Frasyniuk stanie na czele opozycji? Chce pomóc Kaczyńskiemu przegrać z samym sobą

04.07.2017 15:10
Władysław Frasyniuk

Władysław Frasyniuk (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta / / Agencja Gazeta)

Władysław Frasyniuk jest w stanie pociągnąć za sobą ludzi na demonstracji, ale nie partię bądź wspólny front opozycji. W koalicji z Lechem Wałęsą może jednak starać się sprowokować prezesa PiS, by ten przegrał z własnymi emocjami. A państwo do zemsty.

Władysław Frasyniuk zawodowo jest dziś przede wszystkim biznesmenem - ma dużą firmę transportową. Zajmuje się też działalnością dobroczynna - z trudną młodzieżą uprawia boks, który kocha i dzięki któremu trzyma świetną formę

Mógłby machnąć ręką na wojnę polsko-polską i nie kursować między swoim Wrocławiem a Warszawą na kolejne protesty przeciwko PiS. Ale on nie chce być bierny.

Frasyniuk słyszy błagania

Frasyniuk setki razy słyszał - i wciąż takie apele do niego dobiegają - wręcz błagania, aby wziął w garść najpierw Komitet Obrony Demokracji, a gdy ten już dogorywa, to opozycję. Ale on nie chce być liderem projektu.

Woli, żeby opozycja sama wzięła się w garść, zgromadziła sensownych ludzi z formacji prowadzących dziś bratobójczą walkę i stanęła naprzeciw PiS. To dość idealistyczna wizja, ale nie niemożliwa.

Przykład dał Jarosław Kaczyński, który zbudował prawicową koalicję. Marsz Jarosława Kaczyńskiego po władzę trwał aż osiem lat. Z tej perspektywy cały antyPiS wciąż jeszcze otrząsa się z porażki 2015 r. O ile jednak PiS miało naturalnego lidera, tak opozycja cierpi na nadmiar pretendentów.

Brak lidera

Powód, dla którego wśród kibiców opozycji wzbiera oczekiwanie na wyłonienie jednego lidera albo choć twarzy protestu przeciwko PiS narasta, jest prosty. To deficyty zdolności przywódczych lub brak wiarygodności u kandydatów do tej roli.

Gdy przemawia Grzegorz Schetyna - ludzie przysypiają. Gdy Bronisław Komorowski - słyszą wujka, którego ponosi fantazja. Gdy Mateusz Kijowski - przeklinają pod nosem. Gdy Krzysztof Łoziński - zastanawiają się, kim jest. Gdy Lech Wałęsa - uśmiechają się nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Gdy Ryszard Petru - zgrzytają zębami. Gdy Aleksander Kwaśniewski - widzą, że jedynie celebruje protesty.

Zbyt ostro? Sam Władysław Frasyniuk ująłby to znacznie dobitniej. Wie to każdy z jego znajomych i dziennikarze, którzy rozmawiają z nim nieoficjalnie. Zawsze był fighterem, krewkim jak mało kto, służył jakiejś idei i miał w sobie wolę, której brakuje letnim politykom. Dlatego w PRL-u stał się legendą opozycji. Nie pękał mimo więzienia i groźby śmierci. Dziś należy mu się za to ogromny szacunek i wdzięczność.

Frasyniuk dziś

Sam Frasyniuk ma jednak doskonałą świadomość, że dla pokolenia 20-, 30-, 40-latków i on, i Lech Wałęsą są już "leśnymi dziadkami". Jedna z rozmów Frasyniuka z Wałęsy wyglądała tak, że Lech dywagował o Frasyniuku jako przywódcy opozycji. Władek odparował więc Lechowi, że oboje są już starymi dziadami - że są "passe". A Wałęsie wtedy opadła szczęka.

Ich czas jako przywódców politycznych minął. Próbowali się w aktywnej polityce przez lata i mają to za sobą. Ich kariery skończyły się w podobnym czasie. W 2000 r. Lech Wałęsa - po pięciu latach przerwy - chciał na powrót wprowadzić się do Belwederu. Uzyskał raptem 1,01 proc. poparcia. To był jasny komunikat: Wałęsa na sztandarach i w podręcznikach - tak, na urzędzie - broń Boże.

Z kolei Władysław Frasyniuk przez 10 lat był posłem - do 2001 r. Potem próbował wrócić, ale przegrywał wybory. Pochował dwie partie: Unię Wolności, której był przewodniczącym, a potem jej kontynuatorkę - Partię Demokratyczną. Samej PD już zresztą nie ma - ponownie się rozszerzyła (o sejmowe koło Michała Kamińskiego i Stefana Niesiołowskiego), by stać się kanapową Unią Europejskich Demokratów.

Frasyniuk był na tym polu nieskuteczny. Mimo że ze świata polityki nigdy na dobre nie odszedł, to politykiem nie jest od dawna. Ciągle jednak ma charyzmę i cięty język. Jego domena to ulica, tłum, starcie, wiec, konfrontacja, ruchy społeczne.

Gdy mówi Władysław Frasyniuk - ludzie zaczynają słuchać. Gdy rzuca w kierunku PiS "wypierdalajcie!", to ludzie rozumieją. Gdy wdaje się w utarczkę z policjantami - obserwują. Gdy siada na bruku, by blokować marsz uczestników miesięcznicy smoleńskiej - wiedzą, że nie pęknie. Gdy słyszy prokuratorskie zarzuty za to - wiedzą, że się nie boi.

Ale patrząc na jego drogę jako polityka można sądzić: w butach lidera partii bądź jakiejś koalicji się nie sprawdzał. Bo to nie jego temperament i nie jego zdolności.

Program polityczny w apelu

Wydając swój - Frasyniuka i Wałęsy - apel o protest 10 lipca próbują wzniecić społeczną emocję, która - choć ograniczona - to była jednak żywa i ogniskowała się wokół Komitetu Obrony Demokracji. Dziś KOD-u de facto już nie ma. Polem ulicznego starcia władzy z opozycją stały się miesięcznice smoleńskie.

Apel legend "Solidarności" o zaangażowanie 10 lipca, to jednocześnie ultrakrótki program polityczny. Oto wskazują bowiem na - ich zdaniem - zagrożenie demokracji przez PiS. Stają "w obronie podstawowych wolności". Zapowiadają "walkę z wszelkimi ruchami mającymi na celu wyprowadzenie Polski z UE". Wzywają do pomagania uchodźcom. Sprzeciwiają się "agresji i nietolerancji zalewającej Polskę". Stają w obronie obowiązującej konstytucji cytując jej preambułę. Stawiają na wierność wartościom chrześcijańskim. Uderzają w PiS za "brutalne wykorzystywanie" ofiar 10 kwietnia w "do bieżących celów politycznych". I wzywają do stawienia oporu Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Dwóch ani jednego miliona ludzi - jak chciał Wałęsa - nie zmobilizują do przyjścia.Co najwyżej tysiące. Patrząc chłodno: PiS ma stabilną pozycję w sondażach, gospodarką się rozpędza, płace rosną, bezrobocie zanika, 500+ i niższy wiek emerytalny zaskarbiły wdzięczność socjalnego elektoratu. Nie ma twardych przesłanek, które wieszczyłyby porażkę PiS w kolejnych wyborach.

Kolejna zadyma przed Pałacem Prezydenckim przyciągnie jednak uwagę ludzi i wielu mediów - w Polsce i na świecie. De facto uwagę tę przyciągną nie kolejne protesty, ale legendy Wałęsy i Frasyniuka. Rzeczą oczywistą jest, że nawet drobny incydent z ich udziałem obiegnie świat.

Były prezydent jest w osobistym (o "Bolka") i finansowym (żądania zwrotu pieniędzy państwowym spółkom i urzędom) sporach z ekipą PiS - ma więc swój interes w zmianie władzy. Dziś to jednak przede wszystkim Frasyniuk bije w bębny całego antyPiS, by opozycja wyszła z piaskownicy i zaczęła maszerować po władzę. Póki co bez powodzenia - dopiero 10 lipca będzie tu sprawdzianem.

Barbarzyństwo i polityka

Pole konfrontacji - miesięcznice smoleńska - jest bardzo wygodne dla opozycji. Na przestrzeni lat wydarzenia te i przemówienia prezesa PiS w ich czasie utraciły charakter religijny na rzecz politycznego. Poranna msza i różaniec odmówiony w czasie marszu tego nie zmieniają. Bądźmy szczerzy: nie ma dziś religijnego uzasadnienia dla modlitw przed Pałacem Smoleńskim.

Blokowanie Wawelu w miesięcznicę pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich tak, aby Jarosław Kaczyński (nawet ze świtą) nie mógł odwiedzić grobu brata, to barbarzyństwo. Ale blokowanie Krakowskiego Przedmieścia, by marsz w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej, to już akt polityczny.

Dla PiS korzystniej byłoby pozwolić im wygasnąć - pretekstem mogło być przejęcie władzy, ogłoszenie konkursu na pomniki smoleńskie albo planowane na przyszły rok ich odsłonięcie. Pod presją opozycji PiS jednak tego nie uczyni, bo pokazałoby słabość.

Grupa Obywatele RP, która jako pierwsza zaczęła protestować w czasie miesięcznic, celowo wyprowadza J. Kaczyńskiego z równowagi i prowokuje. Na swoją szkodę prezes im ulega. Na domiar prokuratura gorliwie stawia zarzuty za zakłócanie miesięcznic. Sam Frasyniuk stanie przed sądem za przeszkadzanie marszowi 10 czerwca (podstawą zarzutu jest uchwalone głosami PiS prawo o zgromadzeniach cyklicznych, co dodatkowo eskaluje konflikt).

Obecność Władysława Frasyniuka i Lecha Wałęsy 10 lipca przed Pałacem Prezydenckim może prezesa PiS jeszcze bardziej rozwścieczyć. Sam Frasyniuk mówi, że dziś "nie ma kto wygrać" z Kaczyńskim. Prezes PiS ma jednak z kim przegrać: z samym sobą i nadgorliwością państwa, którego stał się naczelnikiem.

Frasyniuk chce Jarosławowi Kaczyńskiemu w tym pomóc.

Zobacz teraz. Donald Trump wiele obiecał Polsce. Od tego czasu niewiele się jednak zmieniło

Nastolatki z USA miały z tego podstawowego testu wiedzy zaledwie 50 proc. Sprawdź, jak ci pójdzie?
1/16Powierzchnia Księżyca usiana jest kraterami, takimi jak na zdjęciu. W jaki sposób powstała większość z nich? (16 proc. złych odpowiedzi)
Zobacz także
Komentarze (256)
Frasyniuk stanie na czele opozycji? Chce pomóc Kaczyńskiemu przegrać z samym sobą
Zaloguj się
  • alfalfa

    Oceniono 59 razy 11

    Z tej mąki chleba nie będzie i nie powiem, żeby mi z tego powodu było przykro. Nie uczycie się na błędach a nienawiść odbiera Wam rozum.
    A.

  • jarsonix

    Oceniono 26 razy 6

    Same pisowskie trole się tu udzielają! Nikt od nas nie może daj odporu tej pisowskiej ciemnocie????

  • jajanek12

    Oceniono 28 razy 6

    Wskazane aby Frasyniuk stanął na czele opozycji wówczas pogrąży całą tę klikę jak Unię Wolności i Partię Demokratyczną

  • saves

    Oceniono 20 razy 6

    Niech weźmie do pomocy gdańskiego specjalistę od pałowania.

  • volongoto41

    Oceniono 72 razy 6

    Frasyniuka na tira i do Calais albo do Dunkierki. Tam niech się ponawydurnia....

  • mackkaczka

    Oceniono 21 razy 5

    Nie podskakuj, bolek, nie podskakuj, nie jest znowu przeciez z ciebie taki cud. Se podskoczysz, sie wywalisz, bedzie smrod.

  • busqueros

    Oceniono 21 razy 5

    Czytam tę hagiografię i oczom nie wierzę:
    "Gdy rzuca w kierunku PiS "wypie...jcie!", to ludzie rozumieją."
    Chyba to, że jest chamem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje