"Balon oczekiwań wobec Rafała był przesadnie napompowany". Trudny pierwszy rok Trzaskowskiego w stołecznym ratuszu

Po zdobyciu w spektakularnym stylu prezydentury Warszawy w Platformie Obywatelskiej oczekiwano, że Rafał Trzaskowski poprowadzi partię do wielkich sukcesów. Dwanaście miesięcy później wciąż jest wielką nadzieją PO, ale raczej na kolejne lata niż tu i teraz. Na razie musi zmierzyć się z największym wyzwaniem swojej politycznej kariery - stołecznym ratuszem.

- Balon oczekiwań wobec Rafała był przesadnie napompowany. Jeśli porównamy to, co się wydarzyło z tym, czego od niego oczekiwano, to rezultat jest poniżej oczekiwań - mówi w rozmowie z Gazeta.pl polityk dobrze znający prezydenta Warszawy. Dodaje jednak: - Zważywszy, jakie działa przeciwko niemu wytoczono i jakie sytuacje losowe go spotkały (chociażby awaria "Czajki"), to miniony rok mimo wszystko jest na plus. Nie na piątkę, ale na uczciwą, mocną czwórkę na pewno.

Inny polityk Platformy: - Poprzeczkę ma zawieszoną bardzo wysoko, bo wielu ludzi w PO i naszym elektoracie wiązało i nadal wiąże z nim wielkie nadzieje. Do tego jest pod ciągłym ostrzałem prorządowych mediów, zwłaszcza publicznych. Każde jego potknięcie jest wyolbrzymiane do rozmiarów katastrofy, a wrogie media budują negatywny przekaz także w oparciu o sytuacje, na które Rafał nie ma wpływu. Wreszcie ciągnie się za nim bagaż kilkunastu lat rządów Platformy w Warszawie. Chociaż to jego pierwsza kadencja, jest postrzegany przez pryzmat dwunastu lat rządów Hanki (Gronkiewicz-Waltz, poprzedniej prezydent Warszawy - przyp. red). Do tego na ręce ciągle patrzy mu PiS i ruchy miejskie. Nie jest mu łatwo.

Nie tak różowo, jak miało być

A miało być. Jeśli nie łatwo, to na pewno łatwiej. Tak przynajmniej myślano w Platformie jesienią 2018 roku, kiedy Trzaskowski widowiskowo rozstrzygnął sprawę prezydentury w Warszawie już w pierwszej turze wyborów. Chociaż przedwyborcze sondaże wskazywały, że bój o stołeczny ratusz będzie znacznie bardziej zażarty, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, Trzaskowski zdobył 56,67 proc. głosów i zdystansował wystawionego przez Zjednoczoną Prawicę Patryka Jakiego (28,53 proc.).

Dołączył do grona innych kojarzonych z Platformą lub należących do niej prezydentów wielkich miast, którzy prezydentury zapewnili sobie już w pierwszej turze - Jacka Sutryka (Wrocław), Jacka Jaśkowiaka (Poznań) czy Hanny Zdanowskiej (Łódź). Skalą zwycięstwa Trzaskowskiego zaskoczeni byli nawet w samej Platformie. Powszechnie uważano bowiem, że do pokonania Jakiego konieczna będzie druga tura. Zaskoczenie było jednak bardzo pozytywne, bo czasy dla opozycji były wówczas co najmniej trudne. Przed wyborami europejskimi Trzaskowski wydawał się więc idealną lokomotywą wyborczą, miał pociągnąć kampanię opozycji, która na jego zwycięstwie zbudowałaby kolejne sukcesy.

Ambitnym planom szyki pokrzyżowała brutalna rzeczywistość. Szybko okazało się bowiem, że czym innym jest zdobyć stołeczny ratusz, a czym innym skutecznie nim zarządzać. Zwłaszcza, gdy z zarządzaniem i samorządem miało się wcześniej niewiele wspólnego.

Z Rafała wychodzi brak doświadczenia w zarządzaniu dużymi strukturami. Przecież w przeszłości on ledwie przez chwilę kierował mini resortem, który miał może 300 pracowników. Byle dzielnica w Warszawie ma więcej

- mówi nam stołeczny polityk PO, którego pytamy o pierwsze dwanaście miesięcy Trzaskowskiego w ratuszu. - Teraz on się tego wszystkiego uczy. To jest bardzo zdolny i ambitny gość, wie o swoich słabościach i robi wszystko, żeby je pokonać - dodaje.

Nasi rozmówcy z Platformy i otoczenia Trzaskowskiego podkreślają, że poza wspomnianymi słabościami prezydent Warszawy miał też zwyczajnie pecha. Bo tylko tak można nazwać potężną awarię oczyszczalni ścieków "Czajka", która była najczarniejszą kartą pierwszego roku prezydentury Trzaskowskiego w Warszawie. Prawo i Sprawiedliwość do spółki z zaprzyjaźnionymi mediami ogrywały temat do bólu, strasząc Polaków potężną katastrofą ekologiczną, a nawet drugim Czarnobylem.

Sam Trzaskowski nie odnalazł się za dobrze w kryzysowej sytuacji. Ratusz pogubił się komunikacyjnie w całej sprawie. Z zewnątrz można było odnieść wrażenie, że przeciąganie liny z rządem, co do tego, kto ma rację i kto za co odpowiada jest ważniejsze, niż rozwiązanie samego problemu. Z kolei rząd za wszelką cenę chciał upokorzyć i skompromitować Trzaskowskiego. Ostatecznie stołeczny ratusz pomoc od władz centralnych przyjął, ale ani jedna, ani druga strona wizerunkowo na tej sytuacji nie zyskała. W kolejnych tygodniach położenie warszawskiej Platformy dodatkowo pogorszyła informacja o tym, że oddana do użytku kilka lat temu spalarnia osadów w "Czajce" uległa awarii, którą trzymano w tajemnicy przed opinią publiczną od końca 2018 roku. Chociaż kosztowała niemal pół miliarda złotych, nieczystości trzeba było rozwozić po całej Polsce. Miesięcznie kosztowało to miasto ok. 1,7 mln zł, podczas gdy koszt działania sprawnej spalarni jest ponad dwukrotnie niższy.

Politycy "dobrej zmiany" i przychylne im media grillowały Trzaskowskiego nie tylko z powodu "Czajki" czy awarii spalarni osadów. Prezydent stolicy był pod stałym ostrzałem ze względu na wdrażaną w Warszawie kartę LGBT+, którą podpisał w trakcie kampanii europejskiej. Zdaniem konserwatywnych polityków PO, a także polityków PSL, uwikłał w ten sposób Koalicję Europejską w wojnę kulturową z PiS-em, której KE nie była w stanie wygrać. Popularności Trzaskowskiemu nie przysporzyła także zbudowana na Placu Bankowym za niemal milion złotych "Strefa relaksu".

Pozytywne aspekty pierwszego roku prezydentury - m.in. zwiększanie terenów zielonych w mieście, zwiększenie liczby bezpłatnych miejsc w miejskich żłobkach, wymiana "kopciuchów", zamówienie 130 elektrycznych autobusów czy 123 niskopodłogowych tramwajów - nie zyskały takiego rozgłosu jak opisane wcześniej problemy czy wyzwania. Komunikacyjnie ratusz był cały czas w defensywie, przez co warszawiacy mogli odnieść wrażenie, że pierwszy rok prezydentury Trzaskowskiego w stolicy był rokiem walki - z przeciwnościami losu, rywalami politycznymi i zupełnie nowym wyzwaniem, jakim jest praca w samorządzie.

Rafał dobrze sprawdzał się jako minister i jako europoseł, ale w Warszawie zarządzając wielkim miastem z jeszcze większym budżetem napotkał największe wyzwanie w swojej dotychczasowej karierze. Widać gołym okiem, że nie jest mu lekko, że zmaga się z miastem

- recenzuje prezydenta stolicy jeden z naszych rozmówców z PO.

Warszawa przed Pałacem Prezydenckim

Ze względu na to, jak wyglądał pierwszy rok Trzaskowskiego w stołecznym ratuszu, niemal nikogo w partii nie zaskoczyło, że zdecydował się odpuścić walkę o prezydenturę Polski. Nie stanął nawet do wewnątrzpartyjnych prawyborów, chociaż był największym nazwiskiem, które w tym kontekście wymieniano.

Zgodnie z zapowiedziami koncentruję się na Warszawie - na to się umówiłem z mieszkańcami naszego miasta. Nie wyobrażam sobie także sytuacji, że Warszawa wpada w ręce komisarza z PiS

- tłumaczył w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

- Brak startu w prawyborach to logiczna decyzja - ocenia jeden z ważnych polityków PO. - Jasne, zawsze lepiej być prezydentem Polski niż Warszawy, ale to nie jest decyzja do podjęcia w pięć minut. Musisz precyzyjnie sobie wyliczyć, czy po zaledwie roku w ratuszu kompletnie nie spalisz własnej kandydatury, mówiąc, że teraz chcesz zostać prezydentem Polski. Dlatego nie dziwię mu się, że nie wystartował - zaznacza.

Nasi rozmówcy z Platformy przyznają, że Trzaskowski ma świadomość otrzymania wielkiego kredytu zaufania od warszawiaków. Ma też świadomość, że jego pierwszy rok w ratuszu nie był idealny. Wie, że musi sporo poprawić, ale wierzy też, że jest w stanie to zrobić. Prezydentura Warszawy, która zdaniem wielu miała być dla Trzaskowskiego jedynie odskocznią do najważniejszych państwowych urzędów, stała się dla niego wyzwaniem, przed którym polityk nie zamierza uciekać.

Do cna z europejskiego salonu

Warszawa w hierarchii wartości Trzaskowskiego wygrała też z Platformą Obywatelską. Z naszych informacji wynika, że prezydent stolicy nie zamierza ubiegać się o funkcję przewodniczącego PO, chociaż należy do tzw. frakcji młodych, czyli grupy 30- i 40-letnich polityków PO, którzy chcą zmian personalnych, systemowych i programowych w Platformie. W tym gronie znajdują się także m.in. Borys Budka, Krzysztof Brejza, Sławomir Nitras, Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Joanna Mucha czy Agnieszka Pomaska. - Jest bardzo antyschetynowy - mówi o Trzaskowskim jeden z naszych rozmówców z PO.

Jeśli Borys (Budka - przyp. red.) wystartuje na szefa partii, Rafał na pewno go poprze i to nie czysto kurtuazyjnie

- podkreśla.

Nasi rozmówcy są zgodni, że po zdobyciu stołecznego ratusza pozycja Trzaskowskiego w partii wyraźnie się wzmocniła, chociaż w bieżącym życiu Platformy udziela się znacznie mniej niż w czasach, gdy był posłem.

Chociaż nie jest szefem warszawskiej Platformy, to ma na nią gigantyczny wpływ. Jest jej nieformalnym liderem. W partii też jest aktywny zarówno w różnych rozgrywkach wewnętrznych, jak i rozmowach na kluczowe dla nas tematy

- tłumaczy nam polityk znający Trzaskowskiego. Inny z naszych rozmówców dodaje: - Jak na polityka to młody facet, ma jeszcze sporo czasu przed sobą, zdąży wystartować na prezydenta Polski. A szefem partii w ogóle nie chciał i nie chce zostać, to nie ten typ człowieka.

W Platformie duże zdziwienie wywołało to, że Trzaskowski nie zaczął wykorzystywać stołecznego ratusza do umacniania swojej pozycji w partii i budowania własnej frakcji w Platformie. W zgodnej opinii jego kolegów i koleżanek z PO władza nad największym polskim miastem, a co za tym idzie olbrzymią liczbą spółek i miejsc pracy, byłaby do tego idealną okazją. - On absolutnie idzie drogą Hanki (Gronkiewicz-Waltz, poprzedniej prezydent Warszawy - przyp. red) - ocenia warszawski polityk PO.

Jak mówi, Trzaskowski "zawsze był politycznym singlem, nie budował sobie szerokiego frontu zwolenników". Jako dowód podaje przykład wiceprezydentów stolicy. Z czwórki zastępców Trzaskowskiego dwójkę "odziedziczył" po swojej poprzedniczce (Michał Olszewski, Renata Kaznowska), jednego otrzymał wskutek umowy koalicyjnej z Nowoczesną (Paweł Rabiej), a tylko jednego ulokowała w ratuszu Platforma (Robert Soszyński).

Rafał jest z zupełnie innej szkoły, do cna z europejskiego salonu. Politykę uczył się robić nie w stołecznych knajpach, tylko w Kolegium Europejskim w Natolinie i na europejskich salonach. Nie uważa, że polityczne budowanie siebie poprzez ratusz jest właściwe i potrzebne. On tego po prostu nie czuje

- precyzuje nasz rozmówca.

"Wciąż na niego liczymy"

Chociaż rok temu o tej porze Trzaskowskiego ubierano w szaty odnowiciela Platformy i przyklejano mu łatkę nadziei tej partii na lepsze jutro, w partii nie mają do niego żalu, że zdecydował poświęcić się Warszawie zamiast bić o prezydenturę albo chociaż o kierowanie PO. Partyjny aktyw wciąż widzi w nim jednego z głównych liderów Platformy i człowieka sukcesu, który w najważniejszej bitwie pokonał PiS i obronił dla Platformy Warszawę.

W Platformie wciąż na niego liczymy. Wizerunkowo jest nadal mocny, tak naprawdę nigdy nie poniósł politycznej porażki. Jest ważną rezerwą na kolejne lata

- ocenia znaczenie Trzaskowskiego nasz rozmówca z największej partii opozycyjnej.

Właśnie te "kolejne lata" są horyzontem czasowym, na którym w przypadku Trzaskowskiego skupia się zarówno Platforma, jak i sam prezydent Warszawy. Z jego otoczenia płyną ostrożne deklaracje, że to 2025 rok jest datą, gdy Trzaskowski może na serio wejść do gry o prezydenturę. Oczywiście, o ile Platformie nie uda się odbić Pałacu Prezydenckiego wcześniej.

Jednak nawet przy takim scenariuszu Trzaskowski pozostaje jedną z kluczowych rezerw kadrowych największej partii opozycyjnej. Wzmocniony doświadczeniem z samorządu, z zarządzania potężną strukturą, jaką jest Warszawa, byłby ważną postacią w rządzie, gdyby Platformie udało się odzyskać władzę. - Nadal dysponuje ogromnym potencjałem - i intelektualnym, i wizerunkowym. Ma wszelkie papiery, żeby w przyszłości pełnić najważniejsze urzędy w państwie - zapewnia nas jeden z polityków Platformy, którego pytamy o polityczną przyszłość Trzaskowskiego.

Więcej o:
Komentarze (195)
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Pierwszy rok w ratuszu.
Zaloguj się
  • kostropacz

    Oceniono 36 razy 14

    Prowadząc walkę z samorządami, rząd wydarł Warszawie prawie półtora miliarda.

  • biesczad1

    Oceniono 33 razy 9

    Jednemu za rozwalenie samolotu stawiają pomniki, drugiego, za awarię oczyszczalni, chcą spalić na stosie - oto wolska właśnie...

  • antropoid

    Oceniono 27 razy 5

    Jeśli mu się coś nie udało, to to jest chyba "drobna niezręczność" - prawda, pisiorki?... :)

  • cztery0000ziobra

    Oceniono 6 razy 4

    Łukasz Rogojsz to kacza wtyka na gazeta.pI.

  • marywil2012

    Oceniono 14 razy 4

    ba, że są oczekiwania, to oczywiste. Mam kilka rad dla trzaskowskiego> jeśli chce aby rządzić w sposób niezakłucony i bez napracowywania się merytorycznie > należy jak pis rządzić przez agencję piarową - to po pierwsze, po drugie najlpeiej skoncentorwać się na hejcie, to dwa, i trzy wreszcie, postwaić na "patriotyzm" czyli turbopatriotyzm i ultrapatriotyzm. Jakąś bojóweczkę z kibolami założyć, pocałować gdzieś bozię, tak aby pokazać przywiązanie, przekląć geja, jakiego, albo najlepiej całe lewactwo i już skacze słupek! Tak aby zająć czymś rozgorączkowane społeczeństwo. Gdy trzaskowski to zrobisz,będzie mógł spokojnie rządzić i będzie nawet rosło poparcie. Nie warto się uczyć miasta, rozwiązywać problemów, te należy przypisywać przeciwnikom - a co - niech się przeciwnicy - nazwijmy ich umownie totalsami martiwą jak ma działać miasto - ty bądź zawsze moralnie wyżej i ponad te sprawy - rozsądzaj spory, a potem znowu rozpalaj, a broń boże nie zażegnuj! - tak zawsze robi pis i źle na tym nie wychodzi Możesz nawet mieć afery w ratuszu wtedy, bo jak pokazuje przykład pis, nawet afery nie są straszne gdy się mówi, że to kapiszon. Oczywiście pis ma prokuraturę, ale w sumie jak się dobrze wykonuje punkty powyższe to jakoś idzie.
    no i przede wszystkim krzycz jak kryśka, tweetuj jak trump i w ostrych słowach nazywaj wszystko co o tobie piszą fakemai... no chyba, że chwalą, ale jak nie chwalą to chwalić siebie.
    Na przykład z czajką należało dokać otwarcia ponownego i przedstawić to jako wielką modernizację i otwierać z biskupem i jego ministrami. Przy okazji należało zaatakować morawieckiego za opieszałośći rzuczanie kłód pod nogi oraz obcinanie kasy.. co akurat jest prawdą, ale tę można czasami wplatać w narrację, która tak poza tym ma być przede wszyskim głośna i widoczna i musi zawierać dużo słów w rodzau naród, dobra, zmiana, wstać z kolan...
    radzę skorzystać z tych rad.

  • nowyemeryt

    Oceniono 5 razy 3

    To jest wzorcowy kandydat na prezydenta RP w przyszłości.

  • genocidezionism

    Oceniono 25 razy 3

    Zastanawiam sie gdzie byli ekolodzy wszędobylscy kiedy z Czjki waliły tony ścieków na minutę zawierających ciężkie metale do Wisełki.
    Za i za brak reakcji w tej sprawie należałoby Trzaskowskiego zdyskwalifikować i postawić przed Sądem. Nawet jak wojsko most bydowało i awaryjne obejście to udzielał wywiadów w któych twierdził ,że to wydawanie pienię3dzy w błoto bo on Trzaskowski sobie poradzi.
    Muszę tego gościa znosić i jeszcze te poodwyzki śmieci chyba wyprowadze się na Wybrzeżę.

  • mam45

    Oceniono 7 razy 3

    Rogojsz .. i wszystko jasne!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX