Radomski: Dlaczego rewolucja PiS wyhamowała? Urok rebelii osłabł, system okazywał się silniejszy

Prawo i Sprawiedliwość przypomina nastolatka, który uciekł z domu, ale - gdy tylko rodzice przestali mu wypłacać kieszonkowe - wrócił z podkulonym ogonem. Choć bunt jest dla populistycznych polityków pociągający, najczęściej bywa krótkowzroczny. System na razie okazuje się silniejszy.

Prawica swoje poparcie konsekwentnie budowała, wspierając tych, którzy kwestionowali rzeczywistość. Wspólnym mianownikiem jej elektoratu była niezgoda na to, że system może być ważniejszy od jednostki. Poszczególne grupy wyborców akcent stawiały w różnych miejscach. Jedni przeciwstawiali się wszechmocy państwa prawa, w którym zdanie sędziów i profesorów jest ważniejsze niż mądrość ludu. Drudzy wroga widzieli w liberalnej, krępującej polską tożsamość Europie. Inni opierali się bezlitosnym prawidłom ekonomii stawiającym dobro finansów ponad komfort obywateli.

We wszystkich postulatach Prawa i Sprawiedliwości odnajdziemy – mniej lub bardziej zatuszowane – wsparcie dla tych grup. Najważniejsze przesłanie polityków prawicy brzmiało: świat nie musi być tak skomplikowany. O dziecku decydować powinni tylko rodzice, katastrofa smoleńska zostanie wyjaśniona, a polskie społeczeństwo świetnie poradzi sobie samo. W centrum zainteresowania miał się znaleźć konkretny człowiek, a nie abstrakcyjny zbiór reguł i norm.

Taki sposób myślenia charakterystyczny jest dla wszystkich populistycznych partii, które w ostatnich latach doszły do głosu. Donald Trump swoją kampanię oparł na walce z systemem, który nazywał „waszyngtońskim bagnem”, a Brytyjczycy niedawno zbuntowali się przeciwko Unii Europejskiej. Rokosz polskiej prawicy miał taką samą genezę – w zależności od potrzeb system nazywany bywał „układem”, „głównym nurtem” czy „elitami”.

Nieprawdziwa byłaby jednak teza głosząca, że to politycy narzucili fałszywą wizję świata ogłupionemu społeczeństwu. Znaczna część winy za dojście populistów do władzy leży po stronie tych, którzy przez lata kształtowali rzeczywistość. W tym czasie system społeczny maksymalizował zyski uprzywilejowanych grup: ekonomiści skupiali się na liczbach i zapominali o tym, jak ważne są emocje, prawnicy traktowali swój zawód cynicznie, choć jego efekty były źródłem bezradności i desperacji, a biurokraci stworzyli świat dla elit, w którym znaczna część społeczeństwa czuje się zagubiona.

Jałowa rewolucja konserwatystów

Dotychczasowych polityków obalili właśnie pozbawieni tożsamości mieszkańcy Podlasia, Alabamy czy Northumberland. Ich reprezentantami stali się populiści niosący prosty przekaz: wcale nie musimy być częścią systemu. Donald Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone mogą być wielkie bez kosztownych kompromisów z globalną gospodarką, ryzykownych militarnych sojuszy czy szeroko otwartych granic. Takie same były obietnice Prawa i Sprawiedliwości. Bruksela, uchodźcy czy biurokracja do niczego nie miały być nam potrzebne, mieliśmy dać sobie radę na własną rękę.

Oczywiście, odpowiedź populistów na współczesne problemy jest bezsensowna. Choćby dlatego, że nie proponują oni spójnego rozwiązania, ale przywołują przebrzmiałe kategorie, które przestały funkcjonować, gdyż swego czasu także sprawiały kłopoty. W tym sensie proponowana przez populistów rewolucja jest nie tylko głęboko konserwatywna, ale także jałowa.

Prawo i Sprawiedliwość krytykuje europejskość za pomocą polskości, a biurokratyczność za pomocą woluntaryzmu. Zapomina, że osamotnienie przez stulecia było największym przekleństwem. W podobną pułapkę wpadł amerykański prezydent, który przywołał niespotykane wcześniej za oceanem demony. Mur na granicy z Meksykiem do tej pory nie powstał, bo nie wiadomo, kto i przed kim miałby go zbudować w przypadku narodu, który sam siebie traktuje w kategoriach politycznych.

Granica pomiędzy buntem a błazenadą bywa cienka

Populiści nie rozumieją także, że nie każdy moment jest dobry na rewolucję, a granica pomiędzy buntem a błazenadą bywa cienka. Wszyscy czasem przeklinamy, gdy czekamy na zielone światło, ale nie zaczniemy z tego powodu masowo ignorować przepisów ruchu drogowego.

Swoją stabilność system zawdzięcza temu, że wciąż daje nam znacznie więcej niż jego kontestatorzy. Możemy kręcić nosem na obowiązkowe szczepienia, jednak gdy zachorujemy, bardziej zaufamy biologom i lekarzom niż szemranym aktywistom. Spiskowa teoria o zamachu na prezydenta może być pociągająca, ale koniec końców wolimy, żeby lotnictwem zajmowali się fachowcy, a nie fanatycy. Nawet duma narodowa bywa sycąca, ale w kontekście zagrożenia ze strony Rosji wolimy uciec pod ochronny płaszcz silniejszych partnerów, niż prężyć muskuły. System ogranicza bowiem naszą wolność – i wzmaga potrzebę oporu – ale jednocześnie zapewnia nam wymierne korzyści.

Jedynym rozwiązaniem honorowy odwrót

Niedawno prawica zorientowała się, że granie w kontrze do globalnych układów skazane jest na porażkę. Taka polityka przyniosła więcej szkód niż korzyści – wstawanie z kolan pozostało wyłącznie zwrotem retorycznym w kontekście politycznej i gospodarczej izolacji. W perspektywie zbliżających się negocjacji unijnego budżetu prawica w popłochu zawróciła z dotychczasowej drogi. Władza boleśnie przekonała się, że o sile współczesnych państw decyduje nie nachalna propaganda ich tożsamości, ale miejsce na światowej scenie politycznej.

Podobny zwrot akcji nastąpił w przypadku ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Początkowo  prawica widziała siebie w roli mentora, jednak sięgnęła po pojęcia, które okazały się dysfunkcjonalne. Słowa Morawieckiego wywołały takie kontrowersje, ponieważ użył idei narodu w sposób konfrontacyjny, co jest całkowicie sprzeczne ze współczesnym dyskursem. Szybko okazało się, że nikt poważny nie chce z nami rozmawiać.

Pogarda dla rzeczywistości spowodowała, że zamiast zmieniać świat, prawica własne postulaty mogła wygłaszać wyłącznie sobie a muzom. Dialog stał się niemożliwy, jedynym wyjściem stał się więc honorowy odwrót.

Tę tendencję widać także w sferach, które przez lata wydawały się ideowo definiować prawicę. Po wielu latach pogodzono się z tym, że nie wszystkim wydarzeniom należy przypisywać wielkie kwantyfikatory, a przyczyny katastrofy samolotowej mogą być złożone. Podobnie jest z wygasającą chemią pomiędzy obecną władzą a przeciwnikami szczepień czy nacjonalistycznymi grupami. W każdym z tych przypadków początkowy urok rebelii osłabł, koniec końców system okazywał się silniejszy.

Niezgrabne wycofywanie się z dogmatów

Politycy Prawa i Sprawiedliwości próbują balansować na linii – chcą być na tyle blisko systemu, żeby być przez niego legitymizowanymi, ale jednocześnie na tyle daleko, żeby móc go negować. Właśnie taki był zamysł namaszczenia na premiera Mateusza Morawieckiego, bankiera z rogatą duszą. Na razie efekty tego manewru są mierne, co coraz wyraźniej widać w sondażach. Niezgrabne wycofywanie się z dotychczasowych dogmatów poważnie naruszyło wiarygodność ideologiczną, a zamieszanie wokół premii jak nigdy wcześniej uświadomiło wielu wyborcom, że obecna władza nie jest wyjątkowa.

Na razie populiści – także polscy – są zbyt słabi, żeby wzniecić ogień rewolucji. Nie należy jednak traktować tych ruchów z pobłażaniem, lecz uważnie obserwować, do kogo i z czym się zwracają. Są bowiem odbiciem lustrzanym problemów i wypaczeń współczesnego świata, a z ich konsekwencjami wszyscy prędzej czy później będziemy musieli się zmierzyć.

---

Jan Radomski – publicysta i bloger, od 2010 roku związany z redakcją „Liberté!”, członek zarządu stowarzyszenia Projekt: Polska. Kontakt z autorem: @jwmrad

Najnowszy sondaż. Potężny spadek poparcia dla PiS. Jest już komentarz Kaczyńskiego

Więcej o:
Komentarze (318)
Prawo i Sprawiedliwość hamuje rewolucję
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 47 razy 39

    jeżeli pisowska "rewolucja" ma polegać na dawaniu ciepłą raczka to jednym to drugim miliardów z budżetu państwa ... to chwała bogu że wyhamowała!
    Polska nie jest w stanie utrzymywać takiej bandy bolszewików jak PiS całymi latami przy żłobie

  • krynolinka

    Oceniono 48 razy 34

    Bankier z rogatą duszą ? Ciepłe kluchy z zaczerwienionym nosem. Sukcesy finansowe ma pewnie takie same jak to, że jego bank kredytów frankowych nie udzielał.

  • Artur Szwarc

    Oceniono 41 razy 29

    Uważam że jeżeli Morawiecki jest za opuszczeniem EU oraz jeśli jest zwykłym antysemitą, to powinien się to do tego przyznać a nie chować po kątach. Elektorat ze wsi Podlasia i chłopcy z ONR napewno to docenią.

  • notremak

    Oceniono 37 razy 25

    Po prostu pissdzielcy umysłowo, kulturowo, mentalnie itd. nie dorośli do rządzenia!
    Takie Szydłoponure w porównaniu z Tuskiem czy Długopiss w porównaniu z Kwaśniewskim..., śmiech ma sali!
    Oczywiście, śmiech też ponury, jak zawsze, gdy do koryta dorwą się zera, gang bezmózgich nieudaczników, przeplatanych paranoikami i wariatami, którym wydaje się, że wszystkie rozumy pojedli.

  • Dana Nowak

    Oceniono 26 razy 24

    PiS to nie jest żadna prawica. Jest to mętna mieszanina mentalnej postkomuny połączonej z nacjonalizmem i katotalibanem.

  • whufan

    Oceniono 32 razy 22

    W centrum zainteresowania miał znaleźć się konkretny człowiek
    I tak sie stalo, a tym konkretnym czlowiekiem jest szczerbaty pokurcz z Zoliborza.

  • ochujek

    Oceniono 33 razy 21

    Wszystko to potwierdza że w społeczeństwie większość stanowią głupcy. Wybrali zmianę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX