"Nasze demony wrócą bardzo szybko i z bardzo dużą siłą". Prawybory mogą być gwoździem do jej trumny

Wewnętrzne prawybory prezydenckie miały być remedium na wszelkie zmartwienia Platformy Obywatelskiej. Tyle że do wyścigu stanęła wyłącznie Małgorzata Kidawa-Błońska i z potencjalnego sukcesu zrobił się realny problem. Już po terminie zgłaszania kandydatur okazało się jednak, że ma konkurenta. Okazał się nim prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

AKTUALIZACJA: Jacek Jaśkowiak tajemniczym kandydatem w prawyborach. Politycy PO komentują: Schetyna go zmusił, cyrk

- Historia powtarza się jako farsa - irytuje się polityk Platformy, którego pytamy o fiasko prawyborczej operacji. - Tak jak nie udało nam się z sukcesem powrócić do koncepcji dwóch szerokich skrzydeł, tak samo nie udało nam się z prawyborami - przyznaje.

O sukcesie trudno mówić. Prawybory prezydenckie miały pokazać siłę Platformy i odmienić jej trudne położenie. Tymczasem cudem uda się je w ogóle zorganizować i uniknąć spektakularnej klapy wizerunkowej. O ile pierwsza kandydatka, wicemarszałkini Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, była znana od dawna, o tyle drugi kandydat swój start ogłosił... kilkanaście godzin po terminie nadsyłania zgłoszeń (ten mijał 19 listopada o północy). - W piątek (zbiera się wówczas zarząd PO - przyp. red.) będziemy wiedzieli wszystko, będziemy mogli zacząć kampanię - zapewniła sama zainteresowana na antenie TOK FM. Wówczas wciąż była jedyną chętną do reprezentowania Platformy w wyścigu o Pałac Prezydencki. - Ja uważam, że już nie ma czasu - podkreśliła i dodała, że "to będą bardzo ważne wybory".

Kandydat z koperty

Do nieoczekiwanego zwrotu akcji doszło kilka godzin po powyższej wypowiedzi pani marszałek. Szef komisji wyborczej Rafał Grupiński poinformował, że... pojawił się drugi kandydat. Jego (lub jej) personaliów nie podano do wiadomości publicznej. Zgłoszenie miało zostać nadesłane w kopercie. Nasi rozmówcy w Platformie przyznawali, że zna je tylko przewodniczący PO i jego najbliższe otoczenie. Reszta partii tożsamość kandydata lub kandydatki miała poznać po piątkowym zarządzie krajowym Platformy.

Nie minęło kolejnych kilka godzin i okazało się, że tajemniczym ratunkowym kandydatem jest prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. "Polska potrzebuje silnej prezydentury, która zatrzyma łamanie praworządności, wydobędzie kraj z chaosu, partyjniactwa i przywróci wszystkim obywatelom poczucie wspólnoty. Chcę podjąć się tego wyzwania. Dlatego zgłosiłem swoją kandydaturę w prawyborach Koalicji Obywatelskiej" - napisał na swoim profilu na Facebooku.

Wysoko postawieni politycy Platformy, z którymi po ogłoszeniu decyzji Jaśkowiaka rozmawiała Gazeta.pl, nie mają złudzeń, że mózgiem tej operacji jest Grzegorz Schetyna. Ich zdaniem zmusił prezydenta Poznania do startu w prawyborach, które od początku były dla szefa PO niezwykle ważne (w dalszej części artykułu piszemy dlaczego). Całą sytuację oceniają jako "cyrk" i dodają, że "wstydzą się odpowiadać na pytania na ten temat".

Jeszcze przed ogłoszeniem kandydatury Jaśkowiaka jeden z polityków PO mówił w rozmowie z Gazeta.pl: - O tym rezerwowym kandydacie wiedziałem już wczoraj wieczorem. W sensie, że jest, ale nie kto konkretnie nim lub nią jest. To jest utrzymywane w wielkiej tajemnicy.

Trzymana do ostatniej chwili w sekrecie ratunkowa kandydatura zaskoczyła również parlamentarzystów Platformy.

W partii o żadnym ratunkowym kandydacie nie słyszeliśmy. Jedynym kandydatem jeszcze wczoraj wieczorem była Małgorzata Kidawa-Błońska. Były inne mocne nazwiska, ale wycofały się przed upływem terminu zgłaszania kandydatur

- tłumaczył nam zdziwiony poseł PO.

I dodał: - Na tę chwilę mamy jedną potwierdzoną kandydaturę, która na 100 proc. spełniła wszystkie wymogi formalne. To Małgorzata Kidawa-Błońska. A skoro tak, to nie ma na co czekać i trzeba podjąć męską decyzję, czyli oficjalnie ogłosić jej kandydaturę i rozpocząć kampanię. Andrzej Duda swoją już od dawna prowadzi.

Z dużej chmury mały deszcz

Lista tych, którzy z wicemarszałkinią Sejmu mieli stanąć w prawyborcze szranki robi wrażenie. Nie tylko, jeśli chodzi o liczbę potencjalnych rywali, ale także ich nazwiska. Wśród potencjalnych chętnych do walki o prezydenturę byli przecież europosłowie Radosław Sikorski i Bartosz Arłukowicz, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, a wcześniej także prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz i prezydent Łodzi Hanna Zdanowska.

Nikt z nich nie podjął jednak rękawicy. Sikorski wprost stwierdził nawet, że nie zamierza po raz drugi brać udziału w ustawionych prawyborach, w których zwycięzca znany jest na starcie. W 2010 roku, bez powodzenia, w podobnej formule rywalizował o prezydencką nominację z Bronisławem Komorowskim.

Onet informował, że na ostatniej prostej Grzegorz Schetyna usiłował namówić do startu w prawyborach nowo wybranego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, ale ten nie wyraził zainteresowania takim rozwiązaniem. Z informacji Gazeta.pl wynika z kolei, że innym potencjalnym rywalem marszałek Kidawy-Błońskiej miał zostać prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Jednak i tutaj próby perswazji spełzły na niczym.

Jeszcze wcześniej, na początku listopada, z ubiegania się o prezydenturę zrezygnował przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Były premier był wcześniej niemal etatowym kandydatem Platformy na urząd prezydenta.

Uważam, że możemy te wybory wygrać, ale do tego potrzebna jest kandydatura, która nie jest obciążona bagażem trudnych, niepopularnych decyzji, a ja takim bagażem jestem obciążony od czasów, kiedy byłem premierem

- wyjaśnił powody swojej decyzji w rozmowie z dziennikarzami TVN24 i Polsat News.

Nasi rozmówcy przekonują, że w Platformie tak naprawdę nikt nie chciał stanąć do walki z Kidawą-Błońską. Kluczowym powodem było, oczywiście, to, że wynik takiego starcia był z góry wiadomy. Partia zainwestowała zbyt wiele sił i środków w promocję wicemarszałkini Sejmu podczas kampanii parlamentarnej, żeby całą wykonaną wówczas pracę teraz wyrzucić do kosza i rozpocząć promocję kolejnego polityka.

Kidawa-Błońska ma też jednak bardzo dobrą opinię w Platformie. Politycy różnych szczebli doceniają, że jest bardzo popularna w elektoracie i to nie tylko tym platformerskim. Pochlebnie wypowiadają się o niej nawet politycy PiS-u. Chociaż jej kandydatura na premiera była zaskoczeniem nawet dla niej samej, od momentu jej ogłoszenia ostro pracowała w kampanii. W ten sposób zrobiła wrażenie nie tylko na kolegach i koleżankach z sejmowych ław, ale także na strukturach PO. Wreszcie jej wynik w Warszawie (ponad 416 tys. głosów) jest olbrzymim mandatem zaufania i pokazuje, że w tej kandydaturze tkwi duży potencjał, którego największa formacja opozycyjna nie powinna zmarnować.

Powrót demonów

Koncepcję prawyborów prezydenckich w Platformie od początku forsował przewodniczący partii. Gdy stało się jasne, że wynik Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych jest niezadowalający, a w partii podniosły się liczne głosy wzywające do rozliczeń, Grzegorz Schetyna nakreślił jego zdaniem optymalny kalendarz na kolejne miesiące. Pierwszym krokiem miał być wybór nowego szefa klubu parlamentarnego (został nim Borys Budka), następnie prawybory prezydenckie i wyłonienie kandydata PO do majowej elekcji, a na końcu wybory nowych władz samej Platformy.

Nasi rozmówcy w PO mówią wprost, że ów kalendarz był obliczony na "ucieczkę do przodu". Jego realizacja pozwoliłaby Schetynie przeczekać furię partyjnych działaczy, którzy domagali się jego głowy, a także przegrupować siły i przygotować się do obrony stanowiska szefa partii. W najlepszym razie mogłoby się nawet udać odroczyć wybór nowych władz PO do końca maja (wówczas odbędą się wybory prezydenckie).

Prawybory miały też pomóc samej Platformie, która po wyborach parlamentarnych zmagała się licznymi problemami - kryzysem przywództwa, wewnętrznymi konfliktami, słabnącym poparciem, brakiem kandydata na prezydenta. Gdyby cała operacja przebiegła według planu, PO pokazałaby, że kadrowo wciąż jest bardzo silna, skupiłaby na sobie uwagę wyborców i mediów, narzuciła narrację nie tylko rządzącym, ale także reszcie opozycji, przygotowała nową ofertę programową dla Polaków. Prawybory miały też utrudnić powrót do polskiej polityki Tuskowi, który ze względu na swoją pozycję polityczną w takiej formule z pewnością nie chciałby brać udziału. Ten problem rozwiązał się jednak sam w tzw. międzyczasie.

Dzisiaj - nawet w scenariuszu z dwoma kandydatami startującymi w prawyborach - o realizację powyższego planu będzie niezmiernie ciężko. Wizerunkowo prawybory już zostały przegrane. Tematem otwartym pozostaje jedynie skala poniesionych wskutek tego strat. Platforma będzie chciała je za wszelką cenę zminimalizować.

Oczywiście, że teraz nasze problemy i związane z nimi dyskusje wrócą. Przecież członkowie partii nie dostali zbiorowego Alzheimera, chociaż emocje na pewno nieco opadły

- nie ma złudzeń jeden z naszych rozmówców. Inny dodaje: - Nasze demony wrócą bardzo szybko i z bardzo dużą siłą.

Konkurencja nie śpi

Obawy w Platformie budzi już nie tylko kondycja samej partii i jej problemy, ale także, a może przede wszystkim, to, że konkurencja nie śpi. Andrzej Duda od dawna prowadzi działania kampanijne, objeżdżając kolejne miasta, miasteczka i wsie. PSL do prezydenckiego wyścigu wystawiło swojego prezesa Władysława Kosiniaka-Kamysza. Z kolei Lewica z potężnym impetem wróciła do Sejmu - przemówienie Adriana Zandberga w odpowiedzi na exposé premiera Mateusza Morawieckiego było komentowane w samych superlatywach i to nawet przez ludzi, którym z Partią Razem zupełnie nie jest po drodze.

Nie mamy czasu na bawienie się w partyjną demokrację. Widać, jaka jest dzisiaj dynamika polityczna. Zandberg i Kosiniak rosną w oczach. Jeśli teraz zaczniemy znowu zajmować się sobą, to obudzimy się mając 10 proc. w sondażach

- analizuje dobrze zorientowany w sytuacji partii polityk PO.

Jak twierdzi, o najbliższej przyszłości Platformy może zadecydować... kalendarz posiedzeń Sejmu. - Jeśli kolejne zostanie zwołane szybko, to dobrze dla nas, bo partia będzie mieć zajęcie. Walka w Sejmie, walka w mediach, projekty ustaw. Jeśli będzie dłuższa przerwa, to dostaniemy czas, żeby zająć się sobą. A wtedy emocje mogą wymknąć się spod kontroli - przewiduje.

Więcej o:
Komentarze (243)
"Nasze demony wrócą bardzo szybko i z bardzo dużą siłą". Prawybory mogą być gwoździem do jej trumny
Zaloguj się
  • ollycrock

    Oceniono 34 razy 22

    Schetyna naznaczony jest "antklątwą" Midasa, czego się dotknie w g... się obraca , i nie jest to gold.

  • magda_breslau

    Oceniono 32 razy 18

    Tylko z takà opozycjà ktos taki jak Jarek moze byc prezesem Polski.

  • niepisaty_wyksztalciuch

    Oceniono 27 razy 17

    Platforma nie ma przyszłości. Jak zwykle nie wie co się dzieje. A dzieje się to, że trwa rywalizacja o poparcie umiarkowanego wyborcy - normalsa, który trochę się pogubił i jeszcze w tych wyborach w zbyt dużej części głosował na PIS biorąc za dobrą monetę jego bogoojczyźniano-patriotyczną i pseudomodernizacyjną retorykę. W ciągu tej kadencji jednak do normalsa dotrze, że PIS to ekstremiści forsujący permanentną rewolucję kulturalną, rodzaj narodowych bolszewików demolujących państwo, gospodarkę i stosunki społeczne. Wtedy zacznie się rozglądać za jakimś konserwatyzmem z prawdziwego zdarzenia. Kosiniak to wie i już dzisiaj idzie po ten elektorat modelując PSL na polską chadecję. Jednocześnie nie zaniedbuje wsi wiedząc, że ten kto ma wieś i małe miasta ten ma władzę. Tymczasem PO nie jest w stanie nawet porządnie wymienić swojego lidera po przegranych wyborach

  • matts06

    Oceniono 20 razy 14

    Najbardziej mnie w tym ciekawi to, że mamy do czynienia z naprawdę dużą jak na polskie warunki partią. Wydaje się, że powinni tam być ludzie kompetentni, tacy co znają się na różnych rzeczach, między innymi jak robić kampanie, jak działać w medaich czy to społecznych czy tradycyjnych. Natomiast co chwile PO zalicza jakieś kompletne wizerunkowe wtopy. Trudno to naprawdę jakoś ogarnąć jak to jest w ogóle możliwe, bo to są wtopy po prostu na własne życzenie, których bez problemu można by uniknąć. Skoro już nawet w partii nie ma jakichś profesjonalistów, to można by zatrudnić kogoś od wizerunku, kogoś z pomysłem na rozkręcenie kampanii. Mam przeczucie, że jeśli kandydatką będzie Kidawa i nie zatrudnią fachowców do jej kampanii, to przy entuzjazmie i energii jaka bije od pani marszałek, ta kampania będzie z Dudą przegrana.

  • gourmant

    Oceniono 20 razy 12

    Schetyna lansując prawybory próbował odsunąć temat wyborów szefa PO i ocalić swój tyłek. Wygrana w wyborach prezydenckich mniej go interesuje

  • matts06

    Oceniono 15 razy 11

    Naprawdę to jest fenomenalne jak wszystko czego się dotknie PO to potrafi spieprzyć... Nie dziwię się, że przez 4lata PiS kompletnie nie stracił poparcia. Pewnie ten anonimowy kandydat, to tak naprawdę jeszcze go nie ma, tylko trwa szukanie kogokolwiek na gwałt, byle tylko była druga osoba i sobie mogła pojeździć z Kidawą po Polsce i podebatować. To przestaje być śmieszne, a staje się żenujące. Będzie jakiś słup, robiący za drugiego kandydata i będą debaty, prawybory...

  • polakadam

    Oceniono 19 razy 11

    Ta niemoc platformy staje się już irytująca. Niech w końcu zmienią Schetynę na kogoś dynamicznego i pójdą do przodu.

  • agfaphoto

    Oceniono 13 razy 9

    Schetyna nigdy nie powinien stanąć na czele PO ! Destrukcja to jego drugie imię. Moim zdaniem to szpion PiSu.

  • lina555

    Oceniono 10 razy 8

    Schetynie odbija już całkiem, wygra prawybory, tzn. przeprowadzi je, a Platforma przerżnie wybory prezydenckie, a razem z nią przerżniemy Polskę!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX