Wiśniewski: Bieganie to metafora polskiej polityki. Prawica nauczyła się wykorzystywać maratony

"Proszę nie mieszać do tego futbolu" - wystękał na Twitterze dziennikarz sportowy.  Zniesmaczyły go nawiązujące do piłkarskich mistrzostw plakaty poświęcone łamaniu praw człowieka. Nie ma racji. Sport jest polityczny. Ale czy to znaczy, że na przykład bieganie jest prawicowe lub lewicowe?
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Jestem pisarzem, a że od pisania się tyje, zacząłem chodzić na siłownię. I kiedy tak sobie wydreptywałem kolejne kalorie na orbitreku, na ścianie ujrzałem metaforę polskiego dyskursu politycznego. Wyglądało to tak – niczego nie zmyślam! – że wisiały trzy telewizory. Ten z lewej był nastawiony na TVN24, ten z prawej – na TVP Info, a ten po środku na Eurosport. Oto, na co jesteśmy skazani, wysapałem w myślach, liberalizm, prawica i sport, jeśli ktoś nie interesuje się polityką, a lewica na to wszystko patrzy z boku, zdyszana i spocona. 

Jeśli wszystko jest polityczne, polityczna jest także aktywność fizyczna. Widziałem kilku mięśniaków w koszulkach żołnierzy wyklętych, z hasłami "śmierć wrogom ojczyzny"; biceps (i inne muskuły) dla Wielkiej Polski robi naczelny "Super Expresu", a znany twitterowicz Rafał A. Ziemkiewicz nie tylko wyciska, ale i pokazuje się bez koszulki, żeby postawić tamę hipotecznym roszczeniom amerykańskich Żydów. Z drugiej strony znam też kilku lewicowców, którzy inwestują w tężyznę fizyczną, żeby dawać odpór w wypadku ataków na manify. A ile emocji budzi taka prosta czynność, jak bieganie!

"Jako, że normalny jogging jest przykładem typowo mieszczańskiej bezcelowości – patrzcie, mam tyle czasu wolnego, że biegam z A do B jak chomik w kołowrotku i w dodatku mogę sobie kupić do tego odpowiednio prestiżowe gadżety – to prawdziwy proletariusz w czymś takim uczestniczył nie będzie. Patrząc na pociesznych mieszczan w dresach i obuwiu sportowym, które pozbawia azjatyckie dzieci uroków dzieciństwa, prawdziwy przedstawiciel klasy robotniczej odczuwa w głębi duszy szczere, socjalistyczne obrzydzenie” – naigrywał się kilka lat temu chorzowski poeta Marceli Szpak w parodii eseju Żiżka, ale jak w każdym żarcie jest w tym nieco prawdy. "Pracujący biedni" czy prekariusze na kilku etatach nie mają czasu i środków na prowadzenie "zdrowego trybu życia". Jedna z firm AGD prowadzi właśnie w mediach kampanię "zdrowego żywienia dzieci z nadwagą", w której bogaci sportowcy, posiadający osobistych trenerów i kucharzy, pouczają młodzież, żeby byli jak oni i jedli brokuły.

Zdyszany polityk

Im bliżej wyborów, tym politycy bardziej pokazują się jako aktywni. Strzelają sobie selfiki na rowerach miejskich, biorą udział w maratonach. Tak zrobił wiceminister sprawiedliwości i kandydat PiS na prezydenta Warszawy, Patryk Jaki, czym wywołał chwilowe poruszenie w mediach społecznościowych (a co za tym idzie, echa na portalach mediów tradycyjnych). Zaczęło się do tego, że kandydat zamieścił na Twitterze zdjęcie z podpisem "Szczęśliwy, bo dobiegłem w Warsaw Marathon. Promujemy zdrowy styl życia i fantastyczną imprezę. Gratulacje dla dzielnych warszawiaków, którzy brali udział w imprezie."

Normalnemu człowiekowi można odpowiedzieć "przebiegłeś, to ładnie" i zająć się swoimi sprawami. Inaczej jest, gdy biegnie kandydat. Jego bieg nie jest "przykładem typowo mieszczańskiej bezcelowości", ale deklaracją polityczną. Szybko wyciągnięto więc wypowiedzi Jakiego, w których był przeciwny organizacji maratonów w mieście, ten zaś tłumaczył się, że przecież chodziło mu wtedy o uciążliwość dla komunikacji. Na dowód tego, jaki bardzo jest prosamochodowy, zadeklarował zbudowanie większej liczby parkingów dla warszawiaków.

Na przykładzie maratonów widać, że nie wszystkiemu można przykleić łatkę "lewicowy" lub "prawicowy", a łączenie poglądów w pakiety prowadzi często na manowce. Część prawicy krzywo patrzy na bieganie, bo widzi w nim właśnie "promowanie zdrowego trybu życia", a to przecież lewicowe ideolo, do którego należy spożywanie potraw wegańskich, jazda na rowerze i zamach na świętą wolność jazdy wszędzie samochodem i spożywania tłustego mięsa. "Smogu nie ma, smog to jakieś eko-puszczo-brednie. Lewackie fanaberie" - rozmyśla bohater książki "Inni ludzie" Doroty Masłowskiej i jest to zapis wyjęty wprost z prawicowego Twittera, na którym zamieszkujący Piaseczno dziennikarze dojeżdżający swoimi samochodami do pracy w Warszawie deklarują, że alarm smogowy to spisek lewackich miejskich ruchów rowerowych. Takie zaprzeczenie zmianom klimatycznym w skali mikro.

Chcecie frekwencji? Róbcie maratony

Ale jest też prawica, która lubi maratony. Odkryła bowiem prawdę na temat amatorów szybkiego przebierania nóżkami – pobiegną w każdej sprawie, byle tylko dostać medal za udział i karteczkę z numerkiem. Pragmatyczna prawica, zamiast narzekać na lewackie spiski, woli więc organizować biegi poświęcone sprawom patriotycznym – a to ku pamięci Powstania Warszawskiego (kilka lat temu w ramach obchodów do maratończyków strzelali na niby przebierańcy z grupy rekonstrukcyjnej), a to Żołnierzy Wilczym Tropem Wyklętych. Mam tu radę dla środowisk LGBT czy feministycznych – jeśli chcecie szalonej frekwencji na manifach i marszach równości, zróbcie je jako maraton.

No właśnie, a co o maratonach sądzi lewica? Teoretycznie jej zielony odłam (w sumie to dziwne, że ruchy ochrony sytuują się na lewo, konserwatyści powinni przecież szanować piastowskie knieje) jest za ruchem (ruch to zdrowie), ale i trzeźwo zauważa, że ruch w smogu przynosi więcej szkód i korzyści. Kandydat Jaki, który jednocześnie chce po mieście biegać i jeździć samochodem, pokazuje w ten sposób jedynie, że nie ma żadnego spójnego światopoglądu, a jedynie zestaw hasełek, którymi chce podlizać się różnym grupom zamieszkującym stolicę.

Lewica patrzy też na maratony z punktu widzenia, no, lewicowego. Raz, że to sprawa klasowa – co wyszło, gdy parę lat temu pewien dziennikarz pewnego dziennika podniósł lament, że źle się dzieje z Polską, skoro tak dobrze ustawionego obywatela nie stać na spontaniczny wypad na maraton do Monachium. Większość ludu w odpowiedzi mogła jedynie zazgrzytać zębami i zagłosować na partię, która obiecała pięćset złotych dla każdego dzieciątka. Dwa, że tak jak prawica organizuje maratony ku czci różnych Żołnierzy, tak kapitaliści robią maratony ku czci różnych korporacji. Uciążliwe zajmowanie przestrzeni publicznej, które ma na celu reklamę banku czy sieci komórkowej – to się lewicy nie podoba.

Kiedy dwóch mówi to samo

Można zatem mieć poglądy lewicowe lub prawicowe i niezależnie od nich mieć swój pozytywny lub negatywny stosunek do maratonów. Przy okazji aferki biegającego kandydata było widać, że mniej liczy się pogląd, a jeszcze mniej przyczyna stojąca za poglądem – istotne jest jedynie, czy można z powodu danego stanowiska zaatakować delikwenta. Lewicowca, który jest przeciwny komercyjnym imprezom paraliżującym miasto, można postawić więc w jednym rzędzie z samochodową prawicą z Piaseczna. Przecież obaj nie lubią maratonu.

To głupotka, ale na jej przykładzie widać, na jakie problemy napotyka polityczna dyskusja w Polsce. Przecież dokładnie tak samo wyglądały spory  o 500+. Kto pochwalił ten ułomny, ale jednak realny transfer socjalny – ten z miejsca był zapisywany do obozu propisowskiego. Tak oto wygląda dyskurs oparty o doraźną walkę, a nie szeroką wizję: łapanie się każdej okazji, żeby tylko bezmyślnie przyfasolić przeciwnikowi. Tymczasem lepszą taktyką jest poznanie i zrozumienie przeciwnika. Można wtedy przyfasolić mu lepiej, sensowniej i skuteczniej – z rozmysłem, a nie tępą pałką. Skoro już złapałem się metafor sportowych, nie potrzeba nam bandy podwórkowych kopaczy, biegających chaotycznie po orliku i kopiących z całej siły w stronę bramki, gdy tylko dobiegną do piłki – ale kogoś, kto przeanalizuje przeciwnika, weźmie tablicę i narysuje na niej te takie strzałeczki, co się rysuje przed meczem.

---

Michał R. Wiśniewski (ur. 1979) – pisarz, publicysta, eksbloger, popularyzator japońskiej popkultury i fantastyki w Polsce. Autor powieści „Jetlag”, „God Hates Poland” i „Hello World”. Mieszka w Szczecinie.

Donald Trump nie odróżnia pogody od klimatu. Na czym polega różnica?

Więcej o:
Komentarze (11)
Wiśniewski: Bieganie to metafora polskiej polityki. Prawica nauczyła się wykorzystywać maratony
Zaloguj się
  • Marek Kowalczyk

    Oceniono 5 razy 5

    Patryk Nijaki jest za cienki na przebiegnięcie maratonu. Przebiegł bieg na 10km, który odbywał się z Orlen Maratonem w ramach tej samej imprezy. Skłamał jak zwykle - ten typ tak ma.

  • krynolinka

    Oceniono 8 razy 4

    Powinien autor dodać, że jeden pan ( publicysta?) zachwycony dobrą zmianą stwierdził, że oponenci PiS-u będą dopingować Senegal. I to dopiero jest przeholowanie.
    Natomiast stękała się ośmieszył i to bardzo.

  • tom_aszek

    Oceniono 5 razy 3

    "[Patryk jaki] zamieścił na Twitterze zdjęcie z podpisem "Szczęśliwy, bo dobiegłem w Warsaw Marathon. Promujemy zdrowy styl życia"

    42-kilometrowy (czyli wielogodzinny) bieg po asfalcie przez miasto, w którym non stop są przekraczane normy smogowe = zdrowy styl życia?

  • shtalman

    Oceniono 1 raz 1

    Tylko kretyni biegają, normalsi się wożą autem

  • ziggybum

    Oceniono 4 razy 0

    O tak, biegi mają mnóstwo wspólnego z polityką. Podobnie jak politycy, organizatorzy biegów zaykają kawałek miasta na pół dnia, nikogo nie pytając i sądząc że robią "dobrze". A tymczasem zamiast ze zdrowiem, takie zamykanie ulic miasta na siłę kojarzy się Polakom coraz bardziej po prostu z bezczelnością i arogancją.

  • wolfspider

    Oceniono 4 razy -4

    Was już całkiem poje....

  • matts06

    Oceniono 7 razy -5

    Co tam w Wyborczej dają, bo widzę, że odlot niezły? :)

  • isiah.thomas

    Oceniono 7 razy -5

    "Można zatem mieć poglądy lewicowe lub prawicowe i niezależnie od nich mieć swój pozytywny lub negatywny stosunek do maratonów." :O Co ja czytam? To jest poważny artykuł, czy trolling?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX