Rewolucja kontrabasistów. Klasa średnia kocha PiS, bo chce siedzieć w pierwszym rzędzie [WYWIAD]

Jarosław Kaczyński wśród swoich wyborców. Maj 2014, Katowice

Jarosław Kaczyński wśród swoich wyborców. Maj 2014, Katowice (Fot. Dawid Chalimoniuk / AG)

Wyborcy PiS uważają swoich przeciwników za tak mocnych, że w zasadzie nic im nie zaszkodzi. "Panie prezesie, prosimy walić mocniej! Niech cierpią i krzyczą!" - z dr Maciejem Gdulą rozmawia Grzegorz Sroczyński.

Grzegorz Sroczyński: Skąd tyle szumu?

Maciej Gdula: - Bo nic się nie zgadza. Całe to nasze badanie w Miastku jest niewygodne zarówno dla lewicy, jak i dla liberałów. Nie potwierdza popularnych tez. Sam mam poglądy lewicowe i byłem ciekaw, czy to prawda, że na PiS głosowali ludzie ekonomicznie wykluczeni w III RP. To ulubiona teoria mojego środowiska.

I?

- Nieprawda.

Wyborców prawicowych z mniejszych miast prawie nikt nie bada, w polskiej socjologii to jest temat zaniedbany. Publicyści ogłaszają w mediach rozmaite teorie na temat „ludu PiS-owskiego”, niektóre obraźliwe albo idiotyczne, ale żeby tę grupę poznać i porządnie opisać, to już nikomu się nie chce. Nasz zespół socjologów z UW wybrał małe miasto na Mazowszu, gdzie PiS miało świetny wynik w ostatnich wyborach. W raporcie używamy fikcyjnej nazwy Miastko. Przeprowadziliśmy tam dwie tury badań. Pierwsza dotyczyła historii życia naszych rozmówców: jakie są ich rodziny, jak wygląda ich praca, co udało im się osiągnąć, czy swoje życie uważają za sukces czy za klęskę. A dopiero po dwóch tygodniach przeprowadziliśmy wywiady dotyczące polityki. Tak się rzadko politykę bada. Zwykle ankieterzy chcą wiedzieć, czy partiom spadło czy wzrosło - „tak” albo „nie”. A myśmy chcieli wiedzieć dlaczego.

I dlaczego?

- Za chwilę.

W naszym badaniu braliśmy pod uwagę podział klasowy. Wyodrębniliśmy wyborców PiS-u z klasy ludowej i z klasy średniej.

Klasa ludowa to kto?

- Ludzie pracujący fizycznie i w prostych usługach: budowlańcy, fryzjerki, mechanicy, kasjerki.

A klasa średnia?

- W małym mieście to przede wszystkim nauczyciele, urzędnicy i drobni przedsiębiorcy.

Wyborcy PiS-u z Miastka opowiadali o swoim życiu jako o umiarkowanym sukcesie. „Radzę sobie”. Owszem, praca bywa ciężka, zarobki mogłyby być wyższe, ale jednocześnie rzadko w tych opowieściach pojawiało się poczucie rozgoryczenia. „Dziś żyje się w miarę dobrze, kiedyś było znaczenie trudniej”. I to się pokrywa z danymi: bezrobocie w Miastku od czasów transformacji spadło z 30 procent do poniżej 10 procent, płace realne nie osiągają co prawda średniej krajowej, ale ostatnio też porządnie wzrosły. Plac miejski odremontowano za unijne pieniądze, wcale nie stoi pusty, ale tętni życiem, ludzie siedzą w kawiarni, jedzą ciastka, piją kawę. Bloki odremontowano, zbudowano publiczny plac zabaw dla dzieci. Na pewno nie jest to zaniedbana prowincja.

I dlaczego Miastko głosuje na PiS?

- Bo jest dobrze, ale powinno być jeszcze lepiej. A dotychczasowe elity nam tego nie dały.

Nie dały?

- „500 plus? Nareszcie! To się ludziom należało. Dziwne, że politycy wcześniej tego nie wymyślili”. „Państwo powinno pomagać w wychowywaniu dzieci, bo to jest strasznie drogie i obciążające czasowo”. Badani wcale nie uważają, że PiS wyczarował jakieś cuda. „Żadne cuda, to powinno być już dawno!”.

Jeden z głównych argumentów brzmiał: „Polskę na to stać”. Nasi rozmówcy podkreślali, że skoro zbudowano autostrady i jest Pendolino, co zresztą doceniają, to teraz państwo powinno zaspokoić także inne potrzeby obywateli niż infrastruktura.

To racjonalne.

- Tak. Typowy przykład wzrostu aspiracji. I trudno sobie wyobrazić, że jakaś partia wygra w Polsce wybory, krytykując to.

Ludzie w Miastku uważają okres trudnej transformacji za zakończony. „Było ciężko, zaciskaliśmy pasa, a teraz czas wreszcie trochę pożyć”. Gdy Morawiecki mówi, że Polska się wzbogaciła i za chwilę będzie europejską potęgą, to z jednej strony rozbudza aspiracje, ale z drugiej - je wyraża. To nie jest tylko PiS-owska propaganda, ale to odbicie rzeczywistości, którą badani wokół siebie widzą. Doceniają osiągnięcia III RP i chcą więcej.

Tyle że na razie to taka grzeczna opowieści o źródłach poparcia PiS-u. Można się temu życzliwie przyjrzeć i pokiwać głową, że to racjonalne.

A ta mniej grzeczna opowieść?

- Wyborcy PiS-u dostają od swojej partii coś, co można nazwać wzrostem poczucia mocy. Czują się wywyższeni z jednej strony nad zdegenerowane elity, a z drugiej strony nad słabszych - uchodźców i „patologię”. To poczucie wyższości jest moim zdaniem najważniejsze dla rozumienia dzisiejszej dynamiki politycznej.

W niechęci do elit wcale nie przoduje klasa ludowa. „Jesteśmy zwykłymi ludźmi” - mówią o sobie i uważają, że to jest w porządku. „Niech tam sobie będą te elity, nam to nie przeszkadza, ale niech pamiętają o nas”. Natomiast przedstawiciele klasy średniej szczerze elit nienawidzą: „Trzeba te skorumpowane elity wyrzucić na śmietnik”.

Dlaczego tak jest?

- Bo chcą więcej znaczyć. Proszę pamiętać, że to jest małomiasteczkowa klasa średnia. Tych ludzi nie można określić mianem wielkich wygranych polskiej transformacji, ale też nie można powiedzieć, że są przegrani. Wchodzą w antyelitarną narrację PiS-u i mogą się dzięki temu podpompować. Mają ochotę na większy kawałek tortu. „Tamtych trzeba wymienić”.

Ale nie wejdą w ich miejsca!

- Oczywiście. Tyle że symboliczne kwestie też są ważne. Mają wrażenie, że odzyskują świat, w którym będą ważniejsi.

Wyborcy PiS-u z klasy średniej popierają swoją partię bez zastrzeżeń. Chwalą wszystkie działania rządu, nie ma tu niuansowania, że coś jest dobrze, a coś źle.

Klasa średnia jest taka bezkrytyczna?

- Tak. Ludowa pokazuje pewien rodzaj dystansu, takiego zdrowego chłopskiego rozumu. „Przyglądamy się, głupi nie jesteśmy”.

A klasa średnia?

- „Brawo PiS! Rozbić sędziowską kastę!”.

Rozwalanie sądownictwa silniej popiera klasa średnia niż prości ludzie?

- Zdecydowanie. Wyborcy PiS-u z klasy ludowej mają dużo bardziej zniuansowane poglądy w tej sprawie: „Do końca nie wiem, jak jest z tymi sądami, to skomplikowane. Pewnie dobrze robią, ale cholera ich wie”. A wyborcy z klasy średniej: „Świetnie, że się do sądów zabrali. Powinni działać jeszcze bardziej zdecydowanie”.

Na własny użytek nazywam tę grupę kontrabasistami. Siedzieli przez lata gdzieś z tyłu orkiestry, dawali muzyce tło, ale nie byli w pierwszym rzędzie. Rzadko się zdarzają solówki kontrabasistów, prawda? I mamy teraz taką rewolucję kontrabasistów.

Dlaczego nie mogą być dumni z tego, że są kontrabasistami?

- Bo w czasie transformacji panowało przekonanie, że wszyscy są zaproszeni do stołu obfitości i wszyscy dostaną. Wystarczy pracować i czekać. Teraz transformacja się skończyła, Polska wypiękniała, a oni wciąż grają na kontrabasie.

I co w tym złego? Bez kontrabasistów nie ma orkiestry.

- Zgoda. Ale w naszej sferze symbolicznej nie ma miejsca na taką dumę. Wszyscy mają być solistami.

Przez 25 lat uważaliśmy się za społeczeństwo jednej klasy - klasy średniej. Mało się mówiło, że jest jakaś klasa wyższa, są jakieś elity. I teraz to się mści. Bo elity się wzbogaciły, umiędzynarodowiły i zaczęły radykalnie odstawać od reszty społeczeństwa. Dla ludzi z klasy średniej to trudne do zaakceptowania. Dla mnie zresztą też.

Ale co?

- Wysyłanie dzieci na Harvard, posiadanie kilku domów za granicą... Klasa wyższa funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości. Średniacy całymi latami byli karmieni mitem, że do elit brakuje im tylko trochę. Jak będę szybciej przebierał nogami, założę kolejny biznes, zarobię parę tysięcy więcej, to się na ten Olimp w końcu dostanę. Guzik. Nie dostaniesz się, bo dystans jest zbyt duży. Urok PiS-owskiego projektu polega też na tym, że wciąż możemy śnić o braku różnic. My, Polacy, wszyscy jesteśmy tacy sami i jeśli tylko usuniemy zdegenerowane elity, to wreszcie będziemy homogeniczną wspólnotą.

Dlaczego nie możemy po prostu przyznać, że istnieją w Polsce realne różnice między klasami społecznymi?

- Dla prawicy - wiadomo - to nie jest interes. I nigdy nie był. Prawica unika mówienia o klasach, bo poparcie dla siebie organizuje wokół narracji o narodowej wspólnocie. Liberałowie też nie chcą mówić o różnicach klasowych, bo to im pachnie socjalizmem i podkopuje kapitalistyczną obietnicę, że przypływ podnosi wszystkie łodzie. A lewica - mam wrażenie - chciałby znieść klasy społeczne, zanim one w ogóle zostaną ujawnione.

W Polsce prawie nie ma badań o klasach społecznych i brakuje dobrze opowiedzianych kultur klasowych. Od dziesięciu lat się tym zajmuję, a wciąż słyszę od kolegów: „Przecież ludzie są wszędzie tacy sami”. Odpowiadam: „Kurcze, jak to tacy sami? Jak dobieracie uczestników do badań? Bierzecie tylko tych z klasy średniej?”. Różnice klasowe w Polsce są ewidentne. Przedstawiciele różnych klas inaczej myślą, inaczej się zachowują. Trzeba przestać to ukrywać.

Co jeszcze wam wyszło w Miastku?

- Że Platforma kradła. Przekonanie o tym jest powszechne. Wyborcy PiS-u z klasy średniej dużo moralizują na ten temat: „To nie mogły być prawdziwe elity, skoro uległy tak gigantycznej korupcji”. Natomiast klasa ludowa jest bardziej praktyczna: „Wiadomo, każdy trochę bierze dla siebie, no ale oni to kradli troszkę za dużo”.

To absurdalne, że rządy PO są postrzegane jako czas totalnej korupcji. Gdy badani wspominają o rozmowach z Sowy i Przyjaciół, to tak, jakby tam były miliardowe przekręty. Na nagraniach niczego takiego nie ma.

PiS to ludziom wmówiło.

- No dobrze, ale dlaczego wmówiło? Brakuje innej opowieści o tym, skąd się bierze bogactwo elit. Powtarzano, że elity są takie same jak wszyscy, w zasadzie to ich nie ma, może kiedyś się uformują. Taka liberalna urawniłowka. I same elity też niewiele robiły, żeby swoje istnienie jakoś uzasadnić, nie angażowały się społecznie, nie fundowały bibliotek. Powtarzały tylko: „My pracowaliśmy, więc nam się należy”. Dopóki nie będzie innej opowieści uzasadniającej istnienie elit, będziemy skazani na tego typu odruch: „Nakradli”.

Jedna z badanych - Alicja z Miastka - mówi o rządach Platformy tak: „Ciągle opowiadali, że nie mają pieniędzy, budżet pusty, luka w budżecie, a sami się tak obłowili przez te osiem lat, że w głowie się nie mieści. Tylko dla siebie mieli, tak?”.

- Pani Alicja była nauczycielką w gimnazjum, ale straciła pracę w dość niejasnych okolicznościach. Z dużym zaangażowaniem i sympatią mówiła o swoich uczniach: „Oczywiście, zdarzały się trudniejsze dzieci, które rozwalały lekcje, ale generalnie to były wspaniałe dzieciaki, uwielbiałam z nimi pracować”. Potrafiła być naprawdę fajną osobą. Klimat rozmowy zmieniał się, kiedy schodziliśmy na politykę: „Gimnazja to była Sodoma z Gomorą, lekcji nie dało się prowadzić. Dobrze, że Kaczyński je zlikwidował, bo może dyrektor, który mnie wyrzucił z pracy, teraz sam wyleci”.

No kurcze, jest tu zasadnicza niespójność. Czy było źle w gimnazjach, czy może fajnie, jak mówiła wcześniej? I czy powinniśmy oczekiwać od polityki, żeby tego typu rachunki z dyrektorem wyrównywała? Czy to jest zdrowa wizja świata?

Po badaniach w Miastku uważam, że powinniśmy czasem dać sobie prawo, żeby powiedzieć ludziom: „Bredzicie”.

Słyszeli „bredzicie” przez 25 lat.

- To prawda. Dominowała hurraoptymistyczna wizja rzeczywistości, a głosy krytyczne traktowano jako oszołomskie lub roszczeniowe. Jako lewicowiec długo uważałem, że jeśli ludzie czują się skrzywdzeni, to pewnie mają rację. Dziś patrzę na to inaczej. W przestrzeni publicznej pojawiło się mnóstwo krytyki III RP, głos „skrzywdzonych” został dopuszczony i mam mniejsze skrupuły, żeby go krytykować.

W Miastku jedna rzecz bardzo mnie przestraszyła. Wyborcy PiS-u uważają swoich przeciwników za tak mocnych, że w zasadzie nic im nie zaszkodzi. Nie da się ich skrzywdzić, nie da się przesadzić.

Bo nie będzie bolało?

- Będzie. Niech cierpią i krzyczą. Ale cokolwiek byśmy im zrobili, to na pewno się nie zagalopujemy, tak bardzo oni są silni. To groźna sytuacja, w której nie ma żadnych bezpieczników. I trwa proces przesuwania się prawicowych wyborców coraz dalej.

Dalej?

- PiS w wyborach nie obiecywało likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczenia mediów publicznych ani reformy sądów polegającej na tym, że politycy będą powoływać zależnych sędziów. Gdyby wystąpiło z takim programem, nie miałoby szans. A jednak potem tak się stało i ludzie to zaakceptowali. Bo Kaczyński potrafi kształtować swoich wyborców, ma ogromną moc kulturotwórczą. To pokazuje, jak ważna jest dziś rola lidera politycznego. Zmiany technologiczne powodują, że osłabli wszyscy pośrednicy - dziennikarze, naukowcy, media głównego nurtu, elity - którzy filtrowali i oceniali przekaz liderów. Zamiast tego mamy dużo kanałów bezpośrednich. Kaczyński ciągnie wyborców za sobą i daje im coś, czego moim zdaniem liberalni liderzy dać nie potrafią: poczucie uczestnictwa w wielkim dramacie historycznym. To istota zjawiska, które nazywam neoautorytaryzmem.

Neoautorytaryzm?

- Nowy typ autorytaryzmu, który słabo rozumiemy. Liberałowie wciąż mówią o zagrożeniu dla wolności słowa i wolnych wyborów. „Będzie cenzura, zlikwidują opozycję”. Bo znają tradycyjny model autorytaryzmu, który był zjawiskiem społeczeństwa masowego, gdy słuchano jednego programu radia i czytano kilka gazet. Teraz każdy sam dobiera sobie przekaz, siedzi w swojej niszy. I neoautorytaryzm wcale nie zamierza tego ludziom zabraniać. Zachowa pluralizm w sferze publicznej, niech sobie krytykują.

Dawny autorytaryzm był skierowany przeciwko parlamentaryzmowi, bo rządy parlamentarne są „zgniłe” i „kosmopolityczne”. Natomiast neoautorytaryzm jest zdecydowanie prodemokratyczny. Nie będzie likwidować głosowania, bo liderom neoautorytarnym zależy na tym, żeby uzyskać większość.

To właściwie co w tym neoautorytaryzmie groźnego, skoro zachowa wolność słowa i wolne wybory?

- Proponuje ludziom upodmiotowienie przez poniżanie słabszych. Proponuje wzrost poczucia mocy przez wzięcie kogoś pod but. Ten wymiar dzisiejszej polityki lewica często ignoruje, a to jest coś realnego. Trzeba to krytykować i proponować ludziom inne sposoby upodmiotowienia - przez solidarność, rozwój lub troskę.

Druga sprawa wiąże się z tym, o czym mówiliśmy wcześniej – marginalizacją własnych doświadczeń. Ludzie dają się wciągnąć w dramat Kaczyńskiego nawet wtedy, gdy jego scenariusz jest sprzeczny z najlepiej im znaną codzienną rzeczywistością. Za tym idzie akceptacja wszystkich posunięć lidera, niezależnie od tego, jak szkodliwe byłyby dla Polski.

Czy nowy autorytaryzm coś ogranicza?

- Klasa ludowa. W jej zdroworozsądkowym myśleniu są szczeliny, w które można wcisnąć stopę i uchylić drzwi. W przypadku klasy średniej jest to dużo trudniejsze, bo ona czuje dumę z PiS-u. Dlatego nie uważam, że wraz ze wzrostem wykształcenia wzrastają kompetencje polityczne. Nie ufajmy tak bardzo wykształceniu. Słabiej wyedukowana klasa ludowa ma predyspozycje, które są ważnym zasobem demokracji i dają nam coś ważnego jako wspólnocie.

Co?

- Dystans. „Przyglądamy się”. Ten zdrowy chłopski rozum podpowiada ludziom, że przyszła ekipa i pójdzie ekipa. Kiedyś władza się zmieni. Mówią tak: „Dobrze, że odsunęli tamtych, bo tamci kradli, ale czy nasi też nie zachapali już za dużo dla siebie?”. Gdy się ich pyta, co będzie, gdy PiS straci władzę, to świetnie rozumieją problem. Czy chciałbym być rządzony przez ten PiS-owski system, gdy do władzy dojdą moi przeciwnicy? Czy na końcu ten bumerang nie wróci i nie walnie mnie w łeb? Czy jeśli tamci odzyskają władzę, to mi nie przypieprzą, tak samo jak teraz PiS im przypieprza? Klasa ludowa ma dość trzeźwą refleksję nad zasadami współżycia społecznego. Bywa na przykład bardziej otwarta na uchodźców niż klasa średnia.

Słucham?

- Mówią: „Nie możemy ich tu wpuszczać, no ale matce z dziećmi trzeba jednak pomóc”. To wynika z etosu klasy ludowej, który oparty jest na empatii: „Kurcze, gdybyśmy tu przyjęli jedną rodzinę, to naprawdę by nam zaszkodziło?”. Taki praktycyzm.

A klasa średnia?

- Jak to ona, moralizuje: „Nie wpuszczać nikogo! Powinni walczyć w Syrii o własną ojczyznę, myśmy zawsze walczyli!”. I dużo mówią o obronie chrześcijaństwa przed zalewem obcych. Po drugiej stronie politycznej barykady jest zresztą podobnie. Klasa średnia, która uważa, że trzeba uchodźców wpuszczać, też odwołuje się do moralności i czuje wyższość moralną nad tymi, którzy uchodźców tu nie chcą.

Jestem przeciwnikiem popularnej tezy, że polityka PiS-u jest odbiciem tego, jak myślą tzw. prości ludzie. To raczej przetworzenie etosu prostego człowieka. Nie jest prawdą, że klasa ludowa z natury jest niesolidarna, chce innych pogrążyć, a siebie wywyższyć. Dyspozycje klasy ludowej mogą zostać przetworzone w zupełnie innym projekcie niż PiS-owski. Dużo bardziej uniwersalistycznym i dużo bardziej solidarnym. To jest możliwe, tylko ktoś to musi zrobić.

Badaliście w Miastku też wyborców nie-PiS-owskich?

- Są zdemobilizowani, zniechęceni do polityki. Wyrażali opinie na temat Trybunału Konstytucyjnego, sądów, a nawet brexitu, ale bez większego przekonania. Tak jakby, opowiadając o swoich poglądach, opowiadali o poglądach kogoś innego. Potrzebują większego zaangażowania. Również od swoich liderów politycznych,

„Zabijają nam demokrację”. „Walczcie”. „Polacy, teraz!”.

- Nie. To są puste hasła. Istotą demokracji jest to, jak się odnosimy do kilku kontrowersyjnych kwestii. Tych, które w danej chwili historycznej są najważniejsze dla ludzi. I tu opozycja jest strachliwa.

Dla ludzi ważne są obecnie cztery tematy. Po pierwsze, uchodźcy. Ta sprawa wyznacza klimat w Polsce, buduje naszą wyobraźnię i odruchy społeczne. Po drugie, gender w sensie szerokim, a więc zarówno przemoc wobec kobiet, aborcja, jak i dostęp do przedszkoli czy pomoc państwa w wychowywaniu dzieci. Po trzecie, nasze członkostwo w Unii Europejskiej. I po czwarte, pluralizm, czyli pytanie, dlaczego różnice między nami odbieramy jako coś groźnego. To są cztery główne pola, na których rozgrywa się walka z PiS-em.

No ale opozycja o tym wszystkim mówi.

- Tak? Na pewno?

Uchodźcy? „Ojejku, nie tykajmy tego”. Dostałem dobrą radę od przyjaciela: „A może tych uchodźców dasz na koniec książki, żeby ten temat trochę ukryć i czytelników nie drażnić?”.

Gender? „Nie, nie, Polacy są wierzący, nie mówmy o tym”. Cokolwiek by dotknąć, to liderzy opozycyjni się boją. I w efekcie ludzie widzą, że demokracja to jest deklamacja. Że jak przychodzi co do czego, to przywódcy się nie angażują i unikają odpowiedzi.

Nie ma na przykład czegoś takiego, że ludzie są dumni z tego, że chcą wpuścić uchodźców. Nie czują też dumy, że są za wolnością wyboru w kwestii usuwania ciąży. Tłumaczą się. Tak się dzieje, bo ich poglądy pozostają w sferze prywatnej i nie są odważnie reprezentowane w sferze publicznej.

Prawica nigdy się nie bała angażować w kontrowersyjne sprawy. Czasami na tym traciła, dostawała łatkę radykałów, oszołomów. Ale to jednak podtrzymywało więź pomiędzy publicznością prawicową a prawicowymi liderami. Tego brakuje, jeżeli chodzi o lewicę i liberałów.

A jaką melodię powinna śpiewać opozycja?

- Taką, żeby trafiła do klasy ludowej. Gdybym miał szukać nut, to odwołałbym się do idei solidarności i troski.

Trzeba przemyśleć instytucje demokratycznego państwa, żeby klasa ludowa szerzej w nich uczestniczyła. Ze swoimi odruchami etycznymi, swoją moralnością, potrzebami i - oczywiście - również ze swoimi ograniczeniami. Ona ma skłonność, żeby się zamykać w kręgu rodziny, ale nie musi tak być. Jeżeli chcemy szukać jakiegoś radykalnego projektu zmiany Polski, to on powinien polegać na próbie aktywizowania klasy ludowej. PiS to robi przez dawanie jej poczucia wyższości nad „patologią”, uchodźcami i elitami. Albo przez jakąś narodową dumę. Trzeba próbować inaczej.

Najpierw wyjdźmy ze średnioklasowej utopii. W tej utopii wszyscy z klasy ludowej są przegrani, bo jednostka odnosi sukces wtedy, gdy wykonuje pracę umysłowa. Ma nie „robotę”, tylko „karierę”. I to powoduje frustrację, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn z klasy ludowej. Nieprzypadkowo to wśród nich duże poparcie ma ruch Kukiza, który jest jeszcze mocniejszym krytykiem systemu niż PiS. To są ludzie pracujący fizycznie albo pozostający na granicy pracy fizycznej i umysłowej, którzy czują ogromny nacisk, żeby odnosić sukcesy, a jednocześnie są wykluczeni z tego sukcesu. Dzięki PiS-owi mogą powiedzieć: „A my sobie radzimy i nie jesteśmy wcale gorsi”.

Na razie opozycja śpiewa melodię kompletnie fałszywą. Dominuje w niej ton, że po PiS-ie będzie zemsta i restauracja. Wszystkich wyrzucimy i odtworzymy stary ład. To jest nierealne. Projekt zmiany po PiS-ie powinien iść głębiej.

Czyli?

- Mówiłem już: pluralizm. Trochę to brzmi jak poczciwy dyskurs Unii Wolności, ale to naprawdę ważny temat. Polacy bardzo się różnią między sobą i nie róbmy z tego afery. Projekt prawdziwej zmiany nie może być anty-PiS-owski, bo nie może działać przez wykluczanie i snuć fantazji, że ta Polska po PiS-ie ma być dla nas, a tamci będą cierpieć. Prawdziwy sprzeciw wobec władzy PiS-u polega na wymyśleniu świata, w którym dla PiS-u też będzie miejsce.

Dr Maciej Gdula (1977) jest socjologiem, nauczycielem akademickim Uniwersytetu Warszawskiego. Jego badania terenowe w Miastku przeprowadzone w 2017 roku są pierwszą poważną diagnozą sukcesu wyborczego PiS, raport z badań wywołał mnóstwo polemik i dyskusji. Najnowsza książka Gduli to "Nowy autorytaryzm" (wydawnictwo Krytyki Politycznej) 

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl

Nowa ustawa o IPN może uderzyć w badania historyczne

Zobacz także
Komentarze (484)
PiS jest kochany przez klasę średnią. Jarosław Kaczyński pozwala im siadać w pierwszym rzędzie
Zaloguj się
  • kemor234

    Oceniono 56 razy 32

    Trzeba koniecznie zbadać poziom inteligencji i podatność na manipulacje "suwerena".
    Nie bez powodu nazywany jest on nawet przez "ludzkich panów" CIEMNYM LUDEM ...

  • kiks11

    Oceniono 69 razy 29

    To o czym mówi szanowny socjolog, to nie klasa średnia, to są Janusze i Grażynki. To są ci fachowcy od parawanów na plaży i olinkluzif w Egipcie za 1500. Klasa średnia to tak naprawdę ci, którzy na nich robią i tyle i możecie mnie opluć obsobaczyć, ale dobrze wiecie, że mam rację. Rys socjologiczny tych ludzi łatwo zrobić: plazma, grill, darmowa kasa i hedonizm posuniętydo granicy absurdu, a wszystko to podlane qassi patriotyzmem w koszulce z orłem i religijnym uniesieniem, że nam Żydzi zabili Boga, umiejętnie podsycanym przez klechów. I tyle.

  • poppers68

    Oceniono 47 razy 25

    Nie sądzę aby badane anonimowe Miasto było reprezentatywne dla całego kraju.
    Mieszkańcy zachodniej Polski w porównaniu do owego miastka w Mazowieckiem mają jednak inną mentalość. Ja wiem, popularne u nas na zachodzie Polski powiedzienie, że : "Europa kończy się w Kutnie a na wschód od Kutna jest już Azja" może być krzywdzące. Jednak pokazuje kompletnie inną mentalość ludzi. Inne oczekiwania, inne poglądy polityczne niemal od zawsze a od 1989 roku na pewno.
    Nie, nie sądzę aby tzw. Miastko było w pełni reprezentatywne tak samo, jak wyniki sondaży z metodologią w ramach , której obdzwania się numery stacjonarne abonentów z zapytaniami.
    Obecnie każda stacja TV zleca takie sondaże, gdyż są po prostu tanie i wpisanie w budżet to nie kłopot.
    Badania rozbudowane, nie na grupie obdzwonionych 600 abonentów numerów stacjonarnych ( a kto ma obecnie takie numery? Nie bez przyczyny oszuści korzystają z tej samej ścieżki gdyż jest to skupisko seniorów) to potężny koszt.
    Ostatnio jedna ze stacji radiowych przeprowadziła sondaż w sposób ciekawy. Wysłała w dużym mieście ankieterów na ulice, do firm, na eventy , do biur , pod uczelnie i co? PIS PRZEPADŁ MIAŻDŻĄCO. Oczywiście, ludzie typowali i PO , N ale też ruchy miejskie i organizacje pozarządowe ( Ich przedstawicieli ).
    Odnoszę wrażenie, że obecnie mamy modę na PIS w mediach. Gdyź straszenie PRL BIS po prostu się opłaca. Wystraszony albo wkurzony czytelnik częściej "klika", częściej kupuje papierowe wydania.
    A w moim odczuciu prawda jest inna. Obecna władza jest władzą niezmiernie słabą a Jej przedstawiciele tak nieudaczni w tym co robią, że niemal rozczulający - gdyby nie dotyczyło to kraju, w którym mieszkamy.
    Polecam skupić się wszystkim na wyborach a mediom czy opozycji spod różnych flag zadbać o jak najwyższą frekwencję na wybory. No i wspólne listy aby nie rozbijać jak w 2015 roku głosów demokratycznego elektoratu. Gdyż tzw. lewacki niewiele zdziała a prawacki ma na kogo głosować.
    Tyle subiektywnego punktu widzenia.

  • zioolo

    Oceniono 30 razy 22

    Dlaczego PiS ma poparcie? Z tego samego powodu co kościół. Ludziom coś się wmawia i powtarza aż zaczynają uważać że sami to wymyślili.podatni na manipulacje. Powielania narzucają schematy jednocześnie pouczające ludzi żeby myśleli samodzielnie. To ludzie tęsknią za komuną. Ludzie którzy uważają że im się coś należy chociaż sami od siebie niewiele dali. To ludzie z kompleksami którym wmowiono że są ważni a jednocześnie ich ignorują. Pokolenie DAJ

  • popijajac_piwo

    Oceniono 36 razy 16

    "Nasi rozmówcy podkreślali, że skoro zbudowano autostrady i jest Pendolino, co zresztą doceniają, to teraz państwo powinno zaspokoić także inne potrzeby obywateli niż infrastruktura."

    Na autostrady i pierdo.lino dały szkopy. Ale ciemny ludek tego nie kuma. Wyjdźmy z tej Uni, chce usłyszeć kwik po zakręceniu kurka...

  • alex444444

    Oceniono 14 razy 10

    Rewanżyzm to słowo klucz tutaj. Niestety nazizm też się tym żywił zanim wyklarowała się dodatkowa nadbudowa tej ideologii. W Polsce rewanżyzm ma się bardzo dobrze. Nie ma chyba bardziej nienawistnego narodu niż Polacy.

  • sennachmura

    Oceniono 9 razy 9

    Dokładnie! Dla wszystkich jest miejsce. Zaakceptujmy to, że mimo iż ludzie są tacy sami, to jednak każdy jest inny. I każdemu należy się szacunek.

  • joe_brody

    Oceniono 13 razy 9

    Chyba ma rację. Pochodzę z takiego właśnie niedużego miasta, w którym ogólnie się nie najgorzej dzieje. Z kolegami ze szkoły spotykamy się na zjazdach absolwentów, ostatni był świeżo po pierwszych wyczynach 'dobrej zmiany', i parę osób mi całkiem nieźle do tych portretów pasuje. Szczególnie znajome klasowe małżeństwo - ona nauczycielka, on przedsiębiorca 'po przejściach', prywatnie przesympatyczni ludzie, tylko na tematy polityczne lepiej nie sprowadzać rozmowy. No, ale podczas nocnych Polaków rozmów przy kielichu gada się o wszystkim, to i nasłuchałem się o tym, jaki to w naszej oświacie jest bordel, i że trzeba to wszystko rozpirzyć. Ciekawe, jaki będzie komentarz do owego rozpirzenia, jeszcze nie miałem okazji pogadać, a to, o ile pamiętam, nauczycielka z gimnazjum właśnie... On zaś zaangażował się w organizowanie wizyty Chazana w parafii, i stał się gorącym orędownikiem naprotechnologii. Mówię mu 'przecież to nie działa', ale chyba nie dotarło. Sami nie sprawdzą, bo dzieci już dawno odchowane, więc pewnie będą łykać bezkrytycznie, co im pan profesor powie, a ksiądz poprze. Bo autor pomija jedną istotną zmienną: w takich miejscowościach wpływy kk są znacznie powyżej średniej, a i stosunek pasterzy do ich owieczek jest trochę inny niż w dużych miastach - taki bardziej władczy...

  • tilow3

    Oceniono 13 razy 9

    Rozmawiam z pisowcami, staram się ich zrozumieć. Często przypominają one wymianę absurdalnych poglądów, a w tym wszystkim jest jedna prawidłowość - dla mnie ich poglądy są bezsensowne, pozbawione logiki, zwyczajnie niemądre. A ja dla nich, "nie otworzyłem oczu na to co było, nie umie ocenić sytuacji, słucham i czytam tylko JEDNEJ STRONY, co mnie ogranicza i pozbawia pola manewru do dyskusji" - i nie przyjmują tłumaczeń, że to nieprawda, że wchodzę na te ich prawicowe portale (tu uruchamia się logika u moich znajomych, że gdybym tam wchodził i czytał ze zrozumieniem, to nie gadałbym bzdur), że słucham ludzi i próbuje zrozumieć. Koniec dyskusji jest zawsze taki sam, że nie ma sensu rozmowa ze mną, szkoda było ich czasu. Przyznać muszę jedno, że ja ich odbieram dokładnie tak samo, jak oni mnie! oraz, rodzi się we mnie bezsilność po tych dyskusjach. Mam dość, gdy czytam sondaże i dowiaduję się, że niepaństwowe badania przeprowadzone wśród Polaków wykazują, 49 % poparcia dla PiS i 10 % dla kukiza. PO 15 % a reszta na granicy progu wyborczego. Uderza mnie jedno - może tego nie widać, może nie dopuszczam podświadomie do siebie, a jest prawdziwie tak, że zdecydowana większość społeczeństwa chce tych zmian wprowadzanych przez PiS, bez względu na cenę. Ludzie nienawidzą poprzedniej władzy - chyba najbardziej wymownym przykładem jest ten, jak bardzo popularny jest wśród pisowców fragment programu Tomasza Lisa gdzie gościem był Adam Michnik, a rozmowa dot. prezydentury Komorowskiego. Michnik - "prezydentura Komorowskiego jest bardzo dobra a on sam jest bardzo dobrym prezydentem" . Oszczędzę cytowania szyderstw, jakie słyszałem od pisowców .... Elity skomlą, kwiczą. chcą powrotu do koryta, a PiS robi swoje i robi to czego suweren oczekuje. Dlaczego PiS-owi nie pozwolić na wszystko? niech czynią swą powinność. Trudno "elity" powinny to przełknąć. Jestem przekonany co do jednego, że gdy już Pis osiągnie wszystko czego chce, nastanie bardzo trudny czas dla Polski, to nieuniknione. Staniemy się marginesem marginesów w Europie, albo zamienimy w dyktaturę, wzorowaną np. na białoruskiej (zawsze powtarzam pisowcom, że ustrój białoruski, to idealny system dla PiS - bez opozycji, bez sądów, beż TK, UE.... ) Niejeden powtarza "trzeba ich zatrzymać, tak jak powinno się było zatrzymać hitlera" - no ale nie ma odważnych. Skoro tak, to niech PiS dokona żywota III RP - niech powstanie IV RP. Owszem, wszyscy przegramy! wszyscy stracimy ogromnie! nawet wyjazd do Czech skończy się kolejką po wizę ( przesadzam? proszę posłuchać audycji "za a nawet przeciw" w radiowej trójce i posłuchać głosu słuchaczy - "i co z tego że zamkną granice? pójdę wyrobić paszport i wyjadę gdzie będę chciał, i nikt mnie nie ograniczy do islamskiej Europy" "Szwecja nam zazdrości, że Polsce jest tak czysto!" redaktor pyta o wyjaśnienie, pada odpowiedź "no czysto rasowo!". Opozycja nie ma siły na przejęcie władzy, PiS chce zmiany ustrojowej - suweren się z tym zgadza, uważam, że Polacy zasługują na "dobrą zmianę".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje