Najder: Dobrych mediów już nie będzie. Staliśmy się Czyngis-chanami fejsbuniowego oburzu

14.02.2018 12:50
Nie potrzeba wcale Putina czy Erdogana, żeby uczynić z mediów zakłamaną, szkodliwą i toksyczną instytucję. Odsłon Klikaczenko jest równie wydajnym tyranem.

W miniony czwartek rzucił mi się w oczy nagłówek - „Panie Czarnecki, niech pan dorośnie i przestanie manipulować - Warakomska proponuje dotkliwą karę” – a pomieszanie w nim żarliwego, osobistego apelu z wnioskiem o objęcie represjami znanego europarlamentarzysty sprawiło, że poczułem się zaintrygowany, a nawet z lekka pobudzony. Kliknąłem. 

Otóż w „Poranku Radia TOK FMredaktor Dorota Warakomska osądziła czyny i osobę Ryszarda Czarneckiego, który za porównanie swojej koleżanki z europarlamentarnych ław Róży Thun do szmalcowników stracił fotel wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

W audycji tej usłyszeliśmy między innymi, że "znany jest głównie z tego, że zamiast pracować w Strasburgu, Brukseli ciągle jest obecny w Polsce i biega od medium do medium", jak również "z braku kultury w dyskursie publicznym" oraz "nieustannych poszukiwań swojego ugrupowania politycznego". Ten ostatni zarzut, choć najprawdziwszy z prawdziwych, znajduję jako mało roztropny, zważywszy na fakt, że komentatorem w TOK FM bywa poseł Michał Kamiński, który jeśli chodzi o ilość powłok i wcieleń rzuca wyzwanie bohaterom serialu "Modyfikowany węgiel". A co zatem winno spotkać Ryszarda Odyseusza vel Zeliga?

"Moim zdaniem, najlepszą karą dla posła Czarneckiego byłaby cisza w eterze, niezapraszanie go do studiów, gdzie może na żywo pleść, przerywać, atakować” - mówi Warakomska.

Słusznie, oj, jak słusznie, uznałem natychmiast. Deryszardyzacja przestrzeni medialnej - doskonale. Ta moja wewnętrzna radosna aprobata trwała wszystkiego parę sekund.

Bo wezwanie redaktor Warakomskiej nie dość, że w praktyce niewykonalne, to jeszcze obnaża anachroniczne, naiwne myślenie o mediach i funkcjonowaniu w nich postaci pokroju Ryszarda Czarneckiego. Nie mówiąc już o tym, że dowodzi jakiegoś totalnego uwiądu elokwencji i woli zarówno u gospodarzy programu, w których on występuje, jak i jego adwersarzy, skoro ktoś o nieprzesadnym, mówiąc delikatnie, potencjale argumentacyjno-retorycznym potrafi narzucić im swój megalomański, agresywny sposób bycia.

Wszystkie media Ryszarda

Otóż rzecz w tym, że Ryszard Czarnecki ma swoje media i to potężne - od Radia Maryja przez anteny rządowe (de domo: publiczne) aż po magazyny i portale niepokorne - w których może dzisiaj do woli brylować przed ogromnym audytorium i w zależności od zapotrzebowania partyjnego i nastroju dnia prezentować się tam jako konserwatysta-męczennik, cnotliwy defensor patriae bądź zafrasowany czujny superprofesjonalista, którego skromne życie polega na pilnowaniu w Brukseli polskiej racji stanu.

I nawet jeśli media liberalne, do których apeluje Warakomska, go nie zaproszą to przecież i tak raczej prędzej niż później zareagują na jego wypowiedzi, które padły w tamtych mediach, bo w tamtych mediach będzie on z premedytacją nawarstwiał absurdy, podkręcał swoje oceny i atakował coraz napastliwiej, by wywołać gniew, irytację czy zażenowanie, a w efekcie - odpowiedzi, które sprawią, że to jego słowa nabiorą donośności i zasięgu.

Współczesne media w znacznej mierze żywią się bowiem sobą nawzajem - komentują komentarze i komentarze do komentarzy komentarzy. W tak funkcjonującym systemie Ryszard Czarnecki i jemu podobni zostają królami nagłówków na czerwonym tle, Czyngis-chanami buniowego oburzu.

Atencjusze, hologramy, kontent

Warakomska przecenia też konieczność fizycznej obecności w danym medium czy mediach. Zaproszenia do popularnego programu czy audycji na pewno mile łechtają ego nieuleczalnych atencjuszy, ale i bez nich można sobie świetnie radzić. Starczy gniewna setka w usłużnej telewizji, fejsbukowa tyrada, tromtadracki tweet odwołujący się do uczuć patriotycznych i pochodnych - i włala. Czarnecki będzie wszędzie, mimo że fizycznie być może tylko u siebie w domu. Jego hologram w postaci cytatu z niego ruszy na intensywne tournee po jedynkach, naszych mózgach i telewizyjnych rozmowach.

Wreszcie - za późno. Postulat medialnej izolacji polityka, który łamie zasady debaty publicznej byłby może do zrealizowania dwadzieścia lat temu, ale nie teraz. Bo teraz nie dość, że każdy z wybrańców narodu dysponuje swoją reprezentacją w social mediach - Ryszarda Czarneckiego na Facebooku i Twitterze obserwuje/czyta łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób - to przede wszystkim same media, a my razem z nimi, są tak bardzo uzależnione od wysokooktanowego, agresywnego i emocjonalnego kontentu, że nigdy już nie przestawią się na tworzenie merytorycznych, obiektywnych treści.

Będzie już tylko gorzej. Cieszmy się!

W istocie to nie Ryszard Czarnecki stanowi tu problem. Nie jest on wszak prototypową MaBeNą Bojową, ani nawet jednoegzemplarzowym ZION-em wyhodowanym w tajnym laboratorium w podziemiach Nowogrodzkiej 84/86.

On, parafrazując Gombrowicza, nie tyle mówi, co mówi się nim. Robi za nosiciela przekazu - ewentualnie doda coś ekstra od siebie, bo jak i reszta członków partii rządzącej bierze udział w nieustającej licytacji na skrajność, żeby punktować u Prezesa i elektoratu - i jako nosiciel jest idealnie wymienialny. Zdanie o szmalcownikach może bez większego dyskomfortu wypowiedzieć inny polityk PiS-u lub któryś z lokajskich, prorządowych publicystów.

Problemem jest stan samych polskich mediów i kultura skandalu, arogancji i mówienia-jak-jest, w której żyjemy.

Do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy doprowadziły lata ciągłych, dokonywanych z premedytacją transgresji – przesuwania granic tego, co można powiedzieć, kogo dopuścić do głosu, w jaki sposób efektownie i na oczach publiki zderzyć dwie odmienne racje. Liczono, że da się tak swawolić bez końca. I że bez końca będzie to przynosiło zyski. Wygrała chciwość, krótkowzroczność i mentalność sensatów, którzy akurat poseł Pawłowicz prosili o skomentowanie Marszu Szmat, dawali Cejrowskiego na okładkę stutysięcznika z hasłem „Won z pederastami”, pisali o zamachu i mordzie, byle sprzedać najnowszy numer, aranżowali ustawki w rodzaju Terlikowski-Szczuka, rzucali "folksdojczami", "jurgieltem" i "Targowicą", bo w ten sposób przysparzali sobie followersów i subików, hołubili Niesiołowskiego, Leppera, Palikota, Giertycha czy Jacka Kurskiego, a hołubili, bo prawie zawsze mieli z nich soczysty cytat, dorodną obelgę. Interesik kręcił się sam.

Ani się obejrzeliśmy, kiedy wszystko zmieniło się w galę MMA, na której wołamy o rozbicie komuś ryja, więcej krwi, jak najmniej litości. Nie potrzeba wcale Putina czy Erdogana, żeby uczynić z mediów zakłamaną, szkodliwą i toksyczną instytucję - Odsłon Klikaczenko jest równie wydajnym tyranem.

Coś na pocieszenie? Tak. Będzie już tylko gorzej i gorzej. Spiętrzanie inwektyw, dehumanizacja oponentów, gardłowanie o własnej ofierze i paroksyzmy moralnego wzmożenia – to będzie. Będzie też więcej botów, fejków, twitterowych bullterierów i propagandy. Pozostaje nam więc się cieszyć, że mamy lepiej niż tamci my za rok, dwa, pięć lat.

---

Łukasz Najder - (ur. 1976), redaktor, pisuje teksty różne dla „dwutygodnika”, "Pisma", Polityki" i „Tygodnika Powszechnego”. Mieszka w Zgierzu. 

Zobacz także
Komentarze (90)
Łukasz Najder: Ryszard Czarnecki i jemu podobni zostają królami nagłówków
Zaloguj się
  • polakadam

    Oceniono 25 razy 19

    bolszewicy polskiej prawicy
    " Prawo i Sprawiedliwość zawarło wiele lat temu sojusz z polskim chamem. Nie z przedstawicielem polskiego ludu, który ma określone aspiracje i tak samo, jak za Kościuszki, jak w czasie powstania styczniowego, czy w międzywojennej Polsce, łaknie modernizacji, oświaty dla swoich dzieci-po prostu zasobniejszego bytu, ale sojusz właśnie z polskim chamem.

    Cham, czyli prymityw niezdolny do rozumienia czegokolwiek i dlatego zawsze łaknący prostych, często spiskowych wyjaśnień swojej nędzy, sfrustrowany sobą samym i tym, jak traktują go inni (popełniający od stuleci ten sam grzech wobec chama, grzech zaniechania i pogardy).

    Cham nienawidzący wszystkich elit i spragniony przynależności do jakiejś wspólnoty, bez zaangażowania w to osobistego wysiłku, niejako z klasowego, czy rasowego automatycznego przydziału. Ten cham stanowi właśnie o sile bolszewików polskiej prawicy. Wszystko jedno, czy rzeczywistość wyjaśni mu Ojciec Dyrektor Rewolucjonista razem z Robesspierem Pospieszalskim, czy zrobi to sam Jarosław Kaczyński, cham jest gotowy na uwiedzenie.

    On chce bezpieczeństwa z daleka od odpowiedzialności i wolności, od debat, również tych toczonych przez „rewolucjonistów”. Wizja świata musi być prosta i zawsze zawierać element tłumaczący status chama: jego nieudaczność i biedę.

    Polski cham nie zna historii Polski. Nie zna, bo nigdy się jej nie nauczył, nawet jeżeli ktoś nauczyć go jej próbował. Historia Polski nie jest zresztą dobra dla bolszewickiego planu. Za dużo w niej nagłych zwrotów akcji, niejednoznaczności i finezji. Za dużo idei, często sprzecznych ze sobą, właśnie wieloznacznych, nie dających się wepchnąć w ramy jednej definicji."
    ://liberte.pl/bolszewicy-polskiej-prawicy/

  • cztery0000ziobra

    Oceniono 18 razy 16

    Oblicze Obatela kojarzy mi się nawet mile, bo z żeńskimi genitaliami. Ale jak tylko się odezwie... Chociaż nie: już Brantome w "Żywotach pań swawolnych" wspominał o takiej, która "pierdziała przodkiem"...

  • sector23

    Oceniono 16 razy 12

    Fenomen Ryszarda Czarneckiego można porównać tylko z występowaniem bakterii kałowych.
    Nikt ich nie lubi ale żeby nie wiem jak się starać one są obecne i co rusz ale nie wiadomo skąd się gdzie pojawiają.... , to znaczy - skąd wiadomo, ale w tym przypadku chodzi o sens metaforyczny.

  • Janusz J23Ola

    Oceniono 12 razy 10

    Rozumiem, że na zdjęciu pan Rysiek zamawia 4 piwa, bo chyba nie ma na myśli zwycięstwa. Choć zgodnie z logiką PIS nawet największe wpadki traktowane są jako sukcesy partii.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 11 razy 9

    Niestety jest coś takiego jak pułapka pluralizmu mediów polegająca na tym, że ogromna większość odbiorców wybiera sobie te media, które odpowiadają jego gustom i poglądom, ignorując pozostałe.
    No i...?
    Nie ma miejsca dla prawdy obiektywnej. Każdy ma swoją, która mu pasi.
    Taka wolska.

  • 2bogaty-wienc-mondry

    Oceniono 12 razy 8

    "Spiętrzanie inwektyw, dehumanizacja oponentów, gardłowanie o własnej ofierze i paroksyzmy moralnego wzmożenia – to będzie"
    Najcelniej,jak się da.Także tutaj.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje