Woś: Dziś "sto milionów" Wałęsy już nie brzmi dziwacznie. PiS powinno zacząć mówić o 1000 plus

Rafał Woś
Gdańsk 1990, spotkanie rocznicowe w sali BHP. Jarosław Kaczyński, Lech Wałęsa

Gdańsk 1990, spotkanie rocznicowe w sali BHP. Jarosław Kaczyński, Lech Wałęsa (Fot. Tomasz Wierzejski / AG)

1000 plus dla każdego? Ekonomicznie taki pomysł jest dziś całkiem wykonalny. Politycznie krąży nad Europą już od dłuższego czasu. Czy PiS kolejny raz zagra elitom na nosie i wprowadzi w Polsce bezwarunkowy dochód podstawowy?
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Rozmawiałem niedawno z czołowym politykiem polskiej opozycji i jeśli dobrze go zrozumiałem, to plan jest następujący. Jedziemy ostrym ''anty-PiS-em'' prosto na czołowe zderzenie. Hasła „precz z Kaczorem dyktatorem” trzymamy się, jak kiedyś Lepper „Balcerowicz musi odejść”. Mówimy, że ONI chcą zrobić nad Wisłą Białoruś, a MY chcemy być cywilizowanym Zachodem. Ludzie w końcu nawykną do socjalnych prezentów, które dostali po roku 2015, a propaganda mediów publicznych zacznie ich mierzić. Zniknie też efekt nowości. Pojawią się frustracje i pęknięcia. W końcu nadejdzie moment przesilenia i rusza lawina. Której Kaczyński już nie powstrzyma. „Dobrze wiemy, jak to działa – mówią dziś w opozycji. Przerabialiśmy to na własnej skórze z Komorowskim.

Z pozoru taki scenariusz najbliższych miesięcy (lat?) brzmi racjonalnie. Zasadza się jednak na przekonaniu, że PiS nie odpali po raz kolejny jakiejś politycznej bomby atomowej, która zupełnie zmieni reguły gry. I nie chodzi tu o jeszcze ostrzejszą propagandę albo gmeranie w ordynacji. Na to opozycja jest przygotowana. Do pewnego stopnia nawet na to liczy (potwierdzi się wtedy słuszność hasła o „Kaczorze dyktatorze”). Ale co jeśli PiS zagra jak w roku 2015? Wymyśli jakiś rodzaj „nowego 500 plus”? I trafi nim w sedno społecznych oczekiwań? A opozycja kolejny raz zostanie z mieszanką niedowierzania i wściekłości na licu: „A to tak można?!” „Dlaczego my na to nie wpadliśmy?!”.

Przypomnijmy - 500 plus zadziałało tak w roku 2015 bo było wbrew utartym regułom. Wbrew neoliberalnej logice, że nie da się dokonać dużej redystrybucji dochodu narodowego w kierunku społecznych dołów. I że niebo się po czymś takim nie zawali. Przeciwnie, niebo się nie zawaliło. Ostatnio pochwalił „pięćsetkę” za społeczne efekty nawet neoliberalny "The Economist". „W Europie prawica daje lepsze zasiłki niż partie tradycyjne” - brzmi tytuł tekstu. A oto smakowite fragmenty: „Program 500 plus odmienił polskie państwo dobrobytu. Bank Światowy szacuje, że stopień skrajnego ubóstwa wśród dzieci spadł z 11,9 do 2,8 proc.” „Na początku liberałowie nazywali program psuciem budżetu, ale widząc jak jest popularny pogodzili się z nim. Nawet były minister finansów z czasów PO Jacek Rostowski powiedział, że program da się sfinansować". „W historii wiele było przypadków rozszerzania programów socjalnych, by nie dopuścić do wyborczych triumfów ekstremistów. Ale w Polsce to populiści stali się symbolem partii dobrobytu”.

Ale żadna Wunderwaffe nie działa w nieskończoność. Dziś staje się normalnością. A jeśli PiS (lub ktokolwiek inny) chce powtórzyć manewr z roku 2015, musi znaleźć coś nowego. Nie żadna mini „pięćsetka” (na przykład dla emerytów). To musi być coś naprawdę dużego i fundamentalnego.

Dostajesz, bo jesteś człowiekiem

Najlepsze jest jednak to, że tej Wunderwaffe nie trzeba od podstaw wymyślać. To „bezwarunkowy dochód podstawowy” (BDP). Z angielska zwany też czasem UBI (universal basic income). Mechanizm jest prosty. W idealnej wersji BDP to bezkryterialne powszechne świadczenie pieniężne przekazywane człowiekowi bezpośrednio w formie pieniężnej ze źródeł publicznych w regularnych odstępach czasowych. Dostajesz pieniądze za samo istnienie. Za przynależność do tej wspólnoty polityczne. Niezależnie od tego kim jesteś, jak pachniesz i jakie masz poglądy. Dostajesz, bo jesteś człowiekiem. I to nie jest żaden prezent od dobrego wujka polityka. To ci się po prostu należy.

Argumenty za dochodem podzielić można na dwa typy. Pierwsze są natury moralnej. Żyjemy kapitalizmie, prawda? A kapitalizm to nie jest (wbrew bajeczce kolportowanej przez swoich groupies) system oparty na równych szansach. Przeciwnie. Startujemy z różnych pozycji. Jeden ma dużo zasobów, a inny nie ma ich wcale. Ci, co mają, bazują na tym, że na pewnym etapie ich przodkowie uwłaszczyli się na wspólnej własności. Na przykład (Europa Zachodnia) mówiąc, że teraz ta ziemia jest ich. A u nas „dobrze wybierając sobie rodziców” (cytat z Jana Kulczyka) w epoce transformacji. I w tym miejscu wchodzi dochód podstawowy. I daje szanse na to, by konstruując lepszą wspólnotę wynagrodzić tamtą przemoc. Stworzyć coś w rodzaju maszyny do ciągłego odczyniania klątwy akumulacji. Czegoś w rodzaju publicznego funduszu, który będzie wypłacał każdemu człowiekowi ekwiwalent tego utraconego spadku. Forma tej wypłaty (ile? jak często?) jest do dogadania.

Prócz racji moralnych jest też cały zestaw argumentów praktycznych. Choćby taki, że BDP mógłby stać się sposobem na zmniejszanie nierówności ekonomicznych, które w świecie Zachodu (u nas też) zaczynają zagrażać spójności społecznej (jeśli szukacie odpowiedzi na totalna polaryzację polityczna, to tu ją znajdziecie). A w dłuższym okresie pewnie i pokojowi. BDP to także sposób na ożywienie państwa dobrobytu. By przestało być paternalistycznym i antydemokratycznym mechanizmem klasowej opresji. Działającym na zasadzie: panu z klasy średniej damy pieniądze z budżetu (choćby w formie ulgi podatkowej), ale krzykliwej babie z bazaru nie damy. Bo wiadomo, przepuści i przepije.

Od dawna nie jest to już pomysł niszowy ani polityczna ciekawostka. W świecie BDP wypadki biegną ostatnio bardzo szybko. Dwa lata temu były tylko testu w paru miejscach świata (Alaska, Finlandia, Kanada). Rok temu nawet Bank Światowy zrobił symulacje, z których wyszło, że od wprowadzenia BDP w wysokości 25 proc. medialny zarobków budżety krajów zachodnich by się nie zawaliły. Pół roku temu włoski Ruch Pięciu Gwiazd wpisał sobie dochód obywatelski (w wysokości 780 euro) do programu wyborczego. Dziś Pięć Gwiazd współtworzy rząd w Rzymie. Co będzie jutro? Może 1000 plus w Polsce. Dlaczego nie?

„Wałęsa dawaj moje 100 milionów!”

My w Polsce mamy z dochodem podstawowym całkiem ciekawe doświadczenia. Często nawet o tym nie wiedząc. Pamiętacie kampanię wyborczą roku 1990, gdy Lech Wałęsa rzucił hasło „100 milionów dla każdego”. Tak, wiem, że opinia publiczna hasło obśmiała widząc w nim dowód na kompletny ekonomiczny analfabetyzm Wałęsy. Przyszło to tym łatwiej, że opiniotwórcze elity trzymały już wtedy raczej z premierem Tadeuszem Mazowieckim. Wałęsa nie był już wówczas „naszym Lechem”. Lecz raczej poważnym zagrożeniem dla balcerowiczowskiej terapii szokowej.

Trzeba też uczciwie dodać, że i sam Wałęsa po wygraniu wyścigu o Belweder do sprawy nie wracał. I pewnie nikt by go dziś już nawet nie pamiętał, gdyby nie Kazik Staszewski. Który nagrał piosenkę z refrenem „Wałęsa dawaj moje 100 milionów!”. Kawałek tak się spodobał, że artysta wrócił wkrótce z sequelem „300 milionów”. Na tę samą melodię. Tylko z sumą pierwotnej wałęsowskiej propozycji po uwzględnieniu inflacji oraz przemian ekonomicznych, które się w międzyczasie w Polsce dokonały. I tak w „100 milionach” główny bohater wsiada rano do tramwaju, którym jeździ jeszcze „cała huta”. W „300 milionach” na tej linii można spotkać już tylko bezrobotnych.

Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia „100 milionów” nie wydaje się już ani tak egzotyczne ani dziwaczne. Przeciwnie. Pomysł Wałęsy mógł być początkiem sensownej rozmowy o innej bardziej sprawiedliwej i lepszej transformacji. Może nawet nie jako 100 milionów. Albo nie jednorazowo. Lecz w formie stałych comiesięcznych wypłat. Uzasadnienie przecież narzucało się samo. Polacy zostali poddani wielkiemu i nieprzemyślanemu eksperymentowi terapii szokowej i zwyczajnie należał się im jakiś rodzaj zadośćuczynienia za utratę bezpieczeństwa ekonomicznego, którą polski skok w rynek wszak przyniósł. Co wiązało się z kolei z kapitulacją państwa w wielu dziedzinach usług publicznych, które w Polsce Ludowej obiecywało gwarantować.

Skoro więc coś się obywatelom zabiera, to w zdrowym społeczeństwie demokratycznym godzi się przecież dać coś w zamian. Tym bardziej, że Wałęsa sugerował nawet całkiem niezłe źródło finansowania. Miały nim być dochody z prywatyzacji gospodarki uspołecznionej oraz narodowej. Wypadki potoczyły się jednak inaczej. 100 milionów się Polki i Polacy nie doczekali. Ale prywatyzacja polskiej gospodarki się w sposób bardzo realny dokonała. Tyle, że grono jej beneficjentów okazało się dużo węższe.

Polityczna przyszłość dla tego, kto zrozumie

Ktoś powie, że to stare dzieje. Pewnie tak. Dlatego wróćmy do pierwszej ćwiartki XXI wieku. Dziś jesteśmy krajem dużo bardziej zamożnym. Nie mamy też na szyi pętli długu zagranicznego. Może więc warto się zastanowić nad argumentami stojącymi za BDP. Wyjść z arcykonserwatywnej edukacji ekonomicznej, w ramach której nic się nie da i wszystko jest zbyt drogie. Zwłaszcza, gdy ma dotyczyć dystrybucji dochodu narodowego z góry do dołu.

Pora zauważyć, że takie rozwiązania, jak dochód podstawowy nie powinny nas przerażać. Opozycja (a zwłaszcza jej lewicowa cześć z Razem, Biedroniem i SLD) powinna krzyczeć „Kaczyński, dawaj nasze sto milionów!”. „Dawaj tysiąc plus dla każdego!”. Kto to zrozumie, do tego należała będzie polityczna przyszłość. Kto nie zrozumie, ten… i tak to dostanie. Tyle, że w formie zaserwowanej przez politycznego przeciwnika.

Uwaga, zachęcamy do rozmowy! Nasi autorzy odpowiadają na wybrane komentarze. Czekamy na Twój głos!

Srebro. Quiz wiedzy ogólnej
1/20Miejsce nagradzane srebrnym medalem to:
Zobacz także
  • Eugeniusz Kamiński zmarł 15 października Eugeniusz Kamiński nie żyje, polski aktor miał na koncie ponad 150 ról
  • Protest taksówkarzy w Warszawie. Przejadą ulicami Warszawy 18 października Strajk taksówkarzy w Warszawie. Protestujący nie podają dokładnej trasy przejazdu
  • Włodzimierz Czarzasty gościem porannej rozmowy Gazeta.pl Włodzimierz Czarzasty dla Gazeta.pl: Pan Kaczyński opowiada niemożebne bzdury
Komentarze (423)
Woś: Dziś "sto milionów" Wałęsy już nie brzmi dziwacznie. PiS powinno zacząć mówić o 1000 plus
Zaloguj się
  • marek.usc

    Oceniono 76 razy 46

    może przestańmy pracować a państwo niech nam daje po około 3000zł na rękę a jak ktoś chce więcej to musi iść do "pracy"

    DEbilizm!!!!!!

  • Krzysztof Michałowski

    Oceniono 51 razy 41

    Program Ksiezyc +.
    Kaczor, nie bądź taki skąpy. Podziel się z nami Ksiezycem, który ukradles ! Dla każdego Polaka kawałek Księżyca , a sprawiedliwości splecznej stanie się zadość.

  • aron2004

    Oceniono 48 razy 38

    I do tego zakaz usuwania ciąży pozamacicznej. Wtedy będzie super.

  • stanislaw50

    Oceniono 49 razy 27

    Panie redaktorze, trochę trzeba jeszcze czytać dokładnie jak to się dzieje w tych państwach o których pan piszesz, Jakie to skutki niesie. Trzeba napisać, że niektóre po roku z tego się szybciutko wycofały Ze względów na skutki społeczno-gospodarcze!!!!!

  • wkkr

    Oceniono 35 razy 25

    Panie Woś, mam nadzieje ze pan sam nie wierzy w to co pan napisał i że pan zwyczajnie czytelników trolluje swoim tekstem.
    ====

  • hunkyyankee

    Oceniono 46 razy 24

    Prosty lud katolików z nad Wisły za kolejne 500+ potnie własną matkę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje