Galopujący Major: "Zapraszamy do reklamy". Analizujemy sprytny list Magdaleny Ogórek

Magdalena Ogórek

Magdalena Ogórek (Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta)

Puk, puk. Zapraszamy do reklamy. Po żydokomunistycznych emocjach czas na krótką przerwę - Magdalena Ogórek w liście do Muzeum Polin zdołała nawet zareklamować swoją książkę. Skład sędziowski przyznaje też dodatkowe punkty za chwyty na córkę i na prawilnego Lecha.

Złośliwi powiadają, że polityczna kariera Magdaleny Ogórek na programie „W tyle wizji” się nie skończy, że w inny sposób przejdzie do historii. Nie sposób się z tym nie zgodzić, już dziś Ogórek w historii IV RP się zapisała, choćby jako symbol pewnej postawy, która niechybnie powinna być przedmiotem namysłu na studiach dziennikarskich i nie tylko. Symboliczny jest także list Ogórek do Muzeum Polin, pełen ukrytych przekazów i znaczeń, którego lektura sprawia frajdę, jaką musieli czuć Głowiński z Klempererem, gdy w swoich czasach czytywali listy do redakcji. Warto przyjrzeć mu się bliżej.

Zobacz też: Ogórek wytykała żydowskie pochodzenie politykowi. Wpis trafił na wystawę, teraz żąda przeprosin

Jak wychowywałam córkę

Doskonale pamiętam dzień, gdy ze swoim kilkuletnim dzieckiem odwiedziłam powstające dopiero Muzeum Polin. Nie było wówczas jeszcze wystawy stałej, przewodniczka oprowadziła nas po pustym gmachu, opowiadając dopiero o idei powołania tej instytucji. Przyprowadziłam tam swoje dziecko, bo uznałam, że moim obowiązkiem jest - jako Polki i historyka - ukazanie córce, jak pięknie dwa narody - polski i żydowski, potrafiły współżyć z sobą przez wieki. Jak łączyła nas wspólna historia, kultura i dobro.
Wracałyśmy do muzeum jeszcze kilkanaście razy - córka zawsze z zapałem wypełniała ankietę przy wyjściu, a ja w mediach społecznościowych zachęcałam do odwiedzin w Polin.
Gdy córka rozpoczęła edukację podstawową, z mojej inicjatywy klasa wychodziła do muzeum Polin na lekcje muzealne. W domu, oprócz Mickiewicza i Słowackiego, dziecko czytało m.in. "Opowiadania dla dzieci" I. B. Singera, bywało w Teatrze Narodowym, ale też w Teatrze Żydowskim.

Fachowcy od PR twierdzą, że w wypowiedziach publicznych najważniejsze są wzruszający wstęp i mocne zakończenie. Wstęp ustawia nas w oczach odbiorcy, a zakończenie ma jedynie owe ustawienie ostatecznie potwierdzić. Cała reszta (czyli środek) i tak nie zostanie zapamiętana. Ogórek zagadnienie wstępu opanowała całkiem zgrabnie, nawet najtwardszej skamielinie trudno się nie wzruszyć. Owszem, ktoś powie, że historia wychowywania córki nieco się dłuży, że jedną trzecią listu zajmuje, ale dzięki temu nawet najbardziej oporny czytelnik zrozumie, że tu chodzi o coś najważniejszego: o zhańbioną polską matkę z polskim dzieckiem. Warto podkreślić, że Muzeum Polin nie pierwsze o córce Magdaleny Ogórek czytać musi. Swego czasu musiał też czytać Tomasz Machała, którego Wirtualna Polska przez robienie zdjęć nasiliła hejt, bo „chciała przykryć książkę” Ogórek. Myślę, że o córce nieraz jeszcze usłyszymy, zwłaszcza że dzięki „chwytowi na córkę” Ogórek całkiem nieźle wychodzi z progu, i to nawet z najniższego rozbiegu.

Chwyt na żydokomunę

Od czterech lat dziecko uczy się hebrajskiego (z przerwą) - sama zainteresowała się językiem przez kontakt z kulturą (dzięki mamie), ale wie także, kim była Luna Brystygierowa, Jakub Berman, Józef Różański i inni kaci, których wystawa Polin nigdy nie uwzględniła. (J. Światło jest schowany za drzwiami.)
Dziś moje dziecko ma kilkanaście lat. Mogę z dumą powiedzieć, że dzięki mojemu wychowaniu jest młodą Polką, patriotką, która żywi wiele uczucia wobec narodu żydowskiego, ale wie też, co działo się w katowniach na Rakowieckiej, w al. Ujazdowskich w okresie stalinizmu. Bowiem historii nie wolno  opowiadać relatywnie.

Po dobrym wstępie czas na wyprowadzenie ciosu. Niestety, tutaj musimy obniżyć noty za styl, albowiem zestawienie córki z historią katów UB może rodzić pytania, czy wrażliwość 12-13 latki takie historie uniesie. Wiemy jednak, że nie o dziecko tu chodzi, ale o „chwyt na żydokomunę”. Ta ulubiona retoryka grup pod wezwaniem „nie jestem antysemitą, ale...” zasadza się na pewnym cudownym przemienieniu. Otóż w przypadku, gdy Polak żydowskiego pochodzenia odniesie jakiś sukces (np. założy wytwórnię filmową), to z miejsca staje się Polakiem, a gdy Polak żydowskiego pochodzenia dokona jakiejś zbrodni, to z miejsca staje się Żydem. Dlatego bracia Warner od Warner Bros., z których najstarszy miał dziewięć lat, gdy z Polski wyjechał, są pełną gębą Polakami, a pracująca w Polsce Luna Brystygier to już tylko i wyłącznie Żydówka.

„Chwyt na żydokomunę” nie uwzględnia też, że ogrom komunistycznych katów to byli Polacy, a samego Pileckiego skazywał min. Roman Kryże. Logika żydokomuny nie może też być zestawiana z logiką polakokomuny, więc polski szlachcic Dzierżyński z definicji nie może być dowodem na to, że krwawi Polacy masowo mordowali zwykłych Rosjan. „Chwyt na żydokomunę” pozwala za to z Żydów (nareszcie) zrobić współsprawców, a Magdalena Ogórek dzięki niemu może ukoić nerwy tzw. judeosceptycznych czytelników oraz uprzejmie donieść władzom, że oto w Polin dokonuje się jakieś fałszowanie historii (Światło schowany, i to za drzwiami!). Jednym sztychem załatwia pani Magda kilka tematów naraz, za co trudno jej nie przyznać dodatkowych punktów od składu sędziowskiego.

A teraz przerwa na reklamy

W ubiegłym roku ukazała się moja książka „Lista Wächtera” - w której obok dramatu narodu polskiego podczas II wojny światowej równolegle opisuję dramat narodu żydowskiego i grabież dóbr kultury. Na każdym spotkaniu autorskim krzewię wiedzę wśród młodzieży o tym, co dotknęło nasze dwa narody z ręki niemieckiego okupanta.
Wśród listów, jakie otrzymuję od Czytelników, czytam: „z pani książki można uczyć się tolerancji i szacunku do innych nacji”.

Puk, puk. Zapraszamy do reklamy. Po żydokomunistycznych emocjach czas na krótką przerwę. Trwa właśnie dodruk „Listy Wächtera”, więc czemu nie przypomnieć o dziele, w którym można wyczytać, iż „wrażliwość historyka jest jak zakurzony fortepian czasami wydający fałszywy dźwięk na pięciolinii wydarzeń”. Warto jednak docenić spryt Ogórek, która nie tylko wpisuje swój produkt w debatę polsko-izraelską, ale też przywołuje kultową postać anonimowego taksówkarza, który tym razem wciela się w rolę zachwyconego czytelnika.

Dzisiaj, na wystawie o marcu '68 widnieje mój tweet - pytanie do Marka Borowskiego - jako przykład na „współczesny polski antysemityzm”. To, co Państwo zrobiliście jako muzeum, jest haniebne.
Jeden z inicjatorów muzeum, wybitny człowiek, prof. Lech Kaczyński chciał powołania tego muzeum, by łączyło Polaków i Żydów. Obecnie muzeum odeszło zupełnie od swoich funkcji społecznych, jawnie angażując się w politykę, zapominając o ważnym przekazie prof. Lecha Kaczyńskiego, Prezydenta RP - ostatnio muzeum dzieli i pomawia Polaków.

Żegnamy reklamy. Chociaż może nie do końca. Oczywiście „wybitny człowiek” Lech Kaczyński, który generował „ważne przekazy”, żadnym tam inicjatorem muzeum nie był, idea zrodziła się w latach 90., do komitetu wchodzili ludzie Marcina Święcickiego, a muzeum otwarto dopiero w 2013 roku. Chodzi jednak nie o przekaz historyczny, ale o dość popularny chwyt retoryczny na prawilnego Lecha, wcześniej znany jako: na prawilnego Jana Pawła II. Tak jak w religii żydowskiej dozwolone potrawy muszą być koszerne, tak koszerne na prawicy jest wszystko, co zahacza o Lecha Kaczyńskiego. Coś, co zostało dotknięte ręką pomazańca, nie może więc być trefne, czy to muzeum, czy droga, czy podarowana kamienica, przez co rok do roku zasługi Lecha wzrastają i okazuje się, że każdy ma jakieś relikwie. Magdalena Ogórek, rzecz jasna, to wszystko wie i dlatego akurat ten fragment listu skierowany jest do tych paru osób w ministerstwie, którym trzeba prostymi słowami unaocznić, że oto jest jakieś nieodzyskane muzeum będące w posiadaniu dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego. Pora więc je odzyskać.

Borowski, czyli Berman, ale nie ten

Jako historyk i dziennikarz mam prawo stawiać pytania i ani senator Marek Borowski, ani inny polityk nie ma prawa tej wolności historykowi i dziennikarzowi zabraniać. W dniu 28.07.2017 r., o godz 19:30 opublikowałam wpis na Twitterze, będący bezpośrednim nawiązaniem do wypowiedzi Marka Borowskiego, senatora RP, jaką wyemitowano w tym dniu w „Faktach” TVN o godz. 19:00. Marek Borowski zarzucił w niej wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi brak kręgosłupa moralnego.
Doskonale wiemy - Państwo i ja, że mój tweet nie jest przejawem antysemityzmu. Jest przejawem niezgody na zakłamywanie prawdy o stalinizmie - o okresie, o którym wciąż trudno dyskutuje się w Polsce, bowiem wszelkie pytania natychmiast knebluje się sprawdzoną metodą: oskarżeniem o antysemityzm.
Jako historyk i dziennikarka uznałam, że Marek Borowski, dwukrotnie członek komunistycznej PZPR, w której pozostał do chwili rozwiązania tej partii, ma skromne prawo moralne do pouczania o kręgosłupie moralnym i o tym, czym jest demokracja. Zadałam pytanie, bowiem przyzwoitość wobec ofiar stalinizmu wymagała postawienia go senatorowi, czerpiącemu profity z pełnienia funkcji publicznych już w wolnej Polsce, o którą walczyli Patrioci Wyklęci.
Powodowana wszystkimi tymi względami, skierowałam do senatora Borowskiego z mojego prywatnego konta na Twitterze esencjonalne (wymóg 140 znaków) pytanie w kontekście jego drwin z wicepremiera Gowina: „Czego oznaką była zmiana nazwiska z Berman na Borowski?”. Nikt nie ma prawa kneblować pytań historyka i dziennikarza. Podanie mojego tweeta jako przykład „współczesnego antysemityzmu” traktuję jako kolejny wyraz politycznej opresji.

O ile Ogórek świetnie zaczęła, o tyle lądowanie było już słabsze i w dodatku bez telemarka. Oczywiście Marek Borowski nigdy nie zmienił nazwiska, nazwisko swego czasu zmienił jego ojciec, który owszem, był bratem rodzonym Bermana, ale nie osławionego stalinowskiego kata Jakuba Bermana, ale zakatowanego przez Stalina w 1937 r. Bronisława Bermana. W tym sensie rodzina Borowskiego w stalinizmie miała udział bardziej w postaci ofiary, a nie kata. Ogórek prawdopodobnie po czasie wykryła pomyłkę „antysemickiej kliszy” i jako że nie mogła za bardzo się przyczepić do Marka Borowskiego, wypomniała mu zbrodnię… przynależności do PZPR. Ktoś może powiedzieć, że w ustach byłej kandydatki SLD opłakującej śmierć Oleksego to kuriozalnie obrzydliwy wręcz zarzut, ale przecież i wśród nowych politycznych opiekunów Magdaleny Ogórek wielu legitymację PZPR miało, więc akurat wypominanie legitymacji jako dowodu na pohańbienie Patriotów Wyklętych jest komicznym targaniem za wąsy dobrych paru milionów wciąż żyjących Polaków.

Nie zmienia to jednak całościowej oceny listu, w którym poszczególne części zostały doskonale skrojone pod gusta i guściki antysemickiej grupy czytelników i jako taki stanowi piękny eksponat do muzeum, może akurat nie Polin, ale tego, które mieści się w budynku dawnego kina Światowid w Krakowie.

Pożar na linii Polska-Izrael. Kryzys wywołała nowelizacja ustawy o IPN

Sprawdź, co wiesz o kosmosie
1/20Planeta ze zdjęcia to oczywiście:
Zobacz także
  • Bankiet w Pjongjangu z udziałem północnokoreańskiego lidera Kim Dzong Una, jego żony Ri Sol Ju i prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina Prezydent Korei Południowej z wizytą u Kim Dzong Una. Padły deklaracje, ale Kim stawia warunki
  • Spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem Spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem w obiektywie fotoreporterów
  • Pałac Saski Rząd planuje wielką przeprowadzkę. Senat trafi do Pałacu Saskiego, MSZ - do pałacu Brühla
Komentarze (207)
Magdalena Ogórek w liście do muzeum Polin
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 38 razy 36

    tak się ciągle zastanawiam i nie mogę znaleźć odpowiedzi, na jaką "pomroczność jasną" zapadł swego czasu Miller, promując tego blond pustaka o inteligencji ogórka na prezydenta RP???

  • krynolinka

    Oceniono 47 razy 35

    Dać jej w końcu to dyrektorowanie w Muzeum. Jak odwali wystawę pod tytułem :ratowałam Żydów gdy jeszcze nikt nie wiedział, że taki naród istnieje..To nam szczeny opadną poniżej grobli.

  • aprilapril

    Oceniono 39 razy 33

    Obrzydliwa persona z tej Ogorek. Internet nie zapomni niczego.
    Pros boga, zebys pomocy w zyciu nie potrzebowala.

  • plateza

    Oceniono 27 razy 27

    Nie, to nie jest sprytny list. To zwykłe, pospolite i odrażające krętactwo.

  • sailor2016

    Oceniono 31 razy 27

    Powyższy artykuł pokazuje zakłamanie i obłudę tej osoby. Mnie osobiście na jej widok mdli.

  • remoteisland

    Oceniono 32 razy 22

    Czy należy się zajmować Ogórkiem?
    Jak goowno lezy na chodniku to się je omija a nie o nim dyskutuje. Chyba, że w kwestii sprzątania, ale wówczas należy zaprosić do sprzątania tego, kto to goowno zrobił. A chart, który goowno zrobił, ten którego poznajemy jak kończy, jakoś się nie pali do sprzątania
    A ogórek, cóż, nadaje się tylko na mizerię. Jak się z ogórka zrobi mizerię to można dyskutować czy smaczna czy nie. To po co dyskutować o Ogórku.

  • fromG y

    Oceniono 20 razy 20

    prawdziwy przekaz prawilnego Lecha brzmi "spieprzaj dziadu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje