Wiśniewski: Komu przeszkadzają kobiety w grach? Tu nie chodzi o "realizm historyczny"

Skąd wzięła się internetowa kampania nienawiści po zapowiedzi gry "Battlefield V"? Dlaczego scenarzystka serialu o Wiedźminie jest nieustannie atakowana przez trolli? Gry dojrzały jako medium, ale przy okazji okazało się, że część ich fanów dojrzała nie jest.
Jesteś w dziale opinii portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo, zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

To już szesnasta (nie licząc dodatków!) odsłona serii „Battlefield” – gry pozwalającej na wcielenie się w rolę żołnierza w ekscytującym wojennym teatrze, do dyspozycji mając nie tylko broń, ale i pojazdy, takie jak czołgi i samoloty. Kolejne części zabierały graczy na pola bitwy obu wojen światowych, do Wietnamu, ale także w przyszłość, czy na ulice współczesnych miast (tu bohaterami byli policjanci). „Battlefield V” wraca do korzeni – jest poświęcona drugiej wojnie światowej.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Po opublikowaniu zapowiedzi okazało się, że wśród części graczy nowa produkcja wzbudziła negatywne reakcje. Dlaczego? Bo w filmiku pokazującym rozgrywkę pojawiła się postać kobieca, w dodatku – z protezą ręki. Nieprzychylne komentarze w mediach społecznościowych – na Twitterze czy pod filmem na Youtube – zarzucają twórcom gry, że poświęca „realia historyczne” na rzecz „politycznej poprawności”. Czy to zmasowany atak gimnazjalnego kółka historycznego, czy chodzi o coś innego? Oczywiście, że chodzi o coś innego.

Po pierwsze twórcy „Battlefield V” tłumaczą, że ich gry nie są realistyczne (można w nich w trójkę jechać na koniu z miotaczem ognia czy wskakiwać z rozpędu do lecącego samolotu), a ich głównym zadaniem jest zanurzenie gracza w wirtualnym świecie. Stąd w nowej odsłonie znalazł się edytor postaci, pozwalający graczom dopasowanie wszystkich szczegółów swojego awatara. Po drugie nietrudno znaleźć w historii przykłady kobiet, które brały udział w walkach nie tylko jako łączniczki i sanitariuszki. Po trzecie – historia gier jest pełna bojowych i wojowniczych postaci kobiecych, które do tej pory nikomu nie przeszkadzały. Ale te wszystkie argumenty nie mają znaczenia, bo to wojna na emocje, w której wcale nie chodzi o „realizm historyczny”. 

Internetowa kampania nienawiści jest częścią ruchu, który alergiczne reaguje na obecność kobiet w grach i związanych z grami subkulturze – w zasadzie tego samego, który atakuje nowe części Gwiezdnych Wojen z powodu głównej bohaterki, władającej mocą Rey. Widać go też w reakcjach na ekranizację opowiadań o Wiedźminie – scenarzystka netflixowej produkcji, Lauren S. Hissrich, codziennie zaczepiana jest przez trolli, którzy są strasznie zmartwieni, że „feministka” zepsuje ich ukochaną serię – której najwyraźniej nie czytali. Proza Andrzeja Sapkowskiego jak na polską fantastykę jest bardzo progresywna.

Kobiety i trolle

W latach osiemdziesiątych klub graczy był w zasadzie męskim klubem, choćby dlatego, że dostęp do komputerów mieli głównie chłopcy (panowało przekonanie, że nauki ścisłe nie są dla dziewczyn), zaś kobiety w branży pozostawały niewidzialne. Zmiany przyszły dekadę później, zwłaszcza z ekspansja popkultury japońskiej, która widziała w kobietach ważną część rynku (słynny „Pac-man” został zaprojektowany jako gra dla dziewczyn). Postacie kobiece w grach odpowiadały wciąż męskim upodobaniom, czego symbolem stała się Lara Croft. Kapitalizm przejął niektóre postulaty feministyczne i opakował je w seksowne pudełko z napisem „girl power”. Siła kobiety polegała na tym, że może kogoś kopnąć w twarz nosząc obcisłe wdzianko, jak w „Matrixie”. Nowe pokolenie grających dziewczyn chciało czegoś więcej, a internet dał im możliwość wypowiedzenia się. Ale część męskiego klubu odebrała feministyczną krytykę gier jako zamach na ich hobby. Pamiętać należy, że środowisko graczy, czy ogólnie nerdów, często składało się ze społecznie wycofanych osobników, szukających w wirtualnej rozrywce głównie ucieczki przed przerażającym realem. I teraz w tym bezpiecznym świecie fantazji miało zaroić się od silnych kobiet?

Frustracja związana ze zmieniającym się światem, brakiem wzorców postępowania, postępującym kryzysem buzowała na forach dla przegrywów i wreszcie wybiła. W 2014 r. wybuchła afera zwana #gamergate, która pod płaszczykiem troski o „etykę w dziennikarstwie growym” stała się serią internetowych ataków na kobiety zajmujące się grami. Tę negatywną energię trolli, hejterów i sfrustrowanych młodzieńców wykorzystały ruchy „altprawicowe” – afera stała się poligonem dla wojny informacyjnej, która w przyszłości miała pomóc w zwycięstwie Donalda Trumpa. Właśnie #gamergate jest jedną z przyczyn, dlaczego w roku 2000 nikt nie zwrócił uwagi na okładkę gry „Medal of Honor Underground”, przedstawiającą kobietę z bazooką, członkinię ruchu oporu w okupowanej przez nazistów Francji, a dziś wszyscy tracą głowę.

Ale problem jest szerszy i wykracza poza środowisko graczy. Media społecznościowe, zwłaszcza Twitter, stały się narzędziem do szerzenia nienawiści – anonimowość, łatwy dostęp do celebrytów, krótka forma nastawiona na przekazywanie prostych emocji, a nie skomplikowanych argumentów – a przede wszystkim żerujące na tych emocjach portale, lubujące się robieniu „contentu” (bo nie można tego nazwać artykułami) na podstawie tego, co ktoś napisał na Twitterze. W fantazjach cyberoptymistów Twitter miał przynieść demokrację, ale jedyne co przyniósł, to klaxokracja – rządy hałasu i chaosu. Nie należy więc traktować tej afery jako czegoś typowego dla środowiska graczy – rozgrywają się w nim te same emocje, co w reszcie społeczeństwa – co najwyżej widać je jaskrawiej.

Zabawa w wojnę

Obok tego wszystkiego rodzi się pytanie, czy wojna powinna być placem zabaw? Gry robią się coraz bardziej realistyczne jeśli chodzi o przedstawianie działania broni, czy odwzorowanie wirtualnych światów, ale wciąż są głównie zabawką. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego typu gier  – jeśli już bawię się w wojnę, wolę fikcyjne, futurystyczne konflikty albo historie alternatywne, rysujące grubą kreską granicę między rzeczywistością, a realem. Medium już dawno dorosło – i oprócz tej nowoczesnej wersji podwórkowej zabawy w czterech pancernych potrafi opowiadać o trudnych sprawach w dojrzały sposób. Słynna polska produkcja „This War of Mine” pokazuje wojnę z perspektywy walczących o przeżycie cywili i daleko jej do tego radosnego chaosu pokazanego w zapowiedzi „Battlefield V”.

---

Michał R. Wiśniewski (ur. 1979) – pisarz, publicysta, eksbloger, popularyzator japońskiej popkultury i fantastyki w Polsce. Autor powieści „Jetlag”, „God Hates Poland” i „Hello World”. Mieszka w Szczecinie.

Więcej o:
Komentarze (71)
"Battlefield V": Komu przeszkadzają kobiety w grach? Tu nie chodzi o "realizm historyczny" [OPINIA]
Zaloguj się
  • teczowyninja666

    Oceniono 31 razy 23

    Pan autor napisał artykuł nie ogarnąwszy najpierw tematu. Graczom w Battlefielda V nie chodzi o obecność kobiet w grze tylko o przerysowanie i zbytnie przekoloryzowanie II wojny światowej. Twórcy gry odeszli od wierności realiów (z której seria słynęła), podnieśli drakońsko cenę gry i zmienili target docelowy flirtując z graczami lubiącymi bawić się w kolorowanie fryzur swoich awatarów. W kilkuminutowym trailerze gry mamy nierozpoznawalne modele czołgów, wzmiankowaną kobietę umalowaną jak w Mad Maxie, dziwnego delikwenta z kataną na plecach i całą gamę kolorowytch fajerwerków niczego nie wnoszących oprócz bałaganu na ekranie. Sprowadzanie społeczności Batl. V do bandy anty feministycznych gecków jest głupie i poniżej krytyki i świadcy o braku zrozumienia problemu.

  • glean

    Oceniono 24 razy 16

    Panie Michał R. Wiśniewski - pisze pan daleko posunięte głupoty i do tego mija się Pan z prawdą. Graczom kompletnie nie przeszkadzają kobiety w grach. I jest ich pełno w grach, nawet typowo męskich strzelankach - nikt nie ma nic przeciwko kobiecym avatarom. Przykład? Strzelanka Titanfall. Można tam sobie wybrać postać męską lub żeńską. Wielu facetów grało żeńskim avatarem który wydawał się być szybszy. W Battlefield V ludzi wkurzyła...tak, właśnie poprawność polityczny. Ludzi to wkurza bo wyczuwają daleko posunięty fałsz. To co w IIWŚ było wyjątkiem tutaj z tego uczyniono motyw wiodący - malowanie twarzy, fryzura a la 'irokez' i babka w dziwnym stroju z dziwną protezą. Kim ona mogła być w czasie IIWŚ i w jakie formacji służyła? Jak na moje oko to chyba jakaś wkurw... markietanka ;) Tak, taką rolę kobiety też pełniły w wojnie - sad but true. Może i ta dziewoja ma jakiś odpowiednik w historii - tego nie wiem. Ale nie można z wyjątku robić reguły. Czy z uwagi na to, że razem z armią Andersa wędrował niedziwiadek to Polacy w hipotetycznej grze osadzonej w realiach IIWŚ powinni pola bitew wypełnić niedźwiedziami?
    Oczywiście producenci gry mogą robić co chcą i jak chcą. To ich wizja. Mogą na przykład wprowadzić jako element uzbrojenia latające spodki. Prawdą jest jednak, że tym co przyciągało do BF to fajnie oddany 'realizm' pola walki (zwracam uwagę - realizm w cudzysłowiu). Mundury, broń, system walki. Niestety, ale na podstawie tego co zobaczyliśmy boję się, że BFV zostanie wykastrowany. I tak jak producenci mają prawo do swojej wizji tak klienci mają prawo się z tą wizją nie zgodzić. Nie jeden produkt został tak zweryfikowany. Teraz czas być może na BFV. Tak swoją drogą - ciekaw jestem np.: czy sprawdzą się pogłoski, ze z gry ma być wycięta swastyka.

  • kruk1210

    Oceniono 20 razy 12

    "Media społecznościowe, zwłaszcza Twitter, stały się narzędziem do szerzenia nienawiści – anonimowość, łatwy dostęp do celebrytów, krótka forma nastawiona na przekazywanie prostych emocji, a nie skomplikowanych argumentów – a przede wszystkim żerujące na tych emocjach portale, lubujące się robieniu „contentu” (bo nie można tego nazwać artykułami) na podstawie tego, co ktoś napisał na Twitterze. W fantazjach cyberoptymistów Twitter miał przynieść demokrację, ale jedyne co przyniósł, to klaxokracja – rządy hałasu i chaosu."

    To chyba o gazeta.pl, portalu z "contentem" i linkami do serwisów plotkarskich.

  • mszczuj_von_kain

    Oceniono 15 razy 11

    "Internetowa kampania nienawiści jest częścią ruchu, który alergiczne reaguje na obecność kobiet w grach i związanych z grami subkulturze – w zasadzie tego samego, który atakuje nowe części Gwiezdnych Wojen z powodu głównej bohaterki, władającej mocą Rey."

    Tyle że czemu w takim razie nikt nie ma problemu z Iden Versio czy Jyn Erso?

    Rey jest atakowana, bo to Mary Sue. To postać, która nie ma słabości, którą wszyscy kochają (nawet wrogowie!), która nie ma wad i jest kompetentna w każdej dziedzinie: jest genialnym pilotem, genialnym mechanikiem, genialnym złomiarzem i wreszcie genialnym jedi - pierwszą w historii Gwiezdnych Wojen osobą, która w ciągu kilku sekund przeszła od osoby, która nawet nie wiedziała, że może manipulować mocą, do w pełni wykształconego jedi, który bez trudu panuje nad umysłami osób dookoła i wygrywa pojedynek na miecze z najpotężniejszym jedi w galaktyce, który zabił setki innych jedi i który trenował od kołyski.

    Ale problemem jest, że to kobieta. Zapewne jakby to był mężczyzna, to wszyscy by się zachwycali.

  • janciwo

    Oceniono 13 razy 9

    Niestety, autor strzela na oślep. W ogromnym skrócie, gracze są wściekli nie na fakt występowania postaci kobiecych w grach, ale na robienie gier pod dyktando osób, które nie grają w gry i którym nie zależy na dobrym rynku gier, jakości i wartości jakie przedstawiają produkcje. Konflikt gracze/SJW ma miejsce, gdyż SJW zależy na tym, aby przez gry manifestować uznawany przez nich porządek świata, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, czy realizmem historycznym (rzeczy pokroju parytety płci i rasy, przejawiające się jako opinie "x is too white"). Gracze stają w opozycji do produkcji, które chcą za wszelką cenę spodobać się krytykom, którzy nie szukają w grach cenionych do tej pory wartości jak immersyjność, doznania wizualne, fabuła czy "replayability", tylko poszukują w nich zawartości medialnej, która ma odpowiadać ich światopoglądowi. Krytyka feministyczna gier jest jak najbardziej w porządku, ale podlizywanie się niej przez twórców jest już obrzydliwe.

  • Łukasz Kawosz

    Oceniono 13 razy 9

    ale przedstawianie drugiej wojny światowej jako świetnej zabawy gdzie walczysz ramię w ramię z panią pirat najlepsze xD ch... że druga wojna światowa to była tragedia gdzie zginęło wiele milionów ludzi, ważne żeby liczba kobiet i murzynów sie zgadzała

    jeśli zamierzają obiecywać autentyczność klimatu a potem robić z tego milienialsową szopkę dla numali i użytkowniczek tumblra to niech wymyślą chociaż fikcyjny konflikt

  • vargur09

    Oceniono 12 razy 4

    naprawdę trzeba taki art wysmażyć, żeby coś popierd*** o kobietach w grach ? taki to istotny i ważny temat ? no kur**** paranoja......

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX