Zbadano mózgi ludzi, nad którymi znęcano się w sierocińcach. Zaszły nieodwracalne zmiany

Tylko bardzo szybka adopcja może uratować zaniedbane dzieci przed trwałym uszkodzeniem ich mózgów - dowodzą najnowsze badania opublikowane w medycznym czasopiśmie "The Lancet".

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku w rumuńskich sierocińcach znajdowało się blisko 170 tys. dzieci. Był to efekt rządów komunistycznego dyktatora, Nicolae Ceausescu, który m.in. całkowicie zakazał w Rumunii środków antykoncepcyjnych. Wiele par miało więcej dzieci niż potrafiło utrzymać, dlatego oddawało je do państwowych, przepełnionych i niedofinansowanych sierocińców.

Fatalna higiena i niedożywienie były jednymi z wielu problemów, których doświadczali
podopieczni rumuńskich ośrodków. Dzieci były pozostawiane samotnie w kojcach na długie okresy, a ich opiekunowie zmieniali się do 17 razy na tydzień - niezbędne do prawidłowego rozwoju najmłodszych uwaga i rozmowa były więc w sierocińcach rzadkością.

Rumuńskie dzieci pod lupą badaczy

W 1989 r. brytyjscy naukowcy postanowili zbadać, na przykładzie podopiecznych
sierocińców w Rumunii, wpływ zaniedbania w dzieciństwie na późniejsze życie. Do badania wybrali grupę 165 rumuńskich dzieci, które zostały zaadoptowane przez brytyjskie rodziny. Najmłodsze z dzieci miało 2 tygodnie, najstarsze – 3 lata i 7 miesięcy. Wszystkie trafiły do rodzin stabilnych, troskliwych, wspierających i o wysokim statusie społecznym oraz ekonomicznym.

Następnie co kilka lat przeprowadzano badania rozwoju adoptowanych dzieci. Dzielono je przy tym na dwie grupy: te, które spędziły w sierocińcu mniej niż pół roku i te, które
mieszkały tam dłużej. Wyniki porównywano z grupą Brytyjczyków adoptowanych przez
podobne rodziny. Dość szybko okazało się, że dzieci, które w sierocińcach spędziły mniej niż 6 miesięcy, są nie do odróżnienia w rozwoju od Brytyjczyków. Natomiast dłuższy pobyt pozostawiał niezatarte piętno.

Życie w sierocińcu odbija się na dorosłości

Negatywne skutki dłuższego przebywania w sierocińcu widoczne są, jak pokazuje ostatnia praca w medycznym czasopiśmie „The Lancet” , również w dorosłości.

Prof. Edmund Sonuga-Barke z King’s College London w Londynie i jego siedmiu współpracowników prezentuje tam wyniki badań wspomnianej wyżej grupy dzieci po ukończeniu przez nie od 22 do 25 lat. Tylko co piąte nie doświadczyło żadnych problemów psychicznych.

 

U pozostałych obserwowano objawy przypominające autyzm, kłopoty w relacjach społecznych, nadaktywność, zaburzenia koncentracji, trzy do czterech razy wyższy odsetek problemów emocjonalnych, niższe osiągnięcia edukacyjne oraz wyższe bezrobocie.

- Obawiam się, że ta praca wpasowuje się w mnóstwo innych dowodów pokazujących
problemy występujące pomimo adopcji – mówi portalowi Gazeta.pl prof. Paul Harris,
psycholog rozwojowy z Uniwersytetu Harvarda w Cambridge, USA.

Im wcześniej poza sierocińcem, tym lepiej

Wyniki opublikowane w „The Lancet” pokrywają się z badaniem sprzed dwóch lat, według którego dzieci, które przeszły koszmar rumuńskich sierocińców, miały trwale zmienione mózgi. Zmniejszyła się u nich ilość substancji białej – szczególnie w obszarach odpowiadających za wspieranie uwagi, generalne procesy poznawcze i przetwarzanie emocji.

Ale choć adopcja nie pomagała w naprawie tych uszkodzeń, to pozwalała zapobiegać dalszym zmianom. To wykazał kolejny eksperyment z udziałem dzieci z rumuńskich sierocińców. Zaczął się on w 2000 r., gdy do adopcji oddano inną ich grupę. Tym razem jednak pozwolono, by wyłącznie los decydował, które dziecko trafi do dobrej rodziny, a które pozostanie w sierocińcu.

Wyniki, opublikowane w 2007 r. w „Science”, jednoznacznie udowodniły, że dzieci wychowane w domach dziecka intelektualnie pozostawały daleko w tyle za rówieśnikami. Adopcja mogła poprawić ich osiągnięcia – choć zazwyczaj nie na tyle, by dorównywali dzieciom od początku wychowywanym w rodzinach. Co najważniejsze: efekty przeniesienia z sierocińca do przybranych rodziców były tym lepsze, im wcześniej zabrano dziecko z fatalnej instytucji.

- Odkrycia Sonugi-Barke’a i jego współpracowników wspierają zasadę, że im wcześniej
poprawi się środowisko opieki małych dzieci, których podstawowe potrzeby są poważnie naruszane, tym lepiej – pisze prof. Frank Velhust z Erasmus Medical Centre w Holandii, w komentarzu badań opublikowanych w „The Lancet”. – To jest prawdziwe dla milionów dzieci na całym świecie, które doświadczają wojny, terroryzmu, przemocy lub masowej migracji.

O autorze

Wojciech MikołuszkoWojciech Mikołuszko archiwum prywatne

Wojciech Mikołuszko jest dziennikarzem naukowym i autorem sześciu książek
popularnonaukowych dla dzieci i młodzieży. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując dyplom magistra paleontologii, oraz w Szkole Reportażu Collegium Civitas. Jego teksty trzykrotnie były wyróżniane w Konkursie im. Karola Sabatha na najlepszy materiał popularnonaukowy.

Kilkukrotnie wyjeżdżał na stypendia amerykańskich instytucji badawczych dla dziennikarzy naukowych. Rok akademicki 2010/2011 spędził w Cambridge, USA, jako laureat prestiżowego the Knight Science Journalism Fellowship na Massachusetts Institute of Technology. W 2017 r. Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych nominowało go do nagrody the European Science Writer of the Year.

Komentarze (14)
Zbadano mózgi ludzi, nad którymi znęcano się w sierocińcach. Zaszły nieodwracalne zmiany
Zaloguj się
  • puzonik48

    Oceniono 10 razy 4

    W Polsce uważa się ,że lepiej żeby dziecko przybywało w domu dziecka ,niż w kochającej rodzinie za granicą .Najważniejsze ,żeby nie straciło "polskości" :(

  • Maja Wieczorek

    Oceniono 3 razy 3

    Kortyzol, jest sprzymierzeńcem człowieka gdy chodzi o radzenie sobie z sytuacjami stresowymi, natomiast zabójczy gdy stres jest codziennie, np., spowodowany przemocą. Brak bliskości drugiego człowieka, to dla dziecka też ogromny stres, więc gdy mózg jest codziennie zalewany przez kortyzol, to jest niszczony i więc tym samym psychika i emocje dziecka ulegają upośledzeniu.

  • Oceniono 6 razy 2

    Mój maz jest po sierocincu .Jest zaburzony,ma 55 lat z nikim nie moze sie dogadac,zwolniony z pracy z art.55,ma niebieska karte...jestem w trakcie odejscia od niego,nikomu nie ufa.Bardzo mi go szkoda,ale ja tez mam jedno zycie!!! Czym jest straszy tym bardziej jest lekko powiedziwaszy dziwny.Nie pracuje!!!! cos tam robi dorywczo..nie dogaduje sie z synem.

  • piotrm74

    Oceniono 7 razy 1

    Zbadajcie mózgi PISowców po 8 letnich rządach PO. Wyniki takie same. PIS ogłupiał za czasów głupiego PO..

  • szmul.bender

    Oceniono 11 razy 1

    znam takiego z Żoliborza, który nie był w sierocincu i tez mu sie pozmieniało nieodwracalnie.

  • adin_null_adin

    Oceniono 9 razy 1

    A woda jest wciąż mokra.

  • sennachmura

    0

    "Odkrycia Sonugi-Barke’a i jego współpracowników wspierają zasadę, że im wcześniej
    poprawi się środowisko opieki małych dzieci, których podstawowe potrzeby są poważnie naruszane, tym lepiej – (...) – To jest prawdziwe dla milionów dzieci na całym świecie, które doświadczają wojny, terroryzmu, przemocy lub masowej migracji." Rany boskie, kto to tłumaczył???!!!

  • pisiewicz

    Oceniono 2 razy 0

    Zapytajcie KORĘ.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX