Woś: Anty-PiS to skrajna konserwa. Zrobią wszystko, żeby dać postępowcom po łapach

13.02.2018 12:29
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Kaczyński i Rydzyk jądrem polskiego wstecznictwa? To już nieaktualne. Dziś nie ma nad Wisłą większych konserwatystów niż zajadle anty-PiS-owska opozycja.    

Przyzwyczailiśmy się w polskich dyskusjach używać pojęcia „konserwatyzm” w bardzo wąskim znaczeniu. Nie bez powodu. Przez ostatnie trzy dekady odnosiło się ono wyłącznie do tematyki obyczajowej. Jesteś przeciwnikiem liberalizacji ustawy aborcyjnej? Konserwatysta! Popierasz związki partnerskie? Jesteś postępowcem! Trudno o większe nieporozumienie.

Zanim pokażemy, na czym to nieporozumienie polega, pokażmy glebę, na której wyrosło. Wyjątkowo żyzną. III RP była przecież prawdziwym prymusem neoliberalnego spłycenia polityki do spraw niemal wyłącznie światopoglądowych. Polityk to był u nas ktoś, kto miał się nie mieszać do takich tematów jak sprawiedliwość społeczna, nierówności czy wyzysk pracy przez kapitał. Powinien być jak figurant-safanduła na fotelu dyrektora dużego przedsiębiorstwa. Daje mu się ładny samochód, osobistego sekretarza i karnet na squasha. Byle tylko nie schodził do hal produkcyjnych albo (Boże uchowaj!) nie zaczął przeglądać firmowych ksiąg. Polityk z III RP miał siedzieć w światopoglądowym rezerwacie. Przekonany, że tematy związków partnerskich czy odpowiedniej polityki historycznej to maksimum tego, co demokratyczny decydent jest w stanie ogarnąć.

„Gdyby wybory mogły coś zmienić, to już dawno byłyby zakazane”

Efekty widzimy dziś. Mnóstwo palących problemów społecznych. Od „teoretycznego państwa” po folwarczne relacje w miejscu pracy. Oczywiście nie tylko polska klasa polityczna przestała się interesować materialnymi podstawami bytowymi milionów obywateli swoich krajów. Podobnie było w Ameryce, Wielkiej Brytanii, we Francji czy  Włoszech. I dlatego nie ma się co dziwić, że spora część obywateli szuka tam zrozumienia u wszelkiej maści polityków antyestablishmentowych. Od Trumpa i Sandersa po Ruch Pięciu Gwiazd Beppego Grilla. Inni zaś odwrócili się od demokratycznych rytuałów. Wedle gorzkiej maksymy anarchistki Emmy Goldman: „Gdyby wybory mogły coś zmienić, to już dawno byłyby… zakazane”.

Tak czy owak rewolta trwa i zmienia nam świat. Powoduje, że żyjemy w czasach, gdy dyrektor figurant stracił możliwość błogiego drzemania w biurze. Neoliberalna tama (wiara, że rynek zawsze ma rację) już nie trzyma. Nad światem Zachodu krąży zaś widmo. Widmo głębokiej zmiany porządku społecznego. Wraz z nim wraca pytanie o pierwotny głęboki sens takich terminów jak „lewica”, „prawica”, „postępowość” czy „konserwatyzm”.

Kiedyś już tak było. Kiedyś miarą lewicy i prawicy był stosunek do zmiany społecznego status quo. Obóz postępu dążył do przebudowy świata, w którym bogactwo jest kontrolowane przez garstkę uprzywilejowanych. Najpierw arystokratów (old money), a potem plutokratów (new money). Postępowcy odrzucali status quo. Uważali, że jest nieludzkie, niesprawiedliwe i niemożliwe do utrzymania. Konserwatyści (prawica) byli tym zmianom przeciwni. Głosili, że zastany porządek i relacje władzy są naturalne i optymalne. Każda próba zmiany tego porządku rodziła ich wściekły opór.

A teraz z powrotem do Polski roku 2018. Nie ma pewności, co do tego, kto jest dziś u nas postępowcem. Chyba jeszcze zbyt wcześnie na takie sądy. Z jednej strony PiS najlepiej ze wszystkich dużych sił politycznych nad Wisłą odrobił lekcje ze skutków kryzysu 2008 roku (pisałem o tym w poprzednim felietonie). Z drugiej – wiele posunięć partii Kaczyńskiego wskazuje na to, że zmiany w ich wykonaniu bywają tylko powierzchowne. I dotyczą zazwyczaj jedynie wymiecenia kadr przy zachowaniu starego sposobu myślenia.

„Kaczyński dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”

Dość wyraźnie za to widać, że prawdziwy bastion politycznego konserwatyzmu powstał dziś w samym sercu anty-PiS. W czasach późnej Platformy można było jeszcze przekonywać, że mamy tu do czynienia z haškowską „partią umiarkowanego postępu (w granicach prawa)”.

Po wzięciu władzy przez PiS wszelkie ślady postępowości w myśleniu czołówki anty-PiS się ulotniły. A obrona status quo (coraz częściej zaś już tylko lament nad jego faktyczną zmianą) służy za cały pozytywny program PO oraz Nowoczesnej. Widać to niemal na każdym kroku, gdy PiS zaskakuje rywali swoimi kolejnymi inicjatywami politycznymi. Nieważne, czy mowa o 500 plus, płacy minimalnej, podatku bankowym, zmianach w funkcjonowaniu sądów czy zakazie handlu w niedziele.

Opozycja nie przedstawia kontrpropozycji. Nie próbuje wpłynąć na proces ani go przesterować. Tylko mówi (lub czasem krzyczy), że to niepotrzebne (czasem skandaliczne) zmiany. Po czym rytualnie (po raz nie wiadomo już który) ogłasza „koniec polskiej demokracji”.

Mało tego. Frustracji anty-PiS towarzyszą regularnie eksplozje obrzydliwego klasizmu. Czyli (przypomnę) takiego rodzaju ksenofobii, który ze strachu przed społecznymi dołami kontestuje wszelkie wysiłki zmierzające do zmniejszania nierówności czy do aktywnej walki z wykluczeniem. „Mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy” – mówił profesor Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem”.

I nie była to niestety wypowiedź odosobniona. „Cham wszedł na salony i głosuje na PiS”; „Polak pokazał mordę Edka”; „Naród dał się kupić za 500 plus i ma w nosie państwo prawa” – to parę innych przykładów tego samego zjawiska, które zaiste trudno uznać za głosy progresywne. Tak naprawdę są przecież przejawem myślenia całkiem reakcyjnego. Wręcz arcykonserwatywnego.

To nie jest oczywiście tak, że w anty-PiS nie ma ludzi myślących postępowo. Oczywiście, że są. Ich problem polega jednak na tym, że każda próba głoszenia potrzeby realnej społecznej zmiany zawsze kończy się waleniem po łapach. W ten sposób progresywne skrzydło anty-PiS musi się nieustannie tłumaczyć, że nie jest „pożytecznym idiotą Kaczyńskiego”.

Albo odłożyć na święty nigdy zestaw progresywnych postulatów zgodnie z bałamutną zasadą, że gdy pali się dom, nie czas na rozmowę o nowych kafelkach w łazience. Tak anty-PiS-owska konserwa morduje w swych szeregach wszelki postępowy opór. Samą siebie skazuje przy tym na długą i głęboka izolację w wiecznym kulcie narcystycznego przekonania: „tępe społeczeństwo znowu nas nie zrozumiało”.

Rafał Woś jest dziennikarzem tygodnika „Polityka” i autorem książki „To nie jest kraj dla pracowników”

Prezydent od dawna zapowiada nową konstytucję. Jak to argumentuje?

Zobacz także
Komentarze (395)
Woś: Anty-PiS to skrajna konserwa. Zrobią wszystko, żeby dać postępowcom po łapach
Zaloguj się
  • ryyys

    Oceniono 97 razy 51

    Albo ten tytuł jest nieodpowiedni do treści, albo autor jest, pardon, idiotą!
    Anty-PiS jest koniecznością, odpowiedzią "totalnej opozycji" na totalną dewastację!
    Reszta, to salonowe dywagacje.

  • aron2004

    Oceniono 76 razy 46

    Niedługo pewnie dowiemy się że PO i Nowoczesna to tacy sami antysemici jak PiS i ONR. Czego to jeszcze red. Woś nie wymyśli.

  • drakaina

    Oceniono 66 razy 44

    Szanowny Panie Redaktorze. Ludzie rodzą się i pozostają wolni i _równi wobec prawa_ - na tym polega rozumny, realistyczny egalitaryzm. Na braku przywilejów w traktowaniu przez prawo i na w miarę równych szansach. Ludzie nie są tacy sami w sposób absolutny: w wykształceniu, inteligencji wrodzonej, zdolnościach, urodzie, bogactwie itede itepe. A także w wykorzystywaniu szans. (Zresztą gdyby byli tacy sami, to świat byłby koszmarem, chyba pan to przyzna.)

    Problem leży gdzie indziej: utraciliśmy, jak społeczeństwo, poczucie, że należy równać wzwyż. Zatraciliśmy aspiracje, które niegdyś polegały na zdobywaniu wykształcenia, uczestnictwie w wysokiej kulturze, mówieniu ładną polszczyzną i dobrym zachowaniu. Nie wpuściliśmy Edka, ale go wyprodukowaliśmy, zaniedbując kształtowanie aspiracji. Ale ten Edek jest i mówienie, że go nie ma, że to tylko klasistowski mit, że tak naprawdę to równy chłop, którego trzeba docenić (słyszy Pan ten chichot Mrożka???) jest zamykaniem oczu na rzeczywistość w równym stopniu jak zamykanie się w wieżach z kości słoniowej i obrażanie na rzeczywistość.

    Jak już się go wyhodowało, to Edka trudno zmienić. Bo to wymaga wysiłku włożonego w edukację, kulturę i naukę, czyli trzy obszary, które po roku 1989 zostały zaniedbane najbardziej. Co więcej - zostały skompromitowane jako nieprestiżowe, słabo płatne, niecool, niebędące przedmiotem zawodowej, społecznej czy towarzyskiej aspiracji. Tu jest problem, na który nie pomoże teoretyzowanie i ideologizowanie o klasizmach.

  • login_jest_juz_zajety

    Oceniono 41 razy 29

    Jednak trochę bezsensu ten artykuł. Rzecz w tym że Anty-Pis chce dalej używać koło a Pis cofa się do epoki przed jego wynalezieniem. Jeśli trwanie w postępie jest konserwatyzmem to zgoda. Ale na pewno cofanie się nigdy nie może być postępowe. Chaos intelektualny Wosia widzę...

  • fisher1973

    Oceniono 47 razy 29

    ciekawy jest powod, dla ktorego autor kreuje sie na znawce polityki spolecznej tudziez gospodarczej.

  • kl0ss

    Oceniono 48 razy 26

    Postępowy PiS: Prezes bez prawa jazdy, bez konta w banku, bez karty płatniczej, z pożyczkami zaciągniętymi od lichwiarzy, których musi teraz spłacać stołkami!

  • aron2004

    Oceniono 34 razy 20

    Ciekawe czy jak PiS wyprowadzi nas z lewackiej UE i wprowadzi kontrole ginekologiczne na granicach to red. Woś napisze że w zasadzie za rządów PO było gorzej?

  • justas32

    Oceniono 26 razy 18

    PIS to jeszcze nic - Adolf to był dopiero postępowiec. Masy za nim szalały ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje