Grzegorz Schetyna: Będziemy robić szpagat. Tylko tak da się zdobyć 40 proc. i odsunąć PiS

- Sądzę, że koalicja od Nowackiej do Ujazdowskiego jest możliwa, i że każdy demokrata się w niej zmieści - tak w rozmowie z Przemysławem Szubartowiczem mówi przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

Przemysław Szubartowicz: Zna pan zapewne opinie, że opozycja sobie nie radzi, bo działa reaktywnie i nie proponuje własnych narracji. Jak pan je odbiera?

Grzegorz Schetyna: To nie jest tak, że działamy tylko reaktywnie, czego przykładem jest sprawa nagród. Między innymi dzięki Krzysztofowi Brejzie z Platformy Obywatelskiej o tej aferze dowiedziała się cała Polska. To my ją nagłaśniamy i pokazujemy wyborcom patologię PiS, więc to nie jest prawda, że problemy, w które wpada władza, są tworzone tylko przez nią samą. Ale oczywiście faktem jest też to, że PiS bardzo skutecznie walczy samo ze sobą. Mówię nawet nie o popełnianych błędach, ale o wewnętrznych konfliktach, walkach pod, a nawet nad dywanem. Czasem warto nie przeszkadzać. A z tymi krytycznymi głosami na temat skuteczności opozycji jest jak z czekaniem na polskiego Macrona albo zbawcę na białym koniu. To jest wpisane w polską tradycję, w jakiś nasz charakter, że ciągle narzekamy i na kogoś czekamy, aby to ktoś inny za nas rozwiązał wszystkie problemy. Tymczasem polityka jest trochę bardziej skomplikowaną dziedziną.

No dobrze, jednak istnieją zwolennicy pana partii, którzy narzekają, że nie ma dziś spójnego programu opozycji, nie prezentuje się konkretnych rozwiązań, nie przedstawia wizji na Polskę po PiS.

Pokazywanie spójnej narracji, planu, programu całej opozycji jest trudne o tyle, o ile na tym etapie, sporo przed wyborami, ujawniłyby się przede wszystkim różnice pomiędzy partiami, a to nie służy współpracy. Jestem zwolennikiem szukania tego, co wspólne, dlatego uważam, że musimy się nie tylko jednoczyć, łączyć, unifikować, ale też integrować przed kampanią samorządową wokół tego, co łączy i nie budzi kontrowersji: Europa, demokracja, wolność słowa, wolne sądy, silne zdecentralizowaną władzą samorządy itd.

Natomiast jeśli pan mnie pyta, dlaczego dziś nie pokazujemy szczegółowego programu
ani wielkiej i wspólnej wizji na Polskę po PiS-ie, to odpowiadam: półtora roku przed wyborami parlamentarnymi mógłby to robić tylko samobójca albo ktoś, kto nie rozumie polityki. Teraz idziemy z mocnym, twardym programem samorządowym, który bardzo
ofensywnie promuje przede wszystkim decentralizację, przekazywanie kompetencji  niższym szczeblom, likwidację urzędów wojewódzkich, umacnianie finansowania. To nie jest sexy, bo program samorządowy nie może być taki, że wszyscy powiedzą: brawo,
czekaliśmy na to całe lata!

Ale jak nie będzie sexy, to da się takim programem uwieść wyborców?

Naprawdę trzeba rozumieć specyfikę wyborów samorządowych, które są nie od uwodzenia, tylko od skutecznego zdobywania głosów na szczeblu lokalnym. Program samorządowy musi oczywiście pokazywać pewną filozofię, wokół której chcemy budować aktywność anty-PiS, ale musi się odnosić do innych spraw niż program na
wybory parlamentarne. To szczegółowe propozycje, różne przecież w różnych wspólnotach lokalnych, muszą być sexy, jeśli już używamy takiego sformułowania. Jeżeli wygramy w ponad połowie województw, jeżeli stworzymy możliwości koalicyjne z ruchami obywatelskimi, jeżeli zdobędziemy 10-12 najważniejszych miast, to damy Polakom nadzieję, że jest realna możliwość wygrania z PiS-em w wyborach do parlamentu.

Krytycy działań opozycji mówią na przykład, że trzeba by umieć odpowiedzieć na tzw. piątkę Morawieckiego, bo ten program może pomóc PiS-owi w odzyskaniu elektoratu, który odpływa.

Przecież tego programu już nie ma, więc na co tu odpowiadać? Co może lepiej odpowiedzieć na program "schetynówek bis" niż to, co my zbudowaliśmy i wyremontowaliśmy, czyli kilkanaście tysięcy kilometrów dróg? Oni mówią: "300 na wyprawkę", to my mamy powiedzieć: "400"? Jak oni 500, to my 700? Przecież to tani i nieskuteczny populizm. Wyborcy centrowi nie chcą spirali roszczeń. Odpowiedzią jest to, że ludziom obiecują wszystko, ale nie mają na konkretną pomoc niepełnosprawnym, sami natomiast przyznają sobie kilkudziesięciotysięczne nagrody. Dlatego my proponujemy zmniejszenie wydatków na administrację rządową, bo są one większe
o 1,8 miliarda od tych w 2015 roku. Takich programów jak "piątka Morawieckiego" mogę z marszu pisać trzy, cztery w tygodniu, a może i każdego dnia. Bo to nic nie kosztuje, zwłaszcza że PiS kopiuje wiele naszych pomysłów, których wcześniej nie realizowało, choć czekały gotowe. Te ochy i achy, które słyszę w mediach dających Kaczyńskiemu Nagrody Kisiela czy Człowieka Wolności, traktuję z wielkim dystansem i jako szef największej partii opozycyjnej nie dam się wciągnąć w publicystyczny scenariusz, żeby przed wyborami samorządowymi pisać program na wybory, które będą w 2019 roku.
Moją rolą jest przygotować dużą koalicję, która zatrzyma PiS i obroni samorząd przed centralistyczno-resortową polityką Kaczyńskiego, a w następnym etapie poszerzy tę koalicję o nowe podmioty, by iść do wyborów parlamentarnych dużym frontem. Ale to się musi stać w sposób naturalny, a nie sztuczny.

Czyli?

Taka koalicja nie może być tworzona na siłę, nie może walczyć ze sobą, konkurować wewnętrznie, lecz musi współpracować. To buduje wiarygodność, ponieważ w przeciwnym wypadku skończy się tak, jak z lewicą w 2015 roku, czyli klęską. Myślę, że po wyborach samorządowych łatwiej będzie to zrozumieć i SLD, i PSL-owi, a także
innym partiom, które dziś się dystansują od jednoczenia. Uważam, że sytuacja w Polsce jest szczególna, a wyborcza walka z PiS-em to jest nie kolejna polityczna rozgrywka, ale gra o wszystko. Dosłownie. Rywalizacja między Trzaskowskim a Jakim w Warszawie będzie nie tylko symboliczna, ale będzie to też pojedynek dotyczący wizji tego, po co się jest w polityce i jak ją prowadzić. Jakim wartościom służymy.

Jednocześnie we Wrocławiu proponuje pan Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Oczywiście dotarła do pana fala krytyki, że to ultrakonserwatysta, były wiceszef PiS-u i w związku z tym bardziej lewicowi wyborcy odwracają się na pięcie od PO. To nie jest problem dla pana?

Ujazdowski został opisany jako problem, ale nim nie jest. Paweł Zalewski też był wiceprezesem PiS-u i jakoś jemu czy Radkowi Sikorskiemu nikt specjalnie nie wyrzuca tego, że byli kiedyś silnie po prawej stronie. Ujazdowski nagle stał się dla części komentatorów najbardziej konserwatywnym politykiem w Polsce; on jest jeszcze bardziej zdumiony taką opinią niż ja.

Grzegorz Schetyna zapowiada budowanie koalicji wokół kandydatury Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Grzegorz Schetyna zapowiada budowanie koalicji wokół kandydatury Kazimierza Michała Ujazdowskiego.  KRZYSZTOF ĆWIK

Natomiast uważam, że musimy jako Platforma Obywatelska zbudować partię z silnymi filarami - konserwatywnym i liberalnym - bo tylko tak można wygrać z PiS-em. Kiedyś mówiłem o konserwatywnej kotwicy, też się wielu krzywiło, ale mówiłem o tym w tym kontekście, że Platforma nie powinna się przesunąć całkiem na lewo. Partia lewicowa nie wygra z PiS-em, bo PiS jest takim etatystyczno-socjalistycznym monstrum, które dopieszcza elektorat socjalny i nie daje mu za bardzo odpłynąć do partii lewicowych. Dlatego sądzę, że trzeba bardzo starannie budować szerokie centrum, rozsądnie je rozbudowywać, rozciągać na wątpiących i nieprzekonanych po obu stronach.

Pytanie, jaka jest granica elastyczności takiego centrum.

Ono może nawet przez chwilę przypominać szpagat, ale musi stworzyć konstrukcję na 40 procent poparcia. Innej drogi nie ma.

Lewica chce iść samodzielnie. Czarzasty, Nowacka, Biedroń to nie są entuzjaści zjednoczonej opozycji.

Oni od początku byli niechętni i mówili, że chcą budować koalicję centrolewicową. Szanuję to, ale zawsze powtarzam: pamiętajcie, że głosy liczone są metodą D'Hondta, która faworyzuje większe ugrupowania. Sądzę, że koalicja od Nowackiej do Ujazdowskiego jest możliwa i że każdy demokrata się w niej zmieści, bo mimo poważnych różnic można znaleźć rzeczy wspólne i je pokazywać. Zwłaszcza że wybory samorządowe dotyczą nie ustawy antyaborcyjnej czy kwestii światopoglądowych, ale sposobu prowadzenia miast, decentralizacji, pieniędzy podatników itd. No, ale jak chcą być sami, to pójdą sami.

Powiedział pan wcześniej, że po wyborach samorządowych mogą zmienić zdanie. Dlaczego?

Bo wybory samorządowe są poważną lekcją demokracji. Ci wszyscy, którzy dziś mają dobre samopoczucie, uważają, że mają świetne wyniki w sondażach, bo im się poprawiły, otrzymają nauczkę i będzie to dla nas wszystkich ważne doświadczenie i lekcja pokory. Palikot w niedawnym wywiadzie mówił, że sam miał partię 10-procentową i wie, że z tym tak naprawdę nic nie można zrobić. Tak po prostu jest.

Może te mniejsze partie boją się, że chce pan je wchłonąć, osłabić, zjeść?

Nie chcę nikomu zabierać autonomii, własnego zdania ani programu, ale uważam, że przy takim zagrożeniu, jakie przynosi PiS, przy takim zdemolowaniu demokracji, praworządności, konstytucji, przy takim zagrożeniu dla wolności wspólny front jest po prostu decyzją z kategorii racji stanu. Aresztowanie sekretarza generalnego największej
partii opozycyjnej - który sam zrzeka się immunitetu, przyjeżdża do prokuratury, oddaje do dyspozycji, chce wyjaśnić sprawę, nie będzie mataczył - pokazuje, że wszystko staje na głowie i jesteśmy w miejscu, w którym trzeba zadawać fundamentalne pytania o bezpieczeństwo, o przyszłość, o to, gdzie jesteśmy, jakiego chcemy państwa i jak jest w nim obecnie traktowana wolność.

Czyli według pana wybory samorządowe pokażą lewicy i PSL-owi, że warto iść razem?

Będę im to mówił wprost: słuchajcie, to nie są Węgry, gdzie lewica nie mogła współpracować z Jobbikiem, bo to było zbyt trudne, tylko jesteśmy w Polsce, gdzie nie ma podobnego problemu, bo tu chodzi o koalicję od centroprawicy do lewej strony. Prawda bowiem jest taka, że albo będziemy razem, albo oddamy Polskę PiS-owi na następne cztery, osiem czy dwanaście lat. Oczywiście przekonywać i argumentować można i trzeba, ale nic tak dobrze nie wpłynie na wątpiących jak przejście przez wybory samorządowe.

Zimny prysznic?

Raczej rozpoznanie bojem. Chcecie, rozumiem, szanuję, idźcie sami do wyborów, zmierzcie się z PiS-owskim walcem, a wtedy zobaczycie, jak to smakuje. Wówczas wspólnie wyciągniemy wnioski, że naprawdę powinniśmy szukać tego, co nas łączy, a nie tego, co dzieli, bo tego, co dzieli, jest mnóstwo. Ale uważam, że można i trzeba się porozumieć.

Załóżmy, że pana scenariusz się spełnia, powstaje większa koalicja na wybory parlamentarne, wygrywacie. Co potem?

To będzie wielkie wyzwanie, jak posprzątać po PiS-ie, nie łamiąc konstytucji. Bo o dogadanie się po stronie demokratycznej po wyborach jestem spokojniejszy.

No ale Akt Odnowy Rzeczpospolitej ma przygotowywać Ujazdowski, co już wywołało sprzeciw i niezrozumienie.

Jego zadaniem jest jedynie zorganizowanie pracy wybitnych prawników, byłych prezesów Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, profesorów prawa, bo to się musi odbyć poza polityką. A Ujazdowski jest zdolny do tego, by zbudować szerokie i merytoryczne pole do takiej spokojnej debaty, w której wezmą udział ci wszyscy, którzy będą mogli podołać tak wielkiemu wyzwaniu. Nie chciałbym, by zajmowali się tym politycy i partie, ale ktoś musi nad tym czuwać, bo trzeba będzie to przełożyć na parlament i akty prawne. Dziś naprawdę trzeba zrozumieć, że wybory 2019 roku będą
grą o wszystko. Polska jest wypychana przez obsesje jednego człowieka z Unii Europejskiej, z rodziny demokratycznych państw, spychana jest w stronę Rosji Putina. Łamie się konstytucję i obywatelskie prawa, dlatego też trzeba do tego podejść bardzo poważnie i dojrzale. Polska stoi na rozdrożu i będzie jak w filmie "Przypadek" Kieślowskiego: jak pójdziemy w jedną stronę, to już nie będzie można niczego odwołać, bo wszystko będzie mogło się zdarzyć. Kwestia Polski po PiS-ie będzie przedmiotem naszego programu, ale w czasie kampanii parlamentarnej; oczywiście w czasie samorządowej te sprawy też będą się pojawiać, ale nie jako fundament. O ustroju, konstytucji, naprawie Rzeczypospolitej trzeba będzie konkretnie mówić później, teraz musimy się skupić na obronie samorządów, choć naturalnie nie uciekniemy także od pytań najważniejszych. Uważam, że wybory samorządowe muszą przede wszystkim dać ludziom nadzieję, że jesteśmy w stanie zwyciężyć także później.

Mówi się, że wybory można wygrać, jeżdżąc po Polsce. I PiS to właśnie robi. Niektórzy sądzą, że nie odrobiliście tej lekcji.

Kolejny mit. I pic. PiS zwozi gości autokarami i pozwala swoim politykom na to, by odpowiadali tylko na te pytania, które podawane są na kartkach. Platforma od półtora roku jeździ po Polsce regularnie, co dwa tygodnie, całym klubem parlamentarnym odwiedzamy miejscowości w polskich powiatach. W tej sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia. Uważam, że tego nigdy dość, trzeba jeździć, rozmawiać i czasem słuchać przykrych rzeczy, bo to daje wiedzę i uczy pokory.

Mam wrażenie, że jest pan optymistą.

To prawda. Wierzę w zwycięstwo. Chodzi o to, by politycy po raz kolejny nie zawiedli Polaków, by nie dali wyborcom pretekstu do stwierdzenia, że znów nie ma na kogo głosować, nie ma kogo wybrać. W tej rozgrywce wszystko będzie na stole, a najważniejsza będzie mobilizacja. Wiem, że w głównym nurcie medialnym powtarza się ciągle, że lider zły, opozycja zła, nie tak, nie tędy, inaczej, lepiej itd., ale jak spada PiS-owi o 12 procent, to naprawdę to się nie dzieje bezwiednie, ponieważ gdy wysyłamy w Polskę jeżdżące billboardy o aferze nagrodowej, to przecież one same nie jeżdżą, a bez udziału Brejzy nie przychodzą od PiS-u odpowiedzi na trudne pytania. To jest efekt naszej pracy, długiego dystansu, wspomnianych stałych rozmów z ludźmi w terenie. Nie będzie eksplozji, to proces stopniowej zmiany postaw, powracających nadziei; uważam, że trzeba działać krok po kroku, konsekwentnie.

Konsekwencja to rzadkie zjawisko w polityce, szczególnie dziś, gdy mamy cywilizację obrazkową, a kolejne tematy porywają opinię publiczną równie szybko, jak przestają budzić zainteresowanie.

Jak pan widzi, ja jestem w pełni przekonany, że to właśnie konsekwencja jest kluczem do przyszłych zwycięstw, choć może niepopularnym, szczególnie wśród ludzi niecierpliwych. Wiem, że tak się wygrywa, choć i mi czasami cierpliwości brakuje, kiedy widzę skalę marnowania polskich osiągnięć ostatnich blisko 30 lat.

Donald Tusk i Grzegorz Schetyna dotąd grali w jednej drużynieDonald Tusk i Grzegorz Schetyna dotąd grali w jednej drużynie Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Donald Tusk nie chce budować nowej partii, przejmować Platformy?

Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Dziś premier Tusk ma na głowie brexit, wiele spraw w Radzie Europejskiej, musi dobrze zakończyć swoją kadencję. Ma na to czas do grudnia 2019 roku. To ogromne wyzwanie i bardzo trudny czas dla niego, bo zwalniając stanowisko, musi zostawić poczucie, że zrobił ważną i dobrą robotę.

Będzie kandydatem PO czy zjednoczonej części opozycji na prezydenta?

Bardzo bym tego chciał. W grudniu 2019 roku przyjedzie do Polski i będzie decydował. Mam nadzieję, że już będzie w innej Polsce, bo wygramy wybory.

To jest szorstka przyjaźń między panem a nim?

Są różnice, ale za dobrze się znamy, by przeszkadzały nam one w najważniejszych sprawach. Na pewno chce dla Polski jak najlepiej. Tak jak ja.

Będzie zemsta na PiS-ie? Niedawno tygodnik "Do Rzeczy" pokazał pana i Tuska jako tych, którzy szykują zemstę.

Ktoś, kto pokazuje taką okładkę, jest słaby. Nie będzie zemsty, ale wszyscy, którzy złamali konstytucję, zostaną postawieni przed wymiarem sprawiedliwości. Mocno to deklaruję. Na pewno nie popełnimy tym razem grzechu zaniechania. Zacytuję jednak też przy tej okazji klasyka - Jarosława Kaczyńskiego: uczciwi nie mają się czego obawiać.

Współpraca PO i Nowoczesnej w Warszawie. Trzaskowski wspólnym kandydatem na prezydenta

Więcej o:
Komentarze (391)
Grzegorz Schetyna dla Gazeta.pl: Da się zdobyć 40 procent i odsunąć PiS
Zaloguj się
  • apokaliptyk2018

    Oceniono 13 razy -5

    A pomijając odsunięcie PiS które dla PO jest nie tylko celem politycznym ale najwyraźniej sensem życia to jaki macie program Grzesiu? Bo te okrągłe pierdy które sadzisz nie znaczą dokładnie nic. Ale mnie to cieszy. Dostaniecie 15% i to będzie wasza ostatnia kadencja w sejmie. Tusku wam nie pomoże bo osadzeni nie mogą kandydować.

  • plorg

    Oceniono 15 razy -5

    Program polityczny PO w pigułce - odsunąć PiS od wałdzy, czytaj dorwać się do żłobu.

  • pix_d

    Oceniono 6 razy -4

    Można Schetynę lubić albo nie. Można mówić, że PO jest zbyt zachowawcza i trzęsie portkami przed kościołem. Można im zarzucać, że kręcą się wokół swego ogona. Ale w jednym Grzegorz ma rację. Nie ma innej opcji niż front demokratyczny. Jeżeli TERAZ będziemy szukać tego co nas dzieli a nie łączy to każdy zacznie ciągnąć sznurki w swoją stronę a że nie są one zbyt mocne, więc się pozrywają. Tylko jedna mocna lina zrobiona z kilku/kilkunastu nawet słabszych zapewni wywalenie tych pisowsich szkodników na śmietnik historii. Myślę zatem, że to nie jest czas aby wieszać psy na Schetynie tylko czas aby wspólnie działać szukając wspólnych celów. Bo CEL NADRZĘDNY to nie dopuścić tych szabrowników do samorządów a następnie odbić Polskę z ich brudnych złodziejsich łap . A reszta się ułoży. "Gdzie chęć tam znajdzie się sposób" - jak mawiał pewien długouchy przyjaciel zielonego ogra.

  • dziadekjam

    Oceniono 12 razy -4

    Szpagat POwszczyki przez 8 lat swoich rządów robili, bo zależało im tylko "na słupkach", a Tusk "nic nie mogę" w tym przodował. Przed upadkiem uratowała go Andzia fuchą w UE, podobnie jak PiS uratowała katastrofa smoleńska.

  • haen2010

    Oceniono 10 razy -4

    Ja Schetyny nie lubię, ale jest to dokładnie mój ogląd spraw.

  • Andrzej Buda

    Oceniono 14 razy -4

    Afery PO nastąpiły po jej rozstaniu z Korwinem, ktory nawet samodzielnie jest w stanie wygrać z SLD w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

  • soso_soso

    Oceniono 11 razy -3

    A kto ma się mscic na PiS skoro wszyscy w tym czasie będą odsiadywali wyroki?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX