Gliński zapomniał, że nie jest już publicystą "GP". Na każdy afront reaguje osobiście

11.10.2017 15:53
Prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego

Prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego (Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

Ministerstwo kultury tłumaczy, że w zwolnieniu Magdaleny Sroki chodzi o "ochronę wizerunku Polski" i "promocję polskiego filmu za granicą". Ale efekt może być odwrotny.

Minister Piotr Gliński bardzo nie lubi, gdy nazywa się go cenzorem i zarzuca chęć ręcznego sterowania kulturą. Przyzwyczajony do profesorskiego, dydaktycznego stylu wypowiedzi, wolałby z pewnością pouczać i perorować niż spierać się i walczyć.

Na jego – i nasze – nieszczęście od początku kadencji podejmuje kroki, które prowadzą do konfrontacji z kolejnymi środowiskami, konfrontacji niesmacznych, niepotrzebnych i szkodliwych.

To tylko kolejny odcinek konfliktu z twórcami

Zwolnienie szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Magdaleny Sroki jest tylko kolejnym epizodem tego konfliktu. Wcześniej była sprawa „Śmierci i dziewczyny”, rzekomo pornograficznej sztuki we wrocławskim Teatrze Polskim, trwająca wciąż saga z odbieraniem dotacji za „Klątwę” Olivera Frijlica, awantury wokół nominacji dyrektorskiej w krakowskim Teatrze Starym – a to tylko przykłady ze świata teatru.

Odpowiedzialność za konflikty leży prawie wyłącznie po stronie ministerstwa. Owszem, szefowie instytucji kultury, reżyserki i aktorzy udzielili niejednego niemądrego wywiadu i nieraz powiedzieli o kilka słów za dużo. Ale minister zapomina, że nie jest już publicystą „Gazety Polskiej”, ani nie występuje w roli profesora. Nie powinien osobiście reagować na wszystko, co wydaje mu się personalnym afrontem.

Taka jego niewdzięczna rola, że musi od czasu do czasu usłyszeć kilka gorzkich słów od dziennikarzy czy środowiska kulturalnego. Ministerstwo, zgodnie ze swoją nazwą, pilnuje dobra polskiej kultury i jest kustoszem dziedzictwa narodowego. Upokarzanie twórców i twórczyń kultury, otwarte zapowiedzi narodowej rewolucji w sztuce plastycznej, teatrze i filmie, otwarte premiowanie wybranych z politycznego klucza elit z góry niweczy starania o lepszą, bardziej spójną i egalitarną politykę kulturalną „dobrej zmiany”. O ile założymy, że o to w ogóle ministerstwu chodzi.

Topór „dobrej zmiany”

Bo PISF, co przyznają także ludzie prawicy, był przykładem sprawnej polityki kulturalnej – motorem dla rozwoju środowiska filmowego i zagranicznych sukcesów polskiego kina. Nie ma zresztą na to bardziej przekonującego dowodu niż dziesiąta rocznica powołania Instytutu, którą PISF świętował w 2015 r. To wtedy polska kinematografia mogła pochwalić się pięcioma nominacjami do Oscarów i statuetką dla „Idy” Pawła Pawlikowskiego.

Gdyby to nie było jasne: tak, PISF współfinansował tę produkcję. Jak dziesiątki i setki innych projektów: od oscarowej „Idy”, przez filmy młodych absolwentek i absolwentów naszych uczelni filmowych, po krajowe hity i niszowe dokumenty.

Jednak w tym rekordowym dla polskiego filmu 2015 roku władzę objął PiS. Premier Beacie Szydło „Ida” nie przypadła do gustu i stało się jasne, że PISF dołącza do grona instytucji, nad którymi wisi topór „dobrej zmiany”. Topór spadł z opóźnieniem: w połowie kadencji, po bardzo udanym festiwalu w Gdyni, sukcesie znienawidzonego przez prawicę „Pokotu” Agnieszki Holland i zgłoszenia tego właśnie filmu jako polskiego kandydata do Oscarów.

Ministerstwo czekało, żeby uniknąć protestów w Gdyni?

Pretekstem do zwolnienia Sroki był list z wiosny tego roku zaadresowany do amerykańskiego senatora Christophera J. Dodda, pod którym znalazł się podpis dyrektor. Jak wielokrotnie wyjaśniano: list został wysłany przez pomyłkę, podpis umieściła nie Sroka, lecz pracownik instytutu. Fatalny styl i wydźwięk tej korespondencji był przedmiotem natychmiastowych przeprosin i sprostowania, które adresat ze zrozumieniem przyjął.

Ministerstwo dziś upiera się, że wysłanie tego listu było „złamaniem prawa” i podstawą do wyrzucenia Sroki. Gdyby sprawa miała się zakończyć w sądzie pracy, jestem skłonny założyć się, że taka interpretacja ustawy i forma zwolnienia dyrektor przez ministra się nie obronią. Ale chyba wiemy, że nie o prawo tu chodzi. Ministerstwo wiedziało o liście dobrych parę miesięcy temu, czekało do teraz, najprawdopodobniej, aby filmowcy nie protestowali w trakcie gdyńskiego festiwalu. 

PiS chce tłumić „lewicowy wrzask”

Czemu zatem służy to zwolnienie? Spekulacje środowiska sugerują, że temu, aby zrealizował się w końcu projekt narodowego kina i narodowej kultury rysowany przez wiceminister Wandę Zwinogrodzką.

Zwinogrodzka była publicystką „Gazety Polskiej Codziennie”, ostatnio podzieliła się diagnozą, że w polskim teatrze "lewicowy wrzask paraliżuje zdolność artykulacji. Trzeba go wyciszyć, żeby w ogóle przemówić".

Co jest o tyle zabawne, że wrzask na przerywanych spektaklach Jana Klaty w Krakowie albo rozpuszczanie śmierdzących substancji w Teatrze Powszechnym w Warszawie, bynajmniej nie wypływały z lewicowych inspiracji. Zwinogrodzka niestrudzenie jednak tropi „nurty [w kulturze], które rozsadzają naszą wspólnotę od środka”.

Przypomina to wiele podobnych deklaracji PiS-u. Rzekomo chodzi o stworzenie kultury mniej elitarnej, wspólnototwórczej, zdecentralizowanej i masowej. Jak to jednak często bywa, działania idą dokładnie wbrew deklaracjom. TVP Kultura pod nowym kierownictwem ma bardziej, a nie mniej, elitarny sznyt. „Masowe” ambicje weryfikuje sprzedaż biletów - nawet „Wyklętego” Polacy nie chcieli milionami oglądać.

Tworzenie kultury „dla narodu” PiS zaczyna i tak od wymiany dyrektorów największych scen w dużych miastach, a ich następcy chcą realizować repertuar jeszcze bardziej pompatyczny i tradycyjny. 

Głupi scenariusz ministerstwa

Minister Gliński, jak napisaliśmy wyżej, wolałby się osobiście nie kłócić. Może dlatego na negocjacje ze środowiskiem filmowym wysłał swojego zastępcę, 30-latka Pawła Lewandowskiego. Życzę powodzenia: ministerstwo ustami Lewandowskiego deklaruje, że chodzi mu teraz już tylko o wizerunek Polski, rzekomo przez Srokę nadszarpnięty, i promocję polskiego filmu za granicą.

Jak dobrą promocją jest zwolnienie dyrektor Sroki, za którą wstawią się polscy i europejscy filmowcy, laureaci Oscarów i kilka akademii oraz zrzeszeń filmowców?

Widać, że ministerstwo się z filmowcami nie rozumie zbyt dobrze: wszyscy by im powiedzieli, że realizuje właśnie dość głupi scenariusz.  

Jakub Dymek - kulturoznawca, dziennikarz i publicysta. Członek „Krytyki Politycznej”, stały współpracownik Dwutygodnik.com i nowojorskiego magazynu "Dissent". Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. Pracuje nad książką o powstaniu rewolucyjnej prawicy w ostatniej dekadzie.

Sprawdzamy, czy Polacy są gotowi na łatwiejszy dostęp do broni. "Niewyszkolony Sebix..." [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

Kiedyś codzienność, a dzisiaj to już wspomnienia. Pamiętasz te absurdy PRL-u?
1/12Który dzień został ustanowiony dniem bezmięsnym?
Zobacz także
Komentarze (53)
Piotr Gliński - zwolnienie szefowej PISF kolejnym odcinkiem konfliktu z twórcami
Zaloguj się
  • antropoid

    Oceniono 26 razy 26

    Najgorsze polityczne tępaki to ci, które nawet kulturę chcą jednolicie umundurować.

  • frankyy

    Oceniono 25 razy 25

    Nie o dyr Srokę tu chodzi tylko o spacyfikowanie środowiska filmowców, którzy nie popierają Kaczystów i ich zapędów do nowej wersji socrealizmu. W liście Sroki do szefa amerykańskiej Akademii Filmowej nie był nic nagannego, napisała jak jest pod rządami Kaczyńskiego.
    Zarzut że to zdrada i szkalowanie Polski to głupota i PISowska socjotechnika żeby zakneblować wszelka krytykę rządzącej partii. Kaczyński i jego przydupasy to nie jest Polska, a krytykowanie ich głupoty nie jest żadna zdradą. Każdy Polak ma prawo a nawet obowiązek mówić prawdę.
    A Gliński kłamie jak pies, bo napisał że zwolnił Srokę po konsultacji z Radą Programową PISF, co miałoby wskazywać, że to Rada mu rekomendowała czy poparła zwolnienie Sroki. Jednak Rada oficjalnie sprzeciwiła się decyzji Glińskiego i poparła Srokę. Kłamczuszek z tableta zaplątał się w swoich intrygach, w Gdyni chwalił polska kinematografię a teraz ją rozpierd.la. Pewnie to zemsta za to że rok temu w Gdyni olali "Smoleńsk" i inne wybitne dzieło "Historię Roja" he he he...

  • antropoid

    Oceniono 20 razy 20

    A mógł pozostać w tablecie - i nigdy stamtąd nie wyłazić.

    Smutny, skwaszony, partyjny towarzysz na odcinku: "kultura".
    Przez pomyłkę...

  • cezar85

    Oceniono 20 razy 20

    komuch, pisior i zawodowy skuwrysyn zawsze pozostanie komuchem, pisiorem i zawodowym skuwrysynem

    inaczej KAINczyński go oskarży o bycie komuchem, pisiorem i zawodowym skuwrysynem

  • pan_glosny

    Oceniono 16 razy 16

    Jedna ustawa i PISF zniknie. Powstanie: Narodowy Instytut Filmowy.
    Będą kręcić Smoleńsk-2, Smoleńsk-3, Wyklęci, Żywoty Ojców itp

  • josef.papug

    Oceniono 16 razy 16

    Gliński popełnia przestępstwo urzędnicze. Mam nadzieję, że przyszłej władzy starczy odwagi by scigać przestępców.

  • Wojciech Piotrowski

    Oceniono 16 razy 16

    Pan minister jest nie tylko profesorem, lecz może przede wszystkim bardzo zarozumiałym, drażliwym na swym punkcie człowiekiem. Nie ujmuję mu wiedzy, lecz widzenie wszystkiego z własnego, "nieomylnego" punktu widzenia - drażni. jest ponadto przewrażliwiony na punkcie własnej rodziny. Dookoła ludzie mogą cierpieć, być postponowani, lecz wara od mojej rodziny - ta robi wszystko najlepiej, jest zawsze po słusznej stronie sprawy. Jego zastępca - minister Selin - jest zresztą tak sam. Obaj nie dopuszczają innej wizji kultury niż zakreśla to ich własna wyobraźnia.

  • e.olsen

    Oceniono 15 razy 15

    Minister Piotr "mój brat idiota" Gliński każdym czynem udawania, że rodzony brat trafnie go zdiagnozował...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje