"Przed siedzibą PiS zorganizowałam Ścianę Furii. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiłam" [LIST]

Dokładnie rok temu Polki wyszły na ulice, nie zgadzając się na zaostrzenie aborcyjnej ustawy. "Póki co nadal nie dowiedziałam się, dlaczego przerwanie ciąży z gwałtu jest dopuszczalne, a przerwanie ciąży niechcianej już nie" - pisze Zofia Marcinek.

Od Czarnego Protestu mija równo rok. Polki obroniły swoje prawa, jednak 'obrońcy życia' nie składają broni. W Sejmie znów znalazł się projekt zakazujący aborcji. Dlatego dzisiaj kobiety znów wyjdą na ulice. Chcą w ten sposób jasno zasygnalizować: "nie odpuszczamy, nie składamy parasolek". My z kolei pytamy nasze Czytelniczki, oto jak żyje się Polkom w 2017 roku.

Co nam po Strajku Kobiet?

- Rok temu Strajk Kobiet wyciągnął na ulicę setki tysięcy Polek. W kraju i poza jego granicami. W miastach, które masowe demonstracje sparaliżowały i w miasteczkach, w których „strajkowe dziewczyny” mogły się po swoim miejscu zgromadzenia ganiać w berka - opisuje Zofia Marcinek.

Organizacje prokobiece nabrały wiatru w żagle, dostały zastrzyk nowej krwi. Powstają kolejne, zawiązują się sojusze, słowo „koalicja” odmieniane jest od roku na wszystkie sposoby. 3.10.17 szykuje się powtórka strajku. Zaś od kilku dni pytanie, które słyszę najczęściej to – co nam po Strajku Kobiet?

3.10.16 organizowałam Ścianę Furii pod warszawską siedzibą Prawa i Sprawiedliwości. Inicjatorką tego wydarzenia była nieznana  mi wcześniej dziewczyna, absolwentka prawa, Ewa Wieliczko. Tak jak wiele organizatorek, znalazłyśmy się przez Facebooka, a i to tylko dlatego, że miałyśmy jednego wspólnego znajomego. Żadna z nas nic takiego wcześniej nie robiła. Jadąc na Nowogrodzką rankiem trzeciego października wiozłam ze sobą dwa megafony, schodki z IKEA w stylu wczesnej miesięcznicy smoleńskiej i karimatę. Nie spodziewałam się dużej frekwencji, uznałam że dobrze będzie mieć na czym usiąść.

Na Nowogrodzką przyszło jednak około półtora tysiąca osób. Mniej więcej trzy razy więcej niż się spodziewałyśmy. Nie byłyśmy na tę frekwencję gotowe, nie było nas słychać, ledwie wystawałyśmy z tłumu na naszej drabince. Przed deszczem ochraniał nas parasol trzymany przez jednego z uczestników zgromadzenia. Ale kobiety (i mężczyźni) ze Ściany Furii zawyżyły moje oczekiwania odnośnie demonstracji na cały rok, podczas którego współorganizowałam jeszcze kilka wydarzeń. O ile my zorganizowałyśmy tę demonstrację, one poprowadziły ją razem z nami. Powtarzały co ważniejsze komunikaty osobom stojącym poza zasięgiem megafonu, podrzucały własne hasła, przemawiały do tłumu w sposób, który porywał. Śpiewały, krzyczały i jestem przekonana, że z okien biura PiS widać było mobilizację i współpracę, która politykowi prawicy mogła się wydawać naprawdę niepokojąca.

Na plac Zamkowy nie dotarłam – kiedy przyjechałam do centrum, Krakowskie było już wypchane ludźmi. Włączyłam się dopiero w pochód w kierunku Sejmu. Oglądałam zdjęcia zrobione kilkanaście minut wcześniej z wieży widokowej kościoła św. Anny, patrzyłam na tłum wokół mnie i miałam dreszcze. Czułam tak patetyczne wzruszenie i dumę, że niemal słyszałam chór z utworu Do you hear the people sing?.

Czarny Poniedziałek w ogóle sprawił, że wiele z nas spojrzało na przyszłość walki o prawa kobiet inaczej: może nie przez różowe okulary, ale jednak jaśniej i z większym optymizmem. Mówiłyśmy sobie, że jeszcze długa droga przed nami, ale chyba nie wszystkie do końca poważnie to traktowałyśmy – no bo skoro w ciągu tygodnia da się zorganizować pospolite ruszenie, to czego nie da się zrobić?

Oczywiście okazało się, że nie da się przede wszystkim tego pospolitego ruszenia utrzymać w ruchu. Tak zwana druga runda strajku pod koniec października 2016 zgromadziła odpowiednio mniej osób, ósmy marca znowu nieco więcej, ale wciąż poziomu Czarnego Poniedziałku nie udało się przebić ani nawet ponownie dosięgnąć. Zorientowałyśmy się za to, że skrajna prawica z jej językiem pogardy i manipulacji wobec kobiet i ich życia to nie jedyny problem – że równie demotywującą siłą może być język naszych „sojuszników” dla których jesteśmy ich kobietami, babkami z jajami które są sexy i mogłyby się do nich poprzytulać. Że próba wytłumaczenia iż posiadanie „jaj” nie jest dla mnie wyznacznikiem statusu, siły czy odwagi, że nie jestem „czyjaś” i że w tej debacie mój seksapil bądź jego brak nie ma żadnego znaczenia może wywołać święte oburzenie. Dla wielu z nas po czarnym poniedziałku rozpoczęła się też walka z głupotą i szkodliwością takiego codziennego seksizmu.

Dowiedziałyśmy się, że wolność wyboru może być dobra albo zła, i że my mamy walczyć tylko o tą dobrą, to znaczy o wybór wolny tylko do pewnej granicy, którą ustali ktoś inny - aborcja tak, ale tylko w przypadku gwałtu i zagrożenia życia.

Ja nadal nie dowiedziałam się, dlaczego przerwanie ciąży z gwałtu jest dopuszczalne, a przerwanie ciąży niechcianej już nie – skoro to wciąż ta sama procedura.

Dowiedziałam się za to, że takie pytanie czyni mnie radykałką, a radykalizm to coś złego i groźnego. Dowiedziałam się, że do szerszego grona nie ma szans trafić feministka z kolczykami i kolorowymi włosami, która skanduje tekst poznańskiego Chóru Czarownic. Że być może nie powinnam nawet używać słowa feministka, bo niektórzy czują się z nim nieswojo. Że w taki sposób też można kogoś uciszyć, zmarginalizować. Że miękką, akceptowalną społecznie homofobię i seksizm wypowiedzi polityka można usprawiedliwić tym, że prawa mniejszości to nie jego konik – i wreszcie, że prawa kobiet można nazwać prawami mniejszości. Dla wielu z nas po czarnym poniedziałku rozpoczęła się też walka z takim uciszaniem i demotywowaniem się nawzajem.

Od października 2016 organizacje zajmujące się prawami kobiet wychodzą na ulicę i mobilizują się znacznie częściej, niż przez ostatnich kilka lat. Takie wydarzenia się mniej lub bardziej udane, na niektórych demonstracjach zawodzi frekwencja, na niektórych zawodzi wszystko inne, tak jak już wcześniej pisałam, żadna dotąd nie przebiła sukcesu Czarnego Poniedziałku.

Coś z tego pędu, jaki nadał nam 3.10, jednak wytraciłyśmy. Chwilami może się wydawać, że protesty bez atmosfery medialnego szumu i kryzysu wywołującego mobilizację nie mają sensu. A mimo to jestem zdania, że ruch który uwidacznia się tylko w sytuacjach kryzysowych nie zasługuje na miano ruchu społecznego. Jeśli z każdym działaniem w przestrzeni publicznej czekałybyśmy na okazje takie, jak inicjatywa ustawodawcza Ordo Iuris, Strajk Kobiet miałby szansę stać się co najwyżej formą ekspresji, swego rodzaju performance, elementem społecznego folkloru. Nadal byłybyśmy czyimiś dziewczynami. Być może zapraszano by nas do występu na scenach KOD. Tymczasem wraz z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet jesteśmy ruchem który toczy się po polskich realiach jak po grudzie, popełnia błąd za błędem, jątrzy się i gotuje jak najgorszy pęcherz na stopie, rozrasta się i radykalizuje, i będzie się tak plenił zapewne jeszcze przez ładnych parę lat – bo nie mam już tego hurra – optymizmu, który kazał mi rok temu myśleć, że nasze problemy z władzą skończą się wraz z obecną kadencją. Jednak mam przekonanie, że próby „przyklepania” i ujednolicenia tych pączkujących działań i tendencji może tylko dzielić i demotywować, a czekanie na stutysięczny zryw - uśpić i rozleniwić.

Czarny Wtorek 2017

Rok temu, w Czarny Poniedziałek, ok. 250 tys. osób wyszło na ulice w ponad 150 miastach w Polsce i w 60 za granicą. W ten sposób zaprotestowano przeciwko sejmowemu projektowi całkowitego zakazu aborcji. - Organizacje antykobiece szykują kolejne projekty odebrania nam wolności i godności. Wychodzimy, bo nie odpuszczamy - zapowiadają organizatorzy dzisiejszego "Czarnego Wtorku". 

Zobacz także: "Jestem urzędniczką. Zgłosiłam w pracy molestowanie i mobbing. Zrobiono ze mnie przestępcę"

We wtorek, 3 października, w całym kraju (tutaj lista miast) odbędą się protesty oraz zbiórka podpisów pod projektem „Ratujmy Kobiety 2017”. W stolicy demonstracja rozpocznie się o godz. 17 przed Pałacem Kultury i Nauki, a następnie, podobnie jak rok temu, przejdzie na plac Zamkowy.

***

Jak żyje się Polkom w 2017 roku? Podziel się swoją opinią. Na maile czekamy pod adresem: listydoredakcji@gazeta.pl

Posłowie debatują nad aborcją. W tym samym czasie pod Sejmem trwał Czarny Protest

Więcej o:
Komentarze (1)
"Przed siedzibą PiS zorganizowałam Ścianę Furii. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiłam" [LIST]
Zaloguj się
  • sil.m

    Oceniono 1 raz 1

    Dobry miłosierny PAN dał jednak człowiekowi wolną wolę wiedząc jak będzie ją realizował. Pomimo głoszenia przez wielu przedstawicieli religijnych i rządzących zasad etyki życia tzw. chrześcijanizmu –w realu postępują wbrew temu co głoszą:
    1. biskupi z dużymi brzuchami, jeżdżący brykami, na miesiąc wynajmują dacze w luksusowych kurortach a w kazaniach nawołują do skromności i opamiętania w jedzeniu i piciu.
    2. pisowscy politycy obsadzający rodziną bez kwalifikacji stanowiska w spółkach skarbu państwa nawołują do uczciwości i walki z nepotyzmem
    3. środowiska proLife składające się z pań na menopauzie, mężczyzn i dzieci z kółka maryjnego nawołują do rodzenia chorych dzieci.
    4. świętojebliwy Chazan też stał się żarliwym obrońcą życia poczętego jak osobiście wyskrobał tysiące ciąż i dorobił się na tym majątku / na czarno – nie płacąc należnych podatków /
    5. Po drogach wykonanych w czasach Donka –rozbijają się pisi notable urządzając wyścigi niemieckimi audi i bmw w myśl hasła: „ z drogi śledzie bo szalona władza jedzie” – pod prąd i przy czerwonych światłach na skrzyżowaniach.
    A może tak:
    --- Lekarze nie powinni leczyć kleru -bo ich doktryna mówi jest to dzieło Pana –człowiek nie może ingerować i poprawiać.
    --- przydzielić aktywistom pro live i biskupom opiekę nad osobami z zespołem Downa itp.
    z zakładów opieki by umacniali się w swoich przekonaniach dając innym przykład.
    --- skonfiskować majątki i zasoby finansowe wszystkim co okradli społeczeństwo a uchylających się od pracy wysłać na przymusowe roboty publiczne by zarobili przynajmniej na własne utrzymanie.
    ----"Wszyscy obywatele są równi wobec prawa" w państwie prawa

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX