Manasterska: Homoseksualność jak antysemityzm? Nie porównujmy osób LGBT do tropicieli Żydów!

"Trzeba przyjąć do wiadomości, że żyją w Polsce ludzie, dla których organizacje LGBT są tak samo obce i wstrętne, jak dla nas antysemita Bubel" - napisał Grzegorz Sroczyński. Ale czy na pewno? Może po wyroku Sądu Najwyższego niejeden homofob zastanowi się, czy chce dawać publicznie upust swojej nienawiści.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Grzegorz Sroczyński narzeka na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego utrzymujące w mocy wyrok w sprawie łódzkiego drukarza, który odmówił wykonania roll-upu dla organizacji LGBT. Twierdzi, że taki obrót sprawy może w przyszłości zmusić jego wydawcę do drukowania treści antysemickich. Już na pierwszy rzut oka jakikolwiek związek między tymi dwiema sprawami, rozstrzygniętą i potencjalną, wydaje się wątpliwy (sporny roll-up nie zawierał żadnych treści antysemickich ani nawet obraźliwych), a im dalej w tekst, tym bardziej argumentacja staje się niespójna.

Najpierw Sroczyński zauważa, że wyrok na pewno zrobi z drukarza męczennika i jeszcze bardziej przekona go do homofobicznych zachowań. Nie jest jednak powiedziane, że tak się stanie (chociaż może tak będzie). Ludzie mają zdolność uczenia się na błędach. Umieją dostrzec, że skrzywdzili kogoś swoim zachowaniem, a czasem nawet żałować tego i zmienić swoje postępowanie. Tego właśnie życzę łódzkiemu drukarzowi: żeby zrozumiał, że osoby inne od niego mają prawo istnieć, korzystać z publicznej przestrzeni, a nawet robić zakupy (bułki, marchewka, seler, roll-up).

Bubel drukuje u arcywroga

Następnie Sroczyński przechodzi do tworzenia chyba najmniej prawdopodobnego scenariusza w polskim dziennikarstwie od czasu koalicji PO-PiS. Oto Leszek Bubel, naczelny tropiciel żydowskich spisków, wydawca i autor ponad pięćdziesięciu wyjątkowo kiepskich książek, postanawia nie korzystać z usług żadnej ze znanych mu dobrze drukarni, ale zamawia druk baneru o treści 'Leszek Bubel - Konferencja na temat Żydów - 2018' w Agorze, tradycyjnie postrzeganej przez polskich antysemitów jako arcywróg. Pomijając różne pomniejsze detale, takie jak: czemu Leszek Bubel miałby dostarczać zarobku Agorze, od kiedy Bubel organizuje konferencje, a wreszcie brak treści antysemickich w takim banerze (długim co prawda na jedno zdanie - ale sądzę, że należy zachęcać Leszka Bubla do porzucenia pełnych mowy nienawiści komunikatów, nawet jeśli początki będą trudne i lakoniczne), pozostaje kwestia zmuszania Agory do druku przez sąd. Po pierwsze, Agora może nie wykonać takiego zamówienia i zapłacić grzywnę. Po drugie, na pewno dałoby się tłumaczyć taką odmowę na wiele sposobów: na przykład poprzez argument o utracie innych zleceń i reklamodawców, którzy nie chcą być kojarzeni z działalnością Leszka Bubla i jego antysemityzmem.

I wreszcie: Agora mogłaby taki informacyjny baner wydrukować. Co wtedy by się stało? Zupełnie nic. W ostatecznym rozrachunku druk baneru, który równie dobrze mógłby zostać wydrukowany gdzie indziej, nie ma tak naprawdę znaczenia. Nikt by go nawet nie zauważył.

Gdy odmówi cukiernia, fotograf i fryzjer

Inaczej natomiast przedstawia się sprawa odmowy sprzedaży produktu czy usługi dla osób nieheteroseksualnych. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Sroczyński nie wie, jak wygląda w Polsce życie społeczności LGBT i nieszczególnie go to obchodzi. Po co przejmować się mniejszościami, skoro można wystąpić w ogólnopolskiej gazecie jako bezstronny arbiter, któremu bardziej niż los żyjących ludzi doskwiera (hipotetyczna, ale niemożliwa) konieczność wydrukowania baneru dla Leszka Bubla przez inny dział firmy, w której pracuje?

Przyzwolenie na dyskryminację osób LGBT w dostępie do towarów i usług ma bowiem bardzo poważne dla tych osób konsekwencje. O ile w wielkim mieście można iść do innej drukarni, innej cukierni czy innego sklepu - chociaż już samo to jest krzywdzące, bo dlaczego proste, codzienne czynności w życiu osób LGBT muszą wymagać dwukrotnie więcej wysiłku niż w życiu heteroseksualistów? - to w małych miejscowościach takie opcje mogą być niedostępne.

Dlaczego lesbijka z niewielkiej wsi miałaby jechać do sąsiedniego miasta po tort na urodziny swojej dziewczyny? Czy gej z miasta powiatowego musi je opuścić, żeby zrobić sobie u fotografa zdjęcie z narzeczonym? Czy chłopak trans może wreszcie nie jeździć po całym województwie, żeby znaleźć fryzjera, który obetnie mu włosy? Łódzki drukarz powoływał się co prawda na propagowanie homoseksualizmu”, ale już reakcje skrajnych i fundamentalistycznych środowisk na Paradę Równości pokazują, że dla wielu osób wystarczy istnieć i być lesbijką, żeby “promować” homoseksualizm.  

Nie ma przyzwolenia? I bardzo dobrze!

Sroczyński wspomina jeszcze pod koniec, że wielu ludzi w Polsce uważa homoseksualność za rzecz równie obrzydliwą jak antysemityzm: znakomite podsumowanie z punktu widzenia retoryki albo tragiczne z punktu widzenia każdego, komu nie są obojętne równe prawa dla wszystkich, bez względu na orientację seksualną. 'Tak po prostu jest', pisze Sroczyński i 'nie zmienią tego żadne zakazy'. Ale czy na pewno? Może jednak niejeden homofob zastanowi się teraz, czy na pewno chce dawać publicznie upust swojej nienawiści?

Takie decyzje jak ta podjęta przez Sąd Najwyższy oprócz funkcji każącej mają jeszcze jedną: tworzą pewien klimat, w którym jest łatwiej albo trudniej znieważyć albo pobić kogoś na ulicy, nie dać awansu w pracy, nie wynająć mieszkania i odmówić strzyżenia. Obecny wyrok dał jasny sygnał, że na takie zachowania nie ma w Polsce przyzwolenia. W imieniu obywateli i obywatelek LGBT w Polsce mogę powiedzieć tylko: i bardzo dobrze.

Sroczyńskiemu bliżej jest do amerykańskiego sądu i jego decyzji de facto wspomagającej dyskryminację. Ma prawo i taki jego wybór. Wybór wyjątkowo łatwy, bo jemu nikt nie odmówi wydruku roll-upa. Warto przyglądać się takim opiniom. Doskonale obnażają ludzkie priorytety. 

---

Sara Manasterska - językoznawczyni, asyriolożka. W wolnym czasie czyta japońskie modernistki i ciągle przekłada urlop.

Nastolatkowie LGBT o życiu w Polsce: "Homofobia to ból, przemoc psychiczna, nienawiść"

Więcej o:
Komentarze (178)
Manasterska: Homoseksualność jak antysemityzm? Nie porównujmy osób LGBT do tropicieli Żydów!
Zaloguj się
  • kapitan.kirk

    Oceniono 53 razy 19

    Cały ten nieco przydługi tekst p. asyriolożki można streścić jednym zdaniem: wykonawca może odmówić wykonywania rzeczy, których nie chce - każdemu, z wyjątkiem homoseksualistów.
    Pzdr

  • krynolinka

    Oceniono 27 razy 13

    "Gdy odmówi cukiernia, fotograf i fryzjer"
    Dokładnie, gdy zaczniemy sobie wzajemnie odmawiać, każdy każdemu.
    Brunet blondynowi, a chudy grubemu.

  • co.ty.powiesz

    Oceniono 32 razy 10

    "oprócz funkcji każącej"
    A może asyriolożka, pani Sara M., zajęła się tym, na czym pewnie dobrze się zna, a więc Asyrią? Jeśli zaś ma nieodpartą potrzebę pisania, niech się zaopatrzy w słownik ortograficzny albo do ulubionych włączy ten adres: h t t p s://sjp.pwn.pl i zobaczy różnicę między "każący" i "karzący".

  • g.m.jackie

    Oceniono 24 razy 10

    " czemu Leszek Bubel miałby dostarczać zarobku Agorze" - A po co dawać zarobić drukarzowi który tego zarobku nie chce?

  • westgreg

    Oceniono 11 razy 7

    Pomijając samo odrzucenie kasacji przez SN (bo przesłanki nie musiałby być merytoryczne i mogły nie odnosić się do przedmiotu sprawy - kasacja to nie jest tak po prostu wyrok sądu wyższej instancji) - ten wyrok to bzdura i poważne psucie prawa. Odmowa wykonania usługi nastąpiła ze względu na przedmiot (treść) usługi, a nie ze względu na obiektywne cechy osobiste zleceniodawcy (takie praktyki jak najbardziej powinny być ukracane). Takie prawo powinien mieć każdy świadczący usługę (o ile nie ciąży na nim instytucjonalno-prawny obowiązek wykonania świadczenia).

    Sam miałem taki przypadek, gdy jeden z osób wycofała mi się z uczestnictwa w ofercie (dość już zaawansowanej w negocjacjach), bo dotarło do niej, że firma, której miałaby świadczyć usługę działa w branży tytoniowej, której ona jest przeciwna z definicji i jej wspierać nie będzie. Sytuację wyjaśniłem klientowi i spotkałem się z pełnym zrozumieniem ("trudno - jej prawo").

    To, że PiS wprowadza socjalizm, nie oznacza, że konieczne należy go w tym wspierać. Wolność to jednak fajna sprawa.

  • pener1986

    Oceniono 17 razy 7

    Widzę, że na gazeta.pl wciąż palą głupa. Ja nie mam nic do społeczności LGBT, można powiedzieć, że mi to dynda co i gdzie ta społeczność ta robi. Drukarz nie odmówił wydruku ze względu na osobę klienta, tylko ze względu na treść druku z którym się ideologicznie zgadzał. Co za tym idzie porównywanie jego zachowania o odmowy sprzedaży marchewki jest błędem nietrafione, to albo niezrozumienie albo jak wskazałem wyżej palenie głupa. Zapewene gdyby przyszła do niego osoba heteroseksualna i zleciła ten sam wydruk, to również by odmówił. Kiedyś ONR zacznie zlecać Agorze wyduki reklam ich spędów i będzie problem. Wtedy Agora albo odmów, albo będzie ściemniać, że nie ma miejsca lub wywali cenę z d.py, promując zakłamanie.
    Pozdrawiam.

  • musklucki

    Oceniono 7 razy 5

    Problem drukarza zaczął się w momencie wprowadzenia tzw. klauzuli sumienia.
    Czegoś super idiotycznego.
    Jeżeli wszyscy obywatele maja być równi wobec prawa, to dlaczego "klauzula" ma dotyczyć tylko wybranych, lepszych?
    Powinno być demokratycznie: sprzedawca w sklepie alkoholowym ma prawo odmówić sprzedaży wódki, bo sumienie mu nie pozwala, bo jest wrogiem alkoholu, kierowca autobusu miejskiego ma prawo odmówić przewozu bezbożnika, bo jest wierzący itd.
    Taka Wolska być powinna!
    Klauzula sumienia dla wszystkich (wybranych).
    Amen/

  • kozieradka2012

    Oceniono 13 razy 5

    Językoznawczyni Sara mogłaby poćwiczyć ortografię. "Funkcja kaŻąca"? Na pewno?

  • Paul S

    Oceniono 10 razy 4

    Bezwarunkowe prawo odmawiania klientom przysługuje według mnie prostytutkom, bo im interes wchodzi głęboko w sferę prywatną, w której prócz nich nikt nie ma nic do gadania. Ale im bardziej w kierunku przestrzeni wspólnej, społecznej, tym bardziej trzeba iść na kompromisy. Na ulicy zachowuję się bardziej tak, jak chce społeczeństwo niż tak, jak chcę sam. A jeśli drukarz chce wywiesić na swoich drzwiach tabliczkę: „Tylko dla heteroseksualnych, praworęcznych blondynów, byle nie za jasnych, wiara rzymskokatolicka bez powiązań z Franciszkanami, przekonania polityczne jak Putin z domieszką Dmowskiego, narodowość czystej krwi wolska (dzielnica Warszawy, żadna inna Wola), oczy piwne z lekkim zezem, lubiących owczarki, ale nie jamniki, poniżej metra pięćdziesiąt wzrostu, i żadnych bab!”, to społeczeństwo ma prawo sprawdzić, czy wszyscy, którzy nie odpowiadają definicji, podobnie łatwo znajdą podobne usługi, zanim mu pozwoli. Jeśli więc chce postawić na swoim, musi zadbać o to, żeby tak było. Moja wolność jest twoją wolnością. Inaczej to nie działa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX