"Co ty k... chcesz ode mnie?" - nauczyciele wspominają swoje początki w szkole

Idąc do pierwszej pracy świeżo upieczeni nauczyciele zazwyczaj są pełni ambicji i zapału. Chcą kształtować młode umysły i być inspirującym nauczycielem, którego uczniowie będą wspominać długie lata po ukończeniu szkoły. Jednak wielu z nich szybko zderza się z szarą rzeczywistością. Zapytaliśmy ich, jak wspominają swoje pierwsze lata w zawodzie.

Ewa, nauczycielka języka polskiego z Bydgoszczy, staż pracy: 3 lata

Praca w szkole to było moje marzenie od dzieciństwa. W momencie wyboru studiów nie zastanawiałam się, czy studia pedagogiczne są dobrym kierunkiem. Dla mnie to była świadoma i przemyślana decyzja.

Po ukończeniu pedagogiki niestety okazało się, że nie tak łatwo znaleźć pracę w zawodzie nauczyciela. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się, kiedy dostałam pół etatu w szkole publicznej. Miesiąc przed rozpoczęciem roku szkolnego miałam przygotowane konspekty lekcji, żeby w pełni wejść w rolę nauczyciela.

Jednak najlepsze przygotowanie nie uchroni cię od nieokiełznanej młodzieży. Wystarczy jedna osoba w klasie, żeby zepsuć najlepiej zaplanowane merytorycznie 45 minut.

Ucząc w szkole średniej, jako świeżo upieczony nauczyciel wyglądasz jak ich rówieśnik, więc ciężko początkowo wypracować autorytet.

Najgorsi są chłopcy, bo to taki okres buntu i te ich docinki: „O jak pani ładnie wygląda”, „ile pani ma lat, bo ja wolę starsze” - takie komplementy podszyte ironią.

Jednak niesforna młodzież to nie jedyny problem. Bardzo często starsi koledzy/koleżanki - nauczyciele chcą udowodnić, że jesteś nowicjuszem i wiedzą od ciebie lepiej, jak postępować z uczniami. Czasem są po prosu zazdrośni i złośliwi. Boją się, że ich pozycja zostanie zagrożona.

Pojawia się też problem trzeci: rodzice. Zazwyczaj nie chcą uwierzyć w złe zachowanie swojego dziecka. Okazuje się, że dla rodzica nie ma winy w dziecku, w wychowaniu, a problem jest po stronie pedagoga.

Aleksandra, nauczycielka historii z Wrocławia, staż pracy: 5 lat

Uczę w szkole już od pięciu lat. Trzy razy zmieniałam placówkę, więc przeszłam przez wszystkie etapy nauczania. Nauczanie rozpoczęłam od gimnazjum, a jaka jest młodzież na tym etapie edukacji każdy wie... Nieraz usłyszałam: "Co ty k... chcesz ode mnie".

Przeraża mnie ta niemoc, bo nie zareagujesz krzykiem, a co najgorsze starasz się nie dać wyprowadzić z równowagi, żeby przypadkiem nie doszło do rękoczynów.

Jak wspominam swój pierwszy dzień? Na pewno spotkałam się z ignorancją ze strony uczniów, chyba jak wszyscy młodzi rozpoczynający pracę nauczyciele. Takie sprawdzanie, na ile możesz sobie pozwolić, gdzie można postawić granicę.

Mój pierwszy dzień w szkole nie zapowiadał problemów. Raczej odbył się bez większych komplikacji. Przedstawiłam się, opowiedziałam kilka zdań o sobie. Typowa lekcja wprowadzająca. Problem pojawił się w momencie, kiedy zaczynało się egzekwowanie wiedzy: sprawdziany, przepytywanie.

To budziło w moich uczniach chęć pokazania, kto tu naprawdę rządzi i do kogo tak naprawdę należy ostatnie słowo. Niestety studia pedagogiczne nie przygotowują do pracy z dziećmi, a dopiero praktyka weryfikuje umiejętności zdobyte podczas edukacji na studiach.

Agnieszka, nauczycielka języka angielskiego w gimnazjum w małym miasteczku w Wielkopolsce, staż pracy: 6,5 roku.

Mnie praca spotkała właściwie przypadkowo. Najpierw pracowałam w szkole prywatnej i okazało się, że koleżanka pójdzie niedługo na zwolnienie i szukała zastępstwa w szkole publicznej. Zgodziłam się, poszłam, okazało się, że to będzie tylko kilka godzin. No i tak już zostałam, czyli źle nie było.

W mojej szkole nie mogę powiedzieć żeby uczniowie źle traktowali nauczycieli, ale są próby „zakumplowania się”. Moim zdaniem, jeśli uczniowie nie mają jasno zakomunikowane, że uczeń to uczeń, a nauczyciel to nauczyciel, zaczyna się problem. Dobrze znaleźć złoty środek, żeby jednocześnie był szacunek, ale żeby uniknąć zbędnej formalności w kontaktach. Warto również do uczniów podchodzić z sercem, próbować ich zrozumieć, postawić czasami w ich sytuacji.

Oczywiście na początku pojawiały się problemy wychowawcze, głównie dlatego, że przyszłam do szkoły z początkiem 2. semestru. Uczniowie byli już przyzwyczajeni do innego stylu nauczania wprowadzonego przez moją poprzedniczkę. Pojawienie się nowej osoby wprowadziło trochę zamieszania. Były sytuacje, że musiałam prosić o pomoc pedagoga, wychowawców, czasami panią dyrektor...

To było takie typowe zakłócanie spokoju: były rozmowy, przeszkadzanie - kolokwialne mówiąc: rozwalanie lekcji.

Na szczęście mam życzliwe grono pedagogiczne, które okazało się bardzo pomocne. Starsi stażem nauczyciele doradzali, żeby przede wszystkim nie dać sobie „wejść na głowę”.
Trzeba pamiętać o tym, żeby zasady wprowadzać od początku i przede wszystkim samemu ich przestrzegać - bo jeżeli uczeń zobaczy, że nauczyciel nie jest konsekwentny, to bardzo łatwo traci szacunek do takiego pedagoga.

Dorota, nauczycielka języka polskiego w małej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim, staż pracy: 10 lat

Wiem, że to zabrzmi nieco dziwnie, ale ja uwielbiam swój zawód, nie mam problemu z zachowaniem porządku w trakcie lekcji. Może dlatego, że pochodzę z rodziny, gdzie dziadkowie i rodzice również byli nauczycielami. Uczę w szkole już od 10 lat i nie pamiętam, żeby moje początki były jakieś przerażające.

Jestem świadoma, że zawód nauczyciela nie ma takiego prestiżu jak kiedyś, ale to też nie jest tak, że ta młodzież jest nic nie warta.

Nauczyciele bardzo często zapominają, że mają do czynienia z młodzieżą, która pochodzi z różnych środowisk, boryka się z różnymi trudnościami.

Łatwo oceniać, trudno znaleźć źródło problemu. Jeśli miałabym coś doradzić młodym nauczycielom, rozpoczynającym dopiero pracę w szkole, to dwa słowa: konsekwencja i empatia. Uczeń to nie tylko produkt.

 

Więcej o: