Leszczyński: Koalicja PO-PiS działa w najlepsze. Publicznie biorą się za łby, po cichu współpracują

Działacze PO i PiS zgodnie odrzucili absolutorium dla Roberta Biedronia w Słupsku. Kiedy chodzi o lewicowego polityka, dzielna Platforma zawiesza swoją walkę z PiS na kołku. Obu partiom zresztą bliżej do siebie, niż się może wydawać

W czwartek (27 czerwca) radni w Słupsku odmówili prezydentowi Biedroniowi absolutorium, mimo pozytywnej rekomendacji komisji rewizyjnej. Biedroń to wschodząca gwiazda lewicy, popularny polityk, który nie ukrywa swoich ambicji. Front Jedności Narodu - w postaci koalicji PO-PiS - zmartwychwstał na chwilę tylko po to, żeby podstawić mu nogę. Wzruszająca była przy tym szczerość radnych PO. „W zestawieniach i słupkach wszystko wygląda pięknie i można powiedzieć, że to był dobry rok dla prezydenta Biedronia. Jednak my postanowiliśmy głosować w tej sprawie zgodnie z sumieniem” - mówił Jan Lange, przewodniczący klubu PO w Słupsku. W przekładzie na polski: „w papierach wszystko w porządku, ale sumienie każe nam nie przepuścić okazji, żeby dołożyć Biedroniowi”.

Oto, jak wygląda jedność sumień PO i PiS: co za budujący widok!

PO urosła na niechęci do III RP

Tylko najstarsi górale — i być może polityczny emeryt Jan Maria Rokita — pamiętają, że zarówno PO, jak i PiS powstały na gruzach Unii Wolności i innych ważnych ugrupowań lat 90. Rokita to pamięta, bo był kandydatem na wicepremiera w planowanym rządzie PO-PiS. Kaczyński odrzucił jego kandydaturę i o to negocjacje się rozbiły, chociaż już przedtem nie szły dobrze. Obaj partnerzy mieli bardzo porównywalne siły, co utrudniało porozumienie - PO, która w wyborach 2005 r. przegrała o włos, nie chciała być zredukowana do roli młodszego partnera, a PiS nie ukrywał swoich apetytów na całość władzy. Nie pomogło nawet pośrednictwo Kościoła, rozmowy prowadzone w gdańskiej kurii i „szczęść Boże” arcybiskupa Gocłowskiego.

W obu partiach nie brakowało wtedy ludzi, którzy chcieli takiego porozumienia. Zarówno PO, jak i PiS szły pod sztandarem walki o IV RP po odrzuceniu skorumpowanej i niewydolnej III RP (tak, tak, naprawdę). Obie partie były prawicowe i raczej konserwatywne obyczajowo - PiS bardziej kościelny, PO bardziej wolnorynkowa. Taki Jarosław Gowin z powodzeniem mógłby należeć do obu, a najlepiej do obu naraz.

„Wyborcza” pisała wówczas o sondażu OBOP, według którego 74 proc. Polaków chciało koalicji. Chciały jej też partyjne aparaty. „Nawet mój syn dzwoni do mnie i mówi »dogadajcie się« - mówił  jeden z liderów PO.

Trzynaście lat później Rokita pisuje we „Wprost” melancholijne felietony o wyjazdach do Toskanii („Za każdym razem, kiedy jestem w Toskanii…”), a PO i PiS są śmiertelnymi wrogami. Nawet jeśli myśl o sojuszu nie kołacze się nawet w umysłach najbardziej skłonnych do fantazji, to zdarzają się sytuacje, w których obaj gracze występują wspólnie.

„Dobre imię Narodu Polskiego”

Nie chodzi tu tylko o absolutorium dla Roberta Biedronia. Podobnych sytuacji było więcej. W lutym opozycja gremialnie wstrzymała się od głosu w sprawie nieszczęsnej poprawki do ustawy o IPN, z której dziś rząd Morawieckiego wycofał się z podkulonym ogonem. W TVP komentowała to marszałkini Barbara Dolniak z PO. „Ja wstrzymałam się od głosu, dlatego, że jak każdy jestem za działaniami, które mają na celu dbanie o dobro Polski, o dobre imię Polski i Narodu Polskiego. Ale ta ustawa jest nieprzygotowana” - mówiła.

Dolniak zdecydowała się więc wstrzymać od głosowania nad skandaliczną ustawą - która wyrządziła Polsce ogromne straty i która krępowała wolną debatę o przeszłości naszego kraju — w imię „dobra Polski”. W tym wypadku zarówno PO, jak PiS wyobrażały sobie „dobro Polski” tak samo, a przynajmniej bardzo podobnie. „Niezrozumiałe: patriotyzm wymagałby raczej przeciwdziałania złej ustawie” - tak wypowiedzi Dolniak skwitowało OKO.press piórem Piotra Pacewicza. Albo opozycja dała się zaszantażować PiS, który stroił się w szaty obrońcy „godności narodu”, albo miała na ten temat podobne zdanie. Nie wiadomo, które wyjaśnienie jest dla opozycji gorsze. Albo herosi odwagi cywilnej boją się postawić, albo naprawdę myślą jak PiS: doskonała alternatywa.


Przypadki ministra Gowina

Trzeci przykład: ustawa Gowina, zmieniająca polską naukę (nie należy używać tutaj słowa „reforma”, które sugeruje naprawienie czegoś). Co prawda ostatecznie PO i Nowoczesna — wbrew nadziejom wicepremiera Gowina — zarządziły dyscyplinę partyjną i będą głosować przeciw ustawie (głosowanie prawdopodobnie we wtorek 3 lipca), zrobiły to jednak bardziej z pobudek politycznych, a nie merytorycznych, i dopiero pod wpływem protestów studentów i profesorów przeciw ustawie.

W istocie jednak pomysły Gowina na naukę polską są bardzo podobne do pomysłów ministry Barbary Kudryckiej z PO. Idą w tym samym kierunku, tylko nieco dalej: jeszcze bardziej podporządkowują naukowców urzędnikom, którzy tworzą system wyceniania pracy naukowej w punktach, i zmierzają do przerobienia uniwersytetów na modłę firm. Reformy Kudryckiej wybitny historyk Karol Modzelewski nazwał kilka lat temu „centralizmem liberalno-demokratycznym” („centralizm demokratyczny” obowiązywał w partii komunistycznej i był nawet wpisany do konstytucji ZSRR).

Gowin mógłby doskonale robić to, co robi będąc wicepremierem w rządzie Platformy Obywatelskiej - był już w nim zresztą ministrem sprawiedliwości. Nie jest nawet bardziej klerykalny niż taki senator Jan Filip Libicki, zdecydowany przeciwnik aborcji, który w Platformie czuł się przez długi czas świetnie. Nie wspomnę już nawet o aktualnym kandydacie PO na prezydenta Wrocławia, Kazimierzu Michale Ujazdowskim, wieloletnim polityku PiS i ministrze w dwóch jego rządach.

Wszystkie te przykłady umykają jakoś napuszonym moralistom z mieszczańskiej prasy, którzy potępiają lewicę np. za wystawianie własnego kandydata w wyborach na prezydenta Warszawy. Front Jedności Narodu - porozumienie PO i PiS na gruncie nacjonalizmu i konserwatyzmu obyczajowego — ma się doskonale. Kto wie, może jeszcze z tego będzie jakiś rząd bez Kaczyńskiego? Założę się, że Gowin znów w nim będzie wicepremierem.

Więcej o:
Komentarze (175)
Leszczyński: Koalicja PO-PiS działa w najlepsze
Zaloguj się
  • podkowalesna

    Oceniono 49 razy 39

    obrzydlistwo.. przez takie pokrętne działania, przez przyjmowanie Kamińskich i Ujazdowskich, hołubienie Gowinów I Żalków i klęczenie w kruchcie przegraliście i przegrywac będziecie. Bo jesteście jak pis, tylko lepiej ubrani

  • saxo.grammaticus

    Oceniono 45 razy 35

    Czy przedmiotem głosowania była działalność R. Biedronia jako prezydenta miasta, czy to, że radni z PiS i PO nie przepadają za osobami homoseksualnymi?

  • yankes1968

    Oceniono 38 razy 28

    Bo PO-PiS to dwie siostrzane partie, różniące się tylko kosmetycznymi szczegółami. Łączy ich ta sama nienawiść, wspólne kołtuństwo i koryto, z którego na zmianę żrą. To pełna symbioza.

  • jacaja

    Oceniono 32 razy 26

    Wspaniale PO, wspaniale. Popisowe s*syństwo..

  • smarekdarek

    Oceniono 29 razy 19

    Dwie quasiprawicowe partie razem przeciw umiarkowanej lewicy? Nic dziwnego - są z tego samego łona. Program się nie liczy, ważne są stołki.

  • bejzkik

    Oceniono 17 razy 17

    W Słupsku? To się dzieje w większości polskich miast.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX