Czy karta wyborcza może faworyzować któreś z ugrupowań? "Nie ma jednego idealnego rozwiązania"

- Wyborcy w Polsce są przyzwyczajeni do tak zwanej płachty i do tego, że mamy na tych płachtach różne komitety ułożone w pewnej kolejności. Większym problemem byłaby książeczka - ocenia kształt kart do głosowania w tegorocznych wyborach parlamentarnych politolog i socjolog dr Marta Żerkowska-Balas z Uniwersytetu SWPS.

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Wyobraźmy sobie, że zakładam Partię Marcina Kozłowskiego i ta partia wylosowała nr 1 spośród wszystkich komitetów wyborczych. Trafiam ze swoim komitetem w lewy górny róg karty wyborczej. Czy to stawia mnie w lepszej pozycji od innych komitetów w wyborach 13 października?

Dr Marta Żerkowska-Balas, politolog, socjolog, Uniwersytet SWPS: Niekoniecznie. Ludzie zwracają uwagę na to, na kogo głosują, jakie wybierają ugrupowanie. Tym bardziej, że większe poparcie dla PSL-u w wyborach samorządowych w 2014 r. odbiło się przecież szerokim echem. Wtedy zastosowano książeczkę zamiast tak zwanej płachty.

Jest co prawda część osób, która czuje obowiązek głosowania i nie ma sprecyzowanych preferencji, ale to nie jest taka grupa, która mogłaby wpłynąć na wynik wyborów.

embed
embed

Poglądowe symulacje wyglądu kart wyborczych na podstawie uchwał PKW / M. Kondrusik, Gazeta.pl

W tegorocznych wyborach listy komitetów będą umieszczane na karcie w jednym rzędzie obok siebie lub w dwóch rzędach, w zależności od sytuacji w poszczególnych okręgach wyborczych. Lepiej być w jednym rzędzie ze wszystkimi, czy znaleźć się nad lub pod innym komitetem?

To nie ma żadnego znaczenia. Wyborcy w Polsce są przyzwyczajeni do płachty i do tego, że mamy na tych płachtach różne komitety ułożone w pewnej kolejności.

Większym problemem byłaby wspomniana wcześniej książeczka, która była czymś nowym, znacznie bardziej skomplikowanym i tutaj rodziło się najwięcej błędów i niepewności. 

Gdyby w tegorocznych wyborach wprowadzono właśnie książeczkę, to komitet z numerem jeden, w tym wypadku PSL, mógłby mieć powody do radości?

Na to, jak głosujemy w wyborach parlamentarnych, nie wpływa tylko sam fakt, czy mamy książeczkę, czy nie. Gdyby warunki były takie same, jak kilka lat temu, to prawdopodobnie byłoby tak, jak pan mówi.

Tymczasem zmieniła się instrukcja dotycząca głosowania. Wówczas tę książeczkę wprowadzono po raz pierwszy, instrukcja była krytykowana jako niejasna, napisana zawiłym, urzędowym językiem. To czynniki, które mogły wpływać na to, że pierwsze ugrupowanie na liście dostawało więcej głosów.

Drugą kwestią są czynniki natury politycznej. Społeczeństwo jest znacznie bardziej spolaryzowane, co sprawia, że ten głos będzie znacznie bardziej świadomie oddawany. To nie będzie podejście "pójdźmy i zagłosujmy na kogokolwiek", tylko "zagłosujmy za konkretnym ugrupowaniem" albo, co się niestety zdarza coraz częściej, "przeciwko ugrupowaniu".

 

Obecny kształt karty to wobec tego optymalne rozwiązanie?

Jeśli mamy kilka komitetów, które musimy ułożyć w jakiejś kolejności, to chyba nie ma jednego idealnego rozwiązania. Ważne jest to, żeby minimalizować jakiekolwiek ryzyko związane z możliwością pomyłki czy zwiększenia szans takiego czy innego ugrupowania. Ważna jest jasna i przejrzysta instrukcja, a także kampania informacyjna.

Mówi pani o zwiększeniu ryzyka - co wobec tego mogłoby zwiększyć lub zmniejszyć szanse danego komitetu?

Istotne są nawet takie kwestie jak rozmiar czcionki, kolor. Państwowa Komisja Wyborcza dba jednak o to, żeby nie było tego rodzaju wpadek.

Zupełnie inaczej sytuacja ma się w przypadku miejsc kandydatów na liście. To, czy któryś z kandydatów ma numer pierwszy, drugi, czy piętnasty, silnie wpływa na szanse uzyskania dużej liczby głosów i ewentualnie mandatu posła.

Z jednej strony mówi pani doktor, że bardzo dbamy o to, żeby wybrać odpowiedni komitet, ale z drugiej - kluczowe jest miejsce poszczególnych kandydatów. Dlaczego tak się dzieje?

Wciąż jest duża nieświadomość Polaków dotycząca tego, jak ich głos jest przeliczany na miejsca w parlamencie. Wiele osób jest przekonanych, że decyduje kolejność kandydata na liście, a nie liczba uzyskanych głosów. Wychodzą więc z założenia, że skoro i tak "jedynki" wchodzą, to głosujemy na pierwsze, drugie, albo trzecie miejsce. Trzeba jasno powiedzieć: mandat otrzymuje ten kandydat, który otrzymuje największą liczbę głosów na liście.

Drugi mechanizm, który działa, to brak znajomości kandydatów, albo znajomość tylko tych kandydatów, którzy są na pierwszych miejscach na liście. W wyborach samorządowych, jeśli mamy silnego kandydata popieranego w danym okręgu przez wyborców, nie ma znaczenia, na którym znajduje się miejscu. Były takie przypadki, że kandydaci z kolejnych miejsc dostawali więcej głosów niż "jedynki".

W wyborach parlamentarnych "jedynki", "dwójki" i "trójki" to najczęściej osoby znane z mediów, rozpoznawalne, po prostu kandydaci, których znamy. Bardzo często nie wiemy, kim są pozostałe osoby, więc głosujemy na tych, co do których mamy wyrobioną opinię.

Trzecią rzeczą jest to, że jeśli w ogóle nie wiemy, na kogo głosować, to głosujemy na pierwsze miejsca. Zazwyczaj pierwsze, drugie, trzecie i ostatnie lokaty zdobywają największy odsetek głosów w wyborach.

Kilka lat temu Twój Ruch zaproponował, by listy kandydatów poszczególnych komitetów były drukowane w formie okręgu. Miało to służyć temu, by wszyscy kandydaci mieli takie same szanse. Jest pani zwolenniczką tego typu eksperymentów?

Szczerze mówiąc, uważam, że ludzie są przyzwyczajeni do pewnego rodzaju formatu kart wyborczych i po kolejnych wyborach wiedzą już, jak to wszystko funkcjonuje. Każda kolejna zmiana zmusza wyborców do uczenia się tego od nowa i naraża nas na pomyłki.

Wyborcy po 30 latach funkcjonowania demokracji wiedzą o tym, że jest płachta, że na tej płachcie ułożone komitety, a komitety wcześniej losują numery na liście i w tej kolejności są ułożone. Pozostawanie jak najbliżej tego rozwiązania, do którego są przyzwyczajeni, które już rozumieją i co do którego stosują się intuicyjnie, jest najlepszym wyjściem. Im bardziej kombinujemy, im bardziej wymyślamy, tym bardziej narażamy się na skrzywienia w wyniku głosowania.

Więcej o:
Komentarze (12)
Czy karta wyborcza może faworyzować któreś z ugrupowań? "Nie ma jednego idealnego rozwiązania"
Zaloguj się
  • kwiatek04

    Oceniono 2 razy 2

    Pracuję w obwodowej komisji i widziałam karty. Karta do sejmu wygląda jak papirus, bo jest taka długa. Lepsza byłaby płachta, ale bardziej szeroka niż długa.

  • ja_prostak

    Oceniono 7 razy 1

    Drodzy wyborcy, do polityki nie idzie się po to, aby ludziom pomagać, to tylko cwany sposób na życie

  • rigmec

    0

    A dlaczego nie zrobić każdej karty innej ? 20 nazwisk na kartce, bez partii daje 20! kombinacji. Nie ma szans żeby się któraś powtórzyła. Babcie po kościele nie mogły by mówić "głosuj na jedynkę z listy x", a tak się u mnie dzieje. To byłby eksperyment.

  • koment22

    Oceniono 2 razy 0

    No i właśnie dlatego wbrew nawoływaniom nie wszyscy powinni iść na wybory. Powinni pójść tylko ci, którzy mają swojego kandydata. Jeśli na wybory pójdą ludzie z przypadku to właśnie zadziała faworyzujący układ kartki i wynik zostanie zniekształcony. A zauważcie, że frekwencja nie ma przełożenia na wynik. Czas zatem skończyć z tym frazesem, że wszyscy na wybory "jeśli kochasz Ojczyznę" itp. Ja kocham Ojczyznę dlatego na wybory nie idę, aby jej nie zaszkodzić swoim niezdecydowaniem. A poza tym jako niegłosujący mam prawo do późniejszego narzekania :P

  • maaac

    Oceniono 5 razy -1

    Jak ktoś jest idiotą.....

  • kamila3345

    Oceniono 6 razy -2

    Kiedy będzie można głosować przez Internet??? Oczywiście dla chętnych tylko. Login to PESEL, jednorazowe hasło dostajemy z urzędu gminy.

  • tojestbardzoproste

    Oceniono 12 razy -6

    Dlaczego GW I jej "rzetelni" dziennikarze nie piszą nic o serii zamachów terrorystycznych w Niemczech??

    Bo POKO chce ich tu SPROWADZAĆ!???

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX