Radomski: "Zakładajcie własne komitety"? Nieudacznicy wycierają sobie twarze słowami Kuronia

Jacek Kuroń

Jacek Kuroń (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Odchodząc z założonej przez samego siebie partii Ryszard Petru po raz kolejny udowodnił, że nasi politycy nie rozumieją zasad demokracji. Jej fundamentem jest prowadzenie dialogu i budowanie kompromisów. Politycy, którzy zajmują się celebrowaniem własnego ego nie są wiarygodni, gdy innym wytykają psucie państwa.

Mało rzeczy tak szkodzi polskiej scenie politycznej jak niewłaściwe rozumienie słów „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Jacek Kuroń hasłem tym uzasadniał wybór pewnego modelu walki z opresyjnym państwem, gdy alternatywą pozostawała jedynie agresja wobec władzy. W realiach demokracji zakładanie własnych komitetów jest przejawem egoizmu i krótkowzroczności.

Najlepszym dowodem jest polityczna biografia Kuronia, który własne komitety zakładał tylko w czasach komunizmu. Po 1989 roku wiernie podążał za strukturami tworzonymi przez jego środowisko. Były nawet takie momenty, gdy podzielał nierealną – z dzisiejszej perspektywy – wiarę, że jedna partia połączyć może wszystkich, którzy znaleźli się po solidarnościowej stronie barykady. Później często ramię w ramię działał z tymi, z którymi się nie zgadzał, ponieważ wierzył, że kompromis jest jedynym sposobem włączenia w pewne procesy całego społeczeństwa.

Polityczny nieudacznicy od prawa do lewa

Dzisiaj jego słowami wycierają sobie twarze polityczni nieudacznicy, którzy nie potrafią pogodzić się z tym, że ktoś może myśleć inaczej. Gest Ryszarda Petru jest przecież kolejnym fragmentem układanki, która łączy polityków ponad podziałami. Tę samą drogę przechodzili politycy lewicy (Marek Borowski czy Leszek Miller), centrum (Janusz Palikot czy Paweł Piskorski) i prawicy (Zbigniew Ziobro czy Marek Jurek). Wszystkie te historie miały równie smutne zakończenia: samozwańczy liderzy utykali na mieliźnie, z której na wszelkie sposoby próbowali się wykaraskać.

Prawda jest taka, że w polityce wyjątkowo rzadko zdarzają się chwile, w których warto zakładać własne komitety. Najczęściej bywa tak w momencie wielkich epokowych przetasowań, gdy społeczeństwo w wymiarze politycznym tworzy się na nowo. Problem w tym, że na ten pociąg nasi politycy spóźnili się o niemal trzy dekady. Są oczywiście pewne wyjątki – można wykorzystać społeczny potencjał (tak jak Samoobrona, choć jej potencjał był przecież bezpośrednim skutkiem transformacji) albo chcieć zachować ideową czystość (tak jak Razem, choć ta czystość powodować może polityczną indolencję).

Na tym lista przykładów tak naprawdę się kończy, gdyż często przytaczane przypadki Donalda Tuska czy Jarosława Kaczyńskiego po pierwsze były fuzjami prężnych środowisk, a nie solowymi występami uzurpatorów, a po drugie – pojawienie się Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości ściśle wiązało się z ruchami tektonicznymi, które zaczęły się jeszcze w trakcie transformacji ustrojowej.

Na co dzień demokratyczna polityka toczy się zgodnie z własnymi prawidłami, których podstawą jest umiejętność dialogu i nawiązywania kompromisów. Partia zawsze jest częścią społeczeństwa, co oznacza, że każdy jej członek i wyborca iść musi na ustępstwa. W przeciwnym razie demokratyczny model państwa stawałby się społecznie dysfunkcjonalny. Co ciekawe, polscy wyborcy zazwyczaj są mądrzejsi od polityków, ponieważ mają świadomość, że nie każdy ich postulat musi być realizowany przez popieraną partę.

Petru kpi z wyborców

Gdy Ryszard Petru mówi, że Nowoczesna nie jest już partią, na którą by zagłosował, po prostu się kompromituje. Przypomnijmy: mówimy o ugrupowaniu stworzonym przez niego w niemal samowładczy sposób. O ugrupowaniu, które jest jego dziełem w wymiarze zarówno ideowym, jak i personalnym. O ugrupowaniu, które jeszcze kilka miesięcy temu nosiło jego imię i nazwisko. A przede wszystkim – o ugrupowaniu, które wciąż pozostaje zgodne z nakreślonym przez niego azymutem. Opowiadanie bajek o tym, że w Polsce potrzebna jest jeszcze jakaś partia założona przez Ryszarda Petru jest jawną kpiną z wyborców.

Przez lata nasłuchaliśmy się populistycznych opowieści o tym, że zabetonowanie sceny politycznej jest najgorszym, co może nam się przytrafić. To nieprawda – struktura partyjna najbardziej dojrzałych i skutecznych demokracji świata nie przez przypadek pozostaje niemal niezmienna. Angela Merkel stoi na czele partii, której historia liczy niemal sto pięćdziesiąt lat. Premierzy Danii, Norwegii i Szwecji wywodzą się z ugrupowań założonych kolejno w 1870, 1884 oraz 1889 roku. W większości państw za młode partie uważa się te, które pojawiły się w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych.

Prawdziwa zmiana wewnątrz struktur

Powinniśmy dążyć do tego, żeby polska polityka była jak najbardziej stabilna. Nie oznacza to, że partie polityczne nie mogą się przekształcać. Wręcz przeciwnie, zmiana jest niezbędna, ale powinna odbywać się wewnątrz dotychczasowych struktur.

Nie oznacza to, że skazani jesteśmy na ślamazarną ewolucję. Świetnie pokazuje to przykład brytyjskiej Partii Pracy, która w ostatnich latach przeszła drogę od liberalizmu do socjalizmu. Gdyby Jeremy Corbyn żył w Polsce, byłby pewnie sfrustrowanym liderem marginalnego ugrupowania. Jednak cierpliwość i szacunek do demokratycznych reguły gry spowodowały, że nie rezygnując ze swoich poglądów, stał się przewodniczącym potężnej partii, którą wspiera znaczna część społeczeństwa.

Choć brzmi to paradoksalnie w warunkach demokratycznych prawdziwa zmiana zazwyczaj odbywa się właśnie poprzez wykorzystanie dotychczasowej struktury. W przeciwnym razie skazana jest na długotrwały marsz, który ma nikłe szanse na powodzenie. Dobrze o tym wiedzieli ci politycy, którzy najpierw zaangażowali się w rewolucję seksualną, a później zmienili oblicze dziesiątek lewicowych ugrupowań po obu stronach Pacyfiku.

Biedroń i Nowacka w SLD lub PO?

Pomysł z pokoleniową partią, którą mieliby tworzyć tacy politycy jak Ryszard Petru, Barbara Nowacka czy Robert Biedroń jest wyjątkowo szkodliwy. Tworzenie nowych ugrupowań zawsze jest konsekwencją pychy. Pokazuje, że motywacją polityków może być przekonanie o własnej nieomylności i sile, a nie chęć rozmowy z innymi.

Rację ma Janusz Palikot, który radzi Biedroniowi i Nowackiej, żeby zapisali się do Platformy Obywatelskiej. Nie dlatego, żeby wspierać nieudolną politykę obecnych liderów, ale dlatego, żeby wystąpić przeciwko niej, wykorzystując kapitał, który posiada ta partia. Tylko tak rozumiana zmiana nie będzie społecznie jałowa, ponieważ jej podstawą stanie się komunikacja pomiędzy pokoleniami i ideami.

Bez problemu potrafię wyobrazić sobie Platformę Obywatelską czy Sojusz Lewicy Demokratycznej zmieniające swój profil ideowy na taki, który byłby zgodny z poglądami Biedronia czy Nowackiej. Żeby tak się stało musimy jednak przestać postrzegać partie polityczne jako folwark tych, którzy są ich liderami. Nie traktujmy bycia członkiem partii jako równoznacznego z legitymizowaniem jej działań.

Konsekwentne budowanie alternatywny wewnątrz formacji politycznej jest jedną z najskuteczniejszym form oporu. Wśród działacz Partii Republikańskiej znajdziemy  wielu zdeklarowanych przeciwników Donalda Trumpa, którzy niedługo mogą stać się jego największym kłopotem. Na takiej fali wypłynęło wielu politycznych liderów. Choćby charyzmatyczny senator z Illinois, o którym nie usłyszałby pies z kulawą nogą, gdyby wybrał solową drogę zamiast przekonywać swoją partię do głębokiej zmiany.

Polityka partyjna jako pokaz bufonady

Niestety – polscy politycy nie mają odwagi występować przeciwko swoim przywódcom. Gdy dodamy do tego przerośnięte ambicje i nieumiejętność przegrywania, wyłonią nam się największe grzechy polskiego życia społecznego. Właśnie dlatego brakuje nam porządnej dyskusji programowej (bo skąd czerpać inspirujące pomysły, gdy wszyscy się ze sobą zgadzają?), nawiązywania kompromisów (bo jak się tego nauczyć, gdy trzaska się drzwiami przy pierwszej lepszej okazji?) czy zdobywania poparcia społeczeństwa (bo gdzie się tego nauczyć, skoro nie potrafimy przekonać nawet swoich partyjnych koleżanek i kolegów?).

Tak długo jak polityka partyjna będzie pokazem bufonady, będziemy skazani na poważne problemy ustrojowe. Kłopot naszej demokracji jest znacznie głębszy niż populistyczne rządy prawicy i zaczyna się właśnie w partiach, które są laboratoriami pluralizmu. W czasach chaosu tylko dojrzała, oddolna debata może nas uratować. Ci, którzy tego nie rozumieją, a opowiadają podniosłe historie o końcu demokracji są po prostu śmieszni.

---

Jan Radomski - publicysta i bloger, od 2010 roku związany z redakcją „Liberté!”, członek zarządu stowarzyszenia Projekt: Polska. Kontakt z autorem:  @jwmrad.

Czytaj inne teksty autora:

Zobacz także
  • Inauguracja lotów z Lublina do Warszawy Strajk pracowników LOT-u. Spółka zapewniała, że nie będzie odwołanych rejsów. Sprawdziliśmy
  • Dzisiaj odbędzie się strajk pracowników PLL LOT Strajk w PLL LOT; na ulicach Warszawy protesty taksówkarzy i rolników [WIADOMOŚCI DNIA]
  • Tadeusz Cymański Cymański tłumaczy premiera z przekleństw na taśmach: Znalazł się bliżej ludzi, był zbyt idealny
Komentarze (80)
Polityczni nieudacznicy wycierają sobie twarz słowami Kuronia
Zaloguj się
  • g.m.jackie

    Oceniono 17 razy 9

    Zgadzam się z jednym zastrzeżeniem: zmiana istniejącej partii jest możliwa tylko w przypadku w miarę normalnych organizmów politycznych, jakie może występują na Zachodzie, ale nie u nas. Nasze partie (praktycznie wszystkie) to partie autorytarno-wodzowskie. Osoby z własnymi poglądami są tam traktowane jak zagrożenie i bezlitośnie wycinane. Dotyczy to zarówno PO, gdzie Tusk wyrżnął każdego potencjalnego przeciwnika (włącznie z dwoma "tenorami"-założycielami) jak i PiS w którym Prezes to alfa i omega.

  • antropoid

    Oceniono 24 razy 8

    Założę partię - demokratyczną z założenia - a jak mnie potem nie wybiorą na przewodniczącego, to się śmiertelnie obrażę i odejdę. I założę nową - oczywiście demokratyczną.
    Już dawno było widać, że Polacy mają spaczone wyobrażenie demokracji, a w Polsce kaczyńskiej to spaczenie tylko postępuje.

  • antropoid

    Oceniono 25 razy 7

    DZIŚ trudno wypatrywać lidera na poziomie Kuronia.
    Obecna klasa polityczna - ze szczególnym uwzględnieniem prawicy, no i rządzącej "nowej elyty" - to w porównaniu z Jackiem karaluchy przy słoniu.

  • Wojciech Twardy

    Oceniono 12 razy 4

    Drogi Panie Radomski. Gdzie pan widzi w Polsce tę demokrację ? Fakt, że rządząca klika ( trudno tę formację nazwać partią, mimo pasującej definicji) nazywa swoje poczynania demokracją, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Tak samo jak chodzenie do Kościoła nie czyni nikogo katolikiem.

  • grundol1

    Oceniono 10 razy 4

    "Bez problemu potrafię wyobrazić sobie Platformę Obywatelską czy Sojusz Lewicy Demokratycznej zmieniające swój profil ideowy na taki, który byłby zgodny z poglądami Biedronia czy Nowackiej"

    Bez problemu? To może jeszcze wstąpią do PIS i zmienią jej profil? Przecież większości polityków PO dużo bliżej do PIS niż do Biedronia i Nowackiej. Transfery personalne między PO i PIS występują stale, nawet na najwyższych ministerialnych kręgach.

  • stachkaz47

    Oceniono 20 razy 4

    Panie Janie Radomski-
    dopóki listy wyborcze układa i zatwierdza WÓDZ partii dotąd w Polsce będzie
    dyktatura cwaniaków i dupowłazów .To wie każde dziecko..

  • zegrz

    Oceniono 20 razy 4

    Wyjątkowo głupi i szkodliwy tekst. Jak rozumiem ideałem polityka jest taki Obatel??
    Nieważne jakie się ma ideały i poglądy, ważne by w Partii razem przez życie iść?
    A prędzej czy później jakieś stanowisko się przecież trafi.

  • behemot.02

    Oceniono 7 razy 1

    A kto to jest Radomski? Bo interesuję się tym co się dzieje w Polsce ale o takim nie słyszałem. Kto mu dał prawo z taką pogardą wypowiadać się o innych. O tych, co może nienajlepiej, ale jednak coś próbują robić. Baardzo wygodnie miesza się z błotem tych, którzy próbowali ale popełniali błędy, ale z różnych powodów nie wyszło. Kopać leżących!! Nieudacznicy!! Durnie!! Ja, Radomski, wiem najlepiej. Nic nie przysparza rozwalaczom Polski więcej radości niż takie radosne dowalanie opozycji. Miłośnik Kuronia może dostrzeże prosty fakt, że w polityce Kuroń poniósł totalną klęskę. Mimo zasług moralnych, mimo ideowości tylko znikoma część Polaków w głosowaniu go doceniła. Ideologizowanie całej polityki jest totalną naiwnością, i pan Radomski tego jaskrawym przykładem, jak zresztą wielu jego kolegów z lewicy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje