Rogojsz: Nie stać nas na bieda-politykę. Najważniejsze osoby w państwie muszą godnie zarabiać

Stało się. Obniżając uposażenia parlamentarzystów i samorządowców, rządzący otworzyli puszkę Pandory. Ten niebezpieczny precedens może w przyszłości słono kosztować nie tylko samych polityków, ale przede wszystkim państwo polskie.

Co sądzisz o zarobkach posłów? Są za wysokie czy w sam raz? Przyślij swoją opinię na adres listydoredakcji@gazeta.pl

W całej tej historii próżno szukać jakiejkolwiek logiki. Wskutek interpelacji posłów opozycji rząd został przyłapany na trwającym od początku kadencji procederze przyznawania sowitych premii swoim politykom. To natomiast – co było łatwe do przewidzenia – wywołało wściekłość tzw. suwerena.

W teorii Prawo i Sprawiedliwość mogłoby jeszcze liczyć na to, że opozycja koncertowo pokpi sprawę i wyciągnie rządzących z kłopotów. Tyle że tym razem nie popełniła żadnego błędu i z zimną krwią „grillowała” temat, patrząc jak oburzenie społeczeństwa rośnie z dnia na dzień. Jakby tego było mało, część polityków – na czele z pokrzykującą z sejmowej mównicy panią premier – zapewniała publicznie, że nagrody przyznano uczciwie i beneficjentom zwyczajnie się należały.

Nie pomogły przeprosiny polityków PiS-u czy nawet obietnice premiera Mateusza Morawieckiego o redukcji liczby wiceministrów. Potrzeba było drastycznych kroków. A te, jak wiadomo, w obozie władzy podejmuje tylko jedna osoba. Także tym razem Jarosław Kaczyński wziął odpowiedzialność na siebie i postanowił „uciec do przodu”. Zwołał konferencję prasową i obwieścił Polakom, że już niedługo parlamentarzyści i samorządowcy będą zarabiać mniej, a obdarowani nagrodami politycy mają do połowy maja przekazać je na Caritas.

Krótko mówiąc: będzie w tej chwili dużo, dużo skromniej. Dużo skromniej niż było dotychczas

– zapowiedział prezes PiS-u. I dodał: Jeśli ktoś nie poprze rozwiązań dotyczących obniżenia pensji polityków, to straci szanse na miejsce na liście wyborczej, straci szansę na dalszy udział w polityce. Będziemy egzekwować z całą stanowczością dyscyplinę w tych sprawach.

Minister zawinił, posła powiesili

Tak, dobrze przeczytaliście. Za system podwójnych pensji, który zorganizował sobie rząd, karę poniosą – ba! już ponieśli, bo ustawa została przyjęta przez Sejm, a trudno spodziewać się, żeby senatorowie stanęli w tej sprawie okoniem – parlamentarzyści i samorządowcy. O obniżce pensji ministrów i wiceministrów nikt w PiS-ie nawet się nie zająknął.

Ten niebezpieczny, populistyczny ruch prezesa nie jest tylko decyzją, która skomplikuje życie wielu politykom na Wiejskiej. To przede wszystkim otwarcie puszki Pandory – pokazanie Polakom, że dla doraźnych politycznych celów obóz władzy nie zawaha się przed niczym. Politycy PiS-u bronili decyzji swojego szefa – bo i co innego mieli zrobić? – mówiąc, że wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, natomiast obcięcie uposażeń parlamentarzystów i samorządowców to nic wielkiego – przecież jak na polskie warunki i tak będą zarabiać całkiem sporo.

Jeśli już jesteśmy przy opinii społeczeństwa, na której w tej sprawie tak politykom „dobrej zmiany” zależało, warto zapoznać się z sondażem, przeprowadzonym na zlecenie Gazeta.pl. Zapytaliśmy Polaków, ile ich zdaniem powinien zarabiać poseł na Sejm RP. Połowa badanych stwierdziła, że nie więcej niż 5 tys. zł brutto. „Na rękę” daje to około 3,5 tys. zł, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi średnia krajowa i mniej więcej tyle, ile zarabiają kasjerzy w Biedronce czy Lidlu.

Ile powinni zarabiać posłowie? Sondaż Gazeta.plIle powinni zarabiać posłowie? Sondaż Gazeta.pl Marta Kondrusik / Gazeta.pl

Żebyśmy mieli jasność, druga połowa respondentów wcale nie życzy posłom o wiele lepiej. Aż 30 proc. Polaków chciałoby, żeby panowie i panie z Wiejskiej inkasowali co miesiąc między 5 a 7,5 tys. zł brutto (czyli od 3,5 do 5,3 zł netto). Kolejne 14 proc. badanych wskazało, że odpowiednie uposażenie dla posła na Sejm RP to między 7,5 a 10 tys. zł brutto (od 5,3 do 7 tys. zł „na rękę”). Oznacza to, że aż 93 proc. z nas chciałoby, żeby nasi reprezentanci zarabiali jeszcze mniej, niż będą dostawać po zaserwowanych im przez prezesa PiS-u cięciach (ok. 8 tys. zł netto z pensji i diety poselskiej). Pozostała część respondentów wskazuje przedziały, odpowiadające „starym” (3 proc.) i „nowym” (4 proc.) zarobkom.

Przeszłość wraca

Dlaczego o tym piszę? Ktoś mógłby przecież powiedzieć, że w polskich realiach 8 tys. zł „na rękę” co miesiąc to świetne pieniądze. Zdecydowanie tak, to bardzo dobra pensja. Nawet w najdroższych do życia miastach jak Sopot, Warszawa czy Kraków gwarantująca dostatnie życie bez specjalnych zmartwień. Jestem rownież całkowicie świadomy, że dwie trzecie Polaków żyje co miesiąc za pieniądze mniejsze niż średnia krajowa, zaś posłowie nawet po obniżkach utrzymają się wśród 5 proc. najlepiej zarabiających mieszkańców naszego kraju.

Doskonale wiem też, że nasza klasa polityczna pozostawia bardzo wiele do życzenia i z tą „klasą” często ma niewiele wspólnego. Rankingi społecznego prestiżu zawodów nie kłamią i to, że polityka od lat szoruje w nich po dnie nie jest dziełem przypadku. Oglądając w telewizji „popisy” naszych przedstawicieli, w kieszeni często otwiera się przysłowiowy nóż. Z tej perspektywy, faktycznie, nawet 8 tys. zł netto, które będą już niedługo co miesiąc pobierać posłowie i posłanki, to pieniądze wyrzucone w błoto.

Zdaję sobie także sprawę z okoliczności, w jakich żyjemy i dziedzictwa historycznego, które na nas ciąży. Pół wieku PRL-u skutecznie wyleczyło kolejne pokolenia Polaków z zaufania do państwa i wiary w uczciwość jego przedstawicieli. Inna rzecz, że państwu tak naprawdę nie ufaliśmy nigdy, bo przed PRL-em była sanacja, przed sanacją zabory, a przed zaborami „złota wolność szlachecka”. Polak zawsze był w opozycji do władzy. Tak już mamy.

Za niechęcią do władzy idzie u nas niechęć do osób bogatych czy choćby po prostu dobrze zarabiających. To naturalne sprzężenie zwrotne, chociaż otwarcie nikt się do tego nie przyzna.

W trudnych czasach, a tych w historii naszego kraju było aż nadto, bogacą się przecież ci, którzy żyją dobrze z władzą albo do tej władzy należą. Bogacą się „oni”, biedujemy „my”. Zadra zostaje. Dziś ma ona postać m.in. tabuizacji tematu zarobków w polskim społeczeństwie. O tym, ile wpływa mi na konto bezpiecznie jest mówić jedynie, jeśli jest to kwota przygnębiająco niska. Bycie dobrze sytuowanym, bycie aspirującym, bycie (jakże w Polsce słabowitą i ciągle obijaną przez kolejne rządy) klasą średnią lepiej zostawić dla siebie.

Bieda-państwo i bieda-polityka

O co zatem chodzi w całej tej historii? Jak zawsze – o konsekwencje. Nie te krótkofalowe – medialną burzę, kilka ostrych „setek” z sejmowej mównicy, może jakiś projekt „kontrustawy”. Jeśli naprawdę chcemy przynależeć do kręgu państw wysoko rozwiniętych, jako państwo i społeczeństwo musimy wreszcie nauczyć się patrzeć i planować długoterminowo, dostrzegać paradoksy i niuanse konkretnych posunięć tego czy innego rządu, wyłapywać polityczne zagrania „pod publiczkę” (pozdrawiam, Panie marszałku Terlecki, i dziękuję za szczerość!).

Z jednej strony chcemy wreszcie dogonić mityczny Zachód, zarabiać tyle, co Brytyjczycy i jeździć tymi samymi samochodami co Niemcy. Marzy nam się, żeby nasza demokracja była na tyle silna, żeby ze stoickimi spokojnem potrafiła przetrzymać nawałnicę w postaci ekscentrycznego prezydenta-miliardera, który jedynym światowym mocarstwem kieruje z poziomu swojego Twittera. Z drugiej strony, uważamy, że nasza klasa polityczna jest najgorszą z najgorszych i powinniśmy oszczędzić na niej, ile tylko można. A przy tym jeszcze raz czy drugi wbić jej mocno szpilę za te wszystkie sytuacje, kiedy musieliśmy się jej wstydzić lub kiedy po prostu nas wkurzała.

Naprawdę nie widzicie tutaj sprzeczności? Od kiedy wysoka jakość i gwarancja sukcesu idą w parze z niskimi kosztami i brakiem problemów?

Wielu z czytających ten tekst powie: w polityce, w rządzie, w administracji publicznej siedzą wyłącznie partyjni kacykowie, bez znaczenia, które plemię jest akurat przy władzy. Odpowiem Wam: OK, w części przypadków tak właśnie jest, ale po pierwsze – nie we wszystkich, a po drugie – nie wylewajmy dziecka z kąpielą tylko dlatego, że za głośno płacze.

Możemy przecież wymóc na politykach odpolitycznienie służby cywilnej i rozszerzenie jej na dużą część stanowisk dzisiaj obsadzanych z klucza partyjnego. Skoro jesteśmy w stanie protestować w sprawie naszych pieniędzy (niejednokrotnie z sukcesami), to jesteśmy też w stanie zrobić to dla dobra naszego państwa, a przez to także nas samych.

Obcięcie pensji parlamentarzystów i samorządowców powinno nas martwić także dlatego, że kiedy populistyczne wahadło zostanie już rozbujane, ciężko je potem zatrzymać. Po PiS-ie mogą przyjść inni, powiedzieć „To nie było tanie państwo, tanie państwo pokażemy Wam my” i uciąć nie 20, a 50 proc. z tego, co dostają najważniejsze osoby w państwie.

SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Tylko, czy to jest metoda, żeby państwo działało sprawnie i efektywnie, a obywatele wreszcie mu zaufali? Tego rodzaju decyzje i pójście drogą, która wyłania się z naszego sondażu to prosty sposób na to, żeby do polityki szli nieudacznicy bez perspektyw, dla których szereg przywilejów i średnia krajowa i tak będą niezłą receptą na życie. Opcja numer dwa wcale nie jest lepsza: milionerzy, którzy w ławach poselskich zasiądą, żeby polansować się w blasku fleszy albo ukryci lobbyści, którzy pod pozorem działalności publicznej będą załatwiać interesy swoich mocodawców.

Dalsze obcinanie poselskich pensji to także postawienie krzyżyka na profesjonalizacji polskiej polityki. A akurat tego potrzebujemy jak tlenu. Obecnie zamiast na ekspertów, analizy, szkolenia czy kompetentnych współpracowników publiczne pieniądze szerokim strumieniem płyną do partyjnych kas. Stamtąd natomiast na polityczną agitkę i propagandę, dzięki której możliwe stanie się wygranie kolejnych wyborów i utrzymanie status quo.

Możemy to zmienić, ale na pewno nie w taki sposób, jaki zaproponował niedawno Jarosław Kaczyński. Populizm nigdy nie jest rozwiązaniem. Bieda-państwo i bieda-polityka również. Jako kraju, których wciąż goni za realizacją swoich marzeń zwyczajnie nas na to nie stać.

Więcej o:
Komentarze (116)
Obniżka uposażeń posłów i senatorów. Nie stać nas na bieda-politykę
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 18 razy 12

    Konsekwencją będzie exodus w stronę Brukseli. Tam władza prezesa nie sięga..Pozabijają się żeby na listy europejskie trafić.

  • fjan

    Oceniono 17 razy 11

    Czyim kosztem ? Emerytów, niepełnosprawnych, może chorych ?? Bo "wam się należy ", jak mówiło szydło ?
    Oni nie muszą godnie żyć tylko wy ?? Niby dlaczego ?

  • kunwyscigowy

    Oceniono 16 razy 10

    wymagania od posła - lat 21, obywatelstwo polskie, zamieszkały na stałe w PL, niekarany
    Nie musi nawet umieć pisać ani czytać co więcej nawet nie musi umieć mówić....

  • citydude

    Oceniono 10 razy 10

    Płaca tych posłów-osłów powinna być dostosowana do ich IQ i tak wynagradzana. 500 półgłówków siedzi w ciasnych ławach sejmowych, nie dlatego że ma predyspozycje intelektualne do tej pracy, tylko dlatego że, nie ma innych perspektyw i poza sejmem zarabiała by znacznie mniej. 3000 złotych dla tych klaunów, którzy głosują tak jak im prezes powie to zdecydowanie za dużo. Jeśli chcą więcej zarabiać powinni oddać mandat i znaleść lepszą pracę, ale gwarantuje że nikt tego nie zrobi.

  • ajk_gierki

    Oceniono 9 razy 9

    Moim zdaniem poseł powinien zarabiać minimum 15-20 tys na rękę, ale...
    1. Senat do likwidacji
    2. Redukcja ilości posłów do maks 150-180 osób
    3. Żadnych kilometrówek, bezpłatnych dojazdów i innych dodatków
    4. Samochód służbowy dla Prezydenta i Premiera - koniec
    5, Żadnych wyborów prezydenckich, niech go sobie rząd wybiera do podpisywania ustaw i ściskania rąk zagranicznych delegacji czy przecinania wstęg (cały sztab urzędników w jego kancelarii do wywalenia)

  • gosiar

    Oceniono 13 razy 9

    Panie redaktorze. proszę podać dokładne wyliczenia ile zarabia poseł. Oprócz pensji netto 8 tyś posłowie mają kwotę wolną 28 tyś. Dostają również co miesiąc 2,5 tyś nieoskładkowanej diety oraz 12,5 tyś na prowadzenie biura poselskiego co oznacza pensję dla krewnych oraz darmowe przeloty przejazdy itp. w wersji VIP. Plus dodatki za zasiadanie w komisjach , niektórzy z posłów sa w kilku. Czy to naprawdę jest mało?

  • last.j23

    Oceniono 9 razy 9

    Najgorsza jest bieda intelektualna polityków.

  • realistas

    Oceniono 12 razy 8

    Żeby dobrze zarabiać trzeba coś potrafić, a oni nic nie potrafią. Nawet mądrych doradców nie potrafią sobie dobrać.

  • j-ugo

    Oceniono 7 razy 7

    Jeżeli w danej branży brakuje pracowników to rosną zarobki.
    Jeżeli w polityce jest nadmiar chętnych do stanowisk, to zarobki można obniżyć. Koszty utrzymania rządu, sejmu, prezydenta spadną. A nasze podatki można wydać na lepsze cele.
    Prawo rynku, prawo podaży i popytu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX