszami. Teraz, nazywa się, np. keynesistami, ale zmiana nazwy nie zmienia faktu, iż jest to życie na kredyt zaciągany u swoich dzieci i wnuków. Kto nie wierzy, niech przyjrzy się (jeżeli potrafi) obłędnemu rozdawnictwu w Grecji i wyciągnie wnioski (jeżeli potrafi). Alternatywą, jeszcze bardziej naganną, jest zbudowanie państwa jako osłony dla "piramidy finansowej", jak to zrobiono na Islandii.
    Niegodziwe, ponieważ rozdawnictwo pieniędzy nie wyrównuje żadnych szans, a jego skutkiem jest powszechna deprawacja części społeczeństwa, a następnie uzależnienie jego trwałe uzależnienie od świadczeń. Oba te zjawiska przećwiczyły Stany Zjednoczone w latach sześćdziesiątych XX wieku, na skutek katastrofalnej gospodarczo i społecznie polityki społecznej prezydenta Lyndona Johnsona. Problem ten do dzisiaj nie został naprawiony.
    Trzecim zjawiskiem związanym z rozdawnictwem jest korupcja społeczeństwa, czyli sprzedawanie głosów w wyborach za pieniądze. Temat nie wymaga dowodu, ale na wszelki wypadek sugeruję, aby p. Woś zastanowił się, co mieli na myśli twórcy Konstytucji 3 Maja, pozbawiając prawa głosu "szlachtę" kupczącą głosami na sejmikach.
    Uczmy się na czyichś błędach, to najtańsza nauka!

  • leszekkrzysztof

    Oceniono 33 razy 31

    racjonalnie
    Polityka społeczna nie jest równoważna rozdawnictwu (złodziejstwu). Zwłaszcza jeśli jest na kredyt - w 2017 r. deficyt sektora rządowego wyniósł 3,8% PKB (GUS). Rozdawnictwo jest nierzadko przykrywką skoku na kasę (publiczną) z klientami, którzy parali się przywozem samogonu i machorki z za granicy. W warunkach produktywności gospodarki niższej o połowę niż w UE, rozdawnictwo jest drogą do (kolejnego) bankructwa. Nie da się go wykonać na koszt podatników z UE...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX