Wybory parlamentarne 2019. Kalkulator wyborczy. Jak liczy się wyniki wyborów?

W jaki sposób liczy się wyniki wyborów w Polsce? W wyborach parlamentarnych stosuje się metodę D'Hondta, którą wykorzystuje się do podziału mandatów w proporcjonalnych systemach wyborczych.

Wybory parlamentarne w Polsce są oparte na systemie proporcjonalnym. Oznacza to, że do Sejmu wchodzą ci kandydaci z partyjnych list, którzy zdobyli największą liczbę głosów, a liczba mandatów z danego okręgu jest proporcjonalna do liczby oddanych głosów. Liczbę mandatów poselskich, która przypada na daną listę partyjną przydziela się po podliczeniu ostatecznych wyników wyborów. Aby je przydzielić, stosuje się metodę D’Hondta.

Kalkulator wyborczy. Na czym polega metoda D’Hondta? Jak liczy się wyniki wyborów?

Metoda D’Hondta została stworzona przez belgijskiego matematyka Victora D’Hondta. Polega ona na obliczaniu tzw. ilorazów wyborczych dla każdego komitetu wyborczego, który przekroczył próg wyborczy. Aby obliczyć iloraz wyborczy, dzieli się całkowitą liczbę głosów oddanych na dany komitet w danym okręgu przez następujące po sobie liczby naturalne. Otrzymane w ten sposób wyniki porównywane są następnie z wynikami wszystkich komitetów biorących udział w wyborach i szeregowane w kolejności od największej do najmniejszej. Mandaty przydziela się zgodnie z określoną w ten sposób kolejnością, aż do momentu, gdy liczba dostępnych miejsc zostanie wyczerpana. W przypadku, gdy kilka komitetów uzyskało jednakowe ilorazy, a list tych jest więcej niż mandatów do rozdzielenia, stosuje się metody dodatkowego porządkowania. W Polsce pierwszeństwo ma ten komitet, na który w danym okręgu oddano więcej głosów. Wadą metody D’Hondta jest to, że faworyzuje ona duże ugrupowania. 

Więcej o:
Komentarze (20)
Wybory parlamentarne 2019. Kalkulator wyborczy. Jak liczy się wyniki wyborów?
Zaloguj się
  • repres1

    Oceniono 9 razy 9

    Metoda jest fatalna dla Polski. Zawsze byłem jej przeciwny. Nie nadajemy się do tego, bo nie szanujemy zdań odrębnych. "Zwycięzca" z nikim się nie liczy. Taka jest nasza mentalność, że ktokolwiek otrzyma choćby odrobinę władzy, natychmiast uważa się za lepszego od reszty "plebsu" i przestaje się z resztą liczyć. Folwarczne stosunki społeczne, folwarczna mentalność.

  • cysiowps

    Oceniono 7 razy 7

    Warto sobie przypomnieć, że w wyborach parlamentarnych 2007 Platforma Obywatelska uzyskała aż 41,51% głosów, a przełożyło się na tylko 209 mandatów i musiała zrobić koalicję z PSL.
    Stało się tak dzięki temu, że mało głosów się "zmarnowało" na komitety pod progiem.
    Zaś w 2015 tylko 37,58% głosów na PIS dało aż 235 mandatów, bo 16% głosów poszło do śmieci gdyż SLD, Razem i KORWIN nie przekroczyli progu wyborczego.
    Więc samodzielne rządy PIS po aktualnych wyborach wcale jeszcze nie są pewne.

  • stefan4

    Oceniono 3 razy 3

    > liczba mandatów z danego okręgu jest proporcjonalna do liczby oddanych głosów. Liczbę
    > mandatów poselskich, która przypada na daną listę partyjną przydziela się po podliczeniu
    > ostatecznych wyników wyborów. Aby je przydzielić, stosuje się metodę D’Hondta.

    To, co Pan pisze, panie redaktorze UZ, jest matematycznie sprzeczne. Gdyby ,,liczba mandatów z danego okręgu była proporcjonalna do liczby oddanych głosów'', to żadna metoda d'Hondta nie byłaby potrzebna, proporcje każdy zna ze szkoły bez żadnego d'Hondta. Ale żeby było proporcjonalnie, to trzeba byłoby się zgodzić na ułamkowe mandaty. Np. jeśli
        * mandatów w okręgu jest do zdobycia 5,
        * głosuje 30tys. ludzi, z tego na partię A -- 15 tys., na partię B -- 10 tys., na partię C -- 5 tys.
    to A zebrała 50% głosów, B -- 33.(3)%, a C -- 16.(6)%; wobec tego proporcjonalny podział mandatów dawałby partii A -- 2.5 mandatu, partii B -- 1.(6) mandatu, partii C -- 0.8(3) mandatu. Metoda d'Hondta to ODEJŚCIE OD PROPORCJONALNOŚCI dla uniknięcia ułamków przez odpowiednie zaokrąglenie wyników do liczb całkowitych. Przy tych założeniach d'Hondt przyzna
        * partii A -- 4 mandaty, czyli 80% zamiast 50%,
        * partii B -- 1 mandat, czyli 20% zamiast 33.(3)%,
        * partii C -- 0 mandatów, czyli 0% zamiast 16.(6)%.
    No i co z tą konstytucyjną ,,proporcjonalnością''?

    Odejście od proporcjonalności jest tym drastyczniejsze, im mniejsze są okręgi wyborcze. Gdyby cała Polska stanowiła jeden okręg wyborczy, to wybory byłyby PRAWIE proporcjonalne. Na drugim skraju skali: gdyby okręgi były tak małe, że jednomandatowe, to mowy by nie było o żadnej, nawet przybliżonej, proporcjonalności.

  • krzych.korab

    Oceniono 7 razy 3

    To co napisaliście nie wyjaśnia nic. Nie ma tam żadnych stałych. Jest jedno założenie, największe partie mają wziąć najwięcej. Takie ustawienie sprawy to oszukiwanie wyborców i zmuszanie ich do wybierania gorszego zła. Nie mają też nic wspólnego z demokracją.
    Dlatego najlepsze są okręgi jednomandatowe.

  • opiniamoja

    Oceniono 5 razy 1

    chory system, należałoby to zmienić na sprawiedliwszy, ale jedna sprawa jest najważniejsza, żeby już nigdy więcej nie rządziła samodzielnie ŻADNA partia, bo to jest chore !!!!!! czego wszystkim życzę, wybory za chwilę i już nie mogę doczekać się kwiku aktualnie siedzących przy korycie "równiejszych świ.ń"

  • arbpe

    Oceniono 9 razy -5

    zaraz, a jak to było dwie, trzy kadencje temu? To była najlepsza metoda bo wygrywali nasi?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX