Radomski: Politycy biadolą nad swoimi pensjami. A zarabiają więcej od 95 proc. wyborców

Polacy oczekują od polityków powściągliwości, a nie biadolenia nad własną sytuacją finansową. I tak zdecydowanie lepszą od przeciętnej. Każdy poważnie myślący o zdobyciu poparcia polityk musi pamiętać, że w dzisiejszych czasach władza przestaje być przywilejem. Także finansowym.

Jednym z dogmatów liberalnej opozycji – tej, która zwykła strofować wyborców opowieściami o odpowiedzialności za państwo – jest teza, że rządzący nie zarabiają zbyt dużo i powinni zarabiać znacznie więcej. Nikt nie uzasadnia tego postulatu chęcią zysku, ale tłumaczy troską o wspólne dobro. Argumenty najczęściej padają dwa. Według pierwszego dzięki wysokim wynagrodzeniom zwiększymy kompetencje polityków. Argument drugi jest jeszcze gorszy: politycy i urzędnicy muszą zarabiać dobrze, ponieważ inaczej będą narażeni na korupcję.

Nic dziwnego, że realizowany przez Prawo i Sprawiedliwość pomysł obniżenia pensji wywołuje popłoch. Studia telewizyjne pełne są polityczek i polityków przekonujących, jak fatalny jest to pomysł. Joanna Scheuring-Wielgus postulat Prawa i Sprawiedliwości najpierw nazwała „dnem populizmu”, by z kapelusza wyciągnąć kwotę, którą według niej powinni otrzymywać parlamentarzyści („może trzy średnie krajowe?”). Na wyżyny korporacyjnej logiki jak zwykle wspiął się Ryszard Petru, stwierdziwszy, że „nie słyszał o tym, żeby po obniżce płac ktoś bardziej skutecznie pracował”. Wadim Tyszkiewicz przekonywał natomiast, że projekt ustawy jest „zemstą na Polakach”.

To nie zarobki zachęcają do polityki!

W tym samym szeregu maszeruje większość liberalnych publicystów. „Zbyt niskie zarobki ministrów, urzędników i samorządowców mogą sprawić, że do polityki iść będą głównie nieudacznicy, dla których będzie to awans społeczny i finansowy” – ostrzegała Dominika Wielowieyska w „Gazecie Wyborczej”, tak jakby wciąż tkwiła w jednej z poprzednich epok, gdy hierarchia społeczna była trwała i niepodważalna. Andrzej Morozowski zaprosił do swojego programu byłego szefa CBA, żeby ten opowiedział widzom o tym, jak korupcjogenne mogą być niskie wynagrodzenia.

Zewsząd słyszymy, że oszczędzając na pensjach władzy, doprowadzimy kraj do upadku, ponieważ oddamy go w ręce bandy głupców i złodziei. Daliśmy się przestraszyć do tego stopnia, że nie dostrzegamy, iż taka argumentacja ma charakter klasowy. O relacji pieniędzy i władzy rozmawiamy językiem elit, co nie tylko jest krzywdzące, ale też pozwala populistom dotrzeć do wyborców ze swoim przekazem.

Wyższe pensje wcale nie przyciągnęłyby do polityki lepiej wykwalifikowanych osób, ponieważ zarobki nie są głównym bodźcem zachęcającym do politycznej działalności. Gdyby było inaczej, musielibyśmy podnieść wynagrodzenia posłów, ministrów i senatorów do niebotycznego (z punktu widzenia sfery publicznej) poziomu, jaki narzucają prywatne przedsiębiorstwa. Nie bez powodu tak nie dzieje się w żadnym demokratycznym państwie. Angela Merkel czy Donald Trump zarabiają zdecydowanie mniej niż menedżerowie średniego szczebla w większości niemieckich i amerykańskich firm.

Wyjątkowo cenny wpis w CV

Pieniądze nie są najważniejsze, gdyż polityka rządzi się swoimi prawami. Nie mam na myśli wyświechtanego frazesu o służbie społeczeństwu – dobrze wiemy, że to w najlepszym razie półprawda. Motywacje znacznie częściej bywają egoistyczne. Bycie parlamentarzystą, ministrem czy urzędnikiem jest wyjątkowo cennym wpisem w CV. Wejście do polityki jest inwestycją, która zazwyczaj zwraca się ze sporą nadwyżką, rekompensującą chudsze lata w trakcie pełnienia funkcji. Właśnie dlatego wśród parlamentarzystów tak wielu jest ekonomistów, prawników czy menedżerów, choć w prywatnym sektorze mogliby zarabiać więcej.

Innych – tych, którzy sukces już osiągnęli – polityka przyciąga, ponieważ daje poczucie władzy. Wśród pierwszoplanowych postaci naszej sceny politycznej znajdziemy byłego prezesa największego prywatnego banku, byłego przewodniczącego rady nadzorczej jednej z najbardziej znanych polskich firm oraz byłą prezeskę Narodowego Banku Polskiego. Jestem przekonany, że wszyscy byliby dokładnie w tym samym miejscu, nawet jeżeli nie dostawaliby złamanego grosza. Co więcej, o powrocie do polityki marzą dwaj byli parlamentarzyści, który dziś robią spektakularne kariery jako adwokaci!

Wbrew obiegowej opinii brak merytorycznego zaplecza nigdy nie był bolączką naszej polityki. Wiążą się z nią zazwyczaj ludzie doskonale wykształceni, z życiorysami wypełnionym zawodowymi sukcesami. Zdecydowanie trudniej wśród polskich polityków znaleźć robotnika niż kolejnego menedżera czy naukowca, co w europejskich demokracjach raczej jest szkodliwym wyjątkiem niż chlubną regułą.

Pomysł, żeby podnieść pensje polityków i tym sposobem przyciągnąć jeszcze więcej profesjonalistów, jest zatem podwójnie chybiony. Po pierwsze – nic takiego się nie stanie. Po drugie – nawet jeśli by się udało, jeszcze bardziej wzmocnimy patologiczną homogeniczność naszych elit.

Granice chciwości nie istnieją

Jeszcze bardziej zaskakujący i niebezpieczny jest argument drugi, według którego im wyższe pensje rządzących, tym mniejsza ich podatność na korupcję. Należy napisać wprost: stan majątkowy nie ma absolutnie nic wspólnego z uczciwością. Sugerowanie jakiegokolwiek związku pomiędzy tymi zmiennymi jest nieprawdziwe. Sięgający po takie argumenty politycy mówią nieprawdę i niepotrzebnie igrają ze społecznymi nastrojami.

Z pewnością istnieje wiele ekonomicznych czynników wzmacniających korupcję, takich jak bieda (rządzonych, a nie rządzących) czy rozwarstwienie społeczne, ale niskie pensje władzy nie są jednym z nich. Najbardziej skorumpowane są właśnie te państwa, w których władza jest najbardziej zachłanna. Według rankingu przygotowywanego przez Transparency International europejskim liderem jest Federacja Rosyjska, gdzie od ponad dwóch dekad przerośnięty dwór gromadzi baśniowy majątek. Spośród krajów zachodnich pierwsze miejsce zajmują Włochy wyróżniające się… zdecydowanie najwyższymi pensjami polityków w Unii Europejskiej.

Władza zawsze narażona jest na ogromne pokusy. To powoduje, że wszystkie argumenty o podwyższeniu pensji, aby zapobiec korupcji, tak naprawdę są jałowe. Trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek zrezygnuje z kilkumilionowej łapówki, ponieważ będzie zarabiał nie 10, ale 20 tys. zł. Oczywiście, możemy podnieść pensje kilkukrotnie. Ale w ten sposób tylko zwiększylibyśmy społeczne napięcie, a i tak nic by to nie dało. Kwity z Panamy niedawno pokazały nam, że granice chciwości nie istnieją.

Oszustwa czy drobne nadużycia?

Amerykański psycholog Dan Ariely zajmuje się badaniem tego, w jaki sposób zachowania ludzi wpływają na ekonomię. W jednym ze swoich najsłynniejszych eksperymentów poprosił uczestników o rozwiązanie 20 zadań matematycznych. Po upływie pięciu minut badani mieli oświadczyć, ile udało im się rozwiązać – za każde zadanie, którego rozwiązanie zadeklarowali, otrzymali jednego dolara. Kartka z odpowiedziami była na ich oczach niszczona, więc mogli powiedzieć nieprawdę i w ten sposób zarobić więcej pieniędzy.

Tak naprawdę niszczone były tylko pierwsze strony, a arkusz odpowiedzi pozostawał nietknięty. Twórcy eksperymentu dzięki temu mogli zweryfikować, jak prawdomówni są badani. Wyniki były interesujące, zwłaszcza w perspektywie ekonomicznej. Okazało się, że na wielką skalę oszukuje znikoma liczba ludzi (0,05 proc.), natomiast przytłaczająca większość z nas (70 proc.) ma skłonność do drobnych nadużyć. W przypadku eksperymentu pierwsza z tych grup przyniosła 400 dolarów starty, natomiast druga – 50 tysięcy. Jednym słowem, znacznie bardziej powinny nas martwić drobne krętactwa niż wielkie afery korupcyjne.

Jednak badania Ariely’ego przede wszystkim pokazują, że nie istnieje korelacja pomiędzy stanem finansowym badanych a ich uczciwością. Biedni i bogaci oszukują tak samo często. Jest to zgodne ze stanem wiedzy dzisiejszej psychologii: nasze zachowania, w tym uczciwość, determinują głównie czynniki zewnętrzne. Ariely zauważa natomiast związek pomiędzy kreatywnością a uczciwością – im badani byli bardziej kreatywni, tym skuteczniej potrafili zracjonalizować własną nieuczciwość. To kolejna przestroga przed pogonią za jak największymi kompetencjami tych, którzy mają nami rządzić.

Na zachodzie posłowie zarabiają dużo mniej

Tworzony z doskoku system państwowych płac pełen jest niesprawiedliwości i nonsensów. Z pewnością niektóre pensje są zbyt niskie, ale znacznie ważniejszym problemem jest brak systematyzacji oraz przejrzystości. Obecnie zdarza się, że szef zarabia mniej niż podwładny, a wysokość wynagrodzenia ukrywa się przed społeczeństwem za pomocą skomplikowanego systemu ulg, dodatków oraz premii.

Nie jest jednak tak, że politycy z zasady zarabiają za mało. W większości europejskich państw średnie wynagrodzenie parlamentarzystów waha się pomiędzy średnią krajową a jej dwukrotnością. Polscy parlamentarzyści zarabiają, łącznie z dietami, trzykrotność aktualnej średniej, a do tego posiadają wiele przywilejów, takich jak wyższa kwota wolna od podatku czy darmowy transport. W przypadku pensji głów państw także lokujemy się w górnej połowie rankingu.

Absurdalnym pomysłem jest podnoszenie pensji wierchuszce polityków i urzędników, gdy dziesiątki tysięcy urzędników niższego szczebla – w tak ważnych sektorach jak kultura czy praca socjalna – zarabiają w granicach minimalnej pensji.

Biadolenie nad własną sytuacją finansową

Propozycja Jarosława Kaczyńskiego jest tylko desperacką odpowiedzią na problemy rządzącej partii. Taka impulsywna reakcja bardziej szkodzi, niż pomaga, naprawa systemu powinna mieć charakter kompleksowy. Po raz kolejny lider prawicy udowadnia jednak, że rozumie emocje lepiej niż jego przeciwnicy. Polacy oczekują od polityków powściągliwości, a nie biadolenia nad własną sytuacją finansową. I tak zdecydowanie lepszą od przeciętnej – według danych Głównego Urzędu Statystycznego parlamentarzyści zarabiają więcej od 95 procent swoich wyborców!

Posługiwanie się neoliberalnym językiem doprowadziło do sytuacji, w której znaczna część elit domaga się, żeby rządziła świetnie opłacana i kompetentna kasta, nawet jeśli wzmagałoby to frustrację ich współobywateli. Problem polega na tym, że właśnie taki był mechanizm działania minionych systemów politycznych, takich jak feudalizm czy monarchia. Liczyły się zyski rządzących, a nie emocje rządzonych. W demokracji powinniśmy wziąć pod uwagę interesy wszystkich stron.

Polacy przymykają oko na wiele rzeczy, ale nigdy nie wybaczali władzy pazerności, która – niezależnie od tego, czy jej przejawem była hulająca korupcja czy drogie obiady – potrafiła detronizować liderów i obalać rządy. Każdy poważnie myślący o zdobyciu poparcia polityk musi pamiętać, że w dzisiejszych czasach władza przestaje być przywilejem. Także finansowym. Wrażliwość na to powinna być jedynym klasowym aspektem dyskusji o pieniądzach w polityce.

---

Jan Radomski – publicysta i bloger, od 2010 roku związany z redakcją „Liberté!”, członek zarządu stowarzyszenia Projekt: Polska. Kontakt z autorem: @jwmrad.

Czytaj też inne opinie na temat zarobków posłów:

Więcej o:
Komentarze (32)
Zarobki polityków. Zarabiają więcej od 95 proc. wyborców
Zaloguj się
  • Paweł K.

    Oceniono 23 razy 15

    Tylko że ten ch...ek nie obniżył pensji ministrom tylko zwykłym posłom i samorzadowcom.... ministerialne ku... dalej się będą pasły....

  • krotkizzoliborza

    Oceniono 13 razy 11

    Od dupy strony wydoją budżet i jeszcze lepiej wyjdą na swoje nygusy cholerne.

  • labeo

    Oceniono 12 razy 6

    Nie byłoby problemem gdyby posłowie pracowali. Prawda jest taka, że 80% nic nie robi tylko liczy kasę. Więc niech zarabiają ci co pracują, a najlepiej ograniczyć liczbę posłów tak 3-4 krotnie.

  • mdzj

    Oceniono 9 razy 5

    To nie pensje posłów są problemem a to co dostajemy w zamian, jako efekty ich "pracy".

    A dostajemy:
    - Zbiorowisko ludzi, w większości nieposiadających wystarczającego przygotowania merytorycznego i doświadczenia (np. w samorządach. NGO, itp.). A także niesamodzielnych, uzależnionych od dyscypliny partyjnej i wyników sondażowych
    - Biegunkę legislacyjną, skutkującą nieprzemyślanymi, sprzecznymi często zmienianymi ustawami. Z licznymi podejrzeniami o tworzenie prawa na zamówienie (polityczne lub biznesowe).
    - Doprowadzone do skrajności, lekceważenie całych mniejszościowych grup wyborców. Przypomnijmy, że poseł (teoretycznie) reprezentuje swój okręg wyborczy. CAŁY, a nie tylko tych, którzy na niego głosowali.
    - Praktycznie doskonały brak odpowiedzialności za działania, zaniechania i wypowiedziane słowa. Nawet, jeśli wypowiedzi kłócą się z elementarną wiedzą, logiką i zdrowym rozsądkiem. O obrażaniu adwersarzy nie wspominając.
    - Brak JAKIEJKOLWIEK wizji, sięgającej poza horyzont najbliższych wyborów. Niektórym nie wystarcza wyobraźni nawet do prowadzenia bieżących gierek taktycznych.

    Zwięźle podsumowując - zachowują się niczym przeciętny robotnik z PGRu, traktujący swoją firmę jak magazyn nieuwiązanych rzeczy do wyniesienia a zarazem pozbawiony wszelkiej kontroli.

    A to właśnie są kluczowe pojęcia: ODPOWIEDZIALNOŚĆ i KONTROLA kontrola.
    M.in. o tym mówił Robert Biedroń podczas spotkania w ASP na festiwalu Woodstock 2017.

    - Ilu z nas zna nazwiska posłów i senatora ze swojego okręgu? A radnych? Kto wie gdzie mieszczą się biura poselskie? Kto pofatygował się, żeby sprawdzić, czy poseł w nich faktycznie urzęduje (bo pieniądze bierze na pewno)?

    Pilnować godzin urzędowania w biurze poselskim. Dręczyć posłów pytaniami, o to co robią w sprawach dotyczących ich okręgu. Rozliczać z ich rzeczywistego wkładu w pracę Parlamentu.

    I nagłaśniać w lokalnym środowisku, gdy będą się wymigiwać od odpowiedzi lub pleść bzdury.

    Posada posła nie może być wygodną, wysokopłatną przechowalnią dla leni i półgłówków.
    Dlatego, przede wszystkim trzeba im odebrać poczucie bezkarności na poziomie lokalnym.

    A wtedy DOBRZE pracujący poseł może zarabiać choćby 10x średnia krajowa.
    Per saldo i tak się opłaci.

  • gepard14

    Oceniono 6 razy 2

    Bredzisz Pan Panie Autor! Bredzisz i ludziom w głowach mieszasz! Pełnienie funkcji politycznych, za darmo prowadzi do skupienia ich w rekach najbogatszej elity, którą na to stać - to zauważono już w starożytności! Podaje Pan piękne przykłady: Pan Premier, prezydent Warszawy - oni NAJPIERW dorobili się majątków i dziś stać ich na działalność polityczną! Państwo drogi Panie Autor, jest jak firma: może zatrudniać kadry takie jak płaci - a "ciemny lud" oczekuje dwóch wykluczających się wzajemnie rzeczy: państwa jednocześnie taniego i silnego i zamiast ludziom mącić w głowach trzeba tłumaczyć: tanie państwo to słabe państwo! Ja chcę idąc do urny mieć możliwość wyboru kadry o wysokich kwalifikacjach, a gdy oferowana pensja będzie zbyt niska takiej możliwości nie będzie! I kolejna sprawa korupcja - tak, poza nielicznymi wyjątkami "każdego można kupić" , kwestią jest jednak cena, tak cena, bo ja człowiekowi zaoferują kwotę której przez rok nie zarobi to się (na ogół) skusi, tylko dającego też musi być stać.... - dlaczego prezesi banków mają zarobki zaczynające się od 50 000 zł/mieś? No Panie Autor dlaczego? Ano dlatego, że na łapówkę rzędu 500 000 zł stać mało kogo...

  • Oceniono 6 razy 2

    Poseł powinien zarabiać 70% średniej pensji brutto. Jeśli chce mieć więcej musi mieć drugą prace. Ja chętnie dam się wybrać na takich warunkach na posła. ;) Polityka to przywilej. Do polityki idzie sie po to, aby służyć obywatelom, a nie zarabiac kasę - niestety, tak nie jest w większosci krajów, ale nie znaczy,że nie nalezy zmierzać do tego ideału wywodzącego się z greckiej demokracjki. Politytk może byc bogaty, ale musi na swój majątek uczciwie zarobic inna pracą.

  • kzet69

    Oceniono 14 razy 2

    Co to za komuch napisał? Proponuję p. Radomski by wybrać 920 posłów na pół etatu za najniższą krajową, na drugiej połówce sobie dorobią w Lidlu. Autor tych wypocin jest gorszym socjopatą od Kaczyńskiego i wspaniale wpisuje się w panujący populizm , jako pożyteczny idiota PiS!

  • antonikarcz

    Oceniono 10 razy 2

    Poseł powinien dostawać tylko zwrot kosztów dojazdu na posiedzenia i ewentualnie za czas poświęcony na posiedzeniach i w komisjach, pensje i to duże powinni mieć prawnicy z biura legislacji, może wtedy prawo było by prawem, a ustawy przestałyby być bublami setki razy zmienianymi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX