Radomski: Świat wie, że jesteśmy ofiarami wojny. O takim komforcie inne narody mogą marzyć

Nasza historia wciąż jest żywa i doceniana, ponieważ pamięć o II wojnie światowej zdominowała polityczny dyskurs i zawładnęła masową wyobraźnią. Wiele konfliktów - niekiedy nie mniej okrutnych - zostało zatartych lub zapomnianych. Mamy komfort, o którym większość narodów nie może nawet marzyć, ponieważ o ich traumie nikt nie chce słuchać

Timothy Snyder w wywiadzie udzielonym „Polityce” wypowiedział zdanie, które z perspektywy ostatnich dni brzmi szokująco: „Nigdy nie spotkałem człowieka, który by uważał, że polskie państwo budowało obozy, w których zgładzono Żydów”. Tak naprawdę w cytacie jednego z najbardziej błyskotliwych intelektualistów naszych czasów nie ma nic zaskakującego. Snyder wygłosił oczywisty dla przeważającej większości ludzkości banał. Nie istnieje bowiem fakt, którego znajomość była bardziej powszechna niż to, kto jest odpowiedzialny za wywołanie II wojny światowej, a kto był jej ofiarą.

W jednej z najbardziej znanych gier komputerowych ostatnich lat amerykański kapitan William Blazkowicz wspólnie ze swoją polską partnerką walczą przeciwko nazistom (bez cienia wątpliwości niemieckim), którzy wygrali wojnę. Na kartach popularnej powieści „Łaskawe” również oczywiste było, że oprawcą jest Niemiec, a ofiarami – między innymi pacjenci polskich szpitali psychiatrycznych. Jeden z najważniejszych utworów słoweńskiej grupy Laibach nieprzypadkowo zawiera wers „These words are for you, Poland” (ang. „To dla ciebie, Polsko). Na angielskiej Wikipedii wśród kilkudziesięciu cytatów z filmów Woody’ego Allena znajdziemy ten o Ryszardzie Wagnerze i inwazji na Polskę („Nie mogę słuchać Wagnera. Zaczynam wtedy odczuwać potrzebę podbicia Polski”).

Najbardziej znany mem naszych czasów

II wojna światowa na trwałe przeniknęła do kultury i stała się uniwersalnym mitem. Napisano o niej tysiące powieści, nakręcono tysiące filmów, zaśpiewano tysiące piosenek oraz stworzono tysiące gier komputerów. Cały świat wie, że „źli” byli Niemcy, Włosi i Japończycy, a „dobrzy” – Żydzi, Polacy i Brytyjczycy. To sytuacja niespotykana, zwłaszcza w czasach kulturowego i politycznego relatywizmu.

Oczywiście, nie wszystko obyło się bez problemów. Za opis arcytrudnego procesu uporania się z dziedzictwem nazizmu przyznano niemieckojęzycznym pisarkom i pisarzom co najmniej kilka Nagród Nobla. Wciąż istnieją jednostki czy grupy, które próbują rozmyć odpowiedzialność, a nawet zaprzeczać faktom, ale nie zmienia to tego, że wewnątrz wielu narodów odbyły się uczciwe debaty rozliczeniowe niemające wcześniej precedensu. Ich skutkiem jest historyczny konsens wypracowany przez ofiary i agresorów. Wielu z nich stało się bliskimi sojusznikami, tak jak Niemcy i Izrael czy Stany Zjednoczone i Japonia.

Być może jest w tej historii kilka zniekształceń wymagających sprostowania. Można zwrócić uwagę na powierzchowną dyskusję o winie w Rosji, gdzie trudne sprawy zamieciono pod dywan, dumnie wyprężono pierś z medalami i do dziś próbuje się wmówić światu, że wojna zaczęła się dwa lata później. Można zarzucić, że dzięki rozkwitowi amerykańskiej popkultury zbyt akcentowany jest ten fragment opowieści, w którym bohaterscy chłopcy zza oceanu ratują Europę. Można się wreszcie frasować, że stworzona na potrzeby tego mitu baśniowa oś dobra i zła jest wykluczająca dla całych połaci kuli ziemskiej, takich jak Azja czy Ameryka Południowa.

Jednak nikt, kto ma elementarne pojęcie o współczesnej kulturze, nie może twierdzić, że ktokolwiek chce Polaków umieścić po złej stronie mocy. Kilka dni temu Rafał Stec trafnie zauważył, że najbardziej znanym memem naszych czasów jest: „Niemcy z Hitlerem wywołali II wojnę i urządzili Holocaust”.

Ogromny sukces zmienił się w smoleńską legendę

Jako Polacy odczuwaliśmy tego namacalne efekty. W latach 70. obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau został przez UNESCO wpisany na listę światowego dziedzictwa jako jedyny tego typu obiekt na świecie. Dekadę temu wpis ten uzupełniony został o słowo „niemiecki”, przeciwko czemu nikt – także Niemcy – nie protestował. W 2011 roku „New York Times” wydawał instrukcję dla swoich dziennikarzy zabraniającą używania słów „polskie obozy śmierci”. Tę tendencję widać było także w polityce historycznej, choćby przy okazji 70. rocznicy wybuchu wojny, która była ogromnym sukcesem polskiej dyplomacji, dopóki prawica nie wmieszała w smoleńską legendę spaceru Tuska i Putina po sopockim molo.

Właśnie z tej perspektywy należy spojrzeć na międzynarodową burzę, która rozpętała się po przegłosowaniu przez parlament ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Mamy komfort, o którym większość narodów nie może nawet marzyć, ponieważ o ich traumie nikt nie chce słuchać. Wiele konfliktów – niekiedy nie mniej okrutnych – zostało zatartych lub zapomnianych. Nasza historia wciąż jest żywa oraz doceniana, ponieważ pamięć o II wojnie światowej zdominowała polityczny dyskurs i zawładnęła masową wyobraźnią.

Z tej perspektywy karykaturalna jest walka o jakąś zapomnianą prawdę, o której słyszeliśmy z ust polityków. Cały świat prawdę zna przecież od dawna. Często podawane przykłady są tego najlepszym dowodem: książki Grossa czy film „Pokłosie” wybrzmiały tak mocno, ponieważ dekonstruują znany mit, co nie oznacza, że próbują go zastąpić. Taka dekonstrukcja jest naturalnym procesem dla naukowców i artystów. Więcej o sobie dowiemy się, gdy zmierzymy się z pytaniem, dlaczego część z nas Żydom nie pomagała, niż kiedy ponownie ogrzejemy się ciepłem naszego bohaterstwa. Czasy kręcenia „Czterech pancernych i psa” pewnie się skończyły, choć narracja o złym Niemcu i dobrym Polaku wciąż jest tak dominująca, że zarzuty obecnego rządu brzmią absurdalnie.

Obrońcy prawdy plotą bzdury

„Trzeba mówić o prawdzie i chcemy, żeby ta prawda docierała do wszystkich” – powiedział marszałek senatu Stanisław Karczewski. To zdanie najlepiej oddaje ducha obecnej władzy, która prawdę uznaje wyłącznie na swoich zasadach: jako produkt propagandy poddany ścisłej kontroli i wykorzystywany do osiągania korzyści. Najbardziej znany przepis ustawy zaczyna się od słów: „Kto publicznie i wbrew faktom” – trudno odnaleźć w tym choćby skrawek dobrej woli, gdy wiemy, że ustawę promują politycy, którzy publicznie i wbrew faktom plotą bzdury o homoseksualistach i uchodźcach, fałszowaniu wyborów i katastrofach samolotowych, „żołnierzach wyklętych” i Lechu Wałęsie.

Wraz z każdą prawdą nieuchronnie pojawiają się pytania, wątpliwości i nowe perspektywy. Dlatego nauka i kultura tak rzadko wydają ostateczne werdykty. II wojna światowa jest wyjątkiem – znaczna część świata zgodziła się na kompromis, który z zasady krępuje jej niuansowanie. Jako Polacy jesteśmy jednymi z beneficjentów tego układu. Należy to docenić, a nie obsesyjnie doszukiwać się przejawów tego, że ktoś myśli inaczej. Powinniśmy cieszyć się z tego, że nasza prawda wybrzmiała. Najgłośniej, jak tylko było to możliwe.

---

Jan Radomski – publicysta i bloger, od 2010 roku związany z redakcją „Liberté!”, członek zarządu stowarzyszenia Projekt: Polska. Kontakt z autorem: @jwmrad

Więcej o:
Komentarze (185)
Jan Radomski: Ustawa o IPN jest karykaturalna
Zaloguj się
  • jozbieszczad

    Oceniono 23 razy -13

    Nie pozwólmy relatywizować sprawy !
    Tych ,którzy głosowali przeciw lub wstrzymali się od głosowania w sprawie nowelizacji ustawy należy napiętnować do końca ich dni .

  • rikol

    Oceniono 15 razy -13

    Czemu Polacy chcą tak bardzo być ofiarami? TO uszlachetnia czy jak? Owszem, takie są fakty, że Niemcy napadli Polskę, na terenie Polski urządzili holocaust, a teraz dzięki doskonałej dyplomacji wbili wszystkim do głów, że to naziści w Polsce wybili Żydów, ci naziści nie mieli nic wspólnego z niemcami, rzecz jasna. Polska dyplomacja również powinna pracować, ale nie poprzez tworzenie konfliktów ze wszystkimi. Co do reparacji, temat jest zamknięty, aczkolwiek Niemcy myślą, że Polacy chcą wymusić odejście od konstrukcji South Stream z rosją. Gdyby to się udało, dla Polski byłoby to super.

  • nic_wam_to_nie_da

    Oceniono 23 razy -9

    Film pt. "Zniesławienie" dobitnie pokazuje, ze jest zupełnie inaczej niż funkcjonariusze sekty z Czerskiej starają się wmówić swoim wynawcom
    www.youtube.com/watch?v=NlmXRNEDWiY

  • augenthaler

    Oceniono 11 razy -5

    Rzadko czytam tak dobre teksty w tym tabloidzie.

  • zuuuraw

    Oceniono 8 razy -4

    Radomski pisze :
    "Timothy Snyder w wywiadzie udzielonym „Polityce” wypowiedział zdanie, które z perspektywy ostatnich dni brzmi szokująco: „Nigdy nie spotkałem człowieka, który by uważał, że polskie państwo budowało obozy, w których zgładzono Żydów"
    No to ja Radomskiemu i Snyderowi podpowiem pierwszego, szefa opozycji w żydowskim Knesecie, być może przyszłego premiera Izraela, który tydzień temu wrzeszczał, że "to były właśnie polskie obozy i Polacy je zakładali". Takich jak on setki a a nawet tysiące, trzeba być ślepcem lub polakożercą, jak Radomski, czy jak mu tan Rabe dał naprawdę na nazwisko, żeby tego nie widzieć. Parę lat temu amerykańska młodzież licealna w ankiecie na pytanie z kim kojarzą ci się naziści w prawie 70% wybrała odpowiedź 'Polacy". Możecie do znudzenia zakłamywać rzeczywistość twierdzeniami, że używanie określenia "polskie obozy śmierci" odnosi się w słowie "polskie" wyłącznie do ich geograficznej lokalizacji, a my i tak wiemy ze to talmudyczne łgarstwo, bo przecież nikt nigdy na świecie nie nazwał obozów w Mauthausen i w Gusen "austriackimi obozami", tak jak nikt nie nazwał obozu w Teresinstadt "czeskim obozem", a przecież znajdowały się w Austrii i Czechach.
    Tym wszystkim tutejszym szabesgojom spijającym łgarstwa o "polskim udziale w holocauście" płynącym z tej tu "żydowskiej gazety dla Polaków" czy z załganych książek polakożerców takich jak choćby Gross, Engelking-Boni, Skibińska, Bikont, Cała, Grabowski, dedykuję jeden z tysięcy przykładów polskiego wkładu w ratowanie Żydów, przykład polskiego sierżanta sztabowego z 11 Dywizji Pancernej III Armii USA, Alberta J. Kosieka, który na czele swojego 23-osobowego plutonu wysforował się do przdu i oswobodził łacznie 5 obozów rejonu Mauthausen-Gusen wyswobadzając ok. 40 tys. więźniów, w tym ponad 2300 Żydów ! Kosiek dowiedział się dzień wcześniej o istnieniu w pobliżu swojej pozycji obozu koncentracyjnego i o planowanym wysadzeniu tuneli skalnych wraz z więźniami. Wtedy sam , po uzyskaniu zgody telefonicznej sztabu, podjął decyzję o zaatakowaniu obozu. O nim i o wielu innych polskich Bohaterach nie przeczytacie, szabesgoje, w tej "żydowskiej gazecie"
    (empe-blog.blogspot.com/2012/02/wyzwolenie-obozow-koncentracyjnych)

  • nie_jadam_osmiorniczek

    Oceniono 12 razy -4

    Ciekawe. Czyżby pan Snyder, wielki żydowski znawca i ekspert, nie słyszał o panu Lapidzie, który kilka dni temu napisał o tym publicznie.
    Słyszał słyszał.
    Po prostu bezczelnie kłamie. W żywe oczy.

  • jan700

    Oceniono 24 razy -4

    Jest świadectwo chociaż jednego Żyda, który zrzeka się przed wojną obywatelstwa II Rzeczypospolitej i emigruje z Polski ze względu na spotykające go prześladowanie?

  • jan_sobczak1

    Oceniono 7 razy -3

    Zawsze znajdzie się jakaś świnia która za kilka szekli sprzeda własną matkę albo opluje wszystkich i wszystko. Żal mi takich ludzi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX