Rogojsz: Kaczyński schował temat Smoleńska, bo jeszcze może się przydać. Po przegranej

Jarosław Kaczyński dotrzymał słowa i 10 maja, po raz pierwszy od ośmiu lat, Krakowskim Przedmieściem nie przeszedł Marsz Pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Jednak wszyscy, którzy liczą, że temat Smoleńska, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zniknie z życia publicznego, boleśnie się zawiodą.

- Jest to marsz ostatni. Kończymy. Kończymy przede wszystkim dlatego, że doszliśmy do celu – stwierdził 10 kwietnia prezes PiS-u. - Oczywiście chcę bardzo mocno podkreślić: miesięcznice trwają. Poranna msza, wieczorna msza, będziemy oczywiście składali wieńce pod pomnikami, a sądzę - chociaż decyzji jeszcze nie ma, to jest mój sąd indywidualny - że co rok będziemy maszerować, że w kolejne rocznice te marsze będą, ale już tylko raz do roku – dodał w swoim przemówieniu, zwieńczającym 96. miesięcznicę smoleńską.

Po tych słowach prezesa wielu polityków i komentatorów odetchnęło z ulgą. „Wreszcie” – dało się słyszeć. Satysfakcja i odprężenie, jakie poczuło wielu Polaków nie dziwią. W swoim finalnym stadium miesięcznice smoleńskie, zwłaszcza zaś Marsze Pamięci, przypominały regularną wojnę przeciwników i zwolenników rządu. Blokady, happeningi, kontrmanifestacje, szarpaniny – każdy kolejny 10. dzień miesiąca wyglądał podobnie.

Polityczno-społeczna tragifarsa rozgrywała się w ponurej scenerii rodem z państw autorytarnych – tysiące policjantów, zwiezionych z całego kraju do zabezpieczania uroczystości; kilometry stalowych barierek, oddzielające dwa zwaśnione plemiona wojny polsko-polskiej; posterunki policji co kilkadziesiąt metrów; wygrodzone i wyłączone z życia całe kwartały miasta.

Koszty miesięcznic smoleńskich. Smoleńsk. Katastrofa smoleńskaKoszty miesięcznic smoleńskich. Smoleńsk. Katastrofa smoleńska Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Smoleńska broń

Co prawda teraz powyższych scen oglądać już (raczej?) nie będziemy, ale to nie rozwiązuje istoty problemu, czyli wykorzystywania katastrofy smoleńskiej do politycznych rozgrywek i tym samym pogłębienia potężnego pęknięcia w polskim społeczeństwie. Pęknięcia, którego temat Smoleńska jest jedną z kluczowych przyczyn.

Nie miejmy złudzeń, nie stało się to przez pomyłkę, jakimś dziwnym zrządzeniem losu. Temat katastrofy smoleńskiej spełniał – ba! nadal spełnia – wszystkie kryteria, żeby być dla polityków wymarzonym narzędziem do walki o władzę i panowanie nad ludzkimi umysłami.

Po pierwsze, jego ciężar gatunkowy jest gigantyczny – chodzi w końcu o śmierć 96 czołowych urzędników państwowych, z parą prezydencką na czele. Zdaniem wielu osób to największa tragedia w powojennej historii Polski. Zrozumiałe jest więc, że Smoleńsk budzi u Polaków olbrzymie emocje, a skoro tak – jest też zjawiskiem niezwykle medialnym. To rzecz druga.

Dwie powyższe zmienne składają się zaś na zmienną numer trzy – wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku mają ponadprzeciętną zdolność do polaryzowania opinii publicznej i są niezwykle podatne na tzw. postprawdę (znaną także jako kłamstwo i manipulacja).

Wreszcie rzecz ostatnia, ale kto wie, czy nie najważniejsza – dla młodego pokolenia Polaków (ludzi, którzy siłą rzeczy nie mogli doświadczyć walki z peerelowskim reżimem i działalności w antykomunistycznym podziemiu) katastrofa smoleńska stała się sytuacją graniczną. Momentem, kształtującym zbiorową tożsamość, poszerzającym samoświadomość, budującym wspólnotę przekonań i emocji. Smoleńsk stał się wydarzeniem, osadzającym ich w historii, być może najważniejszym, jakie miało miejsce za ich życia. Zyskał status punktu odniesienia.

Smoleński interes (polityczny)

Wyjątkowość tematu katastrofy smoleńskiej pozwala zrozumieć, dlaczego dla polityków stał się tak wdzięcznym łupem. Jedynie w kampanii prezydenckiej z 2010 roku potrafili powściągnąć się od przedkładania partykularnych partyjnych interesów nad interes najważniejszy – dobro ogółu i rację stanu, o których tak chętnie i tak często mówią. A i to tylko dlatego, że wspomniana kampania odbywała się ledwie kilka tygodni po tragicznych wydarzeniach z Rosji, gdy Polacy wciąż byli w szoku i żałobie, a zagranie kartą smoleńską oznaczałoby polityczne samobójstwo.

Nasza klasa polityczna szybko zorientowała się jednak, że nie ma sensu traktować Smoleńska jako narodowej traumy, skoro można uczynić z niego zręczne narzędzie do pognębienia politycznej konkurencji. Bo brutalna prawda jest taka, że każdy z dużych graczy na polskiej scenie politycznej zyskał coś dzięki włączeniu tematu katastrofy do bieżących politycznych rozgrywek.

Platforma i PiS wykorzystały śmierć 96 osób do tego, żeby umocnić będący przecież w i tak dobrej kondycji duopol PO-PiS. Pierwsi tłumaczyli wyborcom, że ci drudzy to świry i oszołomy, zaś drudzy odwdzięczali się pierwszym, nazywając ich zdrajcami i nie-Polakami. Do tak nakreślonego scenariusza z czasem przyłączyła się część mediów i dziennikarzy oraz komentatorów. Wzajemna wymiana uprzejmości i oskarżeń doprowadziła do tego, że szanse na dialog między Polską solidarną i Polską liberalną spadały z miesiąca na miesiąc, aż z hukiem dobiły do zera, gdzie pozostają po dziś dzień.

Gdy główne role w smoleńskim teatrze nienawiści zostały obsadzone, wypadało obsadzić także te drugoplanowe. Aktorzy znaleźli się szybko, bo do ugrania wciąż pozostawało sporo. Będąca w rozsypce lewica w swoim wielogłosie zgodnie wskazywała siebie jako jedyne remedium na trzymający polską politykę w żelaznym uścisku duet PO-PiS. Jednocześnie ustami tego czy innego polityka od czasu do czasu wbijała konkretną szpilę „smoleńskim oszołomom”.

Swój kawałek smoleńskiego tortu odkroiło także PSL. Patrząc na poziom zacietrzewienia debaty publicznej, ludowcy zaczęli pozycjonować się jako głos rozsądku w polskim Sejmie.

Ceną tej strategii była niekiedy zabawna niedecyzyjność, przypominająca siedzenie okrakiem na barykadzie. W myśl zasady: my z nikim nie walczymy, my jesteśmy ponad to.

Wojna polsko-polska przysłużyła się też wypromowaniu licznych ruchów społecznych i organizacji – m.in. „Solidarnych 2010”, klubów „Gazety Polskiej”, Komitetu Obrony Demokracji czy Obywateli RP. Wszystkie zręcznie wpisały się w postsmoleński krajobraz, odgrywając rolę głosu ludu – zirytowanego upolitycznieniem tematu katastrofy lub brakiem jednoznacznych wyjaśnień jej przyczyn – i balansując na granicy działalności społecznej i twardej polityki. Niejednokrotnie zresztą tę granicę przekraczając.

Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz i szef MON Antoni Macierewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG)Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz i szef MON Antoni Macierewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG) Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz i szef MON Antoni Macierewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Dla kilku osób Smoleńsk okazał się też trampoliną do wielkiej, politycznej kariery. Sztandarowym przykładem jest tutaj, oczywiście, Antoni Macierewicz, któremu „wyjaśnianie” przyczyn katastrofy umożliwiło powrót z niebytu na polityczne salony, a nawet zdobycie stanowiska wiceprezesa PiS-u. Mało kto już o tym dzisiaj pamięta, ale Bartłomiej Misiewicz, jeden z symboli obecnych rządów PiS-u, zawrotną polityczną karierę (choć zakończoną spektakularnym upadkiem) także zawdzięcza cierpliwej i wytrwałej pracy przy konferencjach smoleńskich u boku swojego pryncypała.

Kolejną osobą, której Smoleńsk otworzył drzwi do lepszej przyszłości jest Cezary Jurkiewicz – obecnie prezes Polskiej Fundacji Narodowej, a jeszcze nie tak dawno radny PiS-u na warszawskim Wawrze, szef jednego z klubów „Gazety Polskiej” oraz służby porządkowej, ochraniającej Marsze Pamięci i miesięcznice smoleńskie. PiS potrafiło docenić ludzi, którzy zgodnie z linią partii angażowali się na rzecz sprawy smoleńskiej. Kwestionując wyniki śledztwa smoleńskiego tzw. Komisji Millera Małgorzata Wassermann – córka zmarłego w Smoleńsku Zbigniewa Wassermann – doczekała się startu do Sejmu z list PiS-u, mandatu posła na Sejm RP i funkcji szefowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Ostatnio została nawet kandydatką tej formacji na prezydenta Krakowa.

Smoleński problem

Jednak nawet dla PiS-u temat Smoleńska – czy też „religii smoleńskiej”, jak lubią określać to jej przeciwnicy - nie jest jednoznacznie pozytywny. „Syndrom oblężonej twierdzy”, jaki wytworzył się w wyniku bronienia przez PiS kolejnych teorii o smoleńskim zamachu (dziś nikt już chyba nie zliczy, do ilu zdaniem Antoniego Macierewicza i jego „ekspertów” wybuchów miało dojść na pokładzie prezydenckiego Tupolewa) walnie przyczynił się do tego, że PiS wytrzymało w opozycji aż osiem lat. Tyle że po dojściu do władzy temat katastrofy z miesiąca na miesiąc coraz bardziej ciążył prezesowi Kaczyńskiemu i jego formacji. Mając niemal absolutną władzę w państwie znacznie trudniej odgrywać przed wyborcami rolę outsidera, który wbrew wszystkiemu i wszystkim dąży do prawdy, ale wciąż odnaleźć jej nie może.

Sam prezes Kaczyński musiał się też przestraszyć potęgi smoleńskiego mitu, kiedy okazało się, że kapłan tegoż mitu jest jedyną osobą w partii gotową jawnie mu się postawić i zakwestionować jego przywództwo. A przecież to nikt inny jak właśnie Kaczyński podniósł Antoniego Macierewicza z ziemi, odkurzył i powierzył mu zadanie walki o „prawdę smoleńską”.

78 Miesięcznica Smoleńska w Warszawie78 Miesięcznica Smoleńska w Warszawie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Chociaż temat Smoleńska od lat jest kluczem do serca prezesa PiS-u – świadczą o tym chociażby całe delegacje prominentnych polityków partii na kolejnych miesięcznicach i Marszach Pamięci – to nawet on musiał w końcu zauważyć, że jego dalsze eksploatowanie jest drogą donikąd i może jedynie zaszkodzić sprawie.

Co prawda Kaczyński co miesiąc powtarzał, że „znajdujemy się coraz bliżej prawdy”, ale w pewnym momencie nawet jego najwierniejsi sympatycy zaczęli rozumieć, że marsz do tej prawdy może nie mieć końca.

Co więcej, pojawiły się problemy, których w czasach opozycyjnych nie było. Działająca w MON podkomisja smoleńska nie tylko nie udowodniła lansowanej przez lata teorii o zamachu, ale co jakiś czas skutecznie kompromitowała tak rząd „dobrej zmiany” (pamiętne słowa jej ówczesnego szefa Wacława Berczyńskiego o „wykończeniu Caracali”), jak i samą sprawę Smoleńska (zatajenie przez podkomisję części wyników badań naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej, która wykluczała teorię o zamachu). Nawet przeprowadzenie kolejnych ekshumacji ciał ofiar katastrofy nie zdołało odwrócić niekorzystnej tendencji. Smoleńsk jako paliwo polityczne zaczął się wyczerpywać.

Prezes Kaczyński szybko zrozumiał, że jeśli temat Smoleńska nie zostanie, przynajmniej na jakiś czas, schowany, to zgra się do reszty, a nawet popadnie w śmieszność. Byłaby to utrata ważnego atutu, który jeszcze nieraz może się PiS-owi przydać. Przecież nie zawsze jest się u władzy.

15 faktów z historii Polski, które każdy powinien znać
1/15Rozbicie dzielnicowe zakończyło się wraz z koronacją jednego z królów. Którego?
Zobacz także
  • PiS przed wyborami samorządowymi wypuściło spot, straszący imigrantami Dziennikarka TVP Info chce usunięcia jej wizerunku ze spotu antyuchodźczego PiS
  • Miejsce w którym zginął 40-letni mieszkaniec Bańskiej Niżnej. Tragedia w Bańskiej Niżnej. Dom wypełniony substancjami wybuchowymi
  • Strajk pracownikow PLL Lot TVP Info ma nowe taśmy. Tusk krytycznie o sytuacji Polski w UE [WIADOMOŚCI DNIA]
Komentarze (100)
Katastrofa smoleńska. Kaczyński celowo "schował" miesięcznice
Zaloguj się
  • XTCHX Skandal

    Oceniono 32 razy 32

    Tekst ten zakłada, że PiS odda władzę w demokratyczny sposób, co moim zdaniem jest błędne. Pis nie po to przejmuje wszystkie kluczowe instytucje aby stwierdziły że przegrał wybory i ma oddać władzę. PiS zdecydował się na to gdy po raz pierwszy złamał konstytucję. Bardzo dobrze wie, że gdy odda władzę zostanie rozliczony więc władzy tak łatwo (w wyborach) nie odda.

  • antypiss

    Oceniono 30 razy 26

    Oni jeszcze długo będą jechać na tym paliwie. Gmyz znowu coś wygrzebie, Macierewicz na coś wpadnie, jakaś hiena cmentarna znajdzie coś w trumnie. Dzień jak codzień.

  • trzynasty

    Oceniono 20 razy 20

    mam nadzieję, że po przegranych wyborach zostanie odizolowany w tworkach razem z antkiem i paroma innymi gościami.

  • Leszek Kubiak

    Oceniono 23 razy 17

    TO PARTIA KATOLIKÓW ROBI BIZNES NA NIEBOSZCZYKACH TO DZIWNE. WSZYSTKO NA TO WSKAZUJE ŻE TEN KTÓRY SIĘ PRZYCZYNIŁ DO TEJ TRAGEDII ZBIERA NAJWIĘKSZE ŻNIWO

  • respons

    Oceniono 15 razy 15

    Nie pragnę szybkiej śmierci dla kaczyńskiego. Pragnę doczekać czasów, gdy zostanie rozliczony.

  • rodakzusa

    Oceniono 21 razy 15

    Ja sie pytam gdzie byli liberalni dziennikarze, ktorzy zamiast walczyc z klamstwem smolenskim Macierewicza i Kaczynskiego jeszcze je umacniali.

  • cedet

    Oceniono 18 razy 14

    To jest PARTIA PSEUDOKATOLIKÓW !!!!!! Ten ich KATOLICYZM JEST NA POKAZ dla CIEMNYCH MAS !!!!!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje