Woś: To koniec śmieciówek! Teraz biznes zrobi wszystko, żeby nowy kodeks pracy uwalić

Rafał Woś

Rafał Woś (Fot. AG/Marta Kondrusik)

Nowy kodeks pracy to osinowy kołek na wampira śmieciowego zatrudnienia. Jeżeli nie teraz go wbijemy, to niby kiedy?

Powiedzmy to sobie otwarcie: idzie wojna. Właściwie ona już się rozpoczęła. Reakcją na projekt nowego kodeksu pracy, który likwiduje śmieciówki, będzie wściekły opór pracodawców. Trudno im się dziwić. Przez ostatnie półtorej dekady to oni najbardziej korzystali na upowszechnieniu w Polsce umów pozakodeksowych. Dzieł, zleceń i wymuszonego samozatrudnienia. Niższe koszty, większa elastyczność i generalna przewaga pracodawcy nad pracownikiem były ukrytym rachunkiem za świetne samopoczucie sporej części polskich elit biznesowych i politycznych. Liczących zyski z nieprzerwanego wzrostu gospodarczego na „zielonej wyspie”. Problem w tym, że owoce tego wzrostu nie były dzielone sprawiedliwie.

Nie wiecie, o co chodzi? To zapytajcie sprzątaczek udających jednoosobowe korporacje, dziennikarzy na odnawianych w nieskończoność dziełach albo dyspozycyjnych na każde skinienie grafików czy kierowców. Milionów pracowników, którym w warunkach ekonomicznego szantażu wmówiono, że praca to praca. Nieważne jaka, jak płatna i na jakich warunkach. A jak się nie podoba, to proszę, tam są drzwi.

Etat z wyjątkami

Propozycja nowego kodeksu zakłada w zasadzie likwidację umów śmieciowych. Jeśli kodeks przejdzie, to domyślnym sposobem pracy w Polsce będzie… umowa o pracę. Czyli normalny etat. Kiedyś cywilizowana norma. Dziś mityczny stwór, którego wielu na oczy nigdy nie widziało. Z ubezpieczeniem socjalno-emerytalnym. Z płatnym nieprzerwanym urlopem. Z prawem do zrzeszania się w związku. Jeśli pracodawca i pracownik chcą ze sobą pracować i porozumieją się co do warunków, to podpisują umowę o pracę. Tam, gdzie to możliwe – od razu na czas nieokreślony.

Od zasady domyślnego stałego etatu będzie kilka wyjątków – żeby rzeczywistości na śmierć nie zaregulować – na okres zbiorów w gospodarstwie rolnym, dla zatrudnionych w gorącym przedświątecznym szczycie w firmie wysyłkowej czy dla studentów do 26. roku życia albo emerytów, którzy chcą sobie dorobić.

Drugim dopuszczalnym sposobem świadczenia pracy w Polsce ma być samozatrudnienie. Aby jednak uniknąć plagi fikcyjnych jednoosobowych korporacji, w nowym prawie zamontowano wiele zabezpieczeń. Wszelkie wątpliwości sąd ma rozstrzygać na korzyść zatrudnienia. Ponadto pracodawca zaprzeczający istnieniu stosunku pracy ma obowiązek przeprowadzenia dowodu, że praca nie jest wykonywana pod jego kierownictwem.

Pracodawcy zawyją: "Gospodarka tego nie wytrzyma!"

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, co się będzie działo wokół nowego kodeksu w najbliższych miesiącach. Pracodawcy swojej „przewagi konkurencyjnej” tak łatwo nie oddadzą. Jeśli więc rząd skieruje nowelę na ścieżkę sejmową, to będą ją torpedować różnymi kanałami i przy pomocy najróżniejszych argumentów.

Po pierwsze, będą powtarzać, że gospodarka likwidacji śmieciówek nie wytrzyma. Pojawią się podpierane ekonomicznymi autorytetami analizy, z których będzie wynikało, że czekają nas wzrost bezrobocia i spadek zarobków. Będziemy czytali, że przeciętny pracodawca zostanie zmuszony do zredukowania zatrudnienia o 30 proc. (Dlaczego akurat tyle? Nie wiadomo. Ważne, żeby pojawiła się cyfra. Cyfry zawsze dodają wiarygodności). Tak dzieje się za każdym razem i wszędzie tam, gdzie dyskutowana jest jakaś propracownicza reforma. W ostatnich latach w Polsce ten sam typ argumentacji towarzyszył podwyższaniu płacy minimalnej, ozusowaniu niektórych śmieciówek czy wprowadzeniu programu 500 plus. Zazwyczaj strachy się nie sprawdzają. Nie przeszkadza to jednak w ich powtarzaniu. Straszenie nic przecież nie kosztuje.

Opozycja będzie straszyć, że to kodeks od PiS-u

Po drugie, strategią pracodawców, której możemy się spodziewać, będzie dezorientacja. Na przykład wskazywanie, że projekt nowego kodeksu jest tak naprawdę antypracowniczy. To wyjątkowo perfidny trik, bo zazwyczaj polega na wyciąganiu z nowego prawa tych jego elementów, które zostały tam wpisane, by… udobruchać pracodawców. Zawrzeć jakiś kompromis i osłodzić im pożegnanie ze śmieciówką. Usłyszymy więc pewnie, że „tak naprawdę” liczą się prowadzone przez pracodawców konta nadgodzin (choć to mechanizm, na który trzeba będzie uzyskać zgodę związków). Będzie też mowa o wzmocnieniu dużych central związkowych kosztem mniejszych graczy. Tak jakby los Inicjatywy Pracowniczej wcześniej leżał pracodawcom mocno na sercu. Wielu ludzi o propracowniczej wrażliwości się na ten trik niestety nabierze.

Po trzecie, będą mówili, że tak naprawdę nic się nie zmieni. Usłyszymy pewnie, że nowy kodeks to bicie piany, a dotychczasowy kodeks świetnie bronił praw pracowniczych. Że to fetyszyzowanie prawa. Albo że zamiast kodeksu należałoby wzmocnić Państwową Inspekcję Pracy, żeby przestrzegania starego kodeksu pilnowała (tak jakby silniejsza PIP i nowy kodeks to były rzeczy w jakikolwiek sposób zamienne). Kiedy usłyszymy ten argument, pamiętajmy o jednym: gdyby nowy kodeks nic nie zmieniał, toby nie był torpedowany. Wtedy by nikogo nie grzał i nikogo nie ziębił. 

Po czwarte wreszcie, wiele osób da się złapać na haczyk, że skoro prawo powstało w PiS-owskim Ministerstwie Pracy, to jest z gruntu podejrzane. Trzeba więc nowy kodeks wyrzucić do śmietnika bez czytania jako coś z gruntu toksycznego. W tę pułapkę wpadnie zapewne spora cześć lewicowo usposobionego anty-PiS-u.

Przysłuchując się debacie o pracy w najbliższych tygodniach i miesiącach, pamiętajmy o jednym: nie ma rozwiązań idealnych. Ale jeśli nie teraz, to kiedy?

Cotygodniowe podsumowanie roku 11/2018. Podcast ekonomiczno - polityczny Rafała Hirscha

Zobacz także
Komentarze (206)
Woś: To koniec śmieciówek! Teraz biznes zrobi wszystko, żeby nowy kodeks pracy uwalić
Zaloguj się
  • Khubeo Miks

    Oceniono 27 razy 23

    Od kilkunastu lat współpracuję jako tłumacz freelance na umowach o dzieło z wieloma firmami (biurami tłumaczeń). Ja jestem zadowolony, oni są zadowoleni. Pisanie o kołkach na wampiry świadczy jedynie o głupocie autora artykułu i niezrozumieniu złożoności zagadnienia. A jak widzę "wściekły opór", "elity" itd. to już chyba nie muszę mówić, jakie czasy i jaka retoryka się przypomina? Jak już napisano - chodzi głównie o wyciągnięcie składek. Jak się wywala na 500+ co miesiąc gruby hajs to skądś trzeba to finansować. Ja rozumiem, że są tacy ludzie, którzy są przymuszani do innej formy zatrudnienia, niż by chcieli, ale przecież nie wszyscy! Projekty zmian w prawie pracy to dramat, naprawdę przerażenie ogarnia na myśl, kogo tam pozatrudniali i jakie tego będą skutki. Skrzywdzenie szeregu grup zawodowych, setek tysięcy ludzi, wycierając sobie gębę frazesami o "złych panach", co to im nareszcie się odbierze złote klamki i kawiory.

  • mm-aarreekk

    Oceniono 41 razy 23

    Chyba już czas aby osoby zatrudnione na podstawie umowy cywilnoprawnej zaczęły pozywać niedouczonych dziennikarzy do sądu. Nazwa umowa śmieciowa obraża każdą osobę, która pracuje na podstawie takiej umowy. To jest umowa cywilnoprawna. Czy inne instytucje prawa cywilnego nazywa pan także śmieciowymi ? Obecne przepisy Prawa pracy są bardzo jasne. Jeżeli ktoś pracuje 40 godzin pod kierownictwem pracodawcy w miejscu i czasie oznaczonym to powinien być pracownikiem. To nie umowa jest śmieciowa tylko pracodawca łamie prawo. Ale w XXI wieku jest mnóstwo prac, które nie da się podciągnąć pod etat. Likwidacja umów cywilnoprawnych zabije naszą gospodarkę razem z pana gazetą, która i tak już ledwie zipie.

  • Józef Krościsty

    Oceniono 26 razy 20

    Mozna napisać kodeks, ze kazdy pracownik mieć służbowego Mercedesa. Tylko ktoś musi za to zapłacić. Pracodawcy nie są wampirami, tylko nie chcą pokrywać bardzo wysokich kosztów zatrudnienia na umowę. Przypominam, ze większość instytucji publicznych wybrała firmy sprzątające i ochroniarskie działające na smieciowkach. Dlaczego? Bo były najtańsze. Takie zmiany spowodują dalszy wzrost cen i inflacje. Pracodawcy przełożą wzrost cen na klientów.
    PIS to typowa bolszewia. Regulują wszystko nakazami, zamiast sprawić, ze umowy sabtak samo opodatkowane i wtedy zysk z innej formy umowy jest żaden. Nakaz każdy prędzej czy później obejdzie, jeśli będzie miał w tym zysk. Jeśli się zlikwiduje ten zysk nikt nie bedzie obchodził bo po co.

  • deusirae

    Oceniono 25 razy 19

    Wos, piszac w ten sposob kreujesz sie na komunistycznego idiote. Tzw tworcy, niezalezni freelancerzy etc maja gdzies te "etaty" ktorymi chcesz ich na sile bolszewicki kmiotku, uraczyc na sile. Zacznij teraz jeszcze pisac o nacjonalizacji, bo przeciez "pracodawcy" to pijawki zerujace na biednrj klasie robotniczo-chlopskiej.

  • ekiwok

    Oceniono 28 razy 18

    Ja na studiach siedziałem w domu i pisałem programy w ramach zleceń na „śmieciówce”, czyli umówie o dzieło. Zamiast płacić 18% podatku + ZUS płaciłem 9%, więc nie musiałem myśleć o zakładaniu DG itd. Komputer/kursy płaciłem sobie normalnie bo nie musiałem płacić prawie 40% podatku i ZUS.

    Natomiast w moim rodzinnym mieście było jedno kino które zatrudniało obsługę (studentów) na umowę o dzieło. Za jakieś 5,50 brutto (bo 9% podatku bo koszt uzyskania przychodu).

    I PIP jakoś nigdy nie był w stanie dowalić kary, bo niby jakie to dzieło jak ktoś pozostaje do dyspozycji pracodawcy, sprzedaje bilety, sprząta salę i sprzedaje popcorn?

    Zamiast rozwiązać problem z wyzyskiem to po prostu podnoszą wszystkim podatki.

    Powodzenia. Dalej będą wyzyskiwać ludzi tylko na czarno.

  • krynolinka

    Oceniono 28 razy 18

    Najpierw niech budżetówka się rozejrzy kto i na jakich zasadach sprząta kible w ministerstwach.

  • pisiekundlecaladobe

    Oceniono 32 razy 18

    Przestańcie wymyslac, że chodzi o jakieś zabezpieczenia. Chodzi o SKŁADKi, o nic więcej. Składki dla złodziejskiego państewka. Jednocześnie chodzi też o ukrócenie "prywatnej inicjatywy".

    Pracodawca sobie policzy - ma 10 pracowników - 5 na etatach, 5 na zleceniach. Dwóch zleceniobiorców przeniesie na etat, prace pozostałych trzech rozdzieli na siedmiu etatowców, z niewielką pdowyżką. Trzech zlecenioborców pójdzie na bruk. Jeśli z racji profilu firmy nie będzie to mozliwe - wywali zleceniobiorców, będzie produkował mniej. Jeśli i to się nie uda (bo firemka malutka) - zacznie zwijać interes.

    A np. wydawnictwo? Moze ma autorów zatrudniać na etatach? No chyba żart. No i studenci naprawdę się ucieszą, bo przestaną wieczorami i w weekendy dorabiać.

  • maaac

    Oceniono 26 razy 18

    Znów po komunistycznemu załatwianie różnych spraw.
    Chciałbym przypomnieć, ze od walki o prawa pracownicze są związki zawodowe.
    I nie powinny być one częściami firm a zrzeszać ludzi BEZ względu na to gdzie pracują. I bronić interesu pracowników BEZ względu na to gdzie ci pracują.

  • comberjagniecy

    Oceniono 15 razy 15

    Rozumiem, że pan Woś marzy o etacie w GW, ale nie każdy chce tak żyć.

    Tak, pracuję na nieozusowanych umowach o dzieło. Jak najbardziej legalnie, bo wykonuję pracę twórczą i autorską. Mam kawałeczek etatu, więc na szczęście także ubezpieczenie. I wołami nikt mnie nie zaciągnie na etat, gdzie pracodawca pozwoli mi wziąć w ciągu roku dwa urlopy po 14 dni wtedy, kiedy jemu będzie pasowało, a moja druga połowa dostanie dwa urlopy w całkiem innym terminie. Na etat, na którym nie wolno mi będzie sobie dorobić w razie potrzeby i na którym stracę wszelki kontakt z innymi zleceniodawcami (zakaz pracy u konkurencji), więc w razie zwolnienia zostanę w pustce.

    Owszem, stanowisko pracy pracy muszę wyposażać samodzielnie, nie mam płatnego urlopu ani zasiłku chorobowego, na którym dałoby się przeżyć. Ale za to nie muszę dojeżdżać i stać w korkach ani wbijać się w dress code. Potrzebuję wyjść coś załatwić - wychodzę. Potrzebuję odespać pracę do rana - odsypiam. Potrzebuję wyjechać - pakuję laptopa i wyjeżdżam. Wybieram projekty, które mi twórczo odpowiadają, mam szerokie kontakty w środowisku (dywersyfiakcja zleceń) i nie dotyczą mnie żadne personalne rozgrywki w firmie.
    Owszem, fajnie byłoby mieć gwarancję emerytury. Tylko że etat jej nie da, nawet jeśli będzie mi odciągał potężny ZUS od pensji. Zresztą w mojej branży etatu nikt nie da, a nie zarabiam aż tyle, żeby stać mnie było na założenie DG i samodzielne opłacanie ZUS-u. Jeśli więc wszedłby ten nowy kodeks pracy, pozostaje mi albo pomoc społeczna, albo emigracja (praca na czarno tej branży nie przejdzie).

    A panu Wosiowi podpowiem, bo najwyraźniej się nie orientuje, choć jest wielki znaffcą. Do uzdrowienia rynku pracy w PL potrzebna jest jedna rzecz: co najmniej pięciokrotna OBNIŻKA ZUS-u, ale za to objęcie nim wszystkich na takich samych warunkach: górników, rolników, sędziów, księży, freelancerów... Tak, żeby każdego było stać ten ZUS zapłacić - obojętne, czy zleceniodawcę, czy zleceniobiorcę. Każdy chciałby mieć ubezpieczenie i wysługę lat do emerytury.
    Teraz nieliczni płacą kwoty, które ich duszą. I dopóki tak będzie, dopóty ludzie zrobią wszystko, żeby tego kosztu uniknąć.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje