Klasa średnia naprawdę chce się grodzić? Czytelnik odpowiada Sroczyńskiemu [LIST]

Zamknięte osiedla - wybór czy konieczność?

Zamknięte osiedla - wybór czy konieczność? (fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta)

- Większość ludzi z klasy średniej nie ma szczególnego wyboru - pisze pan Łukasz w odpowiedzi na artykuł Grzegorza Sroczyńskiego "Klasa średnia chce się grodzić". Ale wskazuje też, że tendencje się zmieniają i już nie wszędzie ogrodzenie sprzedawane jest "w pakiecie" z mieszkaniem.

Szanowni Państwo,

Chciałem się odnieść do tekstu Grzegorza Sroczyńskiego, który przeczytałem dziś w ramach cyklu: "Klasa średnia chce się grodzic".

Choć cenię publicystykę Pana Sroczyńskiego i uważam, że jego teksty bardzo często pobudzają do myślenia i innego spojrzenia na sprawy (choć nie zawsze trzeba się z jego tezami zgadzać), to uważam, że tekst, do którego się dziś odnoszę jest dość jednostronny: zła klasa średnia i władze, które nic nie robią, żeby klasy się mieszały. A - jak zawsze - uogólnienia nie oddają całego obrazu.

To nie jest też tak, że klasa średnia jest winna wszystkiemu, a klasa ludowa to tylko ofiary. Choć należę do dość zamożnych osób (w zeszłym roku zarobiłem więcej niż prezydent Warszawy), to mam poglądy zdecydowanie lewicowe (nie mam tez problemu z 75 proc. podatkiem, choć z pewnością bym się na niego załapał). W ubiegłym roku postanowiłem, że nie chcę się biernie przyglądać temu, co się dzieje w Polsce (myślę tu o tym, co robi PiS), i postanowiłem przyłączyć się do partii "Razem". Przez kilka miesięcy byłem stażystą. Na początku byłem pod ogromnym wrażeniem tej partii: prawdziwa wewnętrzna demokracja, platforma do rzeczywistej wymiany poglądów i dyskusji, styczność z całym przekrojem społecznym (z ludźmi, których w pracy, wśród znajomych nie spotykałem). Jednak, kiedy wybrałem się na konwencję samorządową, szybko przeszła mi ochota na przyłączenie się do tej partii. Na konwencji usłyszałem, że zarabianie tyle, ile zarabia prezydent Warszawy to niemalże przestępstwo, a okrzyki złodzieje, hańba przeplatały każde wystąpienie. Poczułem się jak jakiś przestępca, choć nigdy nikomu niczego nie ukradłem i na każdą złotówkę bardzo ciężko zapracowałem (pracując już podczas studiów, a w ostatnich latach pracując po 200-250 godzin miesięcznie). Tym sposobem, partie takie jak "Razem" też raczej budują mury pomiędzy klasami, niż starają się je burzyć.

A co do osiedli grodzonych w Warszawie, to większość ludzi z klasy średniej (szczególnie ci, którzy nie pochodzą z Warszawy), nie ma szczególnego wyboru. Mając pracę i zarabiając średnią pensję, nie mają szans na mieszkanie komunalne. Ceny rynkowego wynajmu są wysokie, w porównaniu, z ratami kredytów, tak wiec dla większości osób, które mają zdolność kredytową, najsensowniejszy jest zakup mieszkania. A na rynku większość mieszkań, to mieszkania na zamkniętych osiedlach. Zamieszkanie w starej kamienicy, "z klimatem" i miksem społecznym, to niestety najczęściej dużo większy wydatek niż mieszkanie od dewelopera, gdyż takie kamienice są najczęściej w centrum miasta, gdzie ceny za metr kwadratowy są wysokie.

Swoje pierwsze mieszkanie w Warszawie kupiłem w bloku z lat 60., na ostatnim pietrze, z miksem społecznym, choć w większości ze starszymi osobami, pracownikami pobliskiego zakładu przemysłowego (blok był kiedyś blokiem zakładowym). Ale szybko pojawiły się problemy: w budynku przeciekał dach (woda lała się po ścianach ciurkiem), ale że działo się to w moim mieszkaniu, nikogo z niższych pięter to nie obchodziło (klasa ludowa), bo "mi się na głowę nie leje". Plagą było palenie papierosów i picie alkoholu przez mieszkańców w okolicy budynku, ale także na klatce schodowej, czy w piwnicach. Nagminnie był niszczony domofon i wyrywany zamek do drzwi, do piwnicy, bo za ciężko było wyciągnąć klucz z kieszeni, żeby te drzwi otworzyć. Szybko pojawiły się też problemy, z tym, że jestem gejem, łącznie z donosami na policję o społecznym zgorszeniu (choć jedynym zgorszeniem mogło być to, że czasami odwiedzał mnie chłopak) lub groźby pobicia.

Tak wiec drugie mieszkanie kupiłem już na nowym, zamkniętym osiedlu, na Kamionku (blisko ulicy Mińskiej), gdzie mieszkają głównie młode małżeństwa (sądząc po rejestracjach samochodów, głównie przyjezdni do Warszawy ze ściany wschodniej). Teraz przynajmniej nikt nie pije alkoholu i nie pali papierosów na klatach schodowych, nie awanturuje się po nocy, nie donosi na mnie na policję. Mieszkańcy integrują się na osiedlowych imprezach, mamy osiedlową biblioteczkę, której nikt nie dewastuje.

Ale zmienia się też myślenie deweloperów: kupiłem mieszkanie (jest w budowie) w Gdańsku Letnicy, w dzielnicy, która ma miano zapomnianej przez świat (w dawnych czasach eksmitowano tam ludzi niepłacących czynszu, czy szeroko rozumianą "patologię"), a dziś deweloper buduje tam nowoczesne osiedle, które nie będzie grodzone (czyli cała "patologia" będzie miała dostęp np. do placu zabaw), a mieszkania sprzedają się na pniu, wiec wygląda na to, że klasa średnia chce mieszkać nie tylko w zamkniętych enklawach.

Z poważaniem,
Łukasz Wiśniewski

Na Wasze teksty i polemiki czekamy pod adresem listydoredakcji@gazeta.pl.

Zobacz także
Komentarze (165)
Klasa średnia chce się grodzić? Czytelnik odpowiada Sroczyńskiemu [LIST]
Zaloguj się
  • detektyw_klucha

    Oceniono 18 razy 12

    Wywalcie nazwę dewelopera z tego listu - w przeciwnym wypadku wygląda to na kryptoreklamę. Argumenty dobre - i pokazują także, dlaczego partia Razem jest tam gdzie jest czyli poza parlamentem. Już wolę Nowoczesną z jej wadami.

  • siwywaldi

    Oceniono 27 razy 11

    klasa średnia nie tyle co CHCE się grodzic, ile mieszkać BEZPIECZNIE.

    A najlepiej wie to ten, któremu w biały dzień nie wykryci dotąd przez naszą "dzielną" policję sprawcy już DWA RAZY "skroili" w biały dzień mieszkanie, oraz ten, kto od nachlanego nygusa zarobił "w pędzel" pod własną klatką schodową za to tylko, że nie "kopsnął" mu na piwo.

  • a.ba

    Oceniono 10 razy 10

    Mieszkam w mniejszym mieście (do 100 tyś) i takiej patologii jak tu opisujecie i w takim strasznym nasileniu to poza Warszawą ciężko spotkać. Na starszych osiedlach w większości jest spokojniej niż na nowych (starsi ludzie którzy znają się od lat).
    Zdarza się patologia ale rzadko - pojedyncze domy z mieszkaniami socjalnymi dla eksmitowanych.
    Domy komunalne to raczej zadbane budynki - większość już pokomunalnych - wykupionych przez lokatorów z nielicznymu mieszkaniami komunalnymi.
    Chyba ta 'patologia' to takie samousprawiedliwienie dlaczego kupiło się kijowe mieszkanie za płotem.

  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 13 razy 9

    płoty, ogrodzenia to polska specjalność.
    Bo złodziej najbardziej się boi innego złodzieja

    Mieszkam na gierkowskim blokowisku i mam ciszę oraz spokój, znajomi mają mieszkanko za ogrodzeniem na przedmieściach i stale są kłopoty. Bo brama się zacięła, bo strażnik pijany, bo ktoś ryja drze zaraz za płotem, bo okradają masowo komórki i piwnice. A dojazd do pracy w centrum to już zupełnie inna bajka o korkach i zepsutym humorze codziennie rano

    To nie klasa średnia, się grodzi, to wbrew pozorom biedota materialna, niewolnicy 40letnich kredytów i janusze biznesu

  • polak.podatnik

    Oceniono 13 razy 9

    co za pieprzenie o jakiś klasach? na moim zamkniętym osiedlu widzę cały przekrój społeczny, młodzi i starzy, dzieci ze szkoły publicznej i społecznej, wietnamskie dzieci bawią się z polskimi a przez okno widzę jak sąsiadki Turczynki jarają konopie na balkonie,
    w garażu Tico stoi obok Infinity

    to całe gadanie o klasach przez sieroty po Leninie robi się już męczące, przecież połowa mieszkań na zamkniętych osiedlach jest wynajmowanych, mieszkają tam bardzo rożni ludzie, o różnym statusie społecznym i zawodach

    to co łączy ludzi na tych osiedlach: sami się utrzymują, widza ze pieniądze się "nie należą" i stad chcą zadbać o swoje otoczenie i poczuć się bezpiecznie

  • 2.joana

    Oceniono 14 razy 8

    Pan Sroczyński uważa, że odziedziczyliśmy wymieszanie społeczne na klatkach schodowych jako cenne dziedzictwo! Merci!!!! Lata całe mieszkaliśmy nad człowiekiem pracy: portierem hotelowym, który kończył pracę o północy i uważał, że dopiero potem może prowadzić życie towarzyskie , nota bene ze stałymi bywalczyniami hotelu, a słychać było wszystko, a nawet więcej!! W porównaniu z nim, to już sąsiedzi z góry, których miejski staż liczył się na miesiące, a którzy urządzali sobie pikniki na zasikanym przez pieski trawniku i spuszczali koszyki z jedzeniem przed oknami, to już sam śmiech i radość! Nie dziwię się ludziom, że szukają normalnych warunków, skoro ich na to stać (mnie już - nie)

  • jakobhorner

    Oceniono 14 razy 8

    to jest bezczelna reklama najgorszego dewelopera w Trójmieście - firmy "R". Niech wymyślony Pan Łukasz łaskawie s...dala. Blokhauzy śmieciowej "R", jak większość deweloperskiej sieczki to po prostu przyszłe centrum patologii i problemów społecznych. Chcecie tak mieszkać? Ślepe kuchnie, okno w okno, 8 mieszkań na piętrze, ściśnięte i betonowe. Życie od hali garażowej do marketu. To musi j...bnąć społecznie. Nie pozdrawiam

  • lewaczka_z_fejsbuczka

    Oceniono 13 razy 7

    Powiem tak...
    GDYBY Szanowny Pan Autor listu nie "poleciał" z kryptoreklamą itd. - to kto wie, może bym i się zastanowiła głębiej oraz odniosła precyzyjnie, bo wiele jest racji w tym, co Pan pisze. Ale niestety. Mimo tych racji - nie akceptuję takiego podejścia. Jeśli mam JAKIEŚ przemyślenia natury ogólnej - wyrażam je po prostu ogólnie i szukam właściwych dla tej formy argumentów. Nie jest istotne czy Warszawa, Wrocław czy Gdańsk. Czy deweloper "Drucik" czy "Kabelek". istotne są mechanizmy społeczne czy sytuacje, obserwowane zarówno w Warszawie, Wrocławiu jak i w Gdańsku. Z Pana Autora wyszedł snobizm. Czyli to, czego zdaje się Pan Autor chciał (tak mniemam) uniknąć. Przykre to. Bo problem jest WAŻNY. I znowu został sprowadzony do snobizmu i peaniku na cześć własną Pana Autora. To nie pomaga sprawie.

  • walek7003

    Oceniono 7 razy 7

    Reklama dewelopera..?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje