Michał Kamiński: z punktu widzenia PiS Jacek Kurski jest nawet lepszy niż 500+

Jacek Gądek
- Donald Tusk dodałby wiele opozycji, gdyby przejął nad nią kierownictwo. Gdyby nie był jedynie sztandarem, ale został wodzem, który ten sztandar trzyma - mówi Michał Kamiński, kandydat opozycji na senatora. W rozmowie z Gazeta.pl mówi o także o swojej chorobie, Jacku Kurskim i wsparciu od Aleksandra Kwaśniewskiego.

Jacek Gądek: Żona mówi "Misiek, daj spokój z polityką, bo Cię wykończy?".

Michał Kamiński: Dość często. Teraz rzadziej, bo wie, że musi mnie inspirować. Największy kryzys przeżyliśmy, gdy zrezygnowałem z pracy w dużej izraelskiej firmie PR-owej i przyjąłem ofertę premier Ewy Kopacz, by w 2015 r. wejść do rządu Platformy Obywatelskiej. Wtedy żona pytała: "po co Ci to?".

Żałuje pan?

Nie. Jeśli w polityce czegoś żałuję, to głupstw, które w życiu powiedziałem albo zrobiłem. Nie żałuję, ani odejścia z PiS dziesięć lat temu, ani przyłączenia się do dzisiejszej opozycji.

A wyobraża sobie pan sytuację, że rezygnuje z polityki?

Zrezygnowałem już z tylu rzeczy, bez których nie wyobrażałem sobie kiedyś życia, że byłbym w stanie rzucić i politykę. Kiedy byłem w biznesie, bardzo tęskniłem za Sejmem. Mam poczucie - choć brzmi to nieskromnie - że mogłem się wielu rzeczy w polityce nauczyć.

Od kogo?

Od Wiesława Chrzanowskiego, pierwszego marszałka Sejmu wolnej Polski, który przesuwał mnie, wówczas radykalnego prawicowca, na umiarkowane tory. Od Lecha Kaczyńskiego podobnie - śp. prezydent pomagał mi dalej przesuwać się w lewo. Z całą pewnością bardzo dużo wyniosłem także ze współpracy z Jarosławem Kaczyńskim.

Co konkretnie?

Na początku zaimponowała mi - jak sądziłem - jego bezgraniczna ideowość. Cały mój idealizm zderzał się z brutalną i prymitywną polityką, a Jarosław Kaczyński ze swoim projektem Prawa i Sprawiedliwości przywracał ludziom wiarę w politykę. Potem okazało się, że byłem tu w błędzie.

To trywialna rzecz, ale jak pan sobie radzi bez piwa?

Lepiej niż myślałem. Dużo gorzej radzę sobie bez słodyczy.

Kiedyś jednak żartowano, że "Misiek" nie wyobraża sobie lunchu bez piwa.

To mocna przesada. Rzeczywiście moim ulubionym alkoholem było piwo, które jednak w przypadku cukrzycy jest pierwszą rzeczą, z której trzeba zrezygnować. Dziś jestem abstynentem i wegetarianinem. Moi znajomi byli przekonani, że będę z tym miał o wiele większe problemy. Do tego dochodzi codzienny sport. Dzień zaczynam od godziny na stacjonarnym rowerze. W ciągu dnia jestem jeszcze w stanie - i to w czasie kampanii - wygospodarować godzinę na basen.

Czy choroba zmieniła pana jako człowieka?

W spocie wyborczym moja żona opowiada, że gdy dowiedziałem się o chorobie, to powiedziałem: jeśli chcę zmieniać Polskę, a przecież bardzo chcę, to moja zmiana polityczna musi być wiarygodna, a będzie tylko wtedy, gdy zmienię najpierw siebie. Zacząłem więc.

Ale dopiero w obliczu konieczności, choroby.

Nie histeryzuję, bo cukrzyca to choroba, z którą mnóstwo ludzi musi żyć. Jednym trudno zrezygnować z przyjemności, ograniczyć alkohol bądź - jak w moim przypadku - zupełnie go odstawić, pilnować diety i codziennie trenować. Zgoda, zostałem przez życie do tego zmuszony, ale przecież nie każdy, kto staje przed takim wyborem, postępuje tak radykalnie jak ja.

Czy polityk przed wyborami zawsze musi mówić, że idzie po wygraną i że wygra?

Idzie się po to, aby wygrać - to nie PR, ale fakt. Widzieliśmy już jednak w naszej polityce ludzi, którzy byli pewni sukcesu, a potem przegrywali.

A Władysław Kosiniak-Kamysz jest pewny swego, czy każdy dzień jest dla niego walką o przetrwanie?

Podjął bardzo trudne zadanie - także wbrew mojej radzie. Przekonywałem go przecież do bezpieczniejszego, z punktu widzenia PSL, startu z list Koalicji Obywatelskiej.

To asekuranckie rozwiązanie.

Zgoda. Asekuranckie.

Były prezes PSL Waldemar Pawlak radził startować samemu i bronił się przed takim asekuranctwem. Mówił, że "albo mamy kręgosłup i jaja, i potrafimy robić politykę, z której wynika coś dobrego dla kraju, dla Polski, dla Europy, dla ludzi".

Z bólem przyjmuję tę złośliwość.

Władysław Kosiniak-Kamysz decyzję o starcie samodzielnym podjął nie pod wpływem Pawlaka, ale pomyślał - i za to go bardzo cenię - że stawka tych wyborów jest tak wielka, że personalnie ryzykując wszystko, może przyczynić się do odebrania PiS-owi większości w Sejmie. Porozumiał się potem z Pawłem Kukizem, co też było niezwykle trudne. To wielka zasługa Kosiniaka-Kamysza: przesunął Kukiza z obozu PiS na stronę antyPiS. Dzisiaj każdy racjonalny, myślący człowiek wie: od wyniku listy PSL z Pawłem Kukizem zależy to, czy PiS będzie miało większość w Sejmie.

A panu blisko do samego PSL? Jest pan przecież kandydatem ludowców na senatora w okręgu podwarszawskim.

Doceniam Kosiniaka-Kamysza, który ma wielki osobisty talent. Osobiście nie odnajduję się w bliskiej mu koncepcji budowania chadecji, ale innej niż PiS. Nie jestem też członkiem PSL. Szanuję go tym bardziej, bo zdecydował się mnie - jako kandydata całej opozycji - wystawić w wyborach do Senatu.

Czyja to teza, że wybory wygrywa ta formacja, o której każdy spotkany na ulicy człowiek jest w stanie powiedzieć, po co chcą władzy?

Moja.

I czy ludzie na ulicy mają problem z pytaniem, po co idzie opozycja?

Pokazały to badania dla "Gazety Wyborczej". Zasadniczym motywem dla głosowania na opozycję jest niechęć wobec PiS.

Kiepska motywacja.

Kiepska, ale pokazująca, że przy wszystkich swoich sukcesach, PiS poniosło jednak porażkę. PiS posiada wszystkie instrumenty państwa, a nadal połowa Polaków jest bardzo zdeterminowana, aby na PiS nie głosować. To efekt tego, że PiS nie potrafi rządzić inaczej niż przez konflikt. Istotą pomysłu Jarosława Kaczyńskiego na politykę jest właśnie konflikt. Nienawiść, którą budzi, nie jest efektem pobocznym jakichś jego świetnych pomysłów, ale sednem pomysłu prezesa na Polskę.

To, jak pan sądzi, jak ludzie panu odpowiedzą na pytania, po co opozycja chce władzy?

"Żeby było normalnie".

W Warszawie pewnie tak, ale w Grójcu takich odpowiedzi pan nie usłyszy.

Niemniej dla połowy Polaków PiS oznacza nienormalność.

Poparł pana Aleksander Kwaśniewski. Dla byłego polityka ZChN i PiS to powód do dumy?

Tak. Jestem z tego bardzo dumny. Uznaję to za jeden z największych sukcesów mojej politycznej ewolucji. Nigdy przecież nie głosowałem na Kwaśniewskiego, a teraz to były prezydent popiera mnie. Wsparł mnie też taki autorytet jak prof. Leszek Balcerowicz.

A ile waży dziś Donald Tusk w polskiej polityce?

Wciąż jest dla wielu Polaków, także dla mnie, istotnym punktem odniesienia dla dobrej polityki. Podobnie jak Aleksander Kwaśniewski. Tyle tylko, że Tusk i Kwaśniewskie mogą spełniać ograniczoną rolę, bo są poza bieżącym sporem politycznym. Są autorytetami, a nie graczami.

Czy Tusk cokolwiek dodaje dziś opozycji?

Tusk dodałby wiele opozycji, gdyby przejął nad nią kierownictwo. Gdyby nie był jedynie sztandarem, ale został wodzem, który ten sztandar trzyma.

Ale nie chce nim być.

Bo ma do wypełnienia rolę przewodniczącego Rady Europejskiej.

Załóżmy scenariusz: PiS wygrywa wybory i ma samodzielną większość. Ma pan przekonanie, że to Mateusz Morawiecki, a nie Jarosław Kaczyński znów będzie premierem?

To tak, jakbym się zastanawiał, czy kat, który przyjdzie mi ściąć głowę, będzie miał trampki czy buty z cholewami. Bez znaczenia jest to, kto będzie ścinał głowę mi i polskiej demokracji. A nie mam złudzeń, że dalsze samodzielne rządy PiS będą oznaczać kolejny krok w kierunku państwa autorytarnego. Polacy tymczasem chcą być w Unii Europejskiej.

Jednak narracja o Polexicie zbankrutowała. Nikt dziś o tym nie mówi.

Dziś ta narracja nie jest głośna, ale nie oznacza to, że zbankrutowała. Tak samo, jak nie bankrutuje narracja o państwie świeckim. Po swoich spotkaniach widzę, że jest bardzo żywa, ale opozycja - poza lewicą - z jakichś powodów jej nie podejmuje. A przecież nie chodzi o walkę z religią, tylko o opowiedzenie się za świecką republiką. Większość Polaków jest za obecnością w UE i świeckością państwa, ale trzeba znaleźć wiarygodny język, którym można o tym zacząć mówić.

Zna się pan z Jackiem Kurskim, prezesem TVP?

W miarę dobrze.

Jest skuteczny w tym, co robi?

Z punktu widzenia PiS Jacek Kurski jest nawet lepszy niż 500+. Ale dla polskiej demokracji i jakości debaty publicznej jest jednym z największych szkodników.

"Wiadomości" ogląda 2,5 mln osób. Tymczasem, aby wygrać wybory, będzie trzeba mieć np. 8 milionów głosów. TVP wygranej nie daje.

Po pierwsze: w każdych środowiskach są liderzy opinii, którzy "Wiadomości" oglądają. Telewizja publiczna narzuca narrację i to o wiele mocniej, niż może to robić jakakolwiek partia pod własnym szyldem. PiS funkcjonuje choćby w otoczeniu europejskim, więc na bardzo napastliwą narrację nie może sobie pozwalać i do tego właśnie ma Jacka Kurskiego w TVP. On potrafi siać nienawiść.

Więcej o:
Komentarze (109)
Michał Kamiński: z punktu widzenia PiS Jacek Kurski jest nawet lepszy niż 500+
Zaloguj się
  • biesczad1

    Oceniono 31 razy 23

    Pewnie Jacek Kurski zapisze się w historii - Judasz ze swoimi srebrnikami też się zapisał...

  • wolak007

    Oceniono 24 razy 16

    Joseph Goebbels, prawa ręka Adolfa Hitlera, bez którego nie odniósłby początkowego sukcesu!...

  • vitruvius

    Oceniono 20 razy 14

    WIARYGODNOŚĆ PiS
    W tym co mówią PiS-towarzysze jest tyle prawdy, co w:
    1. Opowieści o Jadwidze Kaczyńskiej, jako „sanitariuszce w Powstaniu Warszawskim”,
    2. "Zamachu" w Smoleńsku,
    3. "Wielkości" Lecha K.
    4. „Polsce w ruinie”,
    5. "Uzdrowieniu" sądów, patrz „EMI”,
    6. "Uczciwości" PiS, patrz Banaś,
    7. "Patriotyzmie" Jarosława K. (Jarosław K. = Polska i państwo),
    8. "Kompetencji" kadr PiS, patrz stadniny i spółki skarbu państwa,
    9. "Walce z pedofilią" w kościele,
    10. "Sprawności" prokuratury w sprawie KNF,
    11. "Sprawności" prokuratury w sprawie łapówki 50 000 zł i Srebrnej,
    12. "Sprawności" NBP w sprawie KNF i 2 prawie takich samych blondyn po ok. 50 000 zł/mc,
    13. "Sprawności" prokuratury w sprawie SKOKÓW, zwłaszcza Wołomin,
    14. "Sprawności" prokuratury w sprawie oczerniania i oszczerstw z Ministerstwa „Sprawiedliwości”,
    15. "Sprawności" prokuratury w sprawie GetBack,
    16. Stabilnych i uczciwych rodzin jak Kaczyńskich (Romuald i zwłaszcza MARTA K.),
    17. 2015 r. : "1,5 biliona na inwestycje !" - J.Kaczyński,
    18. „Bohaterach z Brygady Świętokrzyskiej”, co „nie współdziałali” z OKH / OKW.
    I co dalej?

  • krynolinka

    Oceniono 25 razy 13

    Właśnie jadą w rządowym telewizorze po Kukizie, że podobno nie zapłacił za logo swojego ugrupowania. Trzyma Kurski łapę na pulsie, oj trzyma!!

  • krunghtep01

    Oceniono 15 razy 9

    Gosc nie z mojejnbajki,Ale wiarygodnie tlumaczy swoja droge od radykalnej prawicy do centrum.No I nie jest na pewno takim klamca jak wiekszosc pisiorow na czele z Morawieckim.

  • krzywelustro

    Oceniono 7 razy 7

    Właśnie na tym polega idea prawego i sprawiedliwego żłoba:
    ci, którzy zostali do niego dopuszczeni, wiele z niego wynoszą.

  • sawicki1

    Oceniono 10 razy 6

    Pani Michale,
    Należy pan do polityków idealistów,dlatego nie mogę pojąć
    wcześniejszej współpracy z Kaczyńskim.
    Już 30 lat temu miałem przekonanie że Jarosław Kaczyński
    ma osobowość destrukcyjną, moja ocena jest ciągle aktualna.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 11 razy 5

    Pinochet!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX