Klasa średnia naprawdę chce się grodzić? Czytelnik odpowiada Sroczyńskiemu [LIST]

- Większość ludzi z klasy średniej nie ma szczególnego wyboru - pisze pan Łukasz w odpowiedzi na artykuł Grzegorza Sroczyńskiego "Klasa średnia chce się grodzić". Ale wskazuje też, że tendencje się zmieniają i już nie wszędzie ogrodzenie sprzedawane jest "w pakiecie" z mieszkaniem.

Szanowni Państwo,

Chciałem się odnieść do tekstu Grzegorza Sroczyńskiego, który przeczytałem dziś w ramach cyklu: "Klasa średnia chce się grodzic".

Choć cenię publicystykę Pana Sroczyńskiego i uważam, że jego teksty bardzo często pobudzają do myślenia i innego spojrzenia na sprawy (choć nie zawsze trzeba się z jego tezami zgadzać), to uważam, że tekst, do którego się dziś odnoszę jest dość jednostronny: zła klasa średnia i władze, które nic nie robią, żeby klasy się mieszały. A - jak zawsze - uogólnienia nie oddają całego obrazu.

To nie jest też tak, że klasa średnia jest winna wszystkiemu, a klasa ludowa to tylko ofiary. Choć należę do dość zamożnych osób (w zeszłym roku zarobiłem więcej niż prezydent Warszawy), to mam poglądy zdecydowanie lewicowe (nie mam tez problemu z 75 proc. podatkiem, choć z pewnością bym się na niego załapał). W ubiegłym roku postanowiłem, że nie chcę się biernie przyglądać temu, co się dzieje w Polsce (myślę tu o tym, co robi PiS), i postanowiłem przyłączyć się do partii "Razem". Przez kilka miesięcy byłem stażystą. Na początku byłem pod ogromnym wrażeniem tej partii: prawdziwa wewnętrzna demokracja, platforma do rzeczywistej wymiany poglądów i dyskusji, styczność z całym przekrojem społecznym (z ludźmi, których w pracy, wśród znajomych nie spotykałem). Jednak, kiedy wybrałem się na konwencję samorządową, szybko przeszła mi ochota na przyłączenie się do tej partii. Na konwencji usłyszałem, że zarabianie tyle, ile zarabia prezydent Warszawy to niemalże przestępstwo, a okrzyki złodzieje, hańba przeplatały każde wystąpienie. Poczułem się jak jakiś przestępca, choć nigdy nikomu niczego nie ukradłem i na każdą złotówkę bardzo ciężko zapracowałem (pracując już podczas studiów, a w ostatnich latach pracując po 200-250 godzin miesięcznie). Tym sposobem, partie takie jak "Razem" też raczej budują mury pomiędzy klasami, niż starają się je burzyć.

A co do osiedli grodzonych w Warszawie, to większość ludzi z klasy średniej (szczególnie ci, którzy nie pochodzą z Warszawy), nie ma szczególnego wyboru. Mając pracę i zarabiając średnią pensję, nie mają szans na mieszkanie komunalne. Ceny rynkowego wynajmu są wysokie, w porównaniu, z ratami kredytów, tak wiec dla większości osób, które mają zdolność kredytową, najsensowniejszy jest zakup mieszkania. A na rynku większość mieszkań, to mieszkania na zamkniętych osiedlach. Zamieszkanie w starej kamienicy, "z klimatem" i miksem społecznym, to niestety najczęściej dużo większy wydatek niż mieszkanie od dewelopera, gdyż takie kamienice są najczęściej w centrum miasta, gdzie ceny za metr kwadratowy są wysokie.

Swoje pierwsze mieszkanie w Warszawie kupiłem w bloku z lat 60., na ostatnim pietrze, z miksem społecznym, choć w większości ze starszymi osobami, pracownikami pobliskiego zakładu przemysłowego (blok był kiedyś blokiem zakładowym). Ale szybko pojawiły się problemy: w budynku przeciekał dach (woda lała się po ścianach ciurkiem), ale że działo się to w moim mieszkaniu, nikogo z niższych pięter to nie obchodziło (klasa ludowa), bo "mi się na głowę nie leje". Plagą było palenie papierosów i picie alkoholu przez mieszkańców w okolicy budynku, ale także na klatce schodowej, czy w piwnicach. Nagminnie był niszczony domofon i wyrywany zamek do drzwi, do piwnicy, bo za ciężko było wyciągnąć klucz z kieszeni, żeby te drzwi otworzyć. Szybko pojawiły się też problemy, z tym, że jestem gejem, łącznie z donosami na policję o społecznym zgorszeniu (choć jedynym zgorszeniem mogło być to, że czasami odwiedzał mnie chłopak) lub groźby pobicia.

Tak wiec drugie mieszkanie kupiłem już na nowym, zamkniętym osiedlu, na Kamionku (blisko ulicy Mińskiej), gdzie mieszkają głównie młode małżeństwa (sądząc po rejestracjach samochodów, głównie przyjezdni do Warszawy ze ściany wschodniej). Teraz przynajmniej nikt nie pije alkoholu i nie pali papierosów na klatach schodowych, nie awanturuje się po nocy, nie donosi na mnie na policję. Mieszkańcy integrują się na osiedlowych imprezach, mamy osiedlową biblioteczkę, której nikt nie dewastuje.

Ale zmienia się też myślenie deweloperów: kupiłem mieszkanie (jest w budowie) w Gdańsku Letnicy, w dzielnicy, która ma miano zapomnianej przez świat (w dawnych czasach eksmitowano tam ludzi niepłacących czynszu, czy szeroko rozumianą "patologię"), a dziś deweloper buduje tam nowoczesne osiedle, które nie będzie grodzone (czyli cała "patologia" będzie miała dostęp np. do placu zabaw), a mieszkania sprzedają się na pniu, wiec wygląda na to, że klasa średnia chce mieszkać nie tylko w zamkniętych enklawach.

Z poważaniem,
Łukasz Wiśniewski

Na Wasze teksty i polemiki czekamy pod adresem listydoredakcji@gazeta.pl.

Komentarze (165)
Klasa średnia chce się grodzić? Czytelnik odpowiada Sroczyńskiemu [LIST]
Zaloguj się
  • wesola_pszczulka

    Oceniono 8 razy -4

    PROWOKACJA! List napisany w redakcji

  • leoleo

    Oceniono 8 razy -4

    "zła klasa średnia", przymiotnik jest niewłaściwy, nie "zła" lecz głupia

  • przemuncia

    Oceniono 5 razy -3

    W Polsce tworząca się klasowość społeczeństwa to jest coś nowego. Nagle następuje wielkie zdziwienie, że bogatsi grodzą się od biedniejszych. Ja się chętnie grodzę i staram się mieć z tą częścią społeczeństwa jak najmniej wspólnego.

  • susdomestica

    Oceniono 4 razy -2

    Pierwszy akapit to pojazd po partii Razem... Nie na temat, ale może nie miało być na temat. :)

  • qatroscc

    Oceniono 8 razy -2

    Pewnie dlatego, że jest gejem wybrał Razem. Pieniądze rzecz nabyta.

  • wykiwana

    Oceniono 8 razy -2

    Komunizujący gej kolejnym bohaterem przestrzeni publicznej, kreowanej przez GW. No doprawdy komedia!!!

    Nic mnie tak nie bawi, jak listy do redakcji. Wszystkie kabarety, stendapy, felietony satyryczne - odpadają w konkurencji.

  • Oceniono 4 razy -2

    A ja to się w ogóle zastanawiam: co to za temat? No ja prdl, jak ktoś chce mieszkać na zamkniętym osiedlu, niech mieszka, jak ktoś nie chce - niech nie mieszka. To naprawdę jest największa bolączka naszych czasów? Zresztą jakoś nikogo nie dziwi, że nie ma u nas zwyczaju, który znam w filmów amerykańskich, czyli często zupełnie nie ogrodzonych domów jednorodzinnych. A więc skąd u nas taki niezdrowy pęd do odgradzania się przez ludzi mieszkających w takich domach od innych, prawda? No nie, przecież to absurd. Ja też cenię publicystykę red. Sroczyńskiego ale ten temat jest dla mnie kompletnie niezrozumiały. Jak ktoś nie chce się integrować i uczestniczyć w życiu społecznym lokalnej społeczności, to w integracji przeszkodzi mu brak chęci, a nie płoty i mury. Mieszkam w bloku z płyty z lat 70tych, zdecydowanie bez płotów i jakoś nie widzę, żeby ludzie się szczególnie integrowali z tymi, którzy mieszkają trzy ulice dalej. Raczej każdy zasuwa rano do roboty, wraca późno, owszem, przystanie pod blokiem i pogada z sąsiadem - ale dokładnie tak samo byłoby, gdyby naszych kilka bloków było ogrodzonych. No ale tak to jest, jak się ma umowę i trzeba co jakiś czas wypuścić jakiś tekst, niezależnie od tego czy naprawdę akurat ma się coś do powiedzenia...

  • realistas

    Oceniono 8 razy -2

    To grodzenie to stosują ludzie ze wsi. Oni mieszkali w zagrodzonych obiektach i przenoszą to do miasta. Na wsi grodzenie było konieczne bo chłopi mieli krowy, gęsi, kury, które pędziły do sąsiada i robiły mu szkodę i były kłótnie. Młodzież przeniosła się do miasta z całym bagażem i teraz chce odgradzać bloki.

  • kochamwyborcza2

    Oceniono 3 razy -1

    Haha kolejny list czerskich amatorów....ale to jest żenada....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX