Furgalski: Bronię prezesa LOT. Musi ciąć, bo codziennie czuje na plecach oddech tanich linii

Piloci LOT bezrobociem przejmować się nie muszą. Mają gdzie odejść. W Polsce linie rekrutują na potęgę - choćby Emirates. Czy warto zatem zaostrzać kurs względem załogi i dolewać oliwy do ognia?

Na głowę prezesa LOT Rafała Milczarskiego posypały się gromy za zwolnienie przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego Moniki Żelazik. Kilka znanych i zasłużonych osób - z Karolem Modzelewskim na czele - wysłało list protestacyjny do premiera. Opublikowała go m.in. Gazeta.pl, a Grzegorz Sroczyński napisał, że Milczarski działa niezgodnie z prawem i gdyby był prezesem w innym kraju europejskim poniósłby szybkie konsekwencje.

Nie chcę wchodzić w dyskusję, czy działaczka związkowa została zwolniona słusznie, czy nie. Oceni to zapewne sąd. Nie o związkach zawodowych, lecz o kontekście biznesowym, w jakim działa obecnie LOT chciałem napisać kilka słów.

Tanie linie jeszcze tańsze

LOT jest dzisiaj jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się linii w Europie biorąc pod uwagę procentowy wzrost liczby miejsc w samolotach. Czasy dla lotnictwa są dobre, ale równocześnie na europejskim niebie toczy się bardzo ostra walka konkurencyjna. Niebem tym rządzą tanie linie lotnicze a różnice między nimi i liniami tradycyjnymi coraz bardziej się zacierają. Linie niskokosztowe będą też latać coraz dalej. Mamy w związku z tym nadwyżkę podaży miejsc w samolotach nad popytem, która w najbliższym czasie powiększy się za sprawą Brexitu. Wymusi on na przewoźnikach przesunięcie części maszyn z Wysp Brytyjskich na kontynent i jeszcze zacieklejszą rywalizację o pasażera.

Największa europejska linia Ryanair obniżyła w ostatnim roku ceny biletów o ponad 3 proc. i już zapowiedziano kolejne spadki. Prezes Milczarski czuć będzie zatem na plecach mocniejszy oddech konkurencji, a nasz rynek zdominowany jest przecież w 60 proc. przez agresywnych przewoźników lowcostowych.

LOT był bankrutem

Nie jest to zatem odpowiedni czas na strajkowanie (dzienne straty LOT mogłyby sięgnąć w przypadku strajku nawet 10 mln zł). Prezes i związki powinny rozmawiać o kompromisie w sprawie warunków zatrudniania i wynagradzania. Efekty tych rozmów nie mogą doprowadzić do przejedzenia zysków, więc proponowany przez związki powrót do tego, co było (czyli do hojnego regulaminu wynagrodzeń z 2010 roku) jest absolutnie niemożliwy. Te złe rozwiązania płacowe, gdy pieniądze wypłacano bez względu na wyniki finansowe i efektywność pracy sprawiłyby, że LOT w krótkim czasie w coraz trudniejszym otoczeniu rynkowym zacząłby znowu pikować.

Sąd Najwyższy stwierdził, że pracodawca znajdujący się przez dłuższy czas w trudnej sytuacji i zagrożony upadłością może wypowiedzieć regulamin wynagrodzeń (jako część szerszego procesu redukcji kosztów funkcjonowania firmy). LOT niewątpliwie stał na skraju bankructwa w 2012 roku, rząd musiał ratować go gotówką, tak więc decyzja odnośnie płac była jak najbardziej uzasadniona.

2,5 mln dla zarządu

Sytuacja, w której buzują emocje, wzajemna niechęć i nieufność kierownictwa LOT i pracowników jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Lekceważący takie emocje Ryanair został zaskoczony odejściami pilotów i protestami. Zmusza to go teraz do kolejnych ustępstw. Dzisiaj tylko w Europie brakuje blisko 100 tys. pilotów. Personel latający bezrobociem przejmować się nie musi. Ma gdzie odejść. W Polsce linie rekrutują na potęgę - choćby Emirates. Czy warto zatem zaostrzać kurs względem załogi i dolewać oliwy do ognia?

Prezesa Rafała Milczarskiego znam od lat. Cenię jego kompetencje i zdolności menadżerskie. Realizuje program rozwoju firmy, diabelnie pilnuje kosztów i nie boi się wkraczać na nowe rynki. Przyznać muszę, że zaskakuje mnie jego ostry konflikt ze związkami zawodowymi, zwłaszcza w kontekście pro-społecznej polityki rządu.

Ciężko ludziom tłumaczyć, że pieniędzy nie ma, skoro za dobre wyniki zarząd LOT dostał 2,5 mln zł premii za 2016 rok. Nie mówię, że te pieniądze się nie należały. Jak jednak udawać równocześnie, że ludzie nie chorują czy nie potrzebują urlopu. Przy rosnącej roli samozatrudnienia, a taka forma dominuje w polityce zatrudniania w LOT, choroba czy urlop nie interesują pracodawcy i nie wypłaca za nie pieniędzy. Polska zajmuje trzecie miejsce wśród krajów UE pod względem liczby osób samozatrudnionych i zjawisko to nasila się. Brak etatu nie wyklucza jednak możliwości rozmowy o wynagrodzeniu za czas, kiedy świadczenie na rzecz pracodawcy nie jest wykonywane.

Dla dobra LOT trzeba rozmawiać. Zawsze możliwy jest kompromis, który nie zepsuje dotychczasowych efektów naprawy spółki a jednocześnie da załodze poczucie partnerskiego traktowania. Skoro jest problem rozmów przy jednym stole, niech do akcji wkroczy mediator.

---

Adrian Furgalski jest wiceprezesem Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

To nagranie mrozi krew w żyłach. Samolot celowo wleciał w sam środek potężnego huraganu

Więcej o:
Komentarze (72)
Furgalski: Bronię prezesa LOT. Musi oszczędzać, bo czuje na plecach oddech tanich linii
Zaloguj się
  • ltte

    Oceniono 30 razy 22

    Przecież Lot to tania linia z drogimi biletami. Czego tu bronić?

  • swietyszczur

    Oceniono 17 razy 15

    Ciekawe czy PiSowski prezes LOTu tak chetnie sobie tnie koszty jak pracownikom.

  • fakiba

    Oceniono 16 razy 12

    Kierownictwo LOT się wyżywi a reszta ...

  • sateda

    Oceniono 13 razy 11

    "prezesa znam od lat", "nie chcę wchodzić w dyskusje, czy została słusznie zwolniona", "nie mówię, że miliony dla zarządu się nie należały" a prezes "świetnie zarządza" - cóż za wyważona opinia. To świetne zarządzanie polega na tym, że jeśli brak pieniędzy i na karku czuć oddech tanich linii, to inwestować należy w Dreamlinery i premie dla zarządu, kosztem pracowników?

  • dante_waw

    Oceniono 12 razy 10

    Panie Adrianie skoro LOT wyciaga rece po pieniadze podatnikow, nazywajac sie narodowym przewoznikiem, a potem zachowuje sie jak pana ulubiony Janusz biznesu to nie jest zadna strategia dzialania...

    Lufthansa i AirFrance rowniez czuja na plecach oddech tanich przewoznikow... jednakze na takie zachowania wobec zalogi nie moga sobie pozwolic bo wszystkie samoloty zostalyby uziemione przez strajkujacy personel

    Tym wlasnie rozni sie Europa Zachodnia do ktorej aspirujecie i udajece ze jestescie jej czescia od Bangladeszu Polnocy ktory nam tutaj z innymi turboliberalami probujecie urzadzic....

  • rokko

    Oceniono 8 razy 8

    Skoro są na samozatrudnieniu, to interesują ich wyniki ich własnej (jednoosobowej) firmy, a nie LOTu. Roczulające jest najpierw pozbywanie się odpowiedzialności za ludzi i wypychanie ich z firmy, a potem oczekiwanie że będą się z tą firmą identyfikowac...

  • sacc77

    Oceniono 8 razy 8

    ADRIAN... - imię jak widać zobowiązuje.
    Zaś cytując klasyka - nie tędy droga! nie idźcie ta drogą!.
    Imię zaś jak widać zobowiązuje na przykład do kompletnego ignorowania tak przecież mało istotnego elementu funkcjonowania linii lotniczych jak BEZPIECZEŃSTW.
    Bezpieczeństwo lotów i pasażerów.
    Dlatego też uważam, że na szczeblu co najmniej UE a najlepiej IATA & ICAO powinna być ustanowione prawo zgodnie z którym zarówno pilotów jak i całą resztę personelu latającego wolno by było zatrudniać wyłączni na umowy o pracę z jednoczesnym wyznaczeniem norm maksymalnego obciążenia oraz zasad wynagradzania obejmujących nie tylko sam lot ale wszystkie związane z nim czynności jakie załoga musi wykonywać przed oraz po locie.
    Jeżeli zaś dla kogoś słupki w Excelu są ważniejsze aniżeli życie pasażerów - to znaczy że nie nadaje się nie tylko do zarządzania liniami lotniczymi ale w ogóle czymkolwiek oprócz miotły - niezależnie od tego ile oraz z jakich uczelni posiada dyplomy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX