Beczek: Klincz PiS w sprawie aborcji. Jak zadowolić biskupów i nie rozgniewać 85 proc. Polaków?

Wiktoria Beczek
PiS do końca kadencji będzie markowało ruchy tak, by na chwilę ugłaskać biskupów, a później zostawiać ich z niczym. Ale to jeszcze nie powód, by triumfować.

Rządzący wykonują chaotyczną rejteradę. Zaczęło się od wycofania ustawy o zbiórkach publicznych, później nagłe nowelizacje ustaw sądowniczych, odkrycie niekonstytucyjności jednego z zapisów ustawy o IPN, publikacja wyroków Trybunału Konstytucyjnego i wisienka na torcie - próba porzucenia zakazu aborcji.

Wydaje się, że posłowie przepuścili ustawę Kai Godek przez jedną komisję i kiedy wnioskodawczyni ogłosiła, że jeszcze w tym samym tygodniu uda się przyjąć projekt w drugiej komisji i na posiedzeniu plenarnym, nagle partia odwołała i komisję, i posiedzenie. To nie przypadek, to obawa.

PiS przestraszyło się protestów

Rządzący chowają ogon pod siebie w obawie przed sankcjami Brukseli i Waszyngtonu. Stąd ustępstwa w sprawie sądów, IPN i nieco już zapomnianych wyroków TK. W PiS zapewne spodziewają się, że środowiska międzynarodowe mogą wyrazić głęboki sprzeciw również wobec prób zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Zrobiła to już ONZ, zaalarmowana tym, że ustawa przeszła przez pierwszą komisję. W sprawie aborcji kluczowe wydają się jednak protesty. Pierwszy „czarny protest” natychmiast zgasił zapał rządzących. Wcześniej widzieli marsze KOD, które - choć liczne - były bezideowe. Gdyby łapać na wyrywki uczestników demonstracji, bardzo wielu z nich miałoby problem z wyjaśnieniem, o co właściwie walczą. W „czarnym proteście” to było jasne, kobiety wyszły na ulice, by pokazać, że nie zgadzają się na okrucieństwo. Część wyszła w obronie kompromisu, część chciałaby liberalizacji przepisów. Ale zgadzały się co do rzeczy najważniejszej - nie można pozwolić władzy nawet na najmniejszy krok.

PiS przestraszyło się protestów i nie jest to wyłącznie opinia - niektórzy politycy w przypływie szczerości przyznawali, że nie można forsować zmiany ustawy przy masowych demonstracjach.

Niekorzystne dla rządzących są też sondaże. Według ostatniego z nich aż 85 proc. osób jest przeciwko zaostrzeniu przepisów, a prawie 50 proc. wyborców PiS chce zachowania kompromisu. To zbyt duży odsetek, by móc go zlekceważyć. Być może PiS i zwolennicy zakazu aborcji nie zdają sobie jeszcze z tego sprawy, ale stosowana przez nich toporna propaganda sprawi, że ten odsetek będzie tylko rósł. Wyświetlanie w TVP filmów, które aborcję łączą z Hitlerem, może zadowolić radykałów, ale odstraszy całą resztę. Podobnie z rozwieszaniem antyaborcyjnych billboardów przy przedszkolach.

Blefy władzy

PiS znajduje się między młotem a kowadłem. Z jednej strony środowiska antyaborcjonistów i biskupi, z drugiej - miażdżące sondaże. Prawdopodobne wydaje się, że do końca kadencji będą próbowali markować ruchy - niby wyciągną rękę do Kościoła, Godek i jej środowisko już będą w ogródku witać się z gąską, by za chwilę przekonać się, że to kolejny blef.

Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby ten temat odłożono zupełnie. Bez dawania nadziei 15 proc. i wzniecania pożaru, który jest niebezpieczny głównie dla PiS. Podczas „czarnego protestu” w akcję włączone były nawet niewielkie miejscowości. To pokazało, że sprzeciw jest naprawdę powszechny. Ale władza, każda władza, jest stolicocentryczna. Znacznie lepiej na wyobraźnię posłów działa hasło: „jedziemy na Warszawę” niż małe grupki, nawet w każdej miejscowości w Polsce. Bo władza jest w Warszawie - w Sejmie, kancelariach i siedzibach partii. Tu mogą się natknąć na wkurzonych demonstrujących, a stąd tylko krok do konieczności spojrzenia im w oczy. A tego nie lubi żadna władza.

Zarządzanie kryzysowe

W przypadku aborcji jeszcze długo będziemy się bawić w kotka i myszkę. Dlatego mimo rejterady PiS nie należy popadać w przesadny zachwyt. To wszystko polityczna gra. Raz waga przechyla się na jedną, raz na drugą stronę, a czasem nerwowo się buja. Tak jest i dziś - ustępstwa na wszystkich niemal polach poprzedza Beata Szydło, która z mównicy krzyczy, że ministrom należały się wysokie premie, bo tak ciężko pracowali. Zarządzanie kryzysowe nigdy nie było mocną stroną PiS. Należy więc stale przypominać politykom, że protesty mogą im w każdej chwili wywołać niemały kryzys.

Czytaj też:

Więcej o:
Komentarze (183)
Zakaz aborcji. PiS będzie markowało ruchy przed biskupami
Zaloguj się
  • niko8472

    Oceniono 49 razy 37

    Biskupow i kosciola generalnie nie trzeba "zadawalac" tylko odciac od publicznej kasy. Jak sie sami beda utrzymywac zajma sie potrzebami swoich wiernych w ramach marketingu. Zaczna sluchac czegos wiecej niz porno w konfesjonale.

  • krynolinka

    Oceniono 32 razy 26

    Głąby może kiedyś zrozumieją, że żadna kobieta nie robi tego dla przyjemności. Bo k*już mi się cierpliwość kończy.

  • remo29

    Oceniono 27 razy 23

    Biskupy, jak zawsze w przypadku aborcji, zadowolą się skromnym datkiem kilkudziesięciu banieczek z budżetu państwa, paroma hektarami ziemi itd. Oni głupi nie są, wiedzą że barany się strzyże, nie zjada.

  • mapi7

    Oceniono 31 razy 23

    Do PiSu i kościoła katolickiego! Łapy precz od Polskich kobiet!

  • pan.szklanka

    Oceniono 17 razy 15

    Jak nie rozgniewać biskupów? Na kota.
    - niech będzie pochwalony, chciałbym ochrzcić kota
    - proszę nie bluźnić!
    - daję sto tysięcy
    - proszę przygotować kota do chrztu, pierwszej komunii i bierzmowania

  • Darek Kontakt

    Oceniono 18 razy 14

    STOP PISlamowi !!! czyli sojuszowi ePISkupów Kościoła Katolickiego z PISankami !!!!
    Chcą decydować kiedy masz rodzić , kiedy robić zakupy , komu 500+ a komu SADURSKA 421.000,00 + w pół roku , !!! BANKSTER PREMIEREM, RYDZYK KASJEREM to Polska 2018 !!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX