Sroczyński: Superstar Morawiecki. Nie ma dziś w Polsce drugiego tak sprawnego polityka

Grzegorz Sroczyński
Ostatnie sejmowe przemówienie premiera można pokazywać studentom marketingu jako przykład morderczej skuteczności. Jego sprawną retorykę "statystyczny Polak" kupuje. Przestrzegałbym wszystkich przeciwników PiS przed bagatelizowaniem Morawieckiego i siedmiu PiS-owskich prawd, w które wierzą wyborcy.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo. Zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Morawiecki robi się sprawny jak Tusk. Jego ostatnie przemówienie sejmowe z zeszłej środy - agresywne, wygłoszone bez kartki, okraszone kpinami z opozycji - było pokazem morderczej skuteczności. Nie widzą tego opozycja ani liberalne media, które Morawieckiego wciąż traktują z lekceważeniem jako tymczasowy kaprys Kaczyńskiego. Nie widzą tego również ludzie w PiS, konkurenci Morawieckiego do schedy po Kaczyńskim. Bo też Morawiecki potrafi - kiedy trzeba - prezentować dobrze wystudiowaną pozorną nieporadność i zagubienie.

Wybrałem siedem PiS-owskich prawd, które Morawiecki przedstawił w Sejmie w sposób mistrzowski. Nie mówił niczego nowego, ale ze starych klocków PiS-owskiej narracji złożył całość, którą można pokazywać studentom marketingu jako przykład PR-owej zręczności. Poniższe elementy z przemówienia Morawieckiego są (i będą) powtarzane przez obóz „dobrej zmiany” do znudzenia i - co ważne - będą działać na Polaków jeszcze przez dłuższy czas, bo po prostu trafiają w obecny stan ich duszy.

1. Transformacja się skończyła, czas trochę pożyć

Morawiecki: „Podnieśliśmy płacę minimalną, wprowadziliśmy pensję 13 zł za godzinę”. Po czym zwraca się do ław opozycji: „A wy mówiliście, że pracownik nie powinien mieć podwyżek, bo wysokie płace odstraszą inwestorów. (...) Myśmy coś proponowali, np. 500 plus, a wyście odpowiadali 'Gdzie są te pieniądze? Gdzie są zakopane?' - tak drwił Tusk. Wasz minister finansów Jan Vincent-Rostowski mówił, że będzie druga Grecja. Pamiętacie to? A myśmy znaleźli pieniądze!”.

Przez 25 lat Polacy słyszeli o konieczności wyrzeczeń. Eksperci, ekonomiści - w każdym razie ci, którzy uchodzili za odpowiedzialnych i nadawali ton debacie w mediach - ganili „przywileje” zawodowe, protesty płacowe określali jako „roszczeniowe” i chwalili „bolesne reformy”. W Polsce (ale podobnie jest w USA) owi „odpowiedzialni” eksperci są przez obywateli kojarzeni z obozem liberalnym. Można powiedzieć, że wszystko, co nieprzyjemne i trudne w historii reform III RP, kojarzy się ludziom z szeroko pojętym obozem dzisiejszej opozycji (zresztą ci sami eksperci, którzy wychwalali rozmaite cięcia i podwyższanie wieku emerytalnego, teraz wściekle krytykują PiS). Ale ważne jest jeszcze coś innego: transformacyjna narracja, która była jakoś uzasadniona w latach 90., nie uległa złagodzeniu mimo rozwoju Polski. Zarówno Morawiecki, jak i cały obóz PiS dobrze wyczuli zmęczenie obywateli i psychologiczną potrzebę Polaków, żeby wreszcie ktoś zakończył okres transformacji: „Dobra, było ciężko, a teraz można pożyć”. Mamy dość gadania o „dościganiu” Zachodu i całej tej retoryki nieustannego wyścigu, bycia na trzech etatach, braku wakacji. „Wystarczy”. PiS będzie nadal skutecznie grał na tej nucie.

2. Nie było dla was pieniędzy, bo ktoś je kradł

Morawiecki (zwracając się do ław opozycji): „Zawsze tak było. 'Nie ma pieniędzy'. 'Nie da się'. A myśmy znaleźli pieniądze, zabraliśmy je mafiom VAT-owskim, przed którymi wy rozpościeraliście czerwone dywany” (powtarza to kilka razy w różnych wariantach).

To ważna składowa skuteczności premiera. Pieniędzy w budżecie dla was nie było, bo ktoś je kradł (PiS powtarza to od dwóch lat). Śmieszne? Tak. Prostackie? Owszem. Ale przez lata obowiązywała równie prostacka narracja prezentowana przez obóz „racjonalnych”: pieniędzy w budżecie nie ma, bo idą na „przywileje” i „socjal” (czyli przejadacie je wy, biedniejsi, korzystający z zasiłków, mieszkań komunalnych itd.). Emeryci przez lata słyszeli, że ich świadczenia powodują kosmiczną dziurę budżetową i w zasadzie są kulą u nogi całej gospodarki. Teraz wreszcie mogą usłyszeć, że dziura budżetowa to nie ich wina, tylko „VAT-owskich mafii zblatowanych z PO”. Albo - to też powtarzał Morawiecki - „międzynarodowych korporacji”, które nie płacą podatków.

Problem ze zwalczaniem powyższej narracji polega na tym, że jest ona w połowie prawdziwa. Istotnie: korporacje nie płacą (zresztą na całym świecie), a mafie VAT-owskie hulały. PO zabrała się do łatania tych dziur zbyt późno z powodu oporu ministra Rostowskiego. Ale bądź tu teraz mądry i wytłumacz obywatelom te wszystkie niuanse, że chodziło nie o zblatowanie i łapówki, tylko o typowy lęk liberałów przed nadmiernym dociskaniem biznesu kontrolami i przekonanie (niesłuszne, ale na pewno uczciwe), że zbyt agresywna skarbówka spowolni nasz wzrost PKB, który jest święty i najważniejszy. 

3. Zabiorą wam 500 plus

Morawiecki (znów do ław opozycji): „Wasza oferta jaka była? 'Weź kredyt, zmień pracę' - tak mówił były prezydent Komorowski. A jaka była jego interpretacja programu 500 plus? Czy państwo to pamiętacie? 'To najgłupszy sposób wydatkowania pieniędzy publicznych' - powiedział. A więc my, panie prezydencie Komorowski, pokazujemy, że można to zrobić. Nie zabierajcie tego programu Polakom, bo jest on bardzo potrzebny!” (powtarza to kilka razy w różnych wariantach). 

Jakkolwiek to dziwnie brzmi, wielu ludzi naprawdę uważa, że opozycja chce im odebrać 500 plus (szczwany Schetyna nie mówi tego wprost, bo to się politycznie nie opłaca). Wszelkie przebąkiwania o „racjonalizacji” programu 500 plus albo o uczynieniu go „bardziej sprawiedliwym” część wyborców odbiera jako zapowiedź cięć. Nie dziwmy się. Zostali przyzwyczajeni, że „racjonalizacja” - czy w ich zakładzie pracy, czy przy rozmaitych reformach w państwie - oznaczała zwykle ukrytą zmianę na gorsze: przejście na śmieciówkę albo likwidację połączenia kolejowego.

4. Docenić babcię i dziadka

Morawiecki: „Ja wiem, że wy się śmieliście z takich ludzi, nazywaliście ich patologicznymi rodzicami. Nie wolno tak obrażać ludzi! To są rodziny wielodzietne dźwigające największy ciężar rozwoju Polski. My te mamy i babcie docenimy i wdrożymy matczyną emeryturę od nowego roku”.

Kolejny strzał w dziesiątkę (a właściwie w niezaspokojoną potrzebę uznania, którą odczuwa duża część Polaków). Opiekuńczy wysiłek kobiet w ogóle nie był przez państwo dostrzegany. Mówiono (słusznie) o potrzebie ich aktywizacji zawodowej, ale nie widziano, że wiele z nich już ciężko pracuje, wyręczając państwo. W polskich szpitalach nie ma oddziałów geriatrycznych, w miastach i na prowincji brakuje pielęgniarek środowiskowych i nie wywołuje to masowych protestów. Dlaczego? Bo opiekę nad starymi ludzi wzięło na siebie w Polsce średnie pokolenie. Z kolei starsze pokolenie pełni funkcje żłobka i przedszkola, których długo nie zapewniało państwo. Nie tylko ten wysiłek nie był wyceniany (np. w formie choćby częściowych uprawnień emerytalnych), ale też nawet niespecjalnie o nim mówiono. Morawiecki odwołuje się więc do potrzeby psychologicznej dużej części kobiet, żeby ten wysiłek zauważyć i docenić (choćby przez samo mówienie o tym).

5. Myślimy o was, a oni nie myśleli

Morawiecki: „O 'Mieszkaniu plus' też mówiliście, że to bez sensu. To jest wasza stała śpiewka: 'Nie ma mowy, nie da rady'. A wiecie, ilu było chętnych w naszym programie? Siedem rodzin do jednego mieszkania. Tak, śmiejcie się. Kolejne mieszkania będziemy oddawać w następnych miesiącach”.

To druga czarna dziura, którą Morawiecki wypełnia treścią. W Polsce zabrakło oferty dla mniej więcej połowy młodych: tych, którzy już nie łapią się na lokum od gminy (bo coś zarabiają i w zasadzie sobie radzą, z czego zresztą są dumni), ale jeszcze nie łapią się na kredyt (bo zarabiają za mało). Wszelkie programy mieszkaniowe kierowano do klasy średniej ze zdolnością kredytową. Tych mieszkań od PiS pewnie będzie tyle co kot napłakał. Ale już samo przedstawienie oferty (a nawet mówienie o problemie przez kogoś tak ważnego jak premier) powoduje zmianę godnościową. „Ktoś o nas myśli”.

6. Prowincja została w tyle

Morawiecki: „Teraz lista hańby. Taka mapa. Powinniśmy ją zrobić, zrobimy taką mapę! Posterunki! Śmiejecie się z tego również, tak? Posterunki policji, które zamknęliście. Teraz odtwarzamy te posterunki, już przywróciliśmy 100. A wiecie, ile posterunków zamknęliście? Z 817 zamknęliście 400 posterunków. Tak działała koalicja PSL-PO. (…) Chcieliście Polski tylko dla tych z wielkich miast i dla deweloperów”.

Tu wychodzi na wierzch problem, że nigdy porządnie nie rozmawiano z Polakami o kierunku rozwoju. Czy wzmacniać silne ośrodki (licząc na to, że staną się dzięki strumieniowi pieniędzy jeszcze silniejsze i pociągną prowincję), czy raczej rozsmarowywać pieniądze jak najbardziej równomiernie ze świadomością, że może to nie dać tak dużego kopa PKB (ale za to ludzie w słabszych ośrodkach nie poczują się zapomniani). Innymi słowy: skuteczność czy raczej spokój społeczny? Przez lata wybierano skuteczność (i zresztą wyniki Polski są imponujące). Przykładem takiego wyboru była likwidacja małych posterunków: nie pogorszyło to bezpieczeństwa (jak wynika z policyjnych danych), ale pozwoliło policji „zracjonalizować koszty”. Tyle że dla ludzi z małej miejscowości likwidacja posterunku czy poczty to dowód degradacji. W połączeniu z beznadziejnym transportem publicznym (likwidacja PKS, połączeń kolejowych - też w ramach racjonalizacji kosztów) daje to podglebie frustracji. PiS odwołuje się do realnego poczucia, że prowincja została w tyle.

7. Państwo mocy

Morawiecki: „I to jest właśnie ta różnica między nami: Polska mocy kontra Polska niemocy”.

Bardzo silny argument, często przez PiS powtarzany (chętnie używa go Kaczyński). Też trafiony w punkt. Sam jako dziennikarz wiele razy miałem poczucie, że Polska jest krajem niemocy. Że kolejne instytucje nie są w stanie nic załatwić: od PiP, która nie może wejść z kontrolą i pomóc pracownikowi, przez konserwatora zabytków niemogącego ukarać dewelopera za podpalenie świdermajera w Otwocku, aż po KNF, która nie jest w stanie ukarać banków za oszukańcze polisolokaty wciskane emerytom. Takie przypadki niemocy zdarzają się oczywiście na całym świecie, ale w Polsce było ich niepokojąco dużo. Plus oczywiście skandal reprywatyzacji: wszystkie organy państwa - jak twierdzą - robiły to, co do nich należało. A wyszło, jak wyszło. 

Bartłomiej Sienkiewicz w słynnym nagraniu restauracyjnym mówił o tym tak: „Polskie państwo działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność”. Centralizacja (nie PiS-owska, ale cywilizowana) w niektórych dziedzinach byłaby dla Polski zbawienna (żeby państwo nie działało niezbornie „poszczególnymi fragmentami”). Ten problem narastał w III RP, pisał o tym w kółko Rafał Matyja i - co ważne - na co dzień tę niezborność i rozlazłość widzieli ludzie. Teraz chętnie słuchają o „Polsce mocy”, w której trzeba wreszcie wziąć wszystko za mordę, żeby działało.

I jeszcze na koniec uwaga na temat niedocenianego przez wszystkich Morawieckiego. Jedną z głównych kompetencji szefa korporacji w dzisiejszym turbokapitalizmie jest wodzenie za nos akcjonariuszy. Nie wizjonerstwo ani sprawne zarządzanie, ale mydlenie oczu. Bo głównie od tego (a mniej od rzeczywistych wyników firmy) zależy pensja prezesa. Widzieliśmy to świetnie przy okazji kryzysu finansowego w USA i Europie. Zeznania prezesów największych banków przed rozmaitymi komisjami (a zeznawały największe gwiazdy zarządzania) pokazały ludzi zaskakująco niekompetentnych, którzy jednak potrafią sprawnie bajerować. Mateusz Morawiecki jest produktem takich korporacyjnych stosunków. Przez osiem lat utrzymał się na stołku prezesa banku, co dowodzi, że umiejętność sprawnego kluczenia między koteriami i mydlenia oczu ma opanowaną do perfekcji.

Może nam się to bardzo nie podobać, ale sprawną retorykę Morawieckiego „statystyczny Polak” kupuje. Przestrzegałbym wszystkich przeciwników PiS przed bagatelizowaniem powyższych siedmiu prawd PiS-owskich, w które wierzy duża część wyborców. Przestrzegałbym przed traktowaniem ich jako bzdury albo efekt propagandy. To wszystko są rzeczy, które wielu obywateli traktuje jako racjonalne, bo pasujące do ich życiowego doświadczenia. Nie da się z nimi walczyć, wyśmiewając je ani kwestionując.

Konwencja samorządowa PiS. Mateusz Morawiecki o pięciu pomysłach, które będzie realizował jego rząd

Komentarze (351)
Sroczyński: Morawiecki mistrzem PR. Nie ma dziś w Polsce drugiego tak sprawnego polityka
Zaloguj się
  • jg_gw

    0

    Bardzo trafny tekst - tak własnie było i jest jak pisze Sroczyński. Poprzedni rząd wiele rzeczy "położył" (VAT z.B.), właściwie od ogłoszenia "ciepłej wody w kranie" w ogóle chyba zrezygnował z polityki socjalnej, czyli oddał pole tym kanciarzom z PiS i Morawiecki może swoje "mydlenie oczu" uprawiać.

    Z drugiej strony skuteczność w niektórych sprawach na ogół mało kompetentnej ekipy, jaką jest obecny rząd (VAT ściągają dawni urzędnicy skarbowi przecież, jakoś zmotywowani ostatnio, 500+ realizują głownie samorządy), pokazuje pokazuje jak niewiele trzeba było żeby różne ważne sprawy zaczęły się dziać. No i w tym kontekście poprzednia ekipa wypada dość nędznie.

    Szkoda tylko, że "dobra zmiana" stała się zmianą "dojną",że zaczęli od łamania konstytucji i prawa i dalej w to brną, mimo, że mogliby już sobie to odpuścić. Szkoda, że poszli na konfrontację z Unią zamiast w niej grać o lepszą Unię i o swoje. Gdyby nie to, gdyby nie Antoni i koncesje dla Rydzyka i spólki, to w sumie "dojna zmiana" byłaby faktycznie "dobrą".

  • javall

    0

    Sroczynski powinien poprowadzic cykl szkolen dla starych, tepych i zaslepionych redaktorow Gazety.

  • hiperon59b

    Oceniono 2 razy 0

    Premier Mateusz Krzywousty to sztywniak mówiący rzeczy sprzeczne z faktami. Ale mnie to nie dziwi pan premier Mateusz Krzywousty mówi to co ma się podobać Prezesowi a nie to co ma do powiedzenia. Bo w gruncie rzeczy niewiele ma do powiedzenia. Lansuje ciągle pogląd że im więcej państwa w gospodarce tym lepiej a to nie może się dobrze skończyć dla Polski i Polaków.

  • zraszacz

    Oceniono 2 razy -2

    Sprawnie przeszedł z pozycji bankstera na usługach obcego żydowskiego kapitału do psa prezesa

  • ksks3

    Oceniono 4 razy 0

    Morawiecki w końcu "wszedł na właściwą drogę " Cel tej drogi jest utajniony przed opinią publiczną ale jak się pomyśli wszystko staje się jasne, Celem jest wyjście Polski z Unii !
    Póki co Polacy chcą jeździć po Europie i pracować gdzie lepiej płacą A na dodatek można się jeszcze przyssać do unijnej kasy. Ale teraz pora na działanie - rozwalimy prawo , Unia sie wkurzy obetnie kasę wprowadzi inne restrykcje i Polacy sami powiedzą na ch..j nam ta Unia
    A o to właśnie od wielu l walczy sprytnie Kaczyński Potem wystarczy powiedzieć vox populi vox dei i po ptokach !
    Jestem absolutnie pewien że Kaczor właśnie w to gra, mimo że nawet w jego partii nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę !

  • 123waz

    Oceniono 4 razy 0

    Panie sraczynski jest pan palantem za kasę pisu

  • hunkyyankee

    Oceniono 2 razy 0

    Oj Sroczynski, Sroczynski...

  • postulat_22

    Oceniono 2 razy 0

    Morawiecki powiedział, że polityka PiS nie jest ani biała, czyli uległa, ani czerwona, czyli postkomunistyczna, by następnie nazwać ją biało-czerwoną. Z jego słów wynika, że polityka PiS jest połączeniem uległości i postkomunizmu. Albo więc przyznał, że PiS jest partią postkomunistyczną, która siłą rzeczy może być uległa tylko wobec innych postkomunistów, albo nie rozumie znaczenia słów, które wypowiedział. Po takich słowach, a nie jest to jego pierwszy taki popis, za sprawnego polityka może uznać go tylko ten, kto też nie zrozumiał tych słów, albo tak jak on uważa, że większość Polaków, od której zależy przecież to, kto przejmie władzę, to ludzie dotknięci wtórnym debilizmem, skutkującym utratą zdolności do racjonalnej oceny działań polityków i ich partii. Sprawność w działaniach adresowanych do takich ludzi cechuje nie polityka, ale politykiera.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX