Woś: Niepełnosprawni jak obrońcy krzyża. Dlaczego jednych mamy wyśmiewać, a innym współczuć?

Rafał Woś
Sejmowy protest niepełnosprawnych przypomniał, że mamy w Polsce problem z władzą, która nie umie znieść krytyki i lubi pokazać, kto tu rządzi, oraz żeby było czysto i schludnie. Teraz w Sejmie, a wcześniej pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu albo na drodze numer 7 pod Mławą.
Jesteś w dziale opinii portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo, zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Marszałek Kuchciński kolejny raz nie stanął na wysokości zadania. A mówiąc wprost: skompromitował się całkowicie. Najpierw podważał sens protestu niepełnosprawnych i ich rodziców, sugerując, że dali się wykorzystać przeciwnikom politycznym PiS-u. Nie dziwię się, że jako polityk tak pomyślał (polityka pcha niestety ludzi do postrzegania świata w ramach: „kto nie z nami, ten przeciw nam”). Oburza, że jako marszałek Sejmu zaczął takie rzeczy otwartym tekstem sugerować. Nie pierwszy raz dał wyraz skrajnej stronniczości i całkowitego braku ludzkiej empatii.

Kuchciński ponosi też odpowiedzialność za brutalną interwencję straży marszałkowskiej dotyczącą bezbronnych demonstrantów. Oraz za całą serię mniejszych szykan mających po cichutku wygasić ich protest i wygnać ze „świątyni polskiego parlamentaryzmu”. Która zdaniem marszałka powinna pachnąć płynem do czyszczenia podłóg, co będzie niechybnym znakiem świetnej kondycji rodzimej demokracji. Powiedzmy wprost: na takie akcje Kuchcińskiego nie powinno być w cywilizowanym kraju miejsca. Ale to się stało. Słusznie więc padły słowa o hańbie marszałka i hańbie polityków czy publicystów usprawiedliwiających jego posunięcia.

Największy problem polega jednak na tym, że nie jest to w Polsce jakiś wyjątek. Żaden to upadek obyczajów klasy politycznej. Nic z tych rzeczy. Sposób, w jaki rząd PiS reaguje na kolejne protesty różnych grup społecznych (KOD, dziennikarze sejmowi, lekarze rezydenci, ekolodzy), pokazuje, że nie jest to rząd „dobrej zmiany”. Przynajmniej gdy idzie o model rozwiązywania napięć i sporów wewnątrz żywej wspólnoty politycznej. To rząd kontynuacji złych praktyk III RP w radzeniu sobie z innością.

Policja leje statecznych mieszczan

Mam znajomego. Starego wiarusa walk o prawa słabych i wykluczonych. Bywał wszędzie tam, gdzie kamery telewizji informacyjnych zapuszczały się rzadko. Na protestach pracowniczych w specjalnych strefach ekonomicznych. Na akcjach przeciwko eksmisjom lokatorów komunalnych. Na prowincjonalnych bazarach czyszczonych z rolników o grubych dłoniach i kwiaciarek z brudnymi paznokciami. Czyszczonych po to, by na ich miejscu postawić galerię handlową.

Ten znajomy mówi, że gdy słucha o brutalności policji i bezduszności władzy w państwie PiS, nie może się powstrzymać od gorzkiej refleksji. Oczywiście, że policja jest w Polsce brutalna. Oczywiście, że się nie cacka z demonstrującymi. Oczywiście, że wykręca ręce, spisuje, wlepia kary, a czasem zamyka. Albo odsuwa się i patrzy, jak strajkujących leją prywatni ochroniarze nasłani przez korporacje czy inni faszyści. Tak jest dziś. I dokładnie tak samo było w roku 1998, 2008 i 2012. Różnica polega na tym, że dotąd ta siła i niechęć do dialogowania była odczuwana głównie przez „innych” – anarchistów, lewaków, obrońców lokatorów i inne niszowe grupy. W związku z tym dzisiejsi zszokowani stateczni mieszczanie doświadczają jej po raz pierwszy. Z tego wynika właśnie ich szok.

To oczywiste, że nie chodzi tu o usprawiedliwianie obecnej władzy. Idzie raczej o to, że aby nauka miała sens, należy zrozumieć, że problemem nie jest PiS. Problem tkwi dużo głębiej.

Mazowiecki wysyła transportery opancerzone

Pamiętają państwo rok 2002? I obrazki z wynoszenia z trybuny sejmowej posła Gabriela Janowskiego. Janowski protestował przeciwko prywatyzacji dystrybutora energii elektrycznej Stoenu. Oczywiście nic nie wskórał. Ale polityczna porażka to jedno, a styl, w jakim druga strona odmawia dialogu, to już zupełnie coś innego. W tamtym wypadku dialog polegał na tym, że Janowski został przez marszałka Marka Borowskiego wykluczony z obrad. O 4.30 w nocy 60 strażników wyniosło go z sali plenarnej.

Pamiętam, że nie tyle uderzyła mnie wtedy łatwość, z jaką sięgnięto po środki siłowe wobec – było nie było – polskiego parlamentarzysty, ile zaszokował brak reakcji. Główny nurt opinii publicznej uznał decyzję marszałka Marka Borowskiego za normalność. Dominowały heheszki z Janowskiego i deklarowane wprost przekonanie o jego niepoczytalności. Pamiętam argumenty o tym, że w Sejmie ma być schludnie, bo co sobie o nas w Europie pomyślą. A poza tym nie ma innej drogi niż prywatyzacja gospodarki. Z tego, co wiem, nikt nigdy Janowskiego za tamten akt przemocy nawet nie przeprosił.

Albo cofnijmy się o kolejną dekadę. Jest wiosna 1990 roku. „Solidarności” ciągle trzyma parasol ochronny nad antyspołecznymi reformami „naszego” wicepremiera Leszka Balcerowicza. Poważny opór i strajki miały się w tych branżach zacząć dopiero w 1992 roku. Zdecydowanie zbyt późno, by – za pomocą demokratycznej presji – wpłynąć na bieg wypadków i zmusić rząd do politycznej korekty. W roku 1990 jedyną siłą społeczną, która próbowała kontestować plan Balcerowicza, była polska wieś. A konkretnie Solidarność Rolników Indywidualnych, która zorganizowała protest producentów mleka w Mławie. Rolnicy nie protestowali z nudów. Ich problemy były realne. Zwrócili się z nimi do rządu. Nareszcie „swojego” rządu, który miał być inny niż skompromitowani komuniści. Reakcja rządu Tadeusza Mazowieckiego była taka, że do dziś Mława jest symbolicznym początkiem końca Solidarności jako ruchu masowego łączącego ze sobą różne klasy społeczne. Stało się tak w chwili, gdy przeciwko blokującym drogę „solidarnościowym” rolnikom rząd „ich” premiera wysłał transportery opancerzone. Podobnie było, gdy przy użyciu siły rozbita została związkowa okupacja gmachu Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie. Jedynym, który przeciwko temu protestował, był minister rolnictwa Czesław Janicki, o czym nikt już dziś pewnie nie pamięta.

Innym spektakularnym przykładem „dialogu” było oczywiście Krakowskie Przedmieście po katastrofie smoleńskiej. Ten niezrozumiały do dziś upór rządzącej wtedy Platformy, by centrum warszawy koniecznie wyczyścić. A także paternalistyczne słowa Bronisława Komorowskiego, że „żałoba minęła i trzeba te sprawy porządkować” będące wstępem do festiwalu oskarżeń obrońców krzyża o to, że grają swoją polityczną grę. Czym tamte słowa miałyby się w gruncie rzeczy różnić od dzisiejszych oskarżeń płynących z obozu rządowego w kierunku protestujących w Sejmie? Szczerze? Nie widzę żadnej różnicy. Nie mam pojęcia, dlaczego jednych mamy wyśmiewać, a innym współczuć. Domagam się współczucia każdym słabszym. Inaczej nic z dzisiejszych nauk nie wyniknie. Absolutnie nic.

Demokracja to nie pałka

Jaka jest ta nauka? Pewnie taka, że wszystkie te wydarzenia z różnych momentów i miejsc na mapie politycznej III RP łączy jakaś głęboka nieumiejętność radzenia sobie z sytuacją konfliktu. Gdy do niej dochodzi, w polskich politykach i sporej części opinii publicznej szybko uruchamia się prymitywne maczystowsko-paternalistyczne myślenie pod hasłem: „trzeba pokazać kto tu rządzi”. Zawsze wtedy (w partii, w redakcji, w zarządzie) pojawia się jakiś geniusz, który będzie wieszczył, iż „negocjacje są oznaką słabości”. Trzeba powiedzieć: „basta”. Dać swoim dowód, że się nie jest mięczakiem. Nie możemy się cofnąć ani o krok!

A może właśnie trzeba?! Może właśnie na tym polega demokracja, na którą dziś wszystkie strony sporu tak chętnie się powołują. I może zamiast wyliczać, jak to bardzo demokrację podeptali nasi zagorzali wrogowie (bądźmy pewni, że oni mówią o „nas” dokładnie tak samo), zastanówmy się przez chwilę. Pomyślmy, jak sprawić, jakie stworzyć mechanizmy, jaką budować kulturę, żeby wreszcie powiedzieć panom Kuchcińskiemu, Borowskiemu czy Komorowskiemu: „dość”.

Demokracja tak nie działa. Demokracja to nie pałka na przeciwnika. Demokracja to sposób na radzenie sobie z odmiennością, której nie rozumiemy, która nas mierzi albo martwi. Codziennie.

Zachęcamy do rozmowy! Nasi autorzy odpowiadają na wybrane komentarze. Czekamy na Twój głos.

Komentarze (110)
Woś: Niepełnosprawni jak obrońcy krzyża. Dlaczego jednych mamy wyśmiewać, a innym współczuć?
Zaloguj się
  • pelleas

    0

    Książki i publicystykę Rafała Wosia na tematy ekonomiczne uważam za inspirujące i godne uwagi. Także gdy się z nim niezupełnie zgadzam, albo i zupełnie nie zgadzam ;-)
    Jednak gdy wkracza on na grząski grunt polityki czy psychologii społecznej lekturze towarzyszy uczucie pewnego zażenowania. Tak, to prawda, niechęć do podejmowania dialogu jest w Polsce powszechna i zastępowany on jest pokrzykiwaniem na siebie z pozycji tożsamościowych, światopoglądowych, itp. W przypadku konfliktów zarówno racji, jak i interesów zwykle są one "teatralizowane" i od początku przesycone dążeniem do konfrontacji i jednoznacznych rozstrzygnięć. Poszukiwanie rozwiązań kompromisowych uznawane jest za przejaw słabości. To wszytsko prawda. Jednak ten stan rzeczy ma wiele przyczyn, wymaga wnikliwych analiz i nie da się go sprowadzić do tak banalnych konstatacji, jakie mozemy znaleźć w tym tekście.
    Mawia się, że symetria jest sztuką głupców. Trawestując to powiedzenie, można by rzec, że symetryzm jest polityką ślepców, lub - bardziej poprawnie politycznie - ludzi mających poważne problemy z percepcją.
    Postrzeganie protestów osób niespełnosprawnych i "obrońców krzyża" w tym samym wymiarze?

    Mam tysiąc i jeden pretensji do obozu - umownie powiedzmy - liberalnego za jego wiele wątpliwych dokonań i jeszcze więcej zaniechań. Ale elementarne poczucie proporcji sprawia, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy zrównywanie, a choćby nawet tylko zestawianie jego poczynań z poczynaniami obozu określającego się jako "konserwatywno-narodowy", który dąży do anihilacji wszystkiego, co uznaje za zagrożenie dla swoich rządów.
    Jakieś złudzenia można było mieć tuż po wyborach w 2015. Ale teraz? W obliczu ofensywy coraz bardziej brunatniejącego zamordyzm bajdurzenie, że "wszyscy ci politycy są tacy sami" może być tylko szukaniem alibi dla unikania ryzyka. A nawet gorzej, bo wspomaganiem prymitywnej "taktyki salami", jaką te autorytarne typy stosują by dzielić społeczeństwo i minimalizować opór.

  • deliah.darkthorn

    Oceniono 1 raz -1

    Czytam felietony redaktora Wosia często. Czytam jego książki i cenię sobie jego spojrzenie na ekonomię i gospodarkę oraz obalanie mitów o nieomylności neoliberalizmu. Ale naprawdę mam już dość głosów, że nic takiego abnormalnego się nie stało przy okazji protestu niepełnosprawnych. Nie powoduje to u mnie zamierzonej przez autora refleksji nad jakością demokracji w Polsce. Jedynie zniechęcenie tym, że nawet nie mogę się na coś święcie oburzyć bez szukania drugiej strony medalu. A w konsekwencji, zniechęcenie do działania, dystans i eskapizm.

  • banwit

    Oceniono 1 raz -1

    Kupa idiotyzmów, z przewagą kupy.

  • farsizm

    Oceniono 4 razy 4

    W pewnym sensie można się z tym panem zgodzić. Obrońcy krzyża demonstrowali poważną niepełnosprawność duchową. Bez krzyża na ulicy nie mogli uzyskać równowago psycho-emocjonalnej. Komorowski powinien im zaproponować wówczas 500zł jeżeli odejdą. Jestem ciekaw rezultatu.

  • sextusempricus_pl

    Oceniono 4 razy 2

    Pan Woś, jak przystało na socjalistę, nie odróżnia problemów wyimaginowanych od realnych. Takie samo ma podejście do rozwiązań. Dosyć zdumiewające, że jest on traktowany prze Gazetę czy Politykę jako opiniotwórczy i rozsądny publicysta.

  • yuo7leo9

    Oceniono 4 razy 4

    Wyjątkowo się nie zgadzam z autorem. Chodzi nie tylko o częstotliwość - PIS pacyfikuje słowną nagonką oraz siłowo częściej, niż to robiły poprzednie rządy, włączając w to PRL (choć wtedy gdy dochodziło do pacyfikacji, to były one krwawe). Krzyż pod Pałacem Prezydenckim funkcjonował wiele miesięcy, zanim zdecydowano się go przenieść do kościoła - i nikt nie został spacyfikowany.

  • rafalwos_autor

    Oceniono 4 razy -2

    W komentarzach pod tekstem jak zwykle pełen pokaz braku tolerancji i otwartości na innego. Czasem mam wrażenie, że te komentarze sa produkowane przez jakieś boty testujące program o nazwie ksenofobia 1.

  • jarsons70

    Oceniono 4 razy 2

    Wygląda na to, że mamy dokładnie taką "demokrację", do jakiej dorosło społeczeństwo (byłoby dziwne, gdyby było inaczej) i głosy w dyskusji tylko to potwierdzają. Różnice po obu stronach barykady PiS vs. PO i (...) oczywiście są, ale mentalność jest ta sama. I to jest tragiczne!
    Demokracja to dialog, a autorytaryzm/dyktatura to walenie pałą. Dialog nawet z ludźmi o dziwnych poglądach, wypracowywanie kompromisów, tam gdzie to tylko jest możliwe. Dopóki tego nie będzie, nie będzie u nas demokracji, a podziały w społeczeństwie będą rosły.

  • otopolskiepieklo

    Oceniono 4 razy 2

    do gazety - po tym jak nie potraficie opanować (czesto) błędów informatycznych, oraz tradycyjnie błędów ortograficzno-gramatycznych waszych 'redaktorów' zaczynacie produkowąć systematycznie głupkowate teksty (takie jak ten) ludzi 'bliskich PIS'

    nie wiem co to ma na celu, ale sensu większego nie ma (niedawno był równie głupi tekst o prześladowaniu katolików w Polsce), bo takich tekstów w prawackich mediach jest multum

    czy chcecie koniecznie nas przekonać, ze PIS/prawactwo to samo dobro...?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX