To w Polsce zdarza się 92 proc. przypadków różyczki w Unii Europejskiej. Co się dzieje?

17.08.2016 16:07
Dlaczego to w Polsce zdarza się 92 proc. przypadków różyczki w Unii Europejskiej?

Dlaczego to w Polsce zdarza się 92 proc. przypadków różyczki w Unii Europejskiej? (Fot. CDC/ECDC, iStock)

Wyniki raportu UE mogą zaskakiwać: różyczka jest chorobą, która występuje niemal wyłącznie w Polsce. Ale gdy zapytaliśmy fachowca, wyjaśnienie okazało się inne, niż można się spodziewać.

Dane zebrane przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, agencję Unii Europejskiej, wyglądają naprawdę poważnie. W 2015 roku w całej Unii zgłoszono 2198 przypadków różyczki. Aż 2029 z nich - w Polsce. A przecież różyczka jest chorobą, na którą od kilkunastu lat szczepione są wszystkie dzieci. W wieku 13 miesięcy otrzymują skojarzoną szczepionkę uodparniającą na odrę, świnkę i właśnie różyczkę (tzw MMR). Szczepienie powtarzane jest w 10. roku życia.

Co się więc dzieje? Czy szczepionka jest nieskuteczna? Czy Polacy nie szczepią się?

O pomoc w wyjaśnieniu sprawy poprosiłem Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny. Pomógł profesor Włodzimierz Gut z Zakładu Wirusologii.

Problem jest złożony. W Polsce różyczka rejestrowana jest na podstawie rozpoznań lekarskich - wyjaśnia prof. Gut. - Rejestracja nie wymaga potwierdzenia laboratoryjnego. W rezultacie jako różyczka zgłaszane są różnorodne choroby wysypkowe. Spośród 33 rozpoznań klinicznych różyczki u obywateli polskich badanych w tym roku tylko jedno było różyczką potwierdzoną laboratoryjnie. Ale liczba przypadków badanych w stosunku do zgłoszonych jest bardzo niska - do 1 sierpnia 2016 roku zgłoszono 831 zachorowań.

To zgadza się z danymi Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Choć w 2015 roku zgłoszono 2029 przypadków, to potwierdzone laboratoryjnie zostały tylko 22 z nich. Choć to wciąż najwyższa w Europie liczba - na drugim miejscu są Niemcy z 20 potwierdzonymi przypadkami, kolejne kraje mają po 5 przypadków. Skąd wciąż wysoka liczba?

Drugą przyczyną, już obiektywną, jest historia szczepień w Polsce - mówi prof. Gut. - Celem szczepienia było zapobieganie zakażeniom kobiet w ciąży, szczepiono więc dziewczynki w wieku 13 lat. I odniesiono pełny sukces: ilość takich zakażeń jest na „normalnym” dla Europy poziomie. Taki system nieznacznie tylko wpływał na liczbę zachorowań: chorują głównie dziewczynki i chłopcy poniżej 13. roku życia. Dopiero na początku tego stulecia wprowadzono podawaną w wieku 13 miesięcy oraz w 10. roku życia szczepionkę MMR.

Choć różyczka u dzieci przebiega zwykle stosunkowo łagodnie, to stanowi bardzo poważne zagrożenie dla kobiet w ciąży. Jeśli o zakażenia dojdzie podczas trzech pierwszych miesięcy ciąży, to ryzyko uszkodzenia płodu jest bardzo wysokie. Nazywane jest ono zespołem różyczki wrodzonej i objawia się m.in. wadami układu krwionośnego, poważnymi uszkodzeniami wzroku i słuchu oraz zaburzeniami neurologicznymi. Dlatego właśnie tak dużą uwagę przykłada się do uodparniania kobiet, które mogą zajść w ciążę.

Jak wyjaśnia dalej profesor Gut:

Pozostał jednak znaczny odsetek nieuodpornionych chłopców, co skutkowało w 2013 roku tzw. epidemią wyrównawczą: chorowali głównie chłopcy w wieku 15-19 lat i starsi. Relacja zachorowań wyniosła 33796 mężczyzn i 4752 kobiety. Po tej epidemii teoretycznie powinno być bardzo mało zgłoszeń - mniej więcej do 100 rocznie. Ale z przyczyn podanych w pierwszej części wciąż jest dużo: w 2015 roku zgłoszono ponad 2 tysiące a w 2014 prawie 6 tysięcy. Jednocześnie od połowy 2014 roku do końca 2015 nie znaleźliśmy ani jednej różyczki potwierdzonej laboratoryjnie, choć w tym okresie przysłano nam tylko kilkadziesiąt surowic od osób z podejrzeniem różyczki.

Wyjaśnieniem więc jest połączenie dwóch czynników - wielu błędnych diagnoz i zgłaszania jako różyczki innych wysypek oraz szczególnego systemu szczepień, którego efekty wciąż jeszcze są odczuwalne, choć został on zmieniony 15 lat temu. 

Myślisz, że pamiętasz wszystkie województwa sprzed reformy? Sprawdź się [QUIZ]
1/15Czas na rozgrzewkę. Które województwo widać poniżej?
Zobacz także
Komentarze (101)
To w Polsce zdarza się 92 proc. przypadków różyczki w Unii Europejskiej. Co się dzieje?
Zaloguj się
  • mipp

    Oceniono 20 razy 16

    polska służba zdrowia boi się badań laboratoryjnych jak diabeł święconej wody i takie są efekty. po co tracić pieniądze na jakieś badania skoro jest wszystkowiedzący lekarz

  • kuzyn.snowdena

    Oceniono 19 razy 15

    Jeszcze ciekawiej dzieje się w przypadku próchnicy. Polska to mentalna kolonia Rosji.

  • ellojzy

    Oceniono 7 razy 7

    Typowa wizyta u lekarza rodzinnego w Polsce:
    Lekarz za biurkiem. Nie podnosi wzroku. Coś pisze w karcie poprzedniego pacjenta.
    -Dzień dobry.
    -Dzien dobry. Proszę usiąść (siedzisz w ciszy kilka minut, lekarz pisze).
    W końcu podnosi wzrok i wygląda na zaskoczonego, że ktoś tu siedzi:
    -Dzień dobry. Pana nazwisko? (szuka karty, czasem nie znajduje). W upragnione przez pacjenta:
    -Co Panu jest?
    -Mam wysypke tam i tu, boli mnie to i to i mam gorączkę.
    -No tak (lekarz ogląda zza biurka bez dotykania - nie chce się zarazić). Zapiszemy maść. Jakby nie pomogła, to pan przyjdzie za parę dni.

    Żeby lekarz rodzinny zlecił jakieś badania, trzeba chyba mieć zielony wrzód na czole i posunięte procesy gnilne. W każdej innej sytuacji - jakaś "maść" i "zobaczymy"...

  • chateou

    Oceniono 50 razy 6

    Przynajmniej nie mamy malarii i dżumy jak zachodni, importowani inżynierowie i astrofizycy w Grecji i Niemczech i Francji.

  • gr_ub_y

    Oceniono 29 razy 5

    Znam paru antyszczepionkowców.

    Żywią się energią słoneczną i chodzą na KODa.

  • azalka12

    Oceniono 7 razy 5

    Hm, czyli potwierdzenie niskiego poziomu wyksztalcenia polskich lekarzy - co na to ci, ktorzy daja abiturientom studiow medycznych uprawnienia do leczenia?

  • wortat

    Oceniono 8 razy 4

    Tytuł mógłby brzmieć: "Różyczka zabiła więcej ludzi niż biała ciężarówka w Nicei".

  • chateou

    Oceniono 28 razy 4

    <<>>Przynajmniej nie mamy malarii i dżumy jak zachodni, importowani inżynierowie i astrofizycy w Grecji i Niemczech i Francji. <<>>

  • drzejms-buond

    Oceniono 3 razy 3

    Czy ja dobrze czytam? Czy to oznacza ze nasze laboratoria są bezużyteczne a diagnostyka wyspecjalizowanych i wyszkolonych ponad miarę lekarzy mierna? Teraz rozumiem czemu u mojego ojca okulista pomylił zaćmę z jaskrą !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje