Jacek Gądek: Donald Tusk nie miał litości, gdy zeznawał. Chcieli go przyszpilić, a skończyło się blamażem

Jacek Gądek
Donald Tusk po pierwsze bronił przyjaciela - Tomasza Arabskiego, który jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Przesłuchanie dowiodło jednak czegoś innego - blamażu pełnomocników, którzy chcieli przyszpilić Tuska.

Szef Rady Europejskiej szydził niemiłosiernie z adwokatów, którzy reprezentują oskarżycieli, czyli kilka rodzin smoleńskich. Ośmieszał też teorie spiskowe. Podkreślał, że "rozdzielenie wizyty" swojej i prezydenta to termin publicystyczny, bo - wedle jego wiedzy - Lech Kaczyński wspólnego odwiedzenia Katynia nie planował. Wątek tego, czy śp. prezydent chciał czy nie wspólnej wizyty, będzie budził spór, ale w procesie nie ma większego znaczenia.

Tusk przede wszystkim pokazał, że jest politykiem najcięższej kategorii także na krajowym ringu. Tyle wynika z przesłuchania Donalda Tuska przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

"Donald tylko na tym przesłuchaniu zyskuje"

W szeregach PO panuje zadowolenie. - Donald tylko na tym przesłuchaniu zyskuje. Pokazuje, że jest człowiekiem z zupełnie innej ligi niż ci, którzy go oskarżają - mówi jeden z czołowych polityków PO.

- Trudno mu się dziwić, że drwił z przesłuchujących go adwokatów. Wszystkie teorie zamachowe już się wcześniej posypały, a oni starali się je podtrzymywać i to jeszcze w sądzie - dodaje.

Donald Tusk tymczasem - co sam podkreślał - jak każdy obywatel przyszedł do sądu, by złożyć zeznania. Już sama jego obecność wystarczyła, aby zmobilizowały się najbardziej radykalne środowiska jak Stowarzyszenie Solidarni 2010 i ludzie, którzy podejrzewają go o zorganizowanie zamachu. I to w momencie, gdy obóz PiS wygasza Antoniego Macierewicza wraz z jego feerią zamachowych teorii.

Na korzyść Donalda Tuska działa także to, że przesłuchanie było jawne, a utajniono je na samym końcu. Tajność oznaczałaby jedynie falę przecieków i ocen zwłaszcza ze strony oskarżającej, a więc niechętnych Tuskowi.

Poległ zaufany adwokat Macierewicza

Jawność tymczasem obnażyła bezsensowność tego przesłuchania. Największa w tym "zasługa" pełnomocników ofiar katastrofy smoleńskiej. Mec. Andrzej Lew-Mirski poległ jako pierwszy. A to nie byle kto.

Mec. Lew-Mirski jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi Antoniego Macierewicza - to jego druh w polityce od lat. Adwokat reprezentował go w procesach z osobami wymienionymi w raporcie z likwidacji WSI. A z upoważnienia Macierewicza - jeszcze w roli szefa MON - dostał pracę: reprezentować MON ws. "szkód osobowych" po katastrofie smoleńskiej. Czyli negocjował z rodzinami ofiar kwoty odszkodowań za śmierć bliskich albo za późniejsze ekshumacje. Dziś na sali sądowej reprezentował część rodzin smoleńskich i miał przyszpilić Tuska, ale miał kłopoty z formułowaniem - i tak niewielu - pytań.

Zobacz też: Tusk z Putinem na molo w Sopocie. O czym rozmawiali? >>>

Mec. Hambura z serią pytań o remont tupolewa

Najbardziej kuriozalna była jednak próba mec. Stefana Hambury. A już cała seria pytań o remont Tu-154M w Samarze sugerowała, że to właśnie podczas remontu w 2009 r. Rosjanie podłożyli ładunki wybuchowe.

Oczywiście mec. Hambura o żadnych bombach nie mówił, jednak od lat Macierewicz i jego akolici suflują teorię o ich podłożeniu właśnie w Samarze. Dopiero reprymenda od sędziego poskromiła pełnomocnika. Tusk za to w najlepsze drwił z teorii zamachowych, mówiąc, że nie zdoła usatysfakcjonować osób oczekujących potwierdzenia, że na molo rzekomi spiskowcy (czyli Tusk i Putin - red.) ustalili tajny plan na rozdzielenie wizyt albo i nawet zamach.

Mec. Hambura nie jest wyłącznie adwokatem. Sam zdradzał aspiracje polityczne - w 2014 r. startował do Parlamentu Europejskiego z listy Polski Razem Jarosława Gowina.

Rodziny w samym środku politycznej wojny

Najbardziej bolesna jest w tym przesłuchaniu rola rodzin ofiar 10 kwietnia. Ewa Kochanowska - wdowa po RPO prof. Januszu Kochanowskim - nazwała świadka "Donaldem Donaldowiczem Tuskiem". To sugeruje, że Tusk jest zdrajcą, który wysługuje się Rosjanom. Warto jednak wybaczać wdowie takie rzeczy - podobnie innym rodzinom, które straciły bliskich, więc z bólu i rozpaczy rzucają oskarżenia.

Tu kilka zdań wyjaśnienia. Relacje Ewy Kochanowskiej z Tuskiem są bardzo burzliwe i nacechowane niechęcią zwłaszcza od grudnia 2010 r., kiedy to w kancelarii premiera na zamkniętym spotkaniu doszło między nimi do kłótni. Wówczas to Kochanowska zapytała, czy "zadawanie pytań (dot. Smoleńska - red.) jest zagrażające życiu?". Na co Tusk podniesionym głosem odparł, że to "obraźliwe insynuacje". - Mam dosyć wysłuchiwania uwag na temat domniemanego zabójstwa (...), bo (ktoś) boi się tego rządu - dodawał ówczesny premier. I wdowa, i były premier muszą mieć tę scysję w pamięci.

Inaczej sprawa się ma z Piotrem Walentynowiczem - wnukiem Anny Walentynowicz. On nie potrafił nawet zadać pytania. Jego udział w gonieniu Tuska jest podyktowany nie tylko bliskimi relacjami z Macierewiczem, lecz także własnymi aspiracjami politycznymi.

Niewdzięczna rola prokuratury

Podobnie prokuratura, która przyłączyła się do procesu w roli "rzecznik praworządności", nie zadała pytań, na które odpowiedzi miałyby istotną wagę dla procesu. Dla śledczych rola jest zresztą kłopotliwa. Prokuraturze trudno być obojętnym wobec procesu, ale gdy Hambura nawiązuje do spiskowych teorii, to cierpi też powaga prokuratury. Zresztą śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, które prowadzi prokuratura krajowa, w żadnym razie nie potwierdza teorii o wybuchach.

Cała ta nieporadność przy przesłuchiwaniu Tuska i aktywność radykałów z Solidarnych 2010 działa na niekorzyść PiS. Nie ma przypadku w tym, że to PO podgrzewała atmosferę wokół wizyty szefa Rady Europejskiej w sądzie. Na miejscu - przed Sądem Okręgowym w Warszawie - zjawiła się asysta partyjna, w tym wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, ale też Jacek Protasiewicz (dziś poza Platformą, ale prywatnie to dobry znajomy Tuska).

Czym kończy się marne ostrzeliwanie Tuska, pokazał marzec 2017 r. - wtedy to po beznadziejnej misji zablokowania reelekcji Tuska na szefa Rady Europejskiej PiS pikowało w sondażach. Krótkotrwale, ale wyraźnie. Reaktywowanie Donalda Tuska na gruncie krajowej polityki jest nie na rękę PiS-owi. Zwłaszcza teraz, gdy obóz władzy stara się wygasić konflikt wokół Smoleńska i odsuwa w cień teorie wybuchowe.

"Oprócz samego Tuska, to nikt nic nie wie o jego planach"

Tusk z takich okazji umiejętnie korzysta. Jego zachowanie przy okazji przesłuchania to komunikat: mam parę, by walczyć w krajowej polityce i stanąć do bitwy o prezydenturę. Nic tu jednak nie jest jeszcze postanowione. Za wcześnie, by decydować się na start w wyborach prezydenckich planowanych na maj 2020 r. Ale i tak powrót Tuska to dyżurny temat od dnia, w którym wyjechał - sam Tusk te dywagacje podsyca. Zresztą, czego by Tusk nie postanowił, to i tak Platforma będzie go wspierać. O jego kandydaturze wprost mówi szef PO Grzegorz Schetyna - mimo że w obozie Platformy są wrogami od prawie 10 lat.

Polityk z władz PO: - Tusk ma największe szanse na pokonanie Andrzeja Dudy. Kiedy więc Schetyna mówi o nim jako potencjalnym prezydencie, to sam zyskuje jako poważny przywódca, który mimo wszystko jest w stanie stawiać na najlepszych kandydatów. Pokazuje, że razem z Tuskiem ma zdolność do budowania scenariusza politycznego.

Nasz rozmówca podkreśla, że prawda jest taka: - Oprócz samego Tuska, to nikt nic nie wie o jego planach. Jedni suflują, że już na 100 proc. jest decyzja Donalda o starcie na prezydenta. A inni przekonują, że w żadnym razie nie wróci - w zależności kto ma w tym interes.

***

Proces Tomasza Arabskiego i czterech innych urzędników rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Warszawie w marcu 2016 r. Oskarżeni to, poza byłym szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lat 2007-2013, dwoje urzędników kancelarii premiera – Monika B. i Miłosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Grozi im do 3 lat więzienia.

Podstawą złożonego w grudniu 2014 r. prywatnego aktu oskarżenia jest art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego.

Więcej o:
Komentarze (685)
Donald Tusk nie miał litości, gdy zeznawał. Chcieli go przyszpilić, a skończyło się blamażem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX