Co z tego, że sąsiadów łączy status, skoro nie mogą się dogadać w sprawie postawienia ławeczki? [LIST]

W odpowiedzi na cykl "Klasa średnia chce się grodzić", nasz Czytelnik napisał: "Co z tego, że staramy się nie wchodzić nikomu w drogę? Nic, bo nieważne gdzie, nieważne za jaką cenę, konflikty sąsiedzkie były, są i będą".

Nasz czytelnik odpowiada na cykl "Klasa średnia chce się grodzić", w ramach którego ukazało się już kilka tekstów i kilka spośród Waszych licznych listów.

***

Od początku cyklu „Klasa średnia chce się grodzić” z zainteresowaniem czytam wypowiedzi ekspertów, a z jeszcze większym - listy od czytelników. Skłoniło mnie to do refleksji nad własnym życiem i moją sytuacją mieszkaniową. Czy należę do słynnej "klasy średniej"? Czy mam się z nią identyfikować? Czy mam prawo być z nią wrzucany do jednej szufladki? I wreszcie czy my - jako społeczeństwo, eksperci, czytelnicy - mamy prawo, po pierwsze - generalizować, a po drugie - oceniać indywidualny wybór przestrzeni, w której żyjemy? I przede wszystkim - czy status społeczny oznacza, że jesteśmy stworzeni do wspólnej egzystencji?

Pojęcie "status społeczny" to taki trochę zabawny stwór, który ułatwia nam postrzeganie otaczającego nas świata i ułatwia procesy poznawcze. Nie jest żadnym odkryciem, że w naszym życiu ogromną rolę odgrywają wszelkiego rodzaju stereotypy (i nie mówię tego w formie oceniania, o nie!). Poprzez obserwowanie społeczeństwa po prostu łatwiej jest nam się zidentyfikować z podobną do nas grupą społeczną. I tak widząc osobę brudną i zaniedbaną, do tego ewidentnie pod wpływem alkoholu, z łatwością powiemy: "menel". Widząc mężczyznę w dobrym garniturze, wsiadającego do drogiego samochodu, powiemy: "dorobkiewicz". Trochę w ten właśnie sposób i w tym celu powstało pojęcie "klasy średniej".

Czy ja do niej należę? Z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia - tak. Na moje gospodarstwo domowe składają się dwie osoby będące w formalnym związku, oboje po studiach, praca w zawodzie, dobre stanowiska w dużych firmach, ot - klasyczna historia. Kilka miesięcy temu postanowiliśmy zmienić nasze życie o 180 stopni i wyprowadzić się z mitycznej Warszawy, porzucić dotychczasowe życie w województwie mazowieckim i osiąść w małej wsi pod Łodzią.

Ta życiowa rewolucja pozwoliła mi na nabranie pewnego dystansu, dzięki któremu doszedłem do jednego wniosku - największym problemem nie jest brak płotu czy jego obecność, lecz to, że każdy z nas jest roszczeniowy i każdy patrzy tylko i wyłącznie na swój interes (czy to dobrze, czy źle - to już pozostawiam indywidualnej ocenie).

W dzieciństwie i okresie dojrzewania mieszkałem z rodzicami na nowym osiedlu segmentów - klasyczne wysokie domy zamieszkałe przez dorabiające się w latach 90. młode rodziny. Z ekonomicznego punktu widzenia osiedle zamieszkałe przez ówczesną "klasę średnią"; śmiało można je pod wieloma względami porównać do Miasteczka Wilanów - spójna architektura, znaczna odległość od centrum miasta, zamieszkałe przez podobnych do siebie ludzi. Niby wszystko miło i sympatycznie, ale fakt, że jesteśmy do siebie podobni, nie oznacza, że jesteśmy do siebie dopasowani i stworzeni do wspólnej egzystencji. Podobny statut majątkowy nie oznacza, że będziemy w stanie się dogadać, nie jest on gwarancją, że sąsiad z domu obok nie będzie nam uprzykrzał życia. Wielokrotnie osiedle "żyło" sąsiedzkimi konfliktami, ludzie zakładali sobie sprawy w sądach, wzywali policję, awanturowali się na ulicy. Parkowanie, imprezy, drzewa w ogródkach, kolory elewacji - wszystko to bywało punktami zapalnymi. Bo ja mam prawo. Bo ja też tu mieszkam. Ekonomiczne dopasowanie nie okazało się gwarancją społecznego ładu.

Podobne historie docierają do mnie od moich znajomych mieszkających na nowych osiedlach - tych grodzonych i tych nie. Co z tego, że sąsiadów łączą zajmowane stanowiska czy fakt posiadania długoletniego kredytu hipotecznego, skoro nie potrafią się dogadać w sprawie postawienia ławeczki obok piaskownicy? Bo w końcu ilu ludzi, tyle opinii.

W Warszawie, mimo zdolności kredytowej, nie zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania w Miasteczku Wilanów – wybraliśmy powojenną kamienicę na Mokotowie. Na ten wybór nie wpłynął jednak fakt ogrodzenia/jego braku, nie wpłynęły też wartości wizualne i architektoniczne, miłość do starych mieszkań, a jedynie pragmatyczna kwestia odległości od centrum miasta. Byliśmy świadomi, że kupując mieszkanie, kupuje się również sąsiedztwo, a to nigdy nie jest pewne. Bo zamożny właściciel mercedesa jest w stanie tak samo zakłócić mir domowy, jak żyjący z zasiłku bezrobotny. Droższe mieszkanie nie oznacza wcale, że będzie lepsze. Piękna klatka schodowa nie jest gwarancją spokoju ducha. Nigdy nie mamy pewności, na kogo trafimy po drugiej stronie ściany. Żyjemy w dynamicznych czasach, z coraz większą migracją ludzi, więc nawet jeśli obecnie mamy "fajnych" sąsiadów, nie wiemy, czy za pół roku to się nie zmieni.

Obecnie mieszkamy w wolnostojącym domu pod miastem. Znajomi twierdzą - bajka, nie mieszkacie już w bloku, nie macie sąsiadów. Otóż mamy - tylko nie bezpośrednio za ścianą. Wciąż jednak musimy liczyć się z ich zdaniem i zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy całkowicie odizolowani od społeczeństwa. Chociaż mieszkamy tutaj krótko, już pojawił się pierwszy konflikt - jednemu sąsiadowi przeszkadza, że na naszą uliczkę wjeżdża śmieciarka, która zabiera nasze śmieci. Bo on jest w stanie wyprodukować ich tak mało, że wywozi je we własnym zakresie. Co z tego, że jesteśmy ogrodzeni (i to solidnie)? Co z tego, że nie mamy sąsiadów za ścianą? Co z tego, że staramy się nie wchodzić nikomu w drogę? Nic, bo nieważne gdzie, nieważne za jaką cenę, konflikty sąsiedzkie były, są i będą. I nie zmieni tego żadne ogrodzenie.

Tak więc, drodzy czytelnicy, mieszkajcie tam, gdzie Wam się podoba - z „klasą średnią” lub bez niej, ogrodzeni lub nie, w nowym czy starym, w dużym czy małym; nigdy nie będziecie mieli gwarancji, na kogo traficie. Bo w końcu punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.

JJ

Na Wasze opinie czekamy pod adresem listydoredakcji@gazeta.pl.

***

W cyklu "Klasa średnia chce się grodzić" opublikowaliśmy już:

Więcej o:
Komentarze (1)
Co z tego, że sąsiadów łączy status, skoro nie mogą się dogadać w sprawie postawienia ławeczki? [LIST]
Zaloguj się
  • wuetend

    Oceniono 3 razy 3

    Najrozsądniejsza opinia z tego cyklu. Choć raz bez napaści na drugą stronę

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX